SHINYBOX MARZEC 2019 || BEAUTY QUEEN

4/13/2019

SHINYBOX MARZEC 2019 || BEAUTY QUEEN

Zanim w moje ręce trafi pudełko Shinybox, zawsze wcześniej śledzę stronę i czytam zapowiedzi. W marcu, z racji Dnia Kobiet liczyłam na prawdziwy sztos, sama nazwa Beauty Queen rozbudzała ciekawość a w połączeniu z intrygującym opisem, no szok, wręcz nie mogłam się doczekać kuriera. Jeśli jesteście ciekawe co sądzę o marcowej edycji, zapraszam dalej.


Tak jak wspomniałam we wstępie, miałam duże oczekiwania wobec marcowego pudełka, wiadomo, Dzień Kobiet i te sprawy. Opis boxa, super, rozbudza wyobraźnię...niestety, jak dla mnie, pudełko okazało się bardzo słabe. Może liczyłam na coś więcej? Miałam za duże wymagania? A może kosmetyki nie trafiły w mój gust i potrzeby? Przyznam szczerze, że chyba wszystko po trochu.



W pudełku znajdziemy "próbkę " w postaci tamponu, co uważam za marnowanie miejsca w pudełku, poza tym gdy widzę w boxie tego typu historie, to aż mnie trzęsie. No nie lubią "próbować" podpasek i tamponów, uważam, że każda z nas ma swoje przybory higieniczne i nie ma sensu wrzucać do pudelka tego typu produktów. Kolejna próbka jest już bardziej trafiona...i szkoda bardzo, że jest to jedynie saszetka bo akurat ten kosmetyk, gdyby był pełnowymiarowy, mógłby uratować marcowe pudełko. Mowa o kremie rozjaśniającym firmy Botaniqe. Kolejny produkt, który szkoda, że jest próbką, to Paese pielęgnacyjny krem koloryzujący DD, miałam okazję już go użyć i muszę powiedzieć, że może być to świetna alternatywa dla podkładu np. na wiosnę czy lato.



Wśród fajniejszych produktów pełnowymiarowych, znalazł się O'Herbal fluid do włosów z ekstraktem z lnu. Kosmetyk przeznaczony co prawda do włosów farbowanych ale myślę, że u mnie też się sprawdzi. Można go stosować zarówno na wilgotne jak i suche włosy, ma za zadanie odżywiać, zmniejszać łamliwość oraz chronić przed czynnikami zewnętrznymi. Biotaniqe aktywnie nawilżająca maska na tkaninie również przypadła mi do gustu, gdyż lubię maseczki w płatach.  Kolejnym kosmetykiem pełnowymiarowym, są płatki oczyszczające na nos Selfie Project, które chętnie wypróbuję, jednak nie mogę powiedzieć, żebym się nimi jakoś specjalnie ekscytowała.




Dwa produkty, co prawda, pełnowymiarowe, jednak dla mnie zupełnie nietrafione, to Bell HYPOAllergenic pomadka Intense Colour Moisturizing w zupełnie abstrakcyjnym dla mnie kolorze oraz Olimp Labs INNOVUM Beauty Shot, czyli drink kolagenowy.


Tak oto prezentuje się marcowy Shinybox, ja osobiście jestem bardzo zawiedziona, w porównaniu do poprzednich, to pudełko wypada strasznie blado i słabo. Dajcie znać co o nim sądzicie!

TRICO BOTANICA VOLUMIZING || CIEKAWA SERIA DO WŁOSÓW POZBAWIONYCH OBJĘTOŚCI

4/09/2019

TRICO BOTANICA VOLUMIZING || CIEKAWA SERIA DO WŁOSÓW POZBAWIONYCH OBJĘTOŚCI

Moje włosy nigdy nie należały do klasy mega gęstych,  owszem jest ich dość sporo, choć mają ogromną tendencję o wypadania, są bardzo cienkie, proste i wiecznie oklapnięte. Odkąd pamiętam, zawsze balansowałam, gdzieś pomiędzy preparatami na wypadanie oraz zwiększającymi objętość. Dzięki uprzejmości TRICO BOTANICA, miałam okazję wypróbować serię preparatów, które mają za zadanie, dodawać włosom objętości. Jeśli jesteście ciekawe efektów, zapraszam dalej.


TRICO BOTANICA VOLUMIZING || SZAMPON, ODŻYWKA, SPRAY




W skład zestawu wchodzą trzy produkty, szampon, odżywka oraz mgiełka, która tak naprawdę jest odżywką na objętość w sprayu bez spłukiwania. Głównym składnikami linii, są ekstrakt z rumianku, skórki cytryny oraz różowego pieprzu. Podobnie, jak w przypadku innych produktów TRICO BOTANICA, gama pozbawiona jest substancji takich jak SLS czy parabeny.


Seria pachnie bardzo przyjemnie, nieco ziołowo, może cytrynowo. Zapach zostaje na włosach po wysuszeniu, jednak bez obaw, po pewnym czasie się ulatnia. Jeśli chodzi o właściwości myjące szamponu, nie mogę się do niczego przyczepić. Mimo, iż produkt nie zawiera SLS ładnie się pieni, bez problemu zmywa zanieczyszczenia, sebum czy lakier. Co ważne, szampon nie podrażnia skóry głowy, nie powoduje swędzenia czy przesuszenia.  Odżywka ma bardzo wygodny dozownik, który zapewnia nam pełną kontrolę nad ilością produktu. Produkt jest bardzo wydajny, ja oczywiście stosuję ją jedynie tak od wysokości ucha, mimo wszystko nie nakładam jej na skalp. Po zmyciu, włosy świetnie się rozczesują, są zauważalnie przyjemniejsze i milsze w dotyku. Volumizing Spray, stosuję na całe włosy, kilka rozpyleń aby chronić je podczas stylizacji i dodać objętości.


VOLUMIZING, PUSTY SLOGAN CZY FAKTYCZNIE WŁOSY PEŁNE OBJĘTOŚCI


Szampon, stosowany solo, bardzo mocno dodaje objętości, co widać zwłaszcza po tzw. baby hair. Przyznam, że nie byłam w stanie ich "ogarnąć". Z pomocą przychodzi odżywka do spłukiwania, która ładnie dociąża końce, wygładza, sprawia, że włosy są bardzo przyjemne i miękkie. Odżywka zapewnia włosom lekkość, jednak nie wzmaga przetłuszczania. Gdy połączymy szampon z odżywką do spłukiwania oraz z odżywką w sprayu Volumizing Spray, wówczas mamy istny sztos! Po pierwsze, włosy są lekkie, sypkie i puszyste, fajnie uniesione, jednocześnie mamy nad nimi kontrolę. Końcówki nie są napuszone i nie żyją swoim życiem. Ładnie opadają na ramiona, włosy sprawiają wrażenie zadanych, zdrowych, takich prosto z salonu fryzjerskiego.



Podsumowując, uważam, że seria VOLUMIZING zdecydowanie jest warta polecenia i zakupu. Nie będę ukrywać, że uważam, iż najlepiej sprawdzają się, gdy stosujemy całą trójkę razem. Szampon bardzo mocno odbija włosy od nasady, dodaje im lekkości i sypkości. Efekt, połączenia z odżywką i sprayem, jest o wiele bardziej skontrolowany, moje włosy dopiero wówczas wyglądają na fajnie uniesione a jednocześnie ujarzmione. Gdy wykończę kosmetyki, z przyjemnością odkupię je ponownie. 
SHINYBOX LUTY || LOVELINESS

3/19/2019

SHINYBOX LUTY || LOVELINESS

Luty już dawno za nami, mimo to, chciałabym podzielić się z Wami, moja opinią na temat produktów, które znalazły się w pudełku Shinybox o wdzięcznej nazwie LOVELINESS. Nazwa od razu kojarzy mi się z walentynkami, liczyłam więc, na fajne i przemyślane pudełeczko. Czy się zawiodłam? Zapraszam dalej!


W lutym oddajemy w Wasze ręce pudełko pełne miłości do piękna, wyjątkowych kosmetyków oraz nietuzinkowych niespodzianek. Rozkochajcie się w najnowszym zestawie Loveliness i zamówcie go już teraz. Psst! Ilość pudełek jest mocno ograniczona.


W boxie, znalazły się zarówno kosmetyki kolorowe jak i pielęgnacyjne. Tym razem kolorówka, przynajmniej w moim odczuciu, jest spójna i wreszcie dopasowana do karnacji Polek. Dwa kosmetyki, które najbardziej mi się spodobały, to puder do konturowania twarzy marki Bell Hypoalergenic Bronze Powder w odcieniu 01 oraz puder rozświetlający od Revers Cosmetics Strobe & Glow w kolorze 03 champagne. Oba produkty są świetne! Bronzer jest genialny! Odcień idealny dla jasnej karnacji, w zależności od waszych upodobań, można oba kolory zmieszać lub nakładać oddzielnie. Część ciemniejsza super sprawdzi się do modelowania policzków i skroni, natomiast jasny puder jest idealny do tzw. odcięcia i rozjaśnienia np. żuchwy. Rozświetlacz z Revers jest śliczny,  przyznam szczerze, że mam słabość właśnie do takich szampańskich odcieni. U mnie sprawdza się bardzo dobrze, daje ładne eleganckie rozświetlenie, idealne na dzień. Nie odcina się, nie jest też zbyt pudrowy.


Jeśli chodzi o pielęgnację, w pudełku znalazły się produkty z różnych kategorii. Mamy tu coś do włosów, serum do twarzy, próbka kremu oraz bardzo fajne maseczki. Regenerująca odżywka w piance L'Biotica Biovax to dla mnie nowość, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Moje włosy bardzo, ale to bardzo polubił się z taką formuła. Są po niej ładnie nawilżone, nie mam problemu z rozczesaniem oraz z nadmiernym przetłuszczaniem u nasady. Marka BIOTANIQUE, już wcześniej pojawiała się w Shinybox, tym razem mamy okazję wypróbować Serum Liftingujące Korean Beauty, które wzbogacone jest o śluz ślimaka. Zapowiada się ciekawie, za jakiś czas dam znać jak się sprawdza. 


Miesięczny program pielęgnacyjny skóry twarzy, marki 7th Heaven, to nic innego, jak zestaw 8 maseczek o właściwościach oczyszczających!
“Postaw na piękną, czystą i pełną blasku skórę twarzy! Rozpocznij już teraz swój miesięczny program pielęgnacyjny z zestawem ośmiu oczyszczających mini masek błotnych i ciesz się zdrową, miękką i gładką w dotyku skórą.Błotna maska doskonale oczyszcza skórę twarzy i wysusza drobne niedoskonałości. Gwarantuje natychmiastowy efekt odświeżenia i zmatowienia skóry. Zawarty w niej aloes, wiesiołek i oczar wirginijski działa kojąco, nawilża i wyraźnie zwęża pory.”

Kolejną maseczką, którą znalazłam w boxie jest MultiBioMask Nutritive & Ultra Clean, marki Biotaniqe. Zestaw dość ciekawy, gdyż w jednej saszetce mamy maskę głęboko oczyszczającą oraz regenerującą. Organic Feminine Hygiene Kit, marki Masmi, zestaw, którego nie będę komentować, osobiście uważam wrzucanie do pudełek tego typu produktów za niewypał. 


Mimo, małej wtopy, uważam, że jest to całkiem przyjemne i sensowne pudełko. Ogromnie cieszę się z kosmetyków do makijażu oraz z pianki od Biovax. Dajcie znać co sądzicie i jak sprawdzają się u Was produkty!

POMADKI Z DROGERII, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ || DOBRA JAKOŚĆ W PRZYSTĘPNEJ CENIE

2/10/2019

POMADKI Z DROGERII, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ || DOBRA JAKOŚĆ W PRZYSTĘPNEJ CENIE

Jak u wielu kobiet, tak i mój koszyczek z pomadkami pęka w szwach, choć muszę się Wam ostatnio pochwalić, że wzięłam się za porządki kosmetyczne i zredukowana ilość, między innymi pomadek. Przy okazji sprzątania postanowiłam pokazać Wam moje trzy propozycje pomadek, które świetnie się u mnie sprawdzają A przy tym nie są kosmicznie drogie i dostępne są w drogerii. Zapraszam dalej!


Od pewnego czasu zakochałam się wręcz w pomadkach L'oreal Color Riche oraz Color Riche Matte , moje propozycje to kolory 274 Ginger Chocolate, 378 Velvet Rose oraz 633 Moka Chic . Pomadki mają rewelacyjną, nawilżającą formułę dzięki czemu nie wyruszają ust i nadają się na chłodniejsze dni. Odcienie są bardzo ładne, uniwersalne, moim faworytem jest Ginger Chocolate, sięgam po nią zdecydowanie najczęściej. Jest to ładny, neutralny, lekki brąz z domieszką brudnego różu. Gdy przyjdźcie się bliżej, zobaczycie, że w pomadce zatopione są delikatne drobinki, których jednak nie trzeba się bać, na ustach wyglądają ładnie, fajnie odbijają światło i dodają blasku. Wersja Matt, nie jest do końca matową pomadką, jest to taki mat, który ja jestem w stanie zaakceptować. Szminka nie ściąga, nie przesusza ani nie podkreśla struktury ust. 




Rimmel Moisture Renew w odcieniu 330 to typowa jesienno-zimowa propozycja dla kobiet nieco odważniejszych i lubiących ciemniejsze kolory. Odcień 330 Sloane's Plum, to idealna śliwka, której szukałam dość długo. Dobrze zgrane odcienie fioletu z delikatnie przemijajaca jarzynowa baza dają połączenie idealne. Pomadka ma zaskakująco wilgotnaą formułę, jest niesamowicie kremowa, wręcz masełkowa, dzięki czemu rewelacyjnie nawilża usta. Jej konsystencja sprawia, że trzeba ją ostrożnie i precyzyjnie aplikować, nie jest to pomadka, którą możemy poprawić bez lusterka, gdyż lubi wyjechać poza kontur ust. Kolor pomadki w opakowaniu wydaje się być ciemniejszy, jednak na ustach traci nieco na intensywności.


Pomadka, która bardzo zaskoczyła mnie swoją formułą, tym jak zachowuje się na ustach oraz fantastycznym kolorem, to Eveline COLOR edition numer 701 Nude Rose. Wyjątkowo komfortowa, kremowa a jednocześnie nie przesadnie "śliska", dobrze utrzymuje się na ustach, wygląda estetycznie i elegancko. Jedyny minus? Dla mnie niestety zapach, choć wiem, że wielu moim koleżankom zupełnie nie przeszkadza.


Ostatnie propozycje, nie są stricte drogeryjne, gdyż mowa będzie o pomadce i błyszczyku firmy Inglot, kolekcja Jennifer Lopez, odcień pomadki to słynny Flor, natomiast błyszczyk mam w kolorze Soft Rose. Początkowo szminki z tej serii zupełnie mnie nie interesowały, gdyż miałam złe doświadczenia z pomadkami ze standardowej kolekcji, jednak tylko krowa nie zmienia zdania. Spróbowałam i przekonałam się, ze tak jak cienie tak i pomadki maja zmieniona formule. Są przyjemne, maślane i kremowe, nie przesuszają ust oraz nie wchodzą w załamania. Flor, jest bardzo ładnym, nieco klasycznym odcieniem nude, który ma w sobie delikatnie ciepłe tony. Idealnie pasuje do mocniejszego oka i cieplejszego czy brzoskwiniowego różu na policzkach. Błyszczyk ma odcień nieco bardziej wpadający w zgaszony róż połączony z brzoskwinią, genialnie podbija biel zębów, utrzymany jest w delikatnej, nudziakowej kolorystyce. Ma on przyjemną konsystencję, nie jest przesadnie lepki, nie daje dyskomfortu a jego trwałość też jest niczego sobie.




Dajcie znać co sądzicie o moich propozycjach i jakie są Wasze ulubione drogeryjne pomadki!


SHINYBOX STYCZEŃ || TIME TO SHINE!

2/03/2019

SHINYBOX STYCZEŃ || TIME TO SHINE!

Styczeń już za nami, aż nie mogę w to uwierzyć, z małym dzieckiem w domu dni wręcz uciekają przez palce! Dziś przygotowałam szybka prezentację najnowszego pudełka SHINYBOX, o wdzięcznej nazwie Time to Shine. Jeśli jesteście ciekawe co sądzę o zawartości, zapraszam dalej!


Zachwycaj, błyszcz, odkryj siebie na nowo i rozpocznij Nowy Rok ze styczniowym pudełkiem ShinyBox Time to Shine.
Wraz z najnowszym pudełkiem ShinyBox oddajemy w Twoje ręce kosmetyki, dzięki którym będziesz prezentować się idealnie nie tylko podczas karnawału. My zadbamy o Twój makijaż oraz zdrowe i piękne włosy. Ty natomiast teraz oddaj się zabawie i olśniewaj pięknem.

Hasło przewodnie przywodzi na myśl blask i karnawał, zanim otworzyłam pudełko, liczyłam właśnie na fajne produkty do makijażu czy pielęgnacji, i tym razem się nie zawiodłam. Zespół odpuścił sobie jakieś dziwne dodatki w postaci tamponów, podpasek czy wkładek, umieści natomiast w pudełeczka kilka praktycznych kosmetyków. 



Bardzo się cieszę, że tym razem mogę wypróbować coś od Bell Hypoallergenic, w boxie znalazł się bowiem bardzo dobrze zapowiadający się żel modelujący do brwi Brow Modeller Gel, pomadka w płynie Lip Lacquel Liquid w bardzo ładnym, neutralnym odcieniu oraz kremowa pomadka w sztyfcie, Secretale Nude. Jestem pewna, że produkty Bell zużyję do końca. 


Oprócz typowej kolorówki, mamy również coś z pielęgnacji. Tym razem zespół postawił na kosmetyki do włosów, w pudełku znajdziemy bowiem aż dwa szampony. Pierwszy, to Schwarzkopf Gliss Kur Purifity & Protect, który z łatwością dostaniemy w niemal każdej drogerii. Kolejny, to dość ciekawie zapowiadający się szampon marki Element, wersja z czarnym węglem, który ma dogłębnie oczyszczać włosy i skórę głowy. Do pary z szamponem, w pudełku znajdziemy maskę do włosów firmy Vis Plantis, seria Basil Elements, o właściwościach regenerujących.



Bardzo ciekawie zapowiadającym się kosmetykiem, jest maska w płacie firmy Biodermic. Ostatnio, że względu na notoryczny brak czasu stawiam właśnie na produkty w płacie, są wygodne, nie trzeba ich rozrabiać i zmywać. Po raz kolejny w Shinybox znalazła się maseczka Dermaglin, tym razem wersja regenerująca, którą chętnie wypróbuję. Cieszę się, że wreszcie w boxie znalazły się inne maski niż wysuszające, do cery tłustej.


Jedynym nietrafionym moim zdaniem elementem pudełka jest perfumetka Carlo Bossi, uważam, że perfumy są indywidualną sprawą i nie powinny być dodawane do boxów.



Mnie osobiście ta edycja przypadła do gustu, powiem więcej, podoba mi się chyba najbardziej ze wszystkich dotychczasowych shinyboxów. Pudełko uznaję za przemyślane i spójne, mamy coś do makijażu, co ważne, w uniwersalnych kolorach, jest również pielęgnacja, szampony, które zawsze się przysadzą.

Jestem ciekawa Waszych opinii o styczniowym pudełku, ja od siebie mogę powiedzieć- SHINYBOX, tak trzymać i oby więcej tak fajnie skomplikowanych pudełek!

KOSMETYCZNE PODSUMOWANIE 2018 ROKU || MAKIJAŻ ORAZ PIELĘGNACJA

1/09/2019

KOSMETYCZNE PODSUMOWANIE 2018 ROKU || MAKIJAŻ ORAZ PIELĘGNACJA

Pewnie jak większość z Was, tak i ja nie mogę uwierzyć, że 2018 roku już za nami. Dla mnie był to rok wyjątkowo udany i piękny! Myślę, że 2018 tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że 2019 będzie miał trudne zadanie żeby to pobić i okazać się lepszym. Jaki był dla mnie miniony rok pod względem życiowym i kosmetycznym? Zapraszam dalej!


6 stycznia zorientowałam się, że jestem w ciąży, która zdecydowanie mi służyła, nie licząc lekkich mdłości na początku i mega zgagi od 7 miesiąca, wszystko przebiegało wzorowo. 14 września na świat przyszła moja malutka Gabi, poród przebiegł sprawnie, z pierwszym dzieckiem od pobudki w nocy do urodzenia, zajęło mi 6 godzin z czego około godzinę zastanawiałam się czy będę rodzić czy może to bóle odpowiadające;) Koniec roku przeleciał mi między palcami, gdyż Gabi dawała nam w kość, ale i tak uważam, że mieć dziecko jest cudem i trzeba się cieszyć i ochłonąć każda chwilę.  Aaaaa...zapomniała bym o jeszcze jednej królewnie, która pojawiła się w naszej rodzinie. Roksi, berneńczyk, który tak pragnie miłości, zabawy i atencji, że czasem nie wiem czy nie ma ADHD.

Rok 2018 przyniósł mi kilka fajnych współprac, dzięki którym miałam okazję poznać i przetestować kosmetyki do pielęgnacji, o których istnieniu, często nie miałam pojęcia. Rok 2018 obfitował również w nowości makijażowe, poznałam i polubiłam wiele nowych produktów, odkryłam potęgę bazy pod makijaż czy siłę kosmetyków wodoodpornych, których przez tyle lat unikałam.

ROK 2018, ROKIEM CERY IDEALNEJ || POTĘGA HORMONOW CIĄŻOWYCH


Jako, że przez większość 2018 roku byłam w ciąży, muszę być z Wami szczera i przyznać się do tego, że genialny stan mojej cery zawdzięczałam hormonom. Ciąża ewidentnie mi służyła,  nie licząc pierwszych miesięcy, kiedy męczyły mnie popołudniowe wymioty i mdłości, co spowodowało lekki spadek turgoru skóry. Poradziła sobie z tym za pomocą kremu Synchroline, o którym pisałam TU. Dodatkowo, wróciłam do kosmetyków Dermedic, w szczególności pomocne okazało się serum intensywnie nawilżające oraz krem nawilżający do cery suchej i odwodnionej. Hitami 2018 roku mogę również śmiało nazwać produkty od Resibo, serum olejkowe oraz odżywczy krem pod oczy, to kosmetyki warte zainteresowania. Serum jest idealne na noc, świetnie odżywia skórę, uwielbiam je nakładać zwłaszcza gdy w ciągu dnia nosiłam cięższy czy bardziej wysuszający podkład.



O ile w ciągu minionego roku, nie musiałam jakoś szczególnie przykładać się do pielęgnacji twarzy, tak dbanie o ciało i rosnący brzuszek, było dla mnie wyzwaniem. Odsyłam Was do wpisu na temat produktów, które używałam w ciąży.  W tym wpisie, pokażę Wam dwa masła,  z którymi nie planuję się rozstawać i które systematycznie odkupuję.  Pierwsze to The Body Shop o bajecznym zapachu dojrzałej, soczyste brzoskwini. Oprócz wyjątkowo przyjemnej nuty zapachowe, jest to po prostu dobry kosmetyk, który warto mieć w swojej łazience. Drugie masło, tym razem firmy Organique, jest już zdecydowanie bardziej natłuszczające, zawiera bowiem pokaźną ilość masła shea. Produkt idealny na wszelkie przesuszenia, łokcie, kolana czy łydki.


MÓJ MAKIJAŻ W 2018 ROKU || POSTAWIŁAM NA LEKKOŚĆ


Pisząc o makijażu w 2018 roku, mogłabym chyba w nieskończoność wymieniać fajne produkty, które udało mi się wypróbować. Myślę jednak, że tak długi post, byłby ciężki do przeczytania, dlatego też,  postanowiłam to okroić i pokazać Wam same perełki. Jaki był mój makijaż w 2018 roku? Przede wszystkim świetlisty, promienny i lekki.


BAZY, PODKŁADY I KOREKTORY ROKU


Tak jak pisałam wyżej, w tym roku odeszłam od bardzo ciężkich i matujących podkładów, nie powiem, że zrezygnowałam z nich w 100% jednak częściej wybierałam produkty o bardziej naturalnym, świetlistym wykończeniu.  Zdecydowanym odkryciem 2018 roku, okazała się baza firmy Smashbox Photo Finish Primer Radiance, czyli w wersji rozświetlającej. Produkt wyjątkowy, nadaje się spokojnie do cery mieszanej, ślicznie rozświetla, pobudza cerę, zdecydowanie ją upiększa a jednocześnie nie wzmaga przetłuszczania strefy T. Baza sprawia, że nawet słaby podkład wygląda znośnie no a podkład dobry wygląda genialnie!


Jeśli chodzi o podkłady, przetestowałam ich dość sporo. Do moich ulubieńców mogę śmiało zaliczyć DIOR Backstage Face and Body Foundation, jest to zdecydowanie podkład, po który sięgałam najczęściej. Produkt, który kapitalnie upiększa, a którego zupełnie nie widać na twarzy. Jest a jakby go nie było. Kolejnym faworytem okazał się NARS Sheer Glow, i niech Was nie zmylić nazwa. Podkład wcale nie jest tak rozświetlający jak niektórzy sądzą,  owszem daje glow, jednak ja bardziej nazwę je "zdrową poświatą". Lubię go za trwałość, naturalność, która idzie w parze z dobrym kryciem, piękny kolor oraz sposób w jaki łączy się ze skórą. 


Korektorem roku, zapewne Was nie zaskoczę,  okazała się Too Faced Born This Way, w odcieniu Porcelain. Produkt wyjątkowy, zdecydowanie wart każdej złotówki, dobrze kryje, rozświetla i ożywia spojrzenie. Dodatkowo, jest bardzo szybki i prosty w aplikacji, fajnie się etapie i łączy z podkładem. Kolejne dwa korektory, które warte są uwagi, to kosmetyki marki Becca: Under Eye Brightening Corrector oraz Ultimate Coverage w odcieniu Banana. Oba w formie dość gęstej pasty, zwłaszcza ten żółty,  które stosujemy w minimalnej ilości oraz co ważne, dobrze rozgrzewamy i wmasowujemy. Poprawnie zaaplikowane, dają cudowny efekt, zdrowej i wypoczęty cery.


PUDRY, RÓŻE, BRĄZERY I ROZŚWIETLACZE


Pudrami utrwalającymi 2018 roku, w moim przypadku były MAC Mineralize Skinfinish w odcieniu Light, Inglot seria Jennifer Lopez oraz słynna Laura Mercier Translucent Powder. Każdy z nich charakteryzuje się innym wykończeniem, MAC jest niezwykle delikatny i naturalny, Inglot daje efekt bluru, ma w sobie delikatnie drobinki odbijające światło, Laura natomiast, to klasyk i hit hitów. Aplikowania w odpowiedniej ilości, rewelacyjnie utrwala makijaż, wygładza oraz sprawia, że nawet słabszy podkład wygląda pięknie.



Jeśli chodzi o róże, bronzery i rozświetlacze, w ubiegłym roku, postawiłam na gotowe paletki, między innymi Too Faced Sweat Peach Głów Palet oraz Smashbox Cali Contour Palette. Polubiłam takie rozwiązania z czystej wygody i oszczędności czasu. Obie są genialne, więc nie będę żadnej z nich faworyzować, kolory są dobrane w taki sposób, że idealnie do siebie pasują, nie muszę zastanawiać się jaki róż wybrać do danego bronzera. Dodatkowo, odcienie są tak genialne, że pasują chyba do każdej karnacji. Są to zdecydowanie produkty wysokiej jakości, które wspaniale stawiają się z cerą, nie tworzą plam, ładnie się rozcierają i scalają. Jedynym pojedynczym kosmetykiem, który chce wyróżnić i chyba nieco też o nim przypomnieć, jest rozświetlacz MAC Soft & Gentle, który jest ze mną od kilku lat. Efekt, który możemy nim uzyskać jest po prostu piękny, elegancki i szykowny.



MAKIJAŻ OKA | PRODUKTY WODOODPORNE


W minionym roku, postawiłam na wodoodporne kredki oraz tusze. Myślę, że godne polecenia i warte zakupu są te z Estee Lauder, ja posiadam dwie, klasyk w kolorze czarnym oraz przepięknym i nieoczywistym brązie o nazwie Espresso. Tusze do rzęs, które polubiłam to Bourjois Volume Reveal oraz Too Faced Better Than Sex Mascara. Obie trzymają się na oku cały dzień,  choć Too Faced w tej kwestii góruje, nie osypują się i co najważniejsze, faktycznie nie spływają. Better Than Sex Mascara sprawia, że moje dość krótkie i proste rzęsy stają się mega widoczne, są pięknie rozdzielone i maksymalnie pokręcone. Bourjois daje efekt podobny, bardzo ładny, jednak nie tak spektakularny, i niestety, w jej przypadku mały minus za przydatność po otwarciu, niestety produkt dość szybko wysycha.



Paletą cieni roku 2018 była Too Faced Natural Eyes Palette. Kurczę tak patrzę,  że dużo tej marki w zestawieniu! Wracając do tematu, paleta jest piękna w swojej oprawie, ciężka, solidna oraz, co tu dużo mówić, po prostu ładna. W środku znajdziemy 9 bajecznych cieni, lubię w nich wszystko, zaczynając od ich pięknych odcieni, cudownej formuły, trwałości na łatwości aplikacji i blendowania kończąc. Paleta może wydawać się nudna, jednak dla mnie jest ona ciekawa i kompletna. Cień bazowy, do zaznaczenia załamania oraz rozświetlający są duże, dzięki czemu istnieje szansa, że paletę wykończycie równomiernie. Znajdziecie tu neutralne brązy,  coś cieplejszego, błyszczącego, z drobinami oraz coś ciemniejszego do zrobienia smoky eyes.



Jestem ciekawa jaki dla Was był 2018 rok, udany, szczęśliwy czy raczej cieszcie się, że już odszedł? Dajcie znać jakie są Wasze kosmetyczne hity, linkujcie swoje blogi z tego typu zestawieniami!

Copyright © 2017 AnnaBlog