JAK OSWOIĆ SZTUCZNE RZĘSY || PREZENTACJA KILKU MODELI PERHAEPS

10/18/2018

JAK OSWOIĆ SZTUCZNE RZĘSY || PREZENTACJA KILKU MODELI PERHAEPS

Temat sztucznych rzęs pojawia się na moim blogu po raz pierwszy. To zaskakujące, tym bardziej, że odkąd nauczyłam się je przyklejać, lubię podkręcić nimi makijaż. Nie ma się co czarować, każdy, nawet najprostszy makijaż, będzie wyglądał o niebo lepiej, gdy zagęścimy linię rzęs. Taki zabieg pięknie otwiera oko, odejmuje lat i sprawia, że nasza twarz zyskuje "to coś". Również makijaż wieczorowy, nawet ten najbardziej wymuskany, bez pięknych rzęs, moim zdaniem, wypada blado. Nie powiem, że doklejam rzęsy każdego dnia. Nie, nie mam takiej potrzeby, jednak kiedy chcę wyglądać ekstra, nie wyobrażam sobie, żeby pominąć ten etap.



RZĘSY TWORZONE Z PASJĄ || PERHAEPS


Perhaeps to sztuczne rzęsy stworzone dla kobiet ceniących dobrą jakość i perfekcyjny makijaż. W ofercie marki znajdziemy zarówno kępki jak i rzęsy na pasku. Do wyboru mamy wiele modeli, każdy z nich jest świetnie opisany, co bardzo ułatwia wybór. Do rzęs, dołączony jest również klej, przyznam, że byłam do niego sceptycznie nastawiona, jednak muszę powiedzieć, że jest całkiem dobry. Rzęsy wykonane są bardzo starannie, z syntetycznego włosia, które bardzo dobrze imituje naturalne włoski. Rzęsy są elastyczne a pasek plastyczny, co znacząco wpływa na łatwość aplikacji.



Tak jak wspominałam wyżej, rzęsy na oku wyglądają bardzo elegancko i naturalnie, nie dają plastikowego "połysku", który często towarzyszy rzęsom niższej jakości. Warto dodać, że są one bardzo komfortowe w noszeniu, nie czuje się ich na oku, nie są ciężkie i nie będą Wam dokuczały. Na co dzień noszę soczewki i mam bardzo wrażliwe oczy, przez co niektóre kosmetyki, w tym kleje do rzęs, potrafiły mnie uczulać, w przypadku produktu Perhaeps takie zjawisko nie ma miejsca.

SPOKÓJ I PEWNA RĘKA KLUCZEM DO SUKCESU || KILKA SŁÓW O APLIKACJI


Kiedyś sądziłam, że przyklejanie sztucznych rzęs to zadanie trudne i zarezerwowane dla guru makijażowych czy profesjonalistów, jednak dziś wiem, że wprawa, metodą prób i błędów a przede wszystkim cierpliwość są kluczem do sukcesu. Przede wszystkim, jeśli zaczynasz przygodę z rzęsami, moja rada, daj sobie czas i nie stresuj się. To jak z karmieniem piersią (tak, tak, jestem aktualnie na tym etapie życia), po kilku porażkach wyłapiesz ten moment. Osobiście radzę przygotować sobie pod ręką, przede wszystkim rzęsy, nożyczki, pęsetę, tusz do rzęs i klej. W przypadku rzęs Perhaeps, trzeba pamiętać, żeby bardzo delikatnie odkleić je od paska kleju, na którym są umocowane. Rzęsy najpierw "przymierzamy" na sucho, pasek nie może być za długi, bo gdy znajdzie się za blisko kącika, zwłaszcza wewnętrznego, może to powodować dyskomfort, drapać i urażać oko. Trzeba rzęsy wówczas delikatnie przyciąć. Kolejno nakładamy odrobinę kleju, czekamy chwilę aby nieco wysechł i przystępujemy do aplikacji. Zaczynamy od środka a następnie dociskamy końce paska. Tyle teorii, teraz kilka moich spostrzeżeń, jak ja oswoiłam aplikację sztucznych rzęs.

  • daj sobie czas na naukę, zacznij przyklejanie w spokojnej i nie stresującej cię atmosferze, jeśli pierwszy raz aplikujesz rzęsy przed wielkim wyjściem, na bank będziesz zdenerwowana i dołożysz sobie niepotrzebnie nerwów.
  • jeśli nie masz jeszcze wprawy, postaraj się kilka razy "na sucho", przykładać i zabierać rzęsy od oka, musisz wyczuć pewnego rodzaju punkt "środka oka", zerknij w bok, zobacz, czy pasek kończy się w dobrym miejscu zewnętrznego kącika oka, czy nie kończy się zbyt wcześnie lub za późno
  • zwróć uwagę na kącik wewnętrzny, jeśli nakleisz pasek zbyt blisko, masz jak w banku, że rzęsy będą Cie urażały i denerwowały, wtedy możesz je czuć
  • dobrze przyklejonych rzęs nie czuć na oku ani ich "nie widzisz"
  • nie śpiesz się po nałożeniu kleju, on musi przeschnąć a Ty masz wtedy czas aby jeszcze raz, spokojnie zastanowić się gdzie przyłożyć pasek.
  • użyj zalotki aby podkręcić swoje rzęsy



Przyznam, że aplikowałam już wiele rożnych rzęs, najróżniejszych firm. Mam kilku faworytów, do których śmiało mogę powiedzieć, dołączyły również rzęsy Perhaeps. Polubiłam je, przede wszystkim, za łatwość aplikacji. Uważam, że gdybym zaczęła naukę właśnie na nich, uniknęłabym początkowej irytacji i zniechęcenia. Pasek jest na tyle delikatny, elastyczny i niewidoczny, że z przyklejeniem ich poradzi sobie największy laik. Śmiało mogę stwierdzić, że dopasowuje się on do kształtu powieki.

JAK WYGLĄDAĆ NATURALNIE I JAK DBAĆ O SZTUCZNE RZĘSY

W tym temacie, kluczowy jest dobór odpowiedniego modelu, najbardziej naturalnie wyglądają kępki, jednak ich aplikacja zajmuje najwięcej czasu. Jeśli chodzi o modele na pasku, ważne aby dobrze dopasować jego długość. Ja, jeśli zależy mi na naturalnym wyglądzie, stawiam na modele delikatne, z raczej krótkim rzęsami, głównie dlatego, że moje naturalne również nie są długie. Zawsze przed aplikacją rzęs, używam zalotki a następnie tuszuję swoje rzęsy. Wiem, że niektórzy pomijają malowanie własnych, jednak u mnie wygląda to tragicznie, jasne, naturalne włoski i nagle czarne sztuczne rzęsy. Każdy się zorientuje.


Zdejmowanie rzęs zaczynam od złapania paska w zewnętrznym kąciku i delikatnym odklejeniu. Jeśli chcecie, aby rzęsy posłużyły Wam kilka razy, od razu po zdjęciu, zmyjcie klej z paska, oczyśćcie rzęsy i odłóżcie do pudełeczka.

Dajcie znać jakie są Wasze patenty na sztuczne rzęsy i jakie modele polecacie!

FARTUCHY MEDYCZNE I KOSMETYCZNE- INSPIRACJE

10/08/2018

FARTUCHY MEDYCZNE I KOSMETYCZNE- INSPIRACJE


Mimo licznych zmian, jakie zaszły w modzie biały fartuch medyczny jest wciąż najbardziej
rozpoznawalnym elementem ubioru lekarza. W sklepach można kupić zarówno fartuchy medyczne męskie, jak i damskie, które różnią się długością, krojem oraz rodzajem tkaniny, z której są wykonane.
Jak wybrać fartuch medyczny, by zapewnić sobie nienaganny wygląd w pracy?
Wskazówki ułatwiające podjęcie decyzji znajdziecie poniżej.

Dobór fartucha medycznego – kluczowe czynniki

Fartuchy medyczne zakłada się, by skutecznie zapobiec przenoszeniu bakterii na ubraniach
do środka szpitala, jak i z niego na zewnątrz. To także dobre rozwiązanie zabezpieczające
odzież lekarza przed ewentualnymi zabrudzeniami płynami ustrojowymi czy substancjami
chemicznymi, z którymi personel ma kontakt na co dzień.

Trzy najważniejsze czynniki, dzięki którym fartuch medyczny dobrze chroni odzież i zapewnia
lekarzowi profesjonalny wygląd to:
  • Najlepszej jakości tkanina Fartuchy medyczne, które są wykonane z trwałych materiałów, można prać w wysokiej temperaturze bez obaw o uszkodzenie struktury tkaniny.   Dzięki temu łatwiej utrzymać je w czystości i zapewnić sobie profesjonalny wygląd. Oprócz wytrzymałości ważna jest także przewiewność materiału. Oddychająca tkanina skutecznie odprowadzi pot, a także zapewni odpowiedni komfort pracy.
  • Właściwy rozmiar Praca lekarza opiera się przede wszystkim na regularnym kontakcie z pacjentem. Z tego powodu ważne jest dobre dopasowanie rozmiaru fartucha do budowy ciała lekarza. Zbyt ciasne fartuchy lekarskie będą krępować ruchy, a zbyt luźne sprawią, że sylwetka nie będzie się korzystnie prezentować. Najlepszym sposobem na dobór właściwego rozmiaru jest zmierzenie własnych wymiarów, a następnie porównanie ich z parametrami podanymi w tabelach dołączonych do każdego produktu. Poszczególne modele fartuchów lekarskich często różnią się rozmiarami, dlatego warto wszystkie informacje sprawdzać powoli i dokładnie.
  • Modny krój Fartuchy medyczne różnią między sobą długością, sposobem wykończenia kołnierza, czy też liczbą i miejscem wszycia kieszeni. To pozwala dobrać wygląd fartucha do własnych preferencji. Wygodnym i praktycznym rozwiązaniem są fartuchy medyczne z rozcięciami po bokach. Dzięki nim można w dowolnym momencie sięgnąć do kieszeni fartucha bez podwijania materiału. Dla kobiet doskonałym rozwiązaniem są fartuchy wcinane w talii, dzięki którym sylwetka wydaje się szczuplejsza.

Biały fartuch medyczny – klasyka w najlepszym wydaniu

Fartuchy medyczne w białym kolorze nosi wielu pracowników medycznych: lekarze, farmaceuci, laboranci itd. O popularności fartucha decyduje wiele czynników, a te najważniejsze przedstawia grafika.


W ofercie firmy Uniformshop można znaleźć zarówno damskie, jak i męskie fartuchy medyczne o klasycznym kroju. Są to produkty amerykańskiej marki Maevn słynącej z wykorzystania tkanin bardzo wysokiej jakości. Fartuchy mają klasyczne kołnierze i są zapinane na guziki.

Funkcjonalne kieszenie pozwalają na schowanie przedmiotów niezbędnych w pracy z pacjentem: stetoskopu, latarki, długopisu czy innych akcesoriów. Dzięki specjalnym , wzmocnionym szwom
fartuch jest wytrzymały i gwarantuje użytkowanie na długie lata.
Gdy spojrzymy na damskie fartuchy medyczne, można dostrzec znacznie większą różnorodność. Fartuchy damskie mają często wcięcia w talii i są wykończone ciekawym kołnierzem. Dzięki temu kobiety w pracy prezentują się profesjonalnie, a nie tak jakby założyły
za długą koszulę.

Stylowe fartuchy kosmetyczne w branży beauty

Fartuch to nie tylko strój służbowy lekarzy czy pielęgniarek, ale również praktyczny ubiór osób pracujący w salonach kosmetycznych, gabinetach odnowy biologicznej, SPA. Dobrze skrojony, elegancki  fartuch kosmetyczny będzie jak najbardziej odpowiedni do pracy
dla osób, które dbają o piękno zewnętrzne innych.

W salonach piękności rygor dotyczący noszenia konkretnego typu odzieży jest mniejszy, dlatego można sobie pozwolić na odważniejsze stylizacje o intrygujących krojach. Kilka ciekawych propozycji podsuwamy poniżej.
Biały fartuch medyczny z różową lamówką

To doskonały wybór dla kobiet, które preferują biel, a chciałyby wyglądać nowocześnie. Prezentowany fartuch jest niezwykle kobiecy ze względu na dobre dopasowanie w talii oraz
delikatną lamówkę zdobiącą kołnierz, rękawy, kieszenie oraz zapięcie fartucha.
Model przed kolano może być noszony samodzielnie (jako sukienka), jak również ze
spodniami czy legginsami.

Fartuch kosmetyczny Vena Opium

Bardzo modna propozycja marki Vena, która od lat specjalizuje się w produkcji kobiecych
elementów ubioru dla pracowników medycznych. Ciekawym rozwiązaniem są zatrzaski w formie
kryształków, które sprawiają, że fartuch prezentuje się elegancko. Taliowany model ma dwie
kieszenie boczne, w których można wygodnie przenosić drobiazgi.


Fartuch kosmetyczny Vena Amarant

Fartuch przyciąga uwagę żywym kolorem. Jest to doskonałe rozwiązanie dla odważnych i
pewnych siebie kobiet pracujących w branży beauty. Dzięki asymetrycznemu dekoltowi strój
prezentuj się efektownie. Zapięcia na metalowe napy zapewniają nienaganny wygląd przez cały
dzień.


Fartuch medyczny w modzie od zawsze i na zawsze


Fartuchy medyczne są od lat noszone przez personel medyczny. Wykonane z trwałych i łatwych
do utrzymania w czystości materiałów – pozwalają zachować wysoki poziom higieny w trakcie
kontaktu z pacjentem.  Tam, gdzie nie ma wymogów dotyczących koloru noszonej odzieży,
warto postawić na kolor i ciekawy krój, który podkreśli atuty sylwetki oraz wyczucie stylu.
Dzięki temu w pracy można wyglądać zarówno modnie, jak i profesjonalnie.



SHINYBOX WRZESIEŃ || COŚ PIĘKNEGO

9/28/2018

SHINYBOX WRZESIEŃ || COŚ PIĘKNEGO

Wrzesień okazał się dla mnie wyjątkowym miesiącem, który będę pamiętała do końca życia, 14-go przyszła bowiem na świat moja córeczka. Od tego momentu, czas mija mi zaskakująco szybko, sama nie wiem kiedy zrobiło się jesiennie, a za rogiem już czai się październik! Aby umilić nam te ostatnie ciepłe, słoneczne chwile, zespół Shinybox stworzył pudełko, którego motywem przewodnim jest hasło "Coś pięknego". Jeśli jesteście ciekawe, co znalazło się we wrześniowej edycji, zapraszam dalej!
 

 COŚ PIĘKNEGO to najnowsze pudełko ShinyBox <3 Razem z nim zabierzemy Cię do porywającego świata pełnego niesamowitych inspiracji, kosmetycznych marzeń i bajecznych niespodzianek! Jesteś ich ciekawa i masz ochotę na coś pięknego? Jeśli tak, wrześniowy box stworzony jest wprost dla Ciebie!

Gdy wzięłam do ręki wrześniowe pudełko, pomyślałam, ciężkie...może być ciekawie! Tym razem zawartość mnie nie rozczarowała, w pudełku znajdziemy kilka fajnych i wartych wypróbowania, propozycji kosmetycznych. Pierwsze co rzuca się w oczy, to ogromne opakowanie maski  zwiększającej objętość cienkich włosów z ekstraktem z arniki marki O'HERBAL. Maska ma bardzo ładny zapach, opakowanie to aż 500 ml, więc uważam, że wystarczy na bardzo, bardzo długo. Kolejne kosmetyki do pielęgnacji włosów, to zestaw miniatur firmy Aussie, szampon do włosów suchych Miracle Moist Shampoo oraz odżywka do włosów zniszczonych 3 Minute Miracle Reconstructor. Przyznam, że jestem bardzo ciekawa tych produktów, z Aussie miałam jedynie piankę do włosów i chętnie przetestuję ich pielęgnację.


Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, w pudełku znalazłam Olejek do twarzy z brazylijska papają oraz kwasem hialuronowym Congar. Jest to produkt, który bardzo mnie zainteresował, jestem ciekawa jaki efekt uzyskam. Fajnym kosmetykiem jest również serum do twarzy z 3% kwasem hialuronowym Hialu Pure, możemy używać go solo pod krem lub jako dodatek do ulubionego kremu na dzień czy na noc. 


Pierwszy raz w boxie znalazł się również produkt dla mężczyzn, mnie trafił się żel do mycia ciała STR8 AHEAD odświeżający żel pod prysznic. Powiem tak, żeli nigdy dość, a i mąż się ucieszył. Wartym uwagi kosmetykiem, który od razu otworzyłam, jest Naturalny Krem Odżywczy BIOTANIQE. Krem ma rewelacyjną konsystencję, bardzo szybko się wchłania, nie daje uczucia lepkości a na dodatek bajecznie pachnie! Dla mnie najfajniejszy produkt z całego boxa.


Produkty, które średnio do mnie przemawiają to TOP COAT wysuszacz do standardowych lakierów firmy PABLO COLOR. Od lat robię sobie paznokcie hybrydowe i myślę, że raczej nie wrócę do standardowych lakierów, produkt poleci więc w świat. Ostatnim kosmetykiem, który również nie trafił w moje upodobania, jest naturalny mineralny dezodorant ałunowy na hydrolacie z werbeny Ałun & Werbena. Wiem, że wiele z Was będzie bardzo zadowolone z takiego preparatu, jednak ja jestem zwolenniczka standardowych antyperspirantów, nie przepadam za formą sprayu.


Dajcie znać co sądzicie o pudełku? Warto zamówić?

ULUBIEŃCY SIERPNIA 2018 || TOO FACED, SMASHBOX, THE BODY SHOP, FAJNY SERIAL I DOBRA KSIĄŻKA

9/08/2018

ULUBIEŃCY SIERPNIA 2018 || TOO FACED, SMASHBOX, THE BODY SHOP, FAJNY SERIAL I DOBRA KSIĄŻKA

Aż ciężko mi uwierzyć, że sierpień dobiegł końca, nie tylko ze względu na pewien symboliczny koniec wakacji, ale też przez wzgląd na to, że za kilka dni, może tydzień pożegnam się z ciążowym brzuszkiem...a jeszcze chwilę temu wydawało mi się, że wrzesień jest tak odległym, wręcz abstrakcyjnym terminem. Nie wiem jak Wy, ale mnie wrzesień zawsze nastraja jesiennie a w tym roku, wybaczcie, ale lata i upałów mam już serdecznie dość. Bycie w trzecim trymestrze ciąży w miesiącach letnich okazało się jednak męczące i mimo wszystko z tęsknotą czekałam na odrobinę lżejszego, chłodniejszego powietrza.

ULUBIEŃCY SIERPNIA 2018

Jak to u mnie bywa, tak i tym razem, postarałam się zebrać, zarówno kosmetyki do makijażu jak i do pielęgnacji, dodatkowo, choć rzadko to robię, pokażę Wam również fajne książki i serial, który katowałam cały ubiegły miesiąc. W pielęgnacji zmieniło się u mnie kilka rzeczy, wykończyłam krem do twarzy, pod oczy a nawet kilka toników, dzięki czemu odkryłam fajne kosmetyki. Jeśli chodzi o makijaż, wiem, że większość z Was stawiała na minimalizm, u mnie, tak naprawdę bywało różnie. Lubię się malować i gdy tylko mam ku temu okazję- robię to! 

PALETY DO KONTUROWANIA || SMASHBOX THE CALI CONTOUR PALETTE , TOO FACED SWEET PEACH GLOW

Latem uwielbiam błyszczeć, uważam, że nie ma nic piękniejszego niż lekko opalona skóra i pięknie wymodelowane policzki. Nie wyobrażam sobie lata bez bronzera i rozświetlacza, jeśli używam różu to albo w odcieniu brzoskwiniowym albo czegoś zgaszonego, brudnego. Latem nie lubię chłodnych odcieni, uważam, że przynajmniej u mnie, odcinają się i nie wyglądają atrakcyjnie. Wszystko musi być spójne, z lekkim glow. Taki efekt zapewniały mi dwie, bajeczne i genialne palety, które warte są każdej złotówki. Mowa o Too Faced Sweet Peach Glow oraz Smashbox The Cali Contour Palette. Powiem szczerze, że nie wiem, którą z nich lubię bardziej, obie są moim zdaniem cudowne a efekt, który uzyskujemy zwala z nóg. Wszystko jest w nich idealne, od odcieni, wykonania, jakości, przez trwałość po dobór kolorów. 




ŚWIETNY TUSZ DO RZĘS, GENIALNA KREDKA DO OCZU || BOURJOIS ESTE LAUDER 


Tak jak i w tamtym miesiącu, tak i w sierpniu postawiłam na kosmetyki wodoodporne, miałam ku temu dwa powody. Po pierwsze, mam problem z łzawieniem oczu, zwłaszcza w upały na mocnym słońcu czy wietrze, efekt był taki, że w zewnętrznych kącikach miałam rozmazane, czarne plamy po kredce i zwykłej maskarze, irytowało mnie to strasznie. Tusz z Bourjois Volume Reveal pięknie podkręca i wydłuża moje rzęsy, szczoteczka jest zgrabna, łatwa "w obsłudze", nie za duża, nie za mała a lustereczko, które uznawałam za fanaberie producenta służy mi dzień w dzień. Tusz nie kruszy się ani nie tworzy grudek, jak maja w zwyczaju czynić maskary wodoodporne. Jeśli szukacie dobrej maskary wodoodpornej, nie zastanawiajcie się dłużej, śmiało stawiajcie na Volume Reveal od Bourjois.




Po drugie, z racji ograniczania używania cieni do powiek, postawiłam na kreskę i zagęszczenie linii rzęs, zaczęłam malować górną linię wodną. Przetestowałam kilka kredek, teoretycznie wodoodpornych, i niestety, ale te, na które trafiałam odbijały się na dolnej linii a następnie nieestetycznie wypływały i brudziły wewnętrzny kącik oka. Wyglądało to dramatycznie i niechlujnie. Kredka Este Lauder zmieniła wszystko, nie będę się nad nią długo rozwodzić, napiszę jedynie, że jest wręcz nie do ruszenia. Po wielu próbach znalazłam kredkę idealną, która spełnia wszystkie moje oczekiwania. Jest to produkt, bez którego, niestety, nie wyobrażam sobie już makijażu. Piszę niestety, gdyż jej cena jest kosmiczna, bez promocji kosztuje około 100 zł ale muszę powiedzieć, że nie żałuję i uważam, że jest to bardzo dobra inwestycja.



ZGRANE DUETY || PODKŁAD BELL NUDE LIQUID POWDER I NYX PRO FOUNDATION MIXER 

Drogeryjnym podkładem idealnym okazał się dla mnie Bell Nude Liquid Powder Intense Cover. Jest to stosunkowa nowość, którą strasznie trudno kupić, czy to stacjonarnie czy przez internet. Napaliłam się na niego okropnie i po prostu musiałam go mieć, tak się złożyło, że jedynym dostępnym kolorem był 01 Porcelain, który jest dla mnie zdecydowanie za jasny, pobiegłam więc od razu do Douglasa i dokupiłam mixer z NYX Pro Foundation Mixer w odcieniu 05 Olive. Takim sposobem, stałam się posiadaczką duetu idealnego!


Podkład jest genialny, jak za takie pieniądze, otrzymujemy kosmetyk bardzo dobrej jakości, który nie ustępuje produktom z wyższych półek. Jego wykończenie, przynajmniej na mojej cerze, określiłabym początkowo na matowe, które później zmienia się na satynowe, bardzo naturalne. Krycie jest dobre, nawet bardzo dobre, można je oczywiście budować. Na twarzy podkład wygląda bajecznie gładko i elegancko, nie wchodzi w zmarszczki i zapewnia mi komfort podczas dnia. Zdecydowanie jest on upiększający. Uwielbiam jego formułę i to, jak z całkowicie płynnego produktu staje się lekko pudrowy. Również sama aplikacja jest bardzo przyjemna, osobiście lubię nakładać go palcami i doklepać gąbeczką, aktualnie Wibo.


PODKŁAD DIOR BACKSTAGE FACE & BODY FOUNDATION ORAZ BAZA SMASHBOX PHOTO FINISH RADIANCE PRIMER

Drugim duetem idealnym, okazało się połączenie podkładu Dior Backstage Face & Body Foundation, mój w odcieniu 1N, oraz bazy rozświetlającej firmy Smashbox Photo Finish Radiance Primer. Odkąd pamiętam, zawsze stawiałam na bazy wygładzające lub mocno matujące, na Photo Finish Radiance Primer, zdecydowałam się po recenzji Asi, o której kanale pisałam w ostatnich ulubieńcach. Nie zawiodłam się, baza jest rewelacyjna, nie wzmaga przetłuszczania, pięknie utrzymuje podkłady, daje subtelny, elegancki glow.


Szczególnie lubię ją łączyć z podkładem Dior Backstage, choć może powinnam napisać, że to podkład, nakładany właśnie na nią wygląda nienagannie. Przyznam, że gdy aplikuję go solo lub na bazę matującą, efekt aż tak mnie nie zachwyca. Co do samego podkładu, myślę, że niebawem pojawi się obszerna recenzja, gdyż jest to produkt, który zdecydowanie na nią zasługuje. Podkład jest leciutki, bardzo płynny, świetnie się aplikuje aczkolwiek trzeba nauczyć się z nim pracować. Osobiście, polecam nakładać go palcami, szybko rozprowadzić na skórze a następnie wklepać wszystko gąbeczką, łatwo wówczas dołożyć kolejną warstwę i zbudować krycie  Podkład szybko zastyga, jest wodoodporny i uwierzcie mi, że przetrwa niejedne upały. Największym plusem jest dla mnie naturalne wykończenie, podkład przepięknie stapia się ze skórą, nie daje efektu maski, wygląda jak Wasza druga, ładniejsza, lepsza skóra.

ULUBIONY PUDER || MAC MINERALIZE SKINFINISH 

Podczas upałów, o dziwo, zrezygnowałam z mocno matujących pudrów na rzecz produktu MAC Mineralize Skin Finish w odcieniu Light. Jest to bardzo subtelny i aksamitny, drobno zmielony puder wykańczający i utrwalający. Lubię go za jego lekkość i formułę, która nie wchodzi i nie podkreśla zmarszczek, przez co spokojnie można stosować go do utrwalenia okolicy pod oczami. Puder nie tworzy skorupy ani ciastka na twarzy, nie zbiera się w liniach mimicznych a jednocześnie przedłuża trwałość podkładów. Dogaduje się chyba z każdym podkładem, który mam w swojej toaletce. Jest to mój pewniak, który nawet w gorące, sierpniowe dni mnie nie zawiódł.


ZAPACH, KTÓRY PRZYWOŁUJE WSPOMNIENIA || THE BODY SHOP 

Na krem pielęgnacyjny z The Body Shop miałam ochotę już dawno, ot tak, z ciekawości chciałam coś wypróbować, gdyż nigdy z ich pielęgnacją nie miałam styczności a i opinie w sieci czytałam bardzo różne. Pomyślałam, raz kozie śmierć, spróbuję. Padło na duet, Vitamin E Moisture Cream krem do twarzy oraz Vitamin E Eye Cream krem pod oczy. Seria z witaminą E bazuje na oleju z kiełków pszenicy oraz na kwasie hialuronowym, preparaty, które wchodzą w jej skład, mają przede wszystkim nawilżać, regenerować i zmiękczać skórę. Na dzień dzisiejszy, śmiało mogę powiedzieć, że oba kosmetyki spełniają swoje zadanie. Krem pod oczy, pozbawiony jest dodatków zapachowych, co uważam za plus jeśli tak jak ja, macie wrażliwe oczy. Nie ma tu ryzyka podrażnienia. Ma on miłą, delikatną konsystencję, nie jest zbyt gęsty, ani przesadnie wodnisty, bardzo dobrze się aplikuje, wchłania, nie zostawia lepkiej czy tłustej warstwy a przede wszystkim dobrze nawilża wrażliwą okolicę oka. Sprawdza się idealnie jako baza korektor, nic się na nim nie roluje ani nie waży. Jeśli chodzi o krem do twarzy, ja zdecydowałam się na wersję lekką, gdyż mam cerę mieszaną i zależało mi na dobrym i szybkim wchłanianiu. Nie zawiodłam się! Produkt jest dla mnie bajeczny! Wchłania się w mgnieniu oka, pozostawia skórę gładką i promienną. Jeśli chodzi o stopień nawilżania, moje potrzeby zaspokaja w 100 %, nie błyszczę się po nim ani nie kleję, skóra jest nawilżona, elastyczna i napięta, co ważne, mogę wręcz ekspresowo nakładać makijaż. W przypadku tego produktu, choć stosunkowo rzadko to robię, powiem jeszcze jedno, warto go kupić również przez zapach, jest cudowny! Kremowy, maślany...taki jak kiedyś! Zdecydowanie przywołuje wspomnienia dzieciństwa,  wieczorną kąpiel, czystą pościel i kremy, które były kiedyś! Uwielbiam ten zapach i myślę, że własnie przez to, zdecyduję się na kolejne produkty z tej serii.

ŚWIETNY KOSMETYK ZA GROSZE || EVREE TONIK HAMAMELISOWY 

Ostatnim kosmetykiem, którego nie chcę nazwać jedynie pielęgnacyjnym a raczej wielofunkcyjnym, jest tonik Evree Hamamelisowy. Docelowo, preparat przeznaczony jest do skóry mieszanej i tłustej, ma za zadanie minimalizować widoczność porów, przywracać równowagę i redukować niedoskonałości. Dla mnie, jest to przede wszystkim wspaniały kosmetyk odświeżający i scalający makijaż. Śmiało mogę napisać, że na dzień dzisiejszy, nie wyobrażam sobie bez niego makijażu. Lubię nim spryskać twarz, zarówno przed nałożeniem pielęgnacji, po nałożeniu podkładu i pudru, sprawdza się również genialnie do zwilżenia gąbeczki czy pędzla. Jest niezastąpiony również w ciągu dnia, gdyż pięknie odświeża makijaż i przynosi fajne ukojenie.

ULUBIONA KSIĄŻKA I SERIAL

W sierpniu pochłonęłam dwie książki oraz katowałam serial Vikingowie. Pierwszą pozycją jest coś lekkiego, jak mówi mój mąż, romansidło. Nicholas Sparks "We Dwoje", to piękna opowieść, którą warto przeczytać. Nie będę zdradzała szczegółów ale serdecznie zachęcam!

32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Vivian. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda.
Za namową męża sięgnęłam po książkę Katarzyny Bondy "Sprawa Niny Frank", przyznam szczerze, że zawsze byłam wierna lekkim romansom, jednak Bonda i jej opowieść zrobiła na mnie genialne wrażenie, przez co nabrałam ochoty na więcej!


Dajcie znać co Wam przypadło do gustu w sierpniu. Znacie prezentowane dziś kosmetyki? Może i Wy macie wśród nich swoich ulubieńców?

SHINYBOX SIERPIEŃ || HIPPIENESS

9/05/2018

SHINYBOX SIERPIEŃ || HIPPIENESS

Wakacje, wakacje...i po wakacjach. Niestety, sierpień już praktycznie za nami, koniec tego miesiąca zawsze wprowadza mnie w pewna nostalgię, czuję powoli pukającą do drzwi jesień. Żeby nie było tak smutno, mam dla Was prezentację sierpniowego pudełka ShinyBox, które nosi bardzo wdzięczny i optymistyczny tytuł "Hippienesse".


Hippieness czyli dawka pozytywnej energii, porcja promiennego uśmiechu i doza kosmetycznej zabawy skryta w sierpniowym pudełku ShinyBox. Daj się ponieść wakacyjnemu szaleństwu, ciesz się wolnością i odkrywaj siebie na nowo.

Musicie przyznać, że myśl przewodnia sierpniowego pudelka napawa optymizmem, logo w stylu hippi, luźny, beztroski opis zapowiada i daje nadzieję na wiele ciekawych produktów. Po otwarciu pudełka zaczęłam się zastanawiać, co ja umieściłabym w boxie aby pasowało do opisu? Sierpniowa edycja to w dużym skrócie...maseczki, maseczki i jeszcze raz maseczki. Niestety, tak własnie je odbieram. W pudełku znalazła się maseczka do twarzy MULTIBIOMASK, która składa się z dwóch części, mamy saszetkę  z zawartością łagodzącą, która bazuje na ekstrakcie z Białej Lilii oraz część oczyszczającą z glinka i aktywnym węglem. Kolejna maseczka, tym razem DERMAGLIN, oczyszczająco-odżywcza, zawiera glinkę kambryjską, jedwab oraz jojoba. Kiedyś już ją stosowałam, więc mogę od razu powiedzieć, że jest dość mocna, solidnie oczyszcza natomiast nie zauważyłam efektu odżywienia skóry.


Od SHEFOOT otrzymujemy saszetkę, która zawiera peeling do stóp oraz maskę regenerująco-odprężającą, oczywiście również do stóp. Producent obiecuje gładszą skórę już po jednej aplikacji...trzymam za słowo! W boxie znalazła się również próbeczka żelu kojącego na zmęczone nogi i stopy, również marki SHEFOOT, który bardo chętnie wypróbuję.


Kolejna maska, tym razem do włosów, Brazilian Keratin i marka NOVEX, która już kilka razy przewijała się w ShinyBox. Mnie osobiście ich maski średnio odpowiadają, aczkolwiek i ta wypróbuję, zobaczymy, może tym razem będę zadowolona. W tej edycji były dwa kosmetyki, które mnie zainteresowały. Pierwszy z nich to GOLDEN SHINE RADIANT EFFECT, czyli emulsja nawilżająca do ciała, która zawiera w sobie rozświetlające drobinki. Przyznam, że latem lubię takie kosmetyki i mam nadzieję, że będzie jeszcze pogoda, która pozwoli wydobyć piękno produktu. Kolejny, to relaksujący balsam do ciała z ekstraktem z lawendy O'HERBAL firmy elfa| Pharm. Produkt ma bardzo wygodną pompkę, dużą pojemność i dość specyficzny zapach.



W sierpniowym pudełku znalazły się również dwa produkty prozdrowotne, zupa w proszku foods by Ann burak & batat, do której jestem jakoś średnio nastawiona, ale może, kto wie, w chwili skrajnego głodu się skuszę. Ostatnią już rzeczą/produktem jest olej arganowy tłoczony na zimno marki EkoMedica. Z tego co widzę, nadaje się on do spożycia, przyznam szczerze, że mnie olej arganowy kojarzył się z użytkiem zewnętrznym, zobaczymy, poczytam i może się odważę spróbować. Produktem VIP jest zaproszenie dla 2 osób na Międzynarodowe Targi Fryzjerskie i Kosmetyczne Beauty Days, które odbędą się w Warszawie w dniach 21-23.09.2018


Dajcie znać co sądzicie o sierpniowej edycji! Jesteście zaskoczone, zniesmaczone czy zadowolone? Ja, cóż nie będę ukrywać, że czuję mały niedosyt.

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY || KILKA SŁÓW O FAJNYCH KOSMETYKACH!

8/25/2018

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY || KILKA SŁÓW O FAJNYCH KOSMETYKACH!

Dawno nie było wpisu w stylu tzw. "denko", przez co uzbierałam całe pudło pustych opakowań po bardzo fajnych produktach! Dlatego, postanowiłam, że zanim je wyrzucę, troszeczkę Wam o nich opowiem. Jak możecie zauważyć po tytule, będzie to wpis w większości pochwalny, gdyż tak się złożyło, że  praktycznie wszystkie kosmetyki bardzo przypadły mi do gustu i myślę, że niebawem ponownie je odkupię. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam dalej!

Kosmetyki do makijażu 

W minionym okresie udało mi się zużyć kilka produktów do makijażu, nie wiem jak Wy, ale ja zawsze bardzo cieszę się i mam dużą satysfakcję, gdy udaje mi się wykorzystać do końca coś z kolorówki. W tym miesiącu do kosza poleciały dwie pomady do brwi, pierwsza firmy Inglot w odcieniu 12, kolejna, to tak właściwie cień do powiek w kremie, Maybelline Color Tatoo w kolorze Permament Taupe. Kolory obu produktów są do siebie dość zbliżone, chłodne i szaro-brązowe, idealne dla osób, które nie widzą siebie w "ciepłych" brwiach. Z którą się bardziej polubiłam? Zdecydowanie z pomadą od Inglota pracowało mi się łatwiej, szybciej i jakoś przyjemniej, myślę, że gdy wykorzystam obecne produkty do brwi, wrócę właśnie do niej. Pozostając w temacie brwi, gdy zakończyłam przygodę z pomadami, zaczęłam używać kredek. Udało mi się zużyć produkt z Maybelline Satin Brow Pencil w odcieniu Dark Blonde oraz z Golden Rose Longstay Precise Browliner. W tym przypadku byłam o wiele bardziej zadowolona z Maybelline, możliwe, że trafiłam na słaby egzemplarz kredki z Golden Rose, moja była dramatycznie twarda. Jest to chyba jeden z dwóch bubli tego wpisu. Kredka wyrywała mi brwi, musiałam ją bardzo mocno dociskać żeby uzyskać jakiś kolor. Czytając wszystkie pozytywne opinie na jej temat nie mogłam uwierzyć, że mowa o produkcie, który trzymam w ręku. Może była wcześniej otwarta? Co do kredki z Maybelline, bardzo ją lubiłam, aczkolwiek pod koniec użytkowania, niestety wyschła i jej stosowanie stało się dla mnie uciążliwe. Ostatnio zauważyłam, że bardzo często sięgam po kredki do oczu, odstawiłam eyelinery na rzecz roztartej, lekko rozmytej kreski i tym sposobem udało mi się zużyć produkt od L'Oreal Mat-Matic, czyli nic innego jak czarną, automatyczną kredkę. Początkowo byłam z niej zadowolona, kredka bowiem była miękka, łatwa w pracy a kolor był intensywny, jednak zauważyłam, że dość szybko straciła na świeżości i niestety zaczęła wysychać. Myślę, że już do niej nie wrócę, gdyż ostatnio postawiłam na kredki wodoodporne.


Tusz do rzęs, jest dla mnie podstawowym kosmetykiem, nie wyobrażam sobie dnia bez pomalowanych rzęs, uwierzcie mi, nie muszę mieć podkładu, ale rzęsy zawsze maluję. Lepiej się wtedy czuję. Moim ulubieńcem od lat jest L'oreal Volume Million Lashes So Cuture, w tym tuszu odpowiada mi wszystko, zaczynając od formuły przez szczoteczkę po efekt, który daje na rzęsach. Przede wszystkim tusz pięknie podkreśla, rozdziela, podkręca i w odpowiednim stopniu pogrubia. Dla mnie efekt, który daje jest elegancki, piękny i zmysłowy. Nie ma mowy o grudkach czy nieestetycznie sklejonych włoskach. Dużym plusem jest dla mnie również jego szczoteczka, zdecydowanie najłatwiej mi się z nią pracuje, innymi zawsze albo dziabnę się w oko albo gdzieś ubrudzę kiedy próbuję "złapać" drobne włoski. Za namową koleżanek z pracy, skusiłam się na brata mojej ulubionej So Cuture i kupiłam wersję czerwoną, L'oreal Volume Million Lashes Excess. Cóż mogę napisać, była dobra jednak nie spodobała mi się tak bardzo, jak fioletowa, może wynika to z faktu, że na co dzień nie lubię tak mocno oblepionych rzęs. Tusze różnią się przede wszystkim szczoteczką, wersja czerwona nabiera więcej produktu, uzyskamy nią bardziej wyrazisty , dramatyczny efekt, rzęsy są mocno pogrubione, mnie wydają się cięższe ale słabiej rozdzielone i mniej podkręcone. Wszystko zależy od tego, na jakim efekcie bardziej Wam zależy. Ostatnim tuszem, również kupionym z polecenia dziewczyn z pracy, był Lovely Curling Pump Up, produkt bardzo znany na youtube oraz na blogach. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że szczypały mnie po nim oczy. Niestety dyskomfort był dość znaczny co skutecznie zniechęciło mnie do stosowania, mimo, że efekt jak uzyskiwałam był zaskakująco ładny! Rzęsy były ślicznie podkręcone i rozdzielone, ze szczoteczką pracowało mi się dobrze, byłam w stanie bez brudzenia dotrzeć do najkrótszych włosków. Myślę, że warto owy tusz wypróbować, nie jest drogi a może nie będzie Was uczulał?


Jeśli chodzi o taką bazę makijażową, zużyłam podkład L'oreal True Mach, który jest moim zdecydowanym faworytem wśród podkładów drogeryjnych. Cenię go za gamę kolorystyczną, myślę, że każda z nas dobierze sobie idealny odcień, lekkość i adekwatną do niej trwałość, formułę, konsystencję i łatwość z jaką się go aplikuje. Dosłownie wszystko. Jest to podkład, po który sięgam na co dzień, kiedy zależy mi na szybkości aplikacji bo np. śpieszę się rano do pracy. Produkt ma raczej lekkie krycie, które można zbudować do średniego. Na buzi wygląda ładnie, lekko i naturalnie, wymaga przypudrowania i poprawek w ciągu dnia, zwłaszcza jeśli macie mieszaną cerę zacznie się świecić w strefie T, jednak wyjątkowo łatwo można go doklepać i poprawić. Jeśli śledzicie mnie już jakiś czas, wiecie, że mam odwieczny problem z cieniami pod oczami, o ile nie tworzą mi się podpuchnięcia i poduszeczki, tak mam mocne niebiesko/fioletowe worki w związku z tym, kupuję, testuję i zużywam dużo korektorów. Tym razem dna sięgnęły dwa produkty, pierwszy to drogeryjny, dość dobrze kryjący, korektor Maybelline Affinitone w najjaśniejszym odcieniu oraz Clarins Eclat Minute, korektor natychmiast rozświetlający pod oczy. Oba produkty, choć zupełnie różne, uważam za bardzo dobre, zwłaszcza Clarins mocno przypadł mi do gustu, wygląda bowiem pięknie! Natychmiastowo rozświetla i otwiera oko, jest leciutki, nie wchodzi w zmarszczki, powiem więcej, daje uczucie nawilżenia, myślę, że dzięki temu sprawdzi się idealnie również w przypadku cery dojrzałej. Nie ma on mocnego krycia, gdyż nie taka jego rola, jeśli macie tak intensywne zasinienia jak ja, musicie stosować korektor korygujący a dopiero później nakładać coś rozświetlającego. Efekt jak wówczas uzyskacie będzie zjawiskowy. Całość, oprócz okolicy oka, pudrowałam za pomocą Maybelline MasterFix + , jest to produkt dość mocno matujący, ładnie wygląda aplikowany za pomocą gąbeczki, nie podkreśla wówczas rozszerzonych porów i struktury skóry. 


Kosmetyki do pielęgnacji || włosy


Nie wiem jak Wy, ale ja w łazience mam masę napoczętych szamponów do włosów, mąż się dziwi a ja tak mam, od zawsze tak miałam, taki defekt. Jakiś czas temu postanowiłam wykończyć resztki, tym sposobem zużyłam produkt L'oreal Elseve Arginin Resist oraz Garnier Fructis Densify szampon wzmacniający. Powiem tak, oba pachną ślicznie, dobrze się pienią, domywają lakier czy inne zabrudzenia, nie ma jednak mowy o jakimś zagęszczaniu włosów. Są to podstawowe, drogeryjne i bardzo przyjemne w stosowaniu produkty, do których myślę, że z przyjemnością wrócę


Udało mi się wykorzystać również odżywkę do włosów, tym razem padło na Garnier Fructis Oil Repair 3, która jest świetnym, drogeryjnym i tanim rozwiązaniem jeśli chodzi o codzienną pielęgnację włosów. Nakładałam ją dosłownie na 3-5 minut, czasem może i krócej. Odżywka jest bardzo treściwa, nie spływa z włosów, fajnie je dociąża, odżywia i eliminuje puszenie końcówek. Jedyne na co musiałam uważać, to żeby nie nałożyć jej zbyt blisko nasady, bo wówczas wzmagała przetłuszczanie i zbyt mocno wygładzała moje cienkie włosy...były zwyczajnie oklapnięte. Kolejną odżywką, którą wykończyłam była Dove Damage Solution Intensive Repair, mam wrażenie, że jeśli chodzi o odżywienie jest ona nieco słabsza niż Garnier, zdecydowanie nie dociążała tak dobrze włosów. Lubiłam ją za ładny zapach, delikatność i ekspresowość stosowania, czy kupię ją ponownie, nie wiem, może następnym razem skuszę się na inny rodzaj. Moim ulubieńcem od dłuższego czasu, jest mgiełka/odżywka do włosów Jantar, obecnie dostępna w bardzo wygodnym atomizerze. Jest to produkt, przy którym widzę efekty, włosy zdecydowanie mniej wypadają i pojawiają się nowe. Zużyłam już kilka opakowań i stale je odkupuję, szczerze polecam, jest to jeden z tańszych a działających kosmetyków, które zmniejszają wypadanie włosów. 


Ostatnim produktem z tej grupy, jest pianka do włosów Pantene Pro-V Perfekcyjna Objętość (moc 3), o ile wcześniej nie byłam przekonana do produktów Pantene, tak obecnie zmieniłam zdanie. Pianka okazała się dla mnie rewelacyjna - jak na produkt drogeryjny, duży ukłon w stronę producenta. Lubię ja za to, że unosi włosy u nasady, nie przetłuszcza i nie skleja! Wygląda bardzo naturalnie, włosy zyskują objętość jednak zachowują sypkość i możliwość naturalnego ruchu. Jedyne czego mi szkoda, to trwałości efektu, niestety pod koniec dnia moje włosy już nie maja w sobie tyle "życia", aczkolwiek uważam, że jak za takie pieniądze, warto se decydować!



Kosmetyki do pielęgnacji || ciało

Z produktów pod prysznic zużyłam kremowy żel Nivea Creme Smooth w klasycznej, pachnącej "kremem Nivea" wersji. Przyznam się szczerze, że czasem mam ochotę na taką odskocznię od owocowych i słodkich zapachów. Żel jest bardzo przyjemny, gęsty i kremowy, pięknie pachnie i cudownie się pieni. Kolejnym produktem jest żel z Dove, wersja gentleextrafoliation, czyli standardowy żel wzbogacany o delikatne drobinki złuszczające. Jak dla mnie nie jest to standardowy peeling i bardzo daleko mu do takiego produktu. Złuszczanie jest słabe nawet bardzo słabe i zdecydowanie nie zastąpicie nim zwykłego peelingu, jednak mimo wszystko, używałam produktu z dużą przyjemnością. Ostatnim żelem jest Oriflame, seria Discover zapach Islandic Purity o standardowej, już typowo żelowej konsystencji. Produkt nieco przesuszał mi skórę, więc myślę, że już do niego nie wrócę. Produkt, który uwielbiam za zapach i do którego sukcesywnie, co sezon wracam, jest żel Fa Coconut Water. Kosmetyk pięknie pachnie a po prysznicu zapach wypełnia całą łazienkę. Szkoda, że nie utrzymuje się dłużej na ciele. Jeśli chodzi o właściwości, nie mam mu nic do zarzucenia, nie przesusza, fajnie myje i oczyszcza. 


Odkąd pierwszy raz zastosowałam peelingi cukrowe z Ziaji, jestem im wierna, zmieniam jedynie wersje zapachowe. Ostatnio zużyłam ten z zimowej piernik*imbir*cynamon, którego zapach jest tak wspaniały, słodki i aromatyczny, że nie przeszkadzało mi używanie go latem. Z Ziaji chciałam polecić Wam również kremowe mydło w płynie, moje ulubione to połączenie herbaty z cynamonem. Mydła świetnie się pienią a co najważniejsze, nie przesuszają dłoni. Warto wypróbować.


Dwa kosmetyki, których było mi bardzo szkoda gdy się skończyły, to masło do ciała z Organique Body Velvet Butter o bajecznym zapachu bloom essence oraz Bielenda seria Vegan friendly masło do ciała karite. Produkty warte każdej złotówki, jeden drogeryjny drugi z wyższej półki. Bielenda jest treściwsza, bardziej maślana, zimowo-jesienna, natomiast Organique...hmmm...bajka! Cudownie się aplikuje, wchłania, pachnie a efekt jak daje na skórze zachwyca. Stosując je miałam to poczucie luksusu, taka wiecie, wyższa liga. Szczerze polecam.


Kosmetyki do pielęgnacji || twarz

W minionych miesiącach wzięłam się za zużywanie zapasów rożnych maseczek, miałam je Wam wszystkie pokazać, jednak w trakcie zbierania pustych opakowań saszetki wywalałam. To co widzicie to jedynie namiastka tego co wykorzystałam, jednak trafiły tu jedne z moich ulubionych i wartych polecenia. Na pierwszym miejscu rankingu, jeśli chodzi o nawilżenie uplasowała się Dermika Nasycenie, maska, która ekspresowo koi, nasyca i nawilża skórę. Całkiem fajna okazała się maseczka od Garnier, w międzyczasie zużyłam ich kilka.  Maseczki z rodzaju oczyszczających, które chciałam Wam polecić to Vianek oraz Ziaja, tu akurat z glinka szarą, jednak uważam, że generalnie Ziaja robi dobre maseczki. 


Wykorzystałam żel do mycia twarzy Nivea do cery mieszanej i tłustej, jednak jest to produkt, który mnie nie powalił. Zawiera on drobiny, które teoretycznie mają złuszczać, jednak są do tego za delikatne, w efekcie żel nie złuszcza a na dodatek musiałam omijać oczy...czego nie lubię. Kolejnym produktem do mycia twarzy jest pianka firmy Pharmaceris do cery mieszanej i tłustej, seria zielona Puri-Sebostatic T. Produkt bardzo delikatny, łagodnie myje, oczyszcza a przy tym nie daje uczucia suchości czy ściągnięcia. Ewidentnie dostosowana do potrzeb osób podczas kuracji trądziku. Jeśli chodzi o peeling do twarzy, niestety, zużyłam bardzo dobry produkt marki Vianek normalizujący peeling do twarzy ze spiruliną oraz ekstraktem z szałwii, o którym pisałam kiedyś w ulubieńcach. Produkt polecam i to z całego serca, jest genialny, świetnie złuszcza, oczyszcza, daje uczucie chłodzenia, zmniejsza również widoczność porów.


Garnier Płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej jest preparatem kultowym, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Stosuję go regularnie i gdy tylko mi się skończy odkupuję kolejną butlę. Jest to płyn bardzo delikatny, który dobrze zmywa makijaż, zanieczyszczenia czy nadmiar sebum. Nie szczypie i nie podrażnia oczu, nawet tak wrażliwych jak moje. Ostatnio, z racji makijażu wodoodpornego, skusiłam się na wersję żółtą z olejkiem, jednak na dzień dzisiejszy jestem do niej tak średnio przekonana. Na nasz czerwcowy urlop zabrałam ze sobą wodę micelarną firmy Kueshi, którą znalazłam w Shinybox. Niestety, produkt okazał się słaby, źle zmywał makijaż a przy tym bardzo szczypał mnie w oczy. Zdecydowanie nie kupię pełnego opakowania. Marki Kueshi jednak nie skreślam, o ile woda micelarna była niewypałem tak tonik był świetnym produktem. Pisałam, o nim kiedyś w ulubieńcach. Jest to tonik o dziwnej formule, zostawia na twarzy warstwę, która daje uczucie nawilżenia i śliskości cery.


W ostatnim czasie wykończyłam kilka fajnych kremów, zaczynając od wieczornej pielęgnacji- Effaclar Duo +, który świetnie sprawdza się u mnie w sezonie jesienno-zimowym. Fajnie oczyszcza, zmniejsza widoczność porów, działa przeciwzapalnie, zmniejsza powstawanie ropnych i zapalnych wyprysków. Dodatkowo pięknie złuszcza i rozjaśnia przebarwienia. Ma lekką tendencję do przesuszania, dlatego stosuję go wyłącznie w strefie T. Jest to najlepszy produkt złuszczająco-oczyszczający z jakim miałam przyjemność. La Roche Posay to nie tylko seria Effaclar, na uwagę zasługuje również krem o nazwie Cicaplast. Jest to produkt o właściwościach kojących, łagodzących i bardzo silnie regenerujących. Polecany jest po wszelkich zabiegach dermatologicznych czy kosmetycznych, ja lubię go stosować na różnego rodzaju podrażnienia czy przesuszenia. Będzie idealny wszędzie tam, gdzie mamy sytuacje awaryjną na skórze, podrażnienie wywołane maseczką, zabiegami kwasowymi, opalaniem czy np. po goleniu.



Bioderma Hydrabio Gel-Creme jest produktem godnym polecenia, zwłaszcza wiosną czy latem, gdy szukacie lekkiego kremu, który szybko się wchłonie, będzie dobry pod podkład a jednocześnie będzie przy tym dobrze nawilżał. Gdy nie to, że mam w zapasie jeszcze kilka kremów, śmiało sięgnęłabym po niego ponownie. W reklamówce z rzeczami do "projektu denko", odnalazłam również krem nawilżający marki Chantarell, o którym pisałam, więc odsyłam Was do pełnego wpisu.



Z kremów pod oczy wykończyłam Vianek nawilżający krem pod oczy, który bardzo mi się podobał i uważam, że jest to jeden z lepszych kremów z przystępnej półki cenowej. Jest lekki, szybko się wchłania, nie podrażnia a przy tym ma bardzo higieniczne opakowanie. Jeśli szukacie kremu o gęstej i bogatej konsystencji, niestety będziecie zawiedzione, jeśli lubicie produkty lekkie- bierzcie śmiało!


Nie wiem jak Wy, ale mnie zużycie czegoś do samego końca sprawia ogromną przyjemność i satysfakcję. Jestem wręcz z siebie dumna! Możliwe, że wynika to z zapasów, które mam przez co nie kupuję nic nowego...a nie powiem, czasem tak mnie korci wrzucić do koszyka jakiś nowy żel pod prysznic ;)

Znacie wymienione produkty? Dajcie znać, jakie były Wasze zużycia!
Copyright © 2017 AnnaBlog