Wyniki rozdania z Firmoo.com

Święta, święta....i po świętach. Wczoraj wróciłam do Lublina i zaczynam powolne przygotowania do Sylwestra. Co do konkursu z Firmoo.com-  wyniki postanowiłam opublikować dopiero gdy odezwie się do mnie przedstawicielka Firmoo- wiecie, chciałam mieć wszystko dopięte "czarno na białym". Bez zbędnego przedłużania. Zgłosiło się 27 osób, w zależności od ilości spełnionych warunków każda z Was zdobywała odpowiednią ilość losów. Po zsumowaniu wyszło 67 losów.

Nagroda główna wędruje do:
małykobiecyświat


Nagrody pocieszenia, czyli vouchery na 50% zniżki lecą do:
E.Wróbel
Anlavena
deedee_1
kosmetycznapasja
Kamila Lily




Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! 

Jest moc! BingoSpa; Mocny peeling błotny do twarzy- kwas glikolowy, mlekowy i kwasy owocowe

Jesień i zima to dla mnie okres, w którym dużą wagę przykładam do usuwania naskórka. Po pierwsze, skóra po lecie wymaga gruntownej "reperacji" a że słońce już nie grzeje można sobie pozwolić na małe "złuszczanko". W tym roku do "mocniejszych działań" namówiłam również mamę i podarowałam jej między innymi produkt firmy BingoSpa o długiej nazwie- mocny peeling błotny do twarzy z kwasem glikolowym, mlekowym i kwasami owocowymi.


Peeling zamknięty jest charakterystycznym dla produktów BingoSpa, dość szerokim, wygodnym w odkręcaniu  plastikowym słoiczku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, czytelna a dodatkowo- co ważne produkt jest opisany. Po otwarciu słoiczka...cóż widok nie jest zbyt zachęcający, jednak można było się tego spodziewać. Peeling, jak sama nazwa wskazuje, oparty jest na błocie z Morza Martwego (10%), które w połączeniu z mielonymi pestkami owoców takich jak daktyle, migdały oraz orzechy daje (wizualnie) szarawo- brązowawe połączenie. Dodatek kwasów, zarówno owocowych jak i glikolowego i mlekowego skutkuje nieco metalicznym połyskiem i dość charakterystycznym zapachem. Pierwsze słowa mojej mamy- cóż to jest?! Przyznam, że chwilę jej zajęło przekonanie się do nałożenia tej mało atrakcyjnej papy na twarz.

Peelingu zdecydowanie nie polecam osobom z cerą wrażliwą czy z ropnymi wypryskami, gdyż jest  on faktycznie mocny. I tu producent nie kłamał. Peeling błotny BingoSpa to zdzierak jakich mało. Połączenie kwasów, przemielonych łupin/pestek i błota z Morza Martwego daje konkretne i stosunkowo dogłębne usuwanie obumarłych warstw naskórka. Stosując produkt nie należy przykładać zbyt mocnego nacisku podczas masowania twarzy. Moja mama najczęściej nakłada peeling na twarz, czeka chwilkę- dając kwasom zadziałać a następnie, bardzo delikatnymi, kolistymi ruchami masuje twarz. Efekt jest zadziwiająco dobry, skóra jest miła w dotyku, gładka, nieco rumiana a co najważniejsze pozbawiona wszelkich suchych skórek (efekt stosowania Redermic R firmy LRP). Dodatkowo zauważyłyśmy, że po zabiegu, rozszerzone pory faktycznie ulegają zwężeniu a twarz przez pewien czas mniej się świeci.

Jeśli szukacie mocnego, dobrze działającego peelingu produkt marki BingoSpa jest jak najbardziej dla Was! Muszę również dodać, że korelacja ceny do gramatury i wydajności jest wzorowa. Za 100 g bardzo wydajnego produktu płacimy jedynie 18 zł. Polecam serdecznie :)




BingoSpa; serum kolagenowe do ciała z olejkiem morelowym

Nie napiszę chyba niczego odkrywczego gdy powiem Wam, że lubię kosmetyki, które faktycznie działają. Pierwszym impulsem, który popycha i skłania nas do zakupu danego produktu jest jego opakowanie i opis. Bajkowy, obiecujący wiele. Tak było i w moim przypadku. Serum kolagenowe z olejkiem morelowym firmy BingoSpa czy nie brzmi genialnie?

Serum kolagenowe z olejkiem morelowym zamknięte jest w malutkim- bo jedynie 50 g słoiczku ze złotą, skromną naklejką...którą moim zdaniem producent powinien zamienić na nieco bardziej "przyciągającą wzrok". Od siebie dodam, że uwielbiam masła/balsamy właśnie w słoiczkach/odkręcanych pudełeczkach- jest to rozwiązanie praktyczne bo nie muszę bawić się w rozcinanie tubek żeby wydobyć reszki produktu. Serum kolagenowe firmy BingoSpa ma niesamowicie przyjemną konsystencję. Z jednej strony gęste i treściwe a z drugiej niebywale plastyczne i łatwe w rozsmarowywaniu. Muszę również wspomnieć, że jest to produkt bezwonny i kremowego koloru.


Tak jak wspominałam wyżej, serum kolagenowe świetnie się rozsmarowuje, nie bieli się i mimo swojej treściwej konsystencji, wchłania się w mgnieniu oka. Działanie jest moim zdaniem godne pochwały. O ile szampon morelowy skrytykowałam, tak serum będę wychwalać! Po pierwsze, serum pozostawia na skórze delikatny film ochronny, który w absolutnie nie jest uciążliwy a wręcz przeciwnie! Skóra jest dzięki niemu miła w dotyku, gładka, aksamitna- idealna. Kolejnym aspektem jest nawilżenie, które utrzymuje się długo- następnego dnia rano nie miałam wrażenia, że moja skóra jest sucha na wiór. Producent obiecuje nam przywrócenie elastyczności i jest to poniekąd chwyt marketingowy, gdyż skóra odpowiednio nawilżona będzie bardziej elastyczna i napięta. Serum kolagenowe z olejkiem morelowym dedykowane jest osobom ze skórą wrażliwą, suchą czy skłonną do podrażnień. Produkt w dużej mierze oparty jest na maśle kakaowym, które moim zdaniem jest niedoceniane, a posiada naprawdę dobre właściwości nawilżające, natłuszczające i regenerujące. 
Każdy kij ma niestety dwa końce, tak jest również i w przypadku serum kolagenowego do ciała firmy BingoSpa. Z jednej strony bardzo przyjemna konsystencja, szybkie wchłanianie i dobre działanie, a z drugiej strony śmieszna gramatura, gdyż serum ma jedynie 50 g. Przyznam szczerze, że gdy je zobaczyłam myślałam, że przysłano mi miniaturkę ;) Przy codziennym stosowaniu nie wystarczy na dłużej niż 3 tygodnie. Kolejnym minusem moim zdaniem jest niestety korelacja ceny do gramatury- za wspomniane 50 g (bądź co bądź, bardzo dobrego produktu) płacimy 24 zł, troszkę dużo jak za tak mały słoiczek. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, myślę, że mimo wszystko warto spróbować i skusić się na owe kolagenowe serum z olejkiem morelowym, gdyż działanie jest faktycznie bardzo dobre. Uważam, że jest to dobry produkt, który w chłodniejsze dni spisał się w moim przypadku na 5 :)

Znacie? Lubicie?
Jakie są Wasze typy maseł do ciała na zimowe wieczory?



Świąteczne rozdanie z Firmoo.com

Witajcie!
Dziś mam dla Was szybki konkurs zorganizowany dzięki uprzejmości znanej już chyba wszystkim marki Firmoo.com

                                           


Nagrody to:


1 para okularów całkowicie za darmo (również z darmową dostawą) z serii Classic <TU>
oraz
5 voucherów na 50%  rabatu na dowolne okulary również z serii Classic (darmowa dostawa)

Zasady są bardzo proste, tak naprawdę wystarczy poprawnie wypełnić formularz zgłoszeniowy. O zwycięzcy tym razem zadecyduje losowanie. Wasze zgłoszenia przyjmuję do piątku 27.12.13r czyli macie jedynie tydzień

Zwycięzców postaram się wyłonić  28-29.12

Zasady:
  1. Być publicznym obserwatorem bloga kosmetyczkaani.blogspot.com (1 los)
  2. Obserwować blog KosmetyczkaAni na FB (1 los)
  3. Udostępnić informację o rozdaniu (blog/FB) (1/1 los)
  4. Wypełnić formularz zgłoszeniowy

Pierwsza kulka, która nie brudzi ubrań- Bioderma Sensibio Deo

Z doborem adekwatnego do moich potrzeb antyperspirantu mam problem nie od dziś. Czego to nie próbowałam kulki Rexona, Nivea, Dove, Garnier taki, owaki, z minerałami czy bez... wszystko na nic. Nie mogę powiedzieć, żebym miała problem z nadmierną potliwością, o nie. Moje gruczoły potowe "pracują dość standardowo". Czego oczekuję od kulek/ sztyftów/ sprayów? Przede wszystkim skuteczności działania, delikatności i...czystości. Nie jestem chyba jedyną osobą, którą kulki pozbawiły ulubionych ubrań.


Antyperspirant firmy Bioderma w wersji Sensibio Deo, poleciła mi koleżanka po " farmaceutycznym fachu". M wypróbowała już naprawdę wiele dermokosmetyków co w połączeniu z rzetelną wiedzą  sprawia, że zwyczajnie jej ufam. Antyperspirant Bioderma Siensibio Deo łączy w sobie wszystkie cechy, których szukam. Po pierwsze jest bardzo delikatna, nie podrażnia- również po goleniu,  zapach jest dość neutralny dzięki czemu będzie adekwatny zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Bioderma Deo nie bieli ciemnych ubrań i nie powoduje żółknięcia białych koszulek. Działanie- dla mnie idealne. Naprawdę nie mam jej nic do zarzucenia. Owszem, nie jest tak silna jak np. Etiaxil, który stosujemy raz na trzy dni, jednak- powiem kolokwialnie po Sensibio Deo nie bolą mnie pachy. Miedzy nami- jakoś nie przekonuje mnie Etiaxil i jego stężenie glinu. Wady? Jak każda kulka zbiera wszystkie "farfocle", cóż nie ma się co czarować ale dezodoranty w kulkach nie są szczytem higieny ;) Kolejną kwestią może być cena (około 30 zł) jednak warto szukać promocji. Aktualnie w aptekach możecie spotkać duopaki (1+1) i wówczas wychodzi około 15 zł za fenomenalny produkt.

Próbowałyście? Znacie? Lubicie?
Jakie są Wasze ulubione antyperspiranty?

Zimowa pielęgnacja cery

Temat może i oklepany bo wiem, że w sieci co rusz pojawiają się wpisy na temat pielęgnacji cery zimą. Swoją drogą cieszę się i to bardzo, że większość kobiet ma świadomość, że okres zimy nie sprzyja naszej cerze. Zarówno mroźne jak i bardzo suche powietrze sprzyjają przesuszeniu, odwodnieniu i łuszczeniu się skóry co w efekcie powoduje, że nasza cera staje się szorstka i doskwierają nam suche skórki. Zimą nawet osoby z cerą normalną mogą odczuwać nieprzyjemne uczucie ściągnięcia, pieczenia czy podrażnienia. Wszystkie te zmiany są efektem naruszenia naturalnej bariery ochronnej naskórka.

Naskórek nie jest strukturą jednorodną, jak większość z Was wie, utworzony jest on z kilku warstw: podstawnej, kolczystej, ziarnistej i rogowej. Każda warstwa odgrywa bardzo istotną rolę i wpływa na prawidłowe funkcjonowanie naskórka. Na granicy warstwy ziarnistej a rogowaciejącej powstaje bariera lipidowa/hydrofobowa naskórka, która hamuje ucieczkę wody ze skóry i przechodzenie substancji polarnych. Kolejną warstwą, która odgrywa szalenie istotna rolę w utrzymaniu prawidłowego stanu cery, jest warstwa rogowa naskórka. Przez wiele dziewczyn traktowana jako zło konieczne, jest swego rodzaju naturalną mechaniczną ochroną skóry a dodatkowo zabezpiecza nas przed nadmierną utrata wody. Bariera warstwy lipidowej składa się z dwóch elementów: korneocytów pozbawionych lipidów lecz bogatych w białka (które są otoczone ciągłą "warstwą" lipidową) oraz z warstwy lipidów, które leżą pomiędzy tymi komórkami. W strefie środkowej warstwy rogowej zlokalizowany jest tzw. NMF, czyli naturalny czynnik nawilżający, w skład którego wchodzą głównie aminokwasy, mocznik, sole kwasu mlekowego i piroglutaminowego. Jednocześnie muszę wspomnieć, że warstwa rogowa jest w pewnym sensie "wąskim gardłem" jeśli chodzi o wchłanianie i przenikanie substancji czynnych np. z kremów.

Mimo, iż jest to "układ" bardzo sprawny to jednak zimą musimy szczególnie wspomagać naturalną barierę ochronną naszej skóry. Jak to zrobić? Przede wszystkim odpowiednio dobrać pielęgnację. Pierwszym krokiem będzie stosowanie kremów ochronnych, których zadaniem jest znormalizowanie gospodarki wodno-lipidowej i oczywiście wzmocnienie bariery ochronnej. Zimą sięgnijmy po kremy bogatsze, tłuste/półtłuste, emulsje w/o, bogate w ceramidy (stanowią około 45 % lipidów warstwy rogowej). Zdecydowanie zrezygnujmy z lekkich kremów nawilżających....które po pierwsze nie zabezpieczą skóry przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi a po drugie mogą przyczynić się do popękania naczynek i do utworzenia się nieestetycznych pajączków.

Gdy skóra jest mocno przesuszona czy podrażniona w domowym zaciszu dobrze sięgnąć po produkty bogate w związki, które przyniosą ukojenie i przywrócą właściwy stopnień nawilżenia np. alantoinę, pantenol, bisabolol, olej z jojoby, rokitnika czy niedoceniany- olej wiesiołkowy oraz witaminę A, E. Warto zaopatrzyć się w krem lub maść Alantan Plus, który zawiera alantoinę oraz pantenol. Dobrym pomysłem będzie również dołączenie do codziennej pielęgnacji maści z witaminą A, która występuje w postaci ochronnej- o lżejszej konsystencji i tradycyjny tłuścioszek- regenerujący. 

Należy zawsze pamiętać, że okres zimowy jest szczególnie newralgiczny dla osób z tendencją do pękających naczynek lub z cerą wrażliwą na zmiany warunków atmosferycznych. Osoby z tego typu przypadłościami powinny zwiększyć podaż witaminy C, rutyny a w kosmetykach powinny szukać ekstraktu z kasztanowca czy arniki ale również- ponownie- wit. C. 

Ja w tym roku postanowiłam porządnie zadbać o ochronę mojej cery. Mam już kilka typów, jednak zanim zdecyduję się na zakup chcę najpierw "przetestować" próbki głównie po to, żeby sprawdzić konsystencję kremów ;)
A Wy na co stawiacie w tym roku? Zimowe zakupy poczynione czy jeszcze się wahacie?  

Nowy a już ulubiony- podkład w kompakcie MaxFactor Miracle Touch

Rzadko mi się zdarza, że produkt już po kilku tygodniach czasem nawet dniach stosowania staje się moim ulubieńcem. Osobiście bardzo się cieszę, gdy kupię kosmetyk i od razu go polubię. Mam wtedy poczucie, że nie zmarnowałam pieniędzy ;) Tak właśnie stało się w przypadku podkładu MaxFactor Miracle Touch... choć muszę się przyznać, że gdy po zakupach weszłam na wizaż i poczytałam sobie opinie innych dziewczyn oniemiałam. Pomyślałam- no to znowu utopiłam kasę ;)


Jak możecie łatwo zauważyć, podkład zamknięty jest w bardzo ładnym, eleganckim odkręcanym szklanym "słoiczku/pudełeczku (zwał, jak zwał). Odkręcane wieczko ma ukrytą kieszonkę, w której znajdziecie gąbeczkę. Powiem szczerze, że ani razu jej nie użyłam, więc nie mogę się na jej temat wypowiedzieć.  Co do nakładania produktu, powiem tak na początku próbowałam robić to paluszkami, jednak powiem Wam, że ten sposób jakoś średnio przypadł mi do gustu. Dłonie były ubrudzone a podkład wchodził mi pod paznokcie...wiem, wiem, jestem wybredna ale odkąd mam pędzle nie cierpię brudzić dłoni przy malowaniu się ;) Miracle Touch aplikuję na twarz pędzlem Real Techniques expert face brush, który sprawdza się w tej roli fenomenalnie! Konsystencja jest bynajmniej dziwna- nieco śliska ale jednocześnie na twarzy daje delikatnie pudrowe wykończenie. Sądziłam, że podkład będzie bardziej delikatnym musem natomiast jest wręcz odwrotnie. Krycie jest średnie ale moim zdaniem naprawdę zależy od tego jak i czym aplikujemy podkład. "Wklepując" go pędzlem lepiej i mocniej zakryje niedoskonałości a dodatkowo utrzyma się dłużej na twarzy. Trwałość jest dobra aczkolwiek nie powalająca, po przypudrowaniu zarówno efekt matu jak i sam podkład trzymają się zdecydowanie dłużej. Kolory są kwestią dyskusyjną, mój jest w odcieniu 45 Warm Almond...co uwaga- nie jest kolorem najjaśniejszym, gdyż wiem, że podkład występuje również w wersji 40 Ivory...która jest bardzo trudno dostępna. 


Czemu Miracle Touch tak bardzo przypadł mi do gustu? Otóż daje ładny, naturalny efekt, nie ma mowy o masce na twarzy- chyba, że faktycznie nałożymy go za dużo. Podkład świetnie i szybko się aplikuje, rozsmarowuje i stapia ze skórą. Przypudrowanie podkładu jest w tym przypadku kwestią opcjonalną, bo samodzielnie wygląda ładnie i schludnie. Moja buzia się nie błyszczy, koloryt jest wyrównany a to co chce ukryć staje się niewidoczne. Lubie go również za to, że nie waży się tak szybko jak niektóre podkłady, które miałam możliwość wypróbować. Po powrocie z pracy twarz ciągle wygląda promiennie i świeżo :)
Wady?
Muszę tu wymienić stosunkowo słabą wydajność, jak widzicie na zdjęciu widać już pokaźną wgłębienie...które z każdym dniem staje się większe i obawiam się, że niebawem zobaczę denko. Swoją drogą zużycie poświadcza, że naprawdę stosuję go każdego dnia ;) Dodatkowo zauważyłam, że aplikując go pędzlem podkład "zbiera" wszystkie "farfocle", ale jest to chyba cecha charakterystyczna produktów w musie/kompakcie ;)


Podkład ma jedynie 11,5 g co w stosunku do ceny uważam za małą ilość. W cenie regularnej podkład MaxFactor Miracle Touch kosztuje w Rossmannie około 55 zł, ja mój egzemplarz kupiłam oczywiście w promocji więc zapłaciłam za niego coś koło 30 zł. Jeszcze do przeżycia, jednak w cenie regularnej myślę, że bym się na niego nie skusiła. Mimo, że bardzo mi odpowiada to zdecydowanie słaba wydajność i wysoka cena przeważają szalę na niekorzyść produktu.

Próbowałyście MaxFactor Miracle Touch? Co o nim sądzicie?
Macie swoich "kompaktowych" ulubieńców?

Pozdrawiam A.

Miało być a nie jest ;)

Jeśli śledzicie mojego FB ( o matko, jak to brzmi ;)) wiecie, że w planach miałam na dziś recenzję podkładu MaxFactor Miracle Touch....jednak ogarnął mnie totalny leniwiec. Zaczynając od tego, że zwlokłam się z łóżka prawie o 10.30 a kończąc na tym, że dopiero przed chwila skończyłam pić "poranną" kawę darowałam sobie robienie zdjęć i pisanie :/ W sumie muszę powoli zacząć szykować się do wyjścia- mam na 14- ale patrząc na to co dzieje się za oknem nie mam ochoty nigdzie się ruszać. Najchętniej zawinęłabym się w kocyk z moją książką, kubkiem herbaty/kawy i tak przesiedziała do wieczora. Nie wiem jak Wy, ale ja wole mieć poranną zmianę, mimo, że nie lubię wstawać rano to jednak gdy wrócę do pokoju koło 14.30 mam jeszcze tyyyyle dnia! 


Zmieniając temat na nieco bardziej optymistyczny chce się również "pochwalić"- choć z reguły tego nie robię- wczorajszym prezentem. Otóż udało mi się załapać na szkolenie organizowane dla farmaceutów przez firmę Vichy. Ze swojej strony muszę powiedzieć, że osoba prowadząca spotkanie była bardzo dobrze przygotowana, mówiła sensownie dzięki czemu oprócz upominku wyniosłam ze spotkania przydatne notatki. Jak widzicie, wkrótce zabiorę się za "testowanie" nowości Vichy Dermablend- podkładu w kompakcie.


Jestem bardzo ciekawa, czy miałyście już możliwość wypróbować owy podkład?
Ja mam kilka obaw ale zobaczymy jak rozwinie się sytuacja :)

Pozdrawiam A.

O maseczce do włosów, która nie sprostała wymaganiom- Biovax, proteiny mleka

Kosmetyki "kultowe" mają chyba to do siebie, że albo się je lubi i wielbi albo wręcz odwrotnie. Firma Biovax jest chyba każdej z nas dobrze znana. Są to produkty stosunkowo łatwo dostępne, dodatkowo w przystępnych cenach. Nie będę ukrywała, że po naczytaniu się całej masy pochlebnych opinii i ja zapragnęłam wypróbować maskę Biovax, traf chciał, że padło na maseczkę "odbudowa osłabionych włosów+ proteiny mleka". Zapowiadało się ciekawie.


Z informacji typowo technicznych muszę pochwalić firmę L'biotica za udaną, czytelną i przejrzystą szatę graficzną opakowań, w których znajduje się docelowy produkt. Zdecydowanie zmniejsza to ilość czasu potrzebnego do zastanowienia się "a która to na suche ;)" Maska zamknięta jest w wygodnym, cylindrycznym, plastikowym słoiczku, które zaopatrzone jest w solidne zamknięcie. Otwór, przez który wydobywamy maskę jest wystarczająco duży co ułatwia czynność- szczególnie pod prysznicem, dodatkowo mamy pewność, że wygrzebiemy produkt do cna. Jako klient pragnę również zwrócić uwagę, że produkt jest świetnie opisany, znajdziemy tu dokładny opis składników, działanie, sposób użycia- wszystko czytelnie i przejrzyście. W skład maski wchodzi również czepek= termocap oraz próbeczka serum A+E. 
Konsystencja maski nie jest tak gęsta na jaką wyglądała przy "pierwszym rzucie oka", co się z tym wiąże- moim zdaniem trzeba porządnie osuszyć włosy ręcznikiem zanim zaaplikujemy ją na włosy. Zapach jest przyjemny, mleczny, delikatny i niestety dość ulotny. Po spłukaniu maski i wysuszeniu włosów jest bardzo słabo wyczuwalny. Maska dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajna, ja mój słoiczek męczę już ładne 2,5 miesiąca i mam wrażenie, że praktycznie nie posuwam się do przodu ze zużyciem. Dla jednych będzie to plus, ja natomiast chciałabym już zobaczyć denko. Dlaczego? Ze względu na działanie.


W porównaniu do maski firmy Pilomax, o której pisałam jakiś czas temu Biovax proteiny mleka wypada słabo. Mimo, że trzymałam maskę pod "termocapem" i ręcznikiem przez jakieś 20-30 minut efekty były bardzo marne....i to przez cały czas stosowania maski. Włosy były dziwnie sztywne, niby nie przesuszone ale i nie nawilżone. Nie układały się dobrze, były szorstkie- jednym słowem- sianowate. Uwierzcie mi, że robiłam testy i włosy były o wiele milsze, gładsze i lepiej układały się gdy maski nie stosowałam.



Podsumowując, uważam, że maska po prostu mi nie podeszła. Czytając blogi poświęcone pielęgnacji włosów natknęłam się na wiele pozytywnych opinii na jej temat. Znalazłam również kilka wpisów w stylu "proteiny a włosy", gdzie wyczytałam, że nie każdy włos reaguje dobrze na tego typu substancje. Może moje włosy nie przepadają za proteinami?  Może takowe związki nie są im aż tak potrzebne? Kto wie. W każdym razie po rozmowie z koleżanką z pracy wiem, że nie jestem osamotniona w takim odczuciu. 
I teraz nie wiem, czy pobawić się dalej i dać Biovaxowi kolejną szansę.
Macie swoje ulubione produkty firmy Biovax?
Jaką maseczkę polecacie?

Zaczynam walkę o piękne paznokcie; Auriga odżywka SI-NAILS

O tym, że w grupie raźniej wszyscy wiedzą. Bieganie, odchudzanie czy każdą czynność, do której, że tak powiem nie możemy się "zabrać" warto rozpocząć z drugą osobą ;) Ja- o zgrozo! nie mogłam się zebrać do tego aby zacząć dbać o paznokcie. Tak, tak, ostatnio rzadko pojawiają się wpisy na temat lakierów do paznokci bo moja płytka nie jest w najlepszym stanie...powiem więcej, od dłuższego czasu jest w stanie agonalnym :/ Traf chciał, że koleżanka z pracy też narzekała na swoje paznokcie...więc zaczęłyśmy narzekać razem ;) M. poleciła mi odżywkę dobrze znanej Wam marki Auriga, Si-Nails, jako, że udało mi się ja znaleźć w bardzo przystępnej cenie (20 zł) kupiłam dwie- jedna dla siebie, drugą dla M. I tak to własnie było.


Obcięłam paznokcie do granic możliwości i zaczęłam lakierować. Schemat jest tendencyjny- 3 dni nakładamy odżywkę po czym czwartego dnia zmywamy ją zmywaczem bezacetonowym...i tak w kółko przez 3 miesiące ;) Pożyjemy, zobaczymy. Póki co jestem zadowolona (stosuję ją od jakiś 2 tyg.) , jednak z pełną relacją muszę jeszcze trochę poczekać.

Muszę również dodać, że stosowałam niegdyś odżywkę Eveline 8w1...co było totalną pomyłką bo paznokcie były po niej w jeszcze gorszej kondycji niż przed stosowaniem. Zaczęły mi się rozdwajać ze wzmożona siłą, stały się tak podatne na "zadziory", że właściwie cały czas się łamały.

Jakie są Wasze sposoby na piękne i zdrowe paznokcie?
Próbowałyście może odżywkę Si-nails??


Dla ciekawskich wklejam kilka informacji ze strony producenta:

Lecznicza odżywka do pielęgnacji paznokci. Bogata receptura odżywki opiera się na koncepcji dostarczenia składników aktywnych: krzemu i związków bogatych w siarkę. Umożliwiają one pełną odbudowę i wygładzenie struktury płytki paznokcia. 

Wskazania:
- kruche, łamliwe paznokcie,
- regulacja wzrostu paznokcia,
- wzmocnienie płytki paznokciowej,
- zabezpieczenie przed drobnoustrojami (bakterie, grzyby),
- ochrona przed szkodliwymi czynnikami (detergenty etc.).


Moje zakupy w Rosmannie, czyli -40% dopadło i mnie

Wpis może i tendencyjny...jednak nie mogłam odpuścić i darować sobie okazji do pochwalenia się nowymi zdobyczami...tym bardziej, że cały czas się nimi jaram jak głupia! ;) Akcja -40% w Rossmannie to okazja do dwóch rzeczy- bankructwa- no bo jak tu nie wziąć wszystkiego (nie ważne czy potrzebne czy nie) lub do skorzystania i zrobienia faktycznie dobrego interesu. Ja do promocji podeszłam bardzo ostrożnie, po pierwsze przeanalizowałam bilans i wypisałam sobie wcześniej produkty, których mi brakowało. Po pierwsze wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała kupić podkład...bo wszystkie, które mam w kolekcji są za ciemne. Fakt, że zdecydowałam się na  MaxFactor Miracle Touch był czystym przypadkiem...ale o tym następnym razem. Kolejną rzeczą, którą kupiłam był tusz do rzęs Maybelline Colossal volum' express wersja cat eyes (z wygietą szczoteczką). Miałam go jakiś czas temu i byłam bardzo zadowolona. Na koniec spełniłam swoje marzenia i kupiłam pomadki, które od bardzo długiego czasu chodziły mi po głowie. Pierwsza z nich to Rimmel seria Kate w odcieniu 101, kolejna to L'oreal Causse 203 (uwielbiam ta serię!) natomiast ostatnia szminka to słynna Maybelline 220 Lust for blush- idealny odcień nude :)



A Wy co wyniosłyście z Rosmanna i czy uznajecie swoje zakupy za "kontrolowane" ?
Pozdrawiam A.


p.s jak tam wiaterek w Waszych miejscowościach? Jak patrzę przez okno to aż odechciewa mi się gdziekolwiek wychodzić ;)

Wywal te śmieci, czyli denko ostatnich miesięcy

O tym, że mam tendencję do chomikowania różnych rzeczy wiem nie od dziś...niestety w przypadku "projektu denko" chomikowanie kompletnie mi nie wychodzi ;) Taki mam defekt i już ;) W ostatnim czasie udało mi się zużyć... i nie wyrzucić od razu do kosza kilka produktów typowo pielęgnacyjnych.


Miniaturki żelu do mycia twarzy Effaclar La Roche-Posay- przyznam, że nie próbowałam go nigdy wcześniej...i zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Żel pieni się dość umiarkowanie, żeby nie powiedzieć słabo jednak na dzień dzisiejszy uważam, że piana nie jest mi do szczęścia potrzebna. Żel, mimo że jest bardzo delikatny, świetnie czyści i domywa resztki makijażu. Nie mogę napisać, że nie ściąga twarzy aczkolwiek uważam, że jest to uczucie stosunkowo słabe. Żel na moją twarz wpływa bardzo pozytywnie, gdyż zauważyłam, że stany zapalne goiły się szybciej. Zobaczymy, może skuszę się na pełne opakowanie.

 Kolejne próbki to Uriage Roseliane- krem pokochałam! Konsystencja jest fenomenalna, mimo, że mam cerę mieszaną krem wchłaniał się szybciutko...no i jeszcze ten bajeczny, różany zapach! Już odkładam pieniądze na pełnowymiarowe opakowanie.

Maseczki: AA matująco-regenerująca z ogórkiem oraz Ava maseczka do twarzy z algami- nie będę się rozpisywać, gdyż moim zdaniem to dwa przeciętniaczki. Myślę, że obu podziękuję.


Żel do mycia twarzy Fito-med mydlnica lekarska; cera sucha- tak jak pisałam kiedyś, żel średnio przypadł mi do gustu. Pienił się bardzo mocno a w miejscach gdzie pozostała piana powodował przesuszenia. Uwierzcie mi, że musiałam go zmywać bardzo dokładnie.

Eveline nawilżający płyn micelarny- moim zdaniem genialny i warty swojej ceny płyn do demakijażu. W oczy praktycznie wcale nie szczypie a makijaż zmywa zawodowo. Trzeba również pochwalić go za wydajność. Minus- mnie osobiście irytowała pompka, suma summarum odkręcałam całą zakrętkę.

Krem pod oczy Flos-Lek- pełną recenzję znajdziecie <TU>. Krem jest bardzo wydajny aczkolwiek moim zdaniem jest to lekki "ciapach". Bezwonny, raczej tłusty...co kto lubi i co kto woli, ja osobiście preferuje kremy, które nie pozostawiają tłustej powłoczki i szybko się wchłaniają.


Szampon bez SLS/SLES olej z pestek moreli; BingoSpa- koszmar, koszmar, koszmar! Po pierwsze strasznie plątał moje nie mające do tego tendencji, krótkie włosy. Jednym słowem złamał system i osiągnął niemożliwe ;) Na serio, nie polecam, bez odżywki i jedwabiu ani rusz....plusy? Nie zauważyłam. Jeśli macie ochotę- zapraszam na pełną recenzję <TU>

Maska do włosów PiloMax, włosy jasne- Mój ulubieniec! Na całe szczęście mam jeszcze kilka tubek w zapasie i już nie mogę się doczekać kiedy otworzę kolejne opakowanie. Ewidentnie odżywiała, wygładzała- ale nie obciążała i nie przetłuszczała moich cienkich kłaczków. Więcej <TU>


Balsam do rąk Pat&Rub cynamon- Bardzo udany kosmetyk, który wspaniale działam na moje dłonie. Piękny, ciepły zimowy zapach, bardzo przyjemna, bogata ale nie tłusta konsystencja dodatkowo fenomenalna wydajność- czego chcieć więcej? Może nieco niższej ceny ;)

Nivea, supreme touch; kremowy żel pod prysznic- bardzo lubię ten żel i często do niego wracam- szczególnie ze względu na zapach. Nie ukrywam, że preferuję żele o kremowej konsystencji, zdecydowanie mniej wysuszają moją skórę. Działanie jest oczywiście bardzo dobre, żel idealnie się pieni i otula skórę bardzo przyjemnym, wyciszającym i aksamitnym zapachem :)

Balsam do ciała regenerująco- nawilżający z ekstraktem z shitake firmy Barwa- pisałam o nim stosunkowo niedawno i myślę, że nie będę się powtarzać, gdyż zdania nie zmieniłam. Jest to bardzo przeciętny przeciętniak ;) Pełna recenzja <TU>


Na zakończenie masełko na wagę ORGANIQUE, którego recenzji nie zdążyłam zrobić...gdyż je zużyłam a nie zrobiłam zdjęć ;) Kochane masło jest fenomenalne!! Po pierwsze piękny, orzeźwiający żurawinowy zapach, który nie jest nachalny. Konsystencja masła jest bardzo zbita, gęsta przez co bez wcześniejszego rozgrzania w dłoniach możecie mieć trudności w aplikacji. Masło co prawda topi się w zetknięciu ze skórą jednak gdy rozgrzejecie je w dłoniach cały proces pójdzie sprawniej. Masło- jak widzicie- ma bardzo naturalny skład...który mojej skórze strasznie odpowiadał. Po nasmarowaniu się wieczorem rano czułam, że skóra cały czas jest odżywiona. Przyznam, że gdy je wykończyłam i przerzuciłam się na balsamy miałam problem gdyż wydawało mi się, że rano moja skóra (szczególnie na łydkach) aż piszczała z wysuszenia :/ Jestem w 100% pewna, że jeszcze do niego wrócę, gdyż jest to produkt genialny i idealny na zimę!
Szczerze polecam!


Uffff....no to można posprzątać ;)

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Mimo szczerych chęci nie daję rady regularnie pisać postów typu "ulubieńcy" czy "denko" danego miesiąca ;) Mam defekt i już ;) Ostatnie trzy miesiące minęły mi strasznie szybko a jednocześnie bardzo intensywnie. Ostatnie wakacyjne wyjazdy przed rozpoczęciem stażu no i w końcu nowy, nieznany wcześnie etap życia po drugiej stronie "pierwszego stołu". Przez te trzy miesiące zyskałam nowych, fantastycznych ulubieńców, z których będzie mi chyba ciężko zrezygnować. Są to kosmetyki, których ostatnimi czasy używam wręcz maniakalnie.


W przeciągu ostatnich trzech miesięcy szczególnie upodobałam sobie róże do policzków- otóż mam  aż 3 faworytów! Róż do policzków the Balm Downboy. Piękny, czysty, soczysty róż w różu...cukrzyca murowana ;) Daje efekt zdrowej, wypoczętej i promiennej cery! Dokładnie pisałam o nim <TU>.

Róż MAC Warm Soul. Wróciłam do niego po chwilowej przerwie. Róż ponownie zauroczył mnie swoim wielowymiarowym, ciepłym kolorem. Gdy nie mam czasu lub rano kiedy maluję się przy marnym świetle Warm Soul pełni rolę bronzera, różu jak i rozświetlacza. Jego wielkim atutem jest niesamowita trwałość oraz wydajność...mam wrażenie, że wcale go nie ubywa ;)

Ostatnim różowym ulubieńcem jest róż w kremie Inglot nr. 84, uwaga- aplikowany pędzelkiem! Jest to kolejny flash-back do przeszłości, gdyż róż nie jest wcale nowością w mojej kosmetyczce. Kupiłam go ładne pół roku temu, jednak aplikowany palcami spisywał się średnio w efekcie czego wylądował gdzieś na dnie kosmetyczki. Wróciłam do niego jednak aplikuję go pędzelkiem z RT expert face brush...i efekt jest genialny- piękny, naturalny rumieniec :)

Bronzer The Body Shop 02. Kupiony bardzo dawno temu, wróciłam do niego z kilku względów. Między innymi...i przede wszystkim kolor, który pasuje do mnie "jak ulał". W te wakacje opaliłam się raczej umiarkowanie, więc i szybko zbladłam. 02 pozbawiony jest pomarańczowo- marchewkowych tonów, na buzi wygląda ładnie- schludnie, nie jest wulgarny ani tandetny.Polecam wszystkim bladolicym.



Spośród wszystkich moich pomadek zdecydowanie najczęściej sięgałam po L'Oreal Caresse w odcieniu 02, którą kupiłam w wakacje przy okazji wizyty w Super-Pharm. Cały czas uważam, że był to bardzo dobry wybór, sięgam po nią zawsze gdy nie mam  większego pomysłu na makijaż. Jest to kolor bezpieczny, którym nawet bez lusterka nie zrobicie sobie krzywdy ;) <TU>


Z kosmetyków typowo pielęgnacyjnych do gustu przypadło mi dosłownie kilka produktów. Krem pod oczy Olivelia, o którym również już pisałam <TU>. W ramach szybkiego przypomnienia powiem, że jest to produkt oparty na oliwie z oliwek i oleju z awokado. Krem jest bezzapachowy co poprawia bezpieczeństwo stosowania- szczególnie w przypadku alergików. Olivelia to niezwykle przyjemny i wydajny kremik, który serdecznie polecam!

Kolejnym produktem jest tymiankowy żel do mycia twarzy Sylveco...tak, tak, to już moja kolejna buteleczka! Znalazłam jest stacjonarnie w LBN i nie mogłam się oprzeć, zastanawiałam się czy skusić się na wersje rumiankową, jednak chyba wręcz się z nim zżyłam ;) Więcej informacji <TU>

I jak- skusiłam Was jakimś produktem?
Jacy są Wasi ulubieńcy?

Pozdrawiam A.

O niekończącym się malinowym koszmarze

Gdy udało mi się wygrać malinowy szampon firmy Balea byłam w siódmym niebie! Blogosfera co rusz huczy o produktach Balea, czasem wychwalane są wręcz pod niebiosa. Bo pachną obłędnie, bo idealnie się sprawdzają, bo wydajne, bo bez tego, bez tamtego....no brać i nie patrzeć na cenę! Nic dziwnego, że gdy dotarła do mnie przesyłka cieszyłam się jak głupia...potem umyłam włosy...yyyyy....co jest?!


Szampon ma bardzo ładną, różowiutką buteleczkę, która mieści aż 300 ml iście różowego produktu. Wygodny klips zamykający jest bardzo porządny, czasem musiałam użyć siły by go otworzyć. Szampon ma raczej rzadką, nieco wodnistą konsystencję aczkolwiek ciężko mieszał się z wodą na dłoni, uciekał na boki i spływał do brodzika. Po pierwszym umyciu włosów (bez rozcieńczania) moje włosy przypominały szczotkę ryżową. Były sztywne, elektryzowały się a dodatkowo stały się ciężkie w stylizacji... Kolejne próby utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak nie jest to szampon dla mnie. Postanowiłam rozcieńczać go wodą...ale jak wspomniała wyżej, było to dość trudne gdyż szampon zamiast się rozcieńczyć spływał z dłoni. Muszę również napisać o pewnego rodzaju "efekcie błędnego koła", który zauważyłam podczas stosowania szamponu Balea- otóż tuż po myciu włosy były przesuszone natomiast wieczorem już widziałam, że uległy przetłuszczeniu u nasady. Suma summarum, włosy musiałam myć każdego dnia, co jeszcze bardziej wysuszało końce :/ Do szamponu dołączyłam maskę Biovax z proteinami mleka...efekty dalej pozostawiały wiele do życzenia. Największym błędem, który popełniłam było postanowienie, że szampon wykończę. Malinowy koszmar zdawał się nie mieć końca, 300 ml okazało się bardzo wydajne! Malinowa Balea bez dwóch zdań wysuszyła moje włosy, które niestety trochę się wykruszyły :/


Dziś "reperuję" skutki tego epizodu przy użyciu szamponu z olejkiem arganowym marki So' Bio, o którym pisałam <TU>. Czy skuszę się na jakiś szampon Balea ponownie? Zdecydowanie nie. Balea to nie moja bajka.

Co sądzicie- wiem, że wpis jest może i kontrowersyjny, jednak mnie faktycznie Balea kompletnie nie odpowiadała. Jakie są Wasze doświadczenia z kosmetykami Balea? Macie swoich ulubieńców?

Farmaceuto lecz się sam ;)

I oto przeziębienie dopadło i mnie, w sumie nie ma się co dziwić, gdyż w ostatni czwartek przemarzłam okropnie! Bolały mnie mięśnie, kark, szyja, migdałki...w piątek przeszło a dziś jednak powoli dopada :/ Jak rzecze stare chińskie przysłowie- nie bądź osłem gdy pada deszcz, czyli farmaceuto lecz się sam ;) Po antybiotyki póki co się nie wybieram, gdyż uważam, że byłoby to posunięcie całkowicie bezsensowne. Zatem- co robić gdy dopada nas przeziębienie?


Po pierwsze, ważne aby się wygrzać oczywiście w miarę naszych możliwości. Dobrym pomysłem będzie gorąca herbata z sokiem malinowym lub z miodem- ważne, żeby miód dodawać do ciepłego ale nie gorącego płynu, gdyż w wysokich temperaturach miód traci swoje pro-lecznicze właściwości. Miód działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjne oraz przeciwkaszlowe. W pierwszych dniach przeziębienia zawsze sięgam po znienawidzony przez wielu syrop z cebuli (cebulę kroimy, zasypujemy cukrem i odstawiamy). Ja swój syrop nieco modyfikuję i dodaję do niego kilka ząbków czosnku. Substancje zawarte w cebuli i czosnku są uznawane za naturalne bakteriostatyki, zawierają w sobie związki siarkowe, które uniemożliwiają namnażanie drobnoustrojów. Ponad to, syrop z cebuli, czosnku połączony z miodem i pity powoli działa powlekająco na tylną ścianę gardła przez co zmniejsza częstotliwość odruchu kaszlowego. Dla osób, które fatalnego smaku nie zniosą polecam syrop Alcep (z cebuli), tabletki do ssania Propolki, Tymianek i podbiał lub na przykład Isla- wszystkie wymienione tabletki działają nawilżająco. Będą pomocne w przypadku nieprzyjemnego uczucia chrypki czy drapania w gardle.
Kolejną pozycją na liście "leków na przeziębienie" są preparaty złożone oparte na paracetamolu, ibuprofenie lub kwasie acetylosalicylowym. Tu wybór jest ogromny i tak naprawdę ciężko podać jeden najlepszy- "złoty środek". Preparat złożony powinien być dostosowany do indywidualnych potrzeb pacjenta. Jeśli przeziębieniu towarzyszy mokry kaszel pamiętajmy aby nie sięgać po preparaty zawierające dekstrometorfan...który jest dość silnym lekiem przeciwkaszlowym. W efekcie zafundujemy sobie zaleganie wydzieliny, co może prowadzić do poważnych powikłań. Swoją drogą zawsze pamiętajmy aby z rozwagą sięgać po leki przeciwkaszlowe. Wiele preparatów oprócz składnika obkurczającego błonę śluzową nosa (pseudoefedrynę, fenylefrynę) zawiera również lek przecihistaminowy- feniraminę, która hamuje cieknący, uciążliwy katar, hamuje wyciek z nosa ale go nie "odtyka". Trzeba jednak zwrócić uwagę, że feniramina może powodować uczucie senności...więc uwaga kierowcy!
Następnym elementem jest dobór odpowiedniego syropu, gdy nie wiemy z jakim kaszlem mamy do czynienia warto sięgnąć po Herbapect, pić dużo płynów....a gdy kaszel przejdzie w produktywny wybrać się po syrop wykrztuśny. Tu poradźmy się farmaceuty i dobierzmy syrop adekwatny do natężenia kaszlu. Jedną z najsilniej działających substancji jest acetylocysteina (ACC), następnie ambroksol, bromheksyna. Nie zapominajmy również o niegdyś znanych i chętnie stosowanych "tabletkach emskich", które upłynniają zalegającą wydzielinę. Wszystkie środki wykrztuśne stosujemy do godziny 17...inaczej zakaszlemy się w nocy. Wspomnę jeszcze o bardzo ważnej kwestii, o której często zapominamy- stosując środki wykrztuśne koniecznie trzeba zwiększyć podaż płynów. Czemu? A czym nasz organizm ma upłynnić zalegającą, gęstą wydzielinę? hęęę?? Polecam zaopatrzyć się w fixy np. z lipy, która dodatkowo działa napotnie, delikatnie przeciwgorączkowo,koi podrażnione gardło oraz łagodzi kaszel.
Na zakończenie kilka uwag, po pierwsze pamiętajmy żeby nie łączyć paracetamoli i aspiryny, gdyż nasilamy działanie uszkadzające nerki. Ważne aby zachowywać odpowiednie przerwy pomiędzy kolejnymi dawkami paracetamolu, gdyż jest to lek działający "pułapowo", tzn. powyżej dawki 1000 mg nie nasila się już "korzystne" działanie a jedynie pogłębiają się działania niepożądane. Preparaty oparte na aspirynie i sama aspiryna nie są odpowiednie dla dzieci poniżej 14 roku życia, gdyż w niektórych przypadkach może dojść do wystąpienia groźnego dla życia zespołu Rey'a. Kropli/sprayów do nosa opartych na ksylometazolinie i jej pochodnych nie mogą być stosowane dłużej niż 5- 7 dni (max). I jeszcze jedno, pić, pić i jeszcze raz pić :)

Cóż, trzymajcie się cieplutko :)
Pozdrawiam A.