POMADKI Z DROGERII, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ || DOBRA JAKOŚĆ W PRZYSTĘPNEJ CENIE

2/10/2019

POMADKI Z DROGERII, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ || DOBRA JAKOŚĆ W PRZYSTĘPNEJ CENIE

Jak u wielu kobiet, tak i mój koszyczek z pomadkami pęka w szwach, choć muszę się Wam ostatnio pochwalić, że wzięłam się za porządki kosmetyczne i zredukowana ilość, między innymi pomadek. Przy okazji sprzątania postanowiłam pokazać Wam moje trzy propozycje pomadek, które świetnie się u mnie sprawdzają A przy tym nie są kosmicznie drogie i dostępne są w drogerii. Zapraszam dalej!


Od pewnego czasu zakochałam się wręcz w pomadkach L'oreal Color Riche oraz Color Riche Matte , moje propozycje to kolory 274 Ginger Chocolate, 378 Velvet Rose oraz 633 Moka Chic . Pomadki mają rewelacyjną, nawilżającą formułę dzięki czemu nie wyruszają ust i nadają się na chłodniejsze dni. Odcienie są bardzo ładne, uniwersalne, moim faworytem jest Ginger Chocolate, sięgam po nią zdecydowanie najczęściej. Jest to ładny, neutralny, lekki brąz z domieszką brudnego różu. Gdy przyjdźcie się bliżej, zobaczycie, że w pomadce zatopione są delikatne drobinki, których jednak nie trzeba się bać, na ustach wyglądają ładnie, fajnie odbijają światło i dodają blasku. Wersja Matt, nie jest do końca matową pomadką, jest to taki mat, który ja jestem w stanie zaakceptować. Szminka nie ściąga, nie przesusza ani nie podkreśla struktury ust. 




Rimmel Moisture Renew w odcieniu 330 to typowa jesienno-zimowa propozycja dla kobiet nieco odważniejszych i lubiących ciemniejsze kolory. Odcień 330 Sloane's Plum, to idealna śliwka, której szukałam dość długo. Dobrze zgrane odcienie fioletu z delikatnie przemijajaca jarzynowa baza dają połączenie idealne. Pomadka ma zaskakująco wilgotnaą formułę, jest niesamowicie kremowa, wręcz masełkowa, dzięki czemu rewelacyjnie nawilża usta. Jej konsystencja sprawia, że trzeba ją ostrożnie i precyzyjnie aplikować, nie jest to pomadka, którą możemy poprawić bez lusterka, gdyż lubi wyjechać poza kontur ust. Kolor pomadki w opakowaniu wydaje się być ciemniejszy, jednak na ustach traci nieco na intensywności.


Pomadka, która bardzo zaskoczyła mnie swoją formułą, tym jak zachowuje się na ustach oraz fantastycznym kolorem, to Eveline COLOR edition numer 701 Nude Rose. Wyjątkowo komfortowa, kremowa a jednocześnie nie przesadnie "śliska", dobrze utrzymuje się na ustach, wygląda estetycznie i elegancko. Jedyny minus? Dla mnie niestety zapach, choć wiem, że wielu moim koleżankom zupełnie nie przeszkadza.


Ostatnie propozycje, nie są stricte drogeryjne, gdyż mowa będzie o pomadce i błyszczyku firmy Inglot, kolekcja Jennifer Lopez, odcień pomadki to słynny Flor, natomiast błyszczyk mam w kolorze Soft Rose. Początkowo szminki z tej serii zupełnie mnie nie interesowały, gdyż miałam złe doświadczenia z pomadkami ze standardowej kolekcji, jednak tylko krowa nie zmienia zdania. Spróbowałam i przekonałam się, ze tak jak cienie tak i pomadki maja zmieniona formule. Są przyjemne, maślane i kremowe, nie przesuszają ust oraz nie wchodzą w załamania. Flor, jest bardzo ładnym, nieco klasycznym odcieniem nude, który ma w sobie delikatnie ciepłe tony. Idealnie pasuje do mocniejszego oka i cieplejszego czy brzoskwiniowego różu na policzkach. Błyszczyk ma odcień nieco bardziej wpadający w zgaszony róż połączony z brzoskwinią, genialnie podbija biel zębów, utrzymany jest w delikatnej, nudziakowej kolorystyce. Ma on przyjemną konsystencję, nie jest przesadnie lepki, nie daje dyskomfortu a jego trwałość też jest niczego sobie.




Dajcie znać co sądzicie o moich propozycjach i jakie są Wasze ulubione drogeryjne pomadki!


SHINYBOX STYCZEŃ || TIME TO SHINE!

2/03/2019

SHINYBOX STYCZEŃ || TIME TO SHINE!

Styczeń już za nami, aż nie mogę w to uwierzyć, z małym dzieckiem w domu dni wręcz uciekają przez palce! Dziś przygotowałam szybka prezentację najnowszego pudełka SHINYBOX, o wdzięcznej nazwie Time to Shine. Jeśli jesteście ciekawe co sądzę o zawartości, zapraszam dalej!


Zachwycaj, błyszcz, odkryj siebie na nowo i rozpocznij Nowy Rok ze styczniowym pudełkiem ShinyBox Time to Shine.
Wraz z najnowszym pudełkiem ShinyBox oddajemy w Twoje ręce kosmetyki, dzięki którym będziesz prezentować się idealnie nie tylko podczas karnawału. My zadbamy o Twój makijaż oraz zdrowe i piękne włosy. Ty natomiast teraz oddaj się zabawie i olśniewaj pięknem.

Hasło przewodnie przywodzi na myśl blask i karnawał, zanim otworzyłam pudełko, liczyłam właśnie na fajne produkty do makijażu czy pielęgnacji, i tym razem się nie zawiodłam. Zespół odpuścił sobie jakieś dziwne dodatki w postaci tamponów, podpasek czy wkładek, umieści natomiast w pudełeczka kilka praktycznych kosmetyków. 



Bardzo się cieszę, że tym razem mogę wypróbować coś od Bell Hypoallergenic, w boxie znalazł się bowiem bardzo dobrze zapowiadający się żel modelujący do brwi Brow Modeller Gel, pomadka w płynie Lip Lacquel Liquid w bardzo ładnym, neutralnym odcieniu oraz kremowa pomadka w sztyfcie, Secretale Nude. Jestem pewna, że produkty Bell zużyję do końca. 


Oprócz typowej kolorówki, mamy również coś z pielęgnacji. Tym razem zespół postawił na kosmetyki do włosów, w pudełku znajdziemy bowiem aż dwa szampony. Pierwszy, to Schwarzkopf Gliss Kur Purifity & Protect, który z łatwością dostaniemy w niemal każdej drogerii. Kolejny, to dość ciekawie zapowiadający się szampon marki Element, wersja z czarnym węglem, który ma dogłębnie oczyszczać włosy i skórę głowy. Do pary z szamponem, w pudełku znajdziemy maskę do włosów firmy Vis Plantis, seria Basil Elements, o właściwościach regenerujących.



Bardzo ciekawie zapowiadającym się kosmetykiem, jest maska w płacie firmy Biodermic. Ostatnio, że względu na notoryczny brak czasu stawiam właśnie na produkty w płacie, są wygodne, nie trzeba ich rozrabiać i zmywać. Po raz kolejny w Shinybox znalazła się maseczka Dermaglin, tym razem wersja regenerująca, którą chętnie wypróbuję. Cieszę się, że wreszcie w boxie znalazły się inne maski niż wysuszające, do cery tłustej.


Jedynym nietrafionym moim zdaniem elementem pudełka jest perfumetka Carlo Bossi, uważam, że perfumy są indywidualną sprawą i nie powinny być dodawane do boxów.



Mnie osobiście ta edycja przypadła do gustu, powiem więcej, podoba mi się chyba najbardziej ze wszystkich dotychczasowych shinyboxów. Pudełko uznaję za przemyślane i spójne, mamy coś do makijażu, co ważne, w uniwersalnych kolorach, jest również pielęgnacja, szampony, które zawsze się przysadzą.

Jestem ciekawa Waszych opinii o styczniowym pudełku, ja od siebie mogę powiedzieć- SHINYBOX, tak trzymać i oby więcej tak fajnie skomplikowanych pudełek!

KOSMETYCZNE PODSUMOWANIE 2018 ROKU || MAKIJAŻ ORAZ PIELĘGNACJA

1/09/2019

KOSMETYCZNE PODSUMOWANIE 2018 ROKU || MAKIJAŻ ORAZ PIELĘGNACJA

Pewnie jak większość z Was, tak i ja nie mogę uwierzyć, że 2018 roku już za nami. Dla mnie był to rok wyjątkowo udany i piękny! Myślę, że 2018 tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że 2019 będzie miał trudne zadanie żeby to pobić i okazać się lepszym. Jaki był dla mnie miniony rok pod względem życiowym i kosmetycznym? Zapraszam dalej!


6 stycznia zorientowałam się, że jestem w ciąży, która zdecydowanie mi służyła, nie licząc lekkich mdłości na początku i mega zgagi od 7 miesiąca, wszystko przebiegało wzorowo. 14 września na świat przyszła moja malutka Gabi, poród przebiegł sprawnie, z pierwszym dzieckiem od pobudki w nocy do urodzenia, zajęło mi 6 godzin z czego około godzinę zastanawiałam się czy będę rodzić czy może to bóle odpowiadające;) Koniec roku przeleciał mi między palcami, gdyż Gabi dawała nam w kość, ale i tak uważam, że mieć dziecko jest cudem i trzeba się cieszyć i ochłonąć każda chwilę.  Aaaaa...zapomniała bym o jeszcze jednej królewnie, która pojawiła się w naszej rodzinie. Roksi, berneńczyk, który tak pragnie miłości, zabawy i atencji, że czasem nie wiem czy nie ma ADHD.

Rok 2018 przyniósł mi kilka fajnych współprac, dzięki którym miałam okazję poznać i przetestować kosmetyki do pielęgnacji, o których istnieniu, często nie miałam pojęcia. Rok 2018 obfitował również w nowości makijażowe, poznałam i polubiłam wiele nowych produktów, odkryłam potęgę bazy pod makijaż czy siłę kosmetyków wodoodpornych, których przez tyle lat unikałam.

ROK 2018, ROKIEM CERY IDEALNEJ || POTĘGA HORMONOW CIĄŻOWYCH


Jako, że przez większość 2018 roku byłam w ciąży, muszę być z Wami szczera i przyznać się do tego, że genialny stan mojej cery zawdzięczałam hormonom. Ciąża ewidentnie mi służyła,  nie licząc pierwszych miesięcy, kiedy męczyły mnie popołudniowe wymioty i mdłości, co spowodowało lekki spadek turgoru skóry. Poradziła sobie z tym za pomocą kremu Synchroline, o którym pisałam TU. Dodatkowo, wróciłam do kosmetyków Dermedic, w szczególności pomocne okazało się serum intensywnie nawilżające oraz krem nawilżający do cery suchej i odwodnionej. Hitami 2018 roku mogę również śmiało nazwać produkty od Resibo, serum olejkowe oraz odżywczy krem pod oczy, to kosmetyki warte zainteresowania. Serum jest idealne na noc, świetnie odżywia skórę, uwielbiam je nakładać zwłaszcza gdy w ciągu dnia nosiłam cięższy czy bardziej wysuszający podkład.



O ile w ciągu minionego roku, nie musiałam jakoś szczególnie przykładać się do pielęgnacji twarzy, tak dbanie o ciało i rosnący brzuszek, było dla mnie wyzwaniem. Odsyłam Was do wpisu na temat produktów, które używałam w ciąży.  W tym wpisie, pokażę Wam dwa masła,  z którymi nie planuję się rozstawać i które systematycznie odkupuję.  Pierwsze to The Body Shop o bajecznym zapachu dojrzałej, soczyste brzoskwini. Oprócz wyjątkowo przyjemnej nuty zapachowe, jest to po prostu dobry kosmetyk, który warto mieć w swojej łazience. Drugie masło, tym razem firmy Organique, jest już zdecydowanie bardziej natłuszczające, zawiera bowiem pokaźną ilość masła shea. Produkt idealny na wszelkie przesuszenia, łokcie, kolana czy łydki.


MÓJ MAKIJAŻ W 2018 ROKU || POSTAWIŁAM NA LEKKOŚĆ


Pisząc o makijażu w 2018 roku, mogłabym chyba w nieskończoność wymieniać fajne produkty, które udało mi się wypróbować. Myślę jednak, że tak długi post, byłby ciężki do przeczytania, dlatego też,  postanowiłam to okroić i pokazać Wam same perełki. Jaki był mój makijaż w 2018 roku? Przede wszystkim świetlisty, promienny i lekki.


BAZY, PODKŁADY I KOREKTORY ROKU


Tak jak pisałam wyżej, w tym roku odeszłam od bardzo ciężkich i matujących podkładów, nie powiem, że zrezygnowałam z nich w 100% jednak częściej wybierałam produkty o bardziej naturalnym, świetlistym wykończeniu.  Zdecydowanym odkryciem 2018 roku, okazała się baza firmy Smashbox Photo Finish Primer Radiance, czyli w wersji rozświetlającej. Produkt wyjątkowy, nadaje się spokojnie do cery mieszanej, ślicznie rozświetla, pobudza cerę, zdecydowanie ją upiększa a jednocześnie nie wzmaga przetłuszczania strefy T. Baza sprawia, że nawet słaby podkład wygląda znośnie no a podkład dobry wygląda genialnie!


Jeśli chodzi o podkłady, przetestowałam ich dość sporo. Do moich ulubieńców mogę śmiało zaliczyć DIOR Backstage Face and Body Foundation, jest to zdecydowanie podkład, po który sięgałam najczęściej. Produkt, który kapitalnie upiększa, a którego zupełnie nie widać na twarzy. Jest a jakby go nie było. Kolejnym faworytem okazał się NARS Sheer Glow, i niech Was nie zmylić nazwa. Podkład wcale nie jest tak rozświetlający jak niektórzy sądzą,  owszem daje glow, jednak ja bardziej nazwę je "zdrową poświatą". Lubię go za trwałość, naturalność, która idzie w parze z dobrym kryciem, piękny kolor oraz sposób w jaki łączy się ze skórą. 


Korektorem roku, zapewne Was nie zaskoczę,  okazała się Too Faced Born This Way, w odcieniu Porcelain. Produkt wyjątkowy, zdecydowanie wart każdej złotówki, dobrze kryje, rozświetla i ożywia spojrzenie. Dodatkowo, jest bardzo szybki i prosty w aplikacji, fajnie się etapie i łączy z podkładem. Kolejne dwa korektory, które warte są uwagi, to kosmetyki marki Becca: Under Eye Brightening Corrector oraz Ultimate Coverage w odcieniu Banana. Oba w formie dość gęstej pasty, zwłaszcza ten żółty,  które stosujemy w minimalnej ilości oraz co ważne, dobrze rozgrzewamy i wmasowujemy. Poprawnie zaaplikowane, dają cudowny efekt, zdrowej i wypoczęty cery.


PUDRY, RÓŻE, BRĄZERY I ROZŚWIETLACZE


Pudrami utrwalającymi 2018 roku, w moim przypadku były MAC Mineralize Skinfinish w odcieniu Light, Inglot seria Jennifer Lopez oraz słynna Laura Mercier Translucent Powder. Każdy z nich charakteryzuje się innym wykończeniem, MAC jest niezwykle delikatny i naturalny, Inglot daje efekt bluru, ma w sobie delikatnie drobinki odbijające światło, Laura natomiast, to klasyk i hit hitów. Aplikowania w odpowiedniej ilości, rewelacyjnie utrwala makijaż, wygładza oraz sprawia, że nawet słabszy podkład wygląda pięknie.



Jeśli chodzi o róże, bronzery i rozświetlacze, w ubiegłym roku, postawiłam na gotowe paletki, między innymi Too Faced Sweat Peach Głów Palet oraz Smashbox Cali Contour Palette. Polubiłam takie rozwiązania z czystej wygody i oszczędności czasu. Obie są genialne, więc nie będę żadnej z nich faworyzować, kolory są dobrane w taki sposób, że idealnie do siebie pasują, nie muszę zastanawiać się jaki róż wybrać do danego bronzera. Dodatkowo, odcienie są tak genialne, że pasują chyba do każdej karnacji. Są to zdecydowanie produkty wysokiej jakości, które wspaniale stawiają się z cerą, nie tworzą plam, ładnie się rozcierają i scalają. Jedynym pojedynczym kosmetykiem, który chce wyróżnić i chyba nieco też o nim przypomnieć, jest rozświetlacz MAC Soft & Gentle, który jest ze mną od kilku lat. Efekt, który możemy nim uzyskać jest po prostu piękny, elegancki i szykowny.



MAKIJAŻ OKA | PRODUKTY WODOODPORNE


W minionym roku, postawiłam na wodoodporne kredki oraz tusze. Myślę, że godne polecenia i warte zakupu są te z Estee Lauder, ja posiadam dwie, klasyk w kolorze czarnym oraz przepięknym i nieoczywistym brązie o nazwie Espresso. Tusze do rzęs, które polubiłam to Bourjois Volume Reveal oraz Too Faced Better Than Sex Mascara. Obie trzymają się na oku cały dzień,  choć Too Faced w tej kwestii góruje, nie osypują się i co najważniejsze, faktycznie nie spływają. Better Than Sex Mascara sprawia, że moje dość krótkie i proste rzęsy stają się mega widoczne, są pięknie rozdzielone i maksymalnie pokręcone. Bourjois daje efekt podobny, bardzo ładny, jednak nie tak spektakularny, i niestety, w jej przypadku mały minus za przydatność po otwarciu, niestety produkt dość szybko wysycha.



Paletą cieni roku 2018 była Too Faced Natural Eyes Palette. Kurczę tak patrzę,  że dużo tej marki w zestawieniu! Wracając do tematu, paleta jest piękna w swojej oprawie, ciężka, solidna oraz, co tu dużo mówić, po prostu ładna. W środku znajdziemy 9 bajecznych cieni, lubię w nich wszystko, zaczynając od ich pięknych odcieni, cudownej formuły, trwałości na łatwości aplikacji i blendowania kończąc. Paleta może wydawać się nudna, jednak dla mnie jest ona ciekawa i kompletna. Cień bazowy, do zaznaczenia załamania oraz rozświetlający są duże, dzięki czemu istnieje szansa, że paletę wykończycie równomiernie. Znajdziecie tu neutralne brązy,  coś cieplejszego, błyszczącego, z drobinami oraz coś ciemniejszego do zrobienia smoky eyes.



Jestem ciekawa jaki dla Was był 2018 rok, udany, szczęśliwy czy raczej cieszcie się, że już odszedł? Dajcie znać jakie są Wasze kosmetyczne hity, linkujcie swoje blogi z tego typu zestawieniami!

SHINYBOX GRUDZIEŃ 2018 || SHINY CHRISTMASS

12/30/2018

SHINYBOX GRUDZIEŃ 2018 || SHINY CHRISTMASS

Grudzień już niemalże za nami, mam nadzieję, że jesteście zadowoleni z otrzymanych prezentów. Ja miałam ta przyjemność, że Mikołaj odwiedził mnie jeszcze kilka dni przed Świętami i obdarował mnie rewelacyjną przesyłką od zespołu ShinyBox. Miałam ambitny plan dodać relację jeszcze przed Wigilią, jednak prowadzenie bloga i opieka nad moją Malutką nie idą w parze, więc dziś, nieco spóźniona, mam dla Was relację z otwierania świątecznych pudełek ShinyBox!


Tym razem zawartość ShinyBox nie zmieściła się w jednym pudełeczku, więc radość była podwójna. W grudniowym boxie znajdziemy zarówno kosmetyki do makijażu, pielęgnacji jak i coś z działu higiena. Zacznę od pasty do zębów Blanx Med, która od dawna chciałam wypróbować. Moja wersja to ani-age, która zapobiega starzeniu się zębów, w to akurat nie wierzę, jednak ogólnie słyszałam o nich bardzo dobre opinie.


Podobnie jak w zeszłym pudełku, tak i tym razem mamy dwa kosmetyki od Delia Cosmetics, tym razem cień do powiek w bardziej przystępnym odcieniu pudrowego różu oraz, nowość, mgiełka tonizująca do twarzy, szyi i dekoltu. Czytałam ostatnio, że Delia poszerza asortyment, jestem więc bardzo ciekawa ich produktów i z ogromną przyjemnością przetestuję mgiełkę.



Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, w grudniowym boxie znalazłam maseczkę do cery trądzikowej firmy Dermaglin, którą już kiedyś miałam okazję wypróbować. Cóż, nie będę ukrywać, że nie przypadła mi do gustu a to przez jej bardzo silne właściwości osuszające i ściągające. Myślę, że oddam ją komuś o tłustej cerze. Kolejne dwa preparaty, to MEDIQ SKIN PLUS żel punktowy do cery trądzikowej oraz DR. GRANDEL Hyaluron Refill Cream, krem intensywnie nawilżający. O ile żel punktowy znam, gdyż pisałam recenzję o całej serii, tak kosmetyk od DR. GRANDEL jest dla mnie nowością. Wypróbuję i to wie, może skorzystam z kodu promocyjnego?



Allvernum i ich naturalne mydełko o bajecznym zapachu wanilia/cynamon, idealnie wpasowuje się w ten świąteczny klimat. Od razu zaznaczę, że pachnie przepięknie i używam go z ogromną przyjemnością. W pudełku znalazłam również naturalny olej ze słodkich migdałów marki Natura Receptura, który sprawdzi się idealnie np. do masażu, na włosy czy do wcierania w paznokcie. Drugi, to olejek eteryczny, Vera Nord, wersja cytryna, który będzie idealny do kąpieli, sauny czy aromatyzacji pomieszczeń. Oba naturalne, bez polepszaczy. Wisienką na torcie, jest dla mnie szampon firmy Kerasys, który może nie ma większych właściwości pielęgnacyjnych, za to pachnie obłędnie!



Dajcie znać co sądzicie o grudniowej edycji ShinyBox, który kosmetyk najbardziej się Wam spodobał?

TRICO BOTANICA ENERGIA || EFEKTY PO MIESIĄCU STOSOWANIA

12/28/2018

TRICO BOTANICA ENERGIA || EFEKTY PO MIESIĄCU STOSOWANIA

Ostatnio na moim blogu pojawia się dużo wpisów związanych z pielęgnacją włosów, głównie pod kątem wypadania. Nie żebym została "włosomaniaczką", nie, nie mam na to aż tyle czasu. Po ciąży, moje włosy się osłabiły, więc nikogo nie powinno dziwić, że szukam ratunku. Wypadanie włosów często oprócz czynników zależnych od nas, ma również podłoże genetyczne. Kurację, której wyniki chcę Wam przedstawić, testowała moja mama, która po latach farbowania i trwałej ondulacji, tak jak i ja, walczy o polepszenie stanu włosów.


Trico Botanica Energia to linia produktów stymulujących prawidłowy wzrost włosów. Ekstrakty z rozmarynu, żeń-szenia, cytryny oraz roślinne komórki macierzyste są bazą dla skutecznych formuł pomagających zapobiegać utracie włosów oraz wzmacniać włosy osłabione.W skład gamy wchodzą szampon i lotion do skóry głowy. Produkty nie zawierają parabenów, barwników, SLS i petrolatum.

TRICO Botanica|| ENERGIA NATURALNYCH SKŁADNIKÓW

Seria Trico Botanica Energia, przeznaczona jest do włosów osłabionych, które mają tendencję do nadmiernego wypadania. W skład serii wchodzi szampon oraz serum, oba preparaty oparte są na naturalnych składnikach. Zawierają ekstrakty roślinne, między innymi,  z pobudzającego ukrwienie, żeń-szenia czy silnie antyoksydacyjnego rozmarynu. Szampon zamknięty jest w małej, zgrabnej plastikowej buteleczce zaopatrzone w zamknięcie typu "klikany dziubek". Dozowanie produktu nie stwarza problemów, nawet gdy kosmetyk dobija dna. Nuta zapachowa jest przyjemna, nieco ziołowa,  wyczuwalny jest rozmaryn oraz cytryna.  Szampon jest faktycznie łagodny, w porównaniu do popularnych, drogeryjnych szamponow pieni się umiarkowanie. Mimo, iż produkt nie zawiera SLS, nie płacze włosów i nie utrudnia ich rozczesania, a jak wiecie, wiele naturalnych szamponów ma do tego tendencję.  Jest to kosmetyk zdecydowanie łagodny dla skóry głowy, moja mama często po produktach drogeryjnych odczuwa świąd, szampon TRICO Botanica ENERGIA, dobrze myje a jednocześnie nie podrażnia. Jak za każdym razem, zawsze bardziej interesuje mnie działanie serum/wcierki, już kiedyś wspominałam, że moim zdaniem preparaty tego typu są kluczowe jeśli chodzi o przeciwdziałania wypadaniu włosów. Serum zamknięte jest w butelce wykonanej z ciemnego szkła, które przeciwdziała rozpadowi substancji czynnych. Swego czasu wszystkie surowce farmaceutyczne były przechowywane właśnie w takich ciemnych butelkach. Do produktu dołączona jest pipeta, dzięki której precyzyjnie odmierzymy potrzebna ilość produktu. Serum pachnie podobnie jak szampon, nieco ziołowo.

Zasada stosowania preparatów jest prosta, szamponem myjemy głowę, fajnie jeśli zostawimy go na chwilkę zanim spłuczemy. Kolejnym krokiem jest serum, aplikować można od razu z pipetki na skórę głowy lub na dłonie a następnie wcierać w skalp.  Początkowo, tak jak zaznacza producent, odczuwalne jest delikatne mrowienie,  jest to efekt rozszerzania naczynek, znak, że serum działa. Żeby Was nie przestraszyć dodam, ze mrowienie szybko mija. Ważne, aby aplikację serum połączyć z masażem, czy to poduszkami palców czy, tak jak moja mama specjalnym masażerem. Wcierkę można aplikować po umyciu włosów, przed stylizacją lub na suche włosy np.wieczorem.

TRICO Botanica ENERGIA || czy daje zadowalające efekty?

Efekty stosowania zaczynają być widoczne po około miesiącu. Po pierwsze włosy mniej wypadają, widać to zarówno na szczotce jak i w odpływie. Moja mama ma naturalnie ciemne włosy, które od kilku lat rozjaśnia, dlatego mocno zauważalne było zagęszczenie linii włosów przez drobniutkie, cieniutkie i co najlepsze...czarne baby hair, również zakola pokryły się ciemnymi włoskami. Co więcej, na krótkich włosach pewne sprawy łatwiej dostrzec, otóż kuracja przyspiesza ogólne dorastania włosów, gdyż mama wyjątkowo szybko musiała ponownie odwiedzić fryzjera żeby utrzymać fryzurę w ryzach.


Po doświadczeniach mojej rodzicielki, myślę, że gdy skończę swoją kurację bardzo chętnie wypróbuję kosmetyki TRICO Botanica ENERGIA, zwłaszcza ciekawi mnie wcierka. Są to kosmetyki naturalne, o przyjaznym składzie, w dobrej cenie i o łatwej dostępności.

Dajcie znać czy znacie bohaterów mojego dzisiejszego wpisu! Jakie preparaty Wy polecacie na wypadanie włosów?

TRYCHOXIN KURACJA PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW || EFEKTY PO 4 TYGODNIACH STOSOWANIA

12/23/2018

TRYCHOXIN KURACJA PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW || EFEKTY PO 4 TYGODNIACH STOSOWANIA

Ciąża to magiczny stan, dla mnie, cudowny, wspominam ją z łezką w oku. W moim przypadku, oprócz początkowych mdłości i zgagi pod koniec, wszystko układało się genialnie, również stan mojej cery i włosów. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i bujna fryzura jak łatwo przyszła, tak i poszła. Jakiś czas temu, pisałam wstępny wpis na temat kuracji preparatem Trychoxin, dziś przychodzę z pełną relacją.


TRYCHOXIN, STWORZONY PRZEZ SPECJALISTÓW 


W woli przypomnienia, kosmetyki Trychoxin tworzone są z myślą o włosach słabych, wypadających, również w przypadku łysienia androgenowego. Preparaty tworzone są przez specjalistów z zakresu dermatologii, farmacji oraz trychologow. Oparte są na składnikach, które działają na trzech płaszczyznach.  Po pierwsze, zapobiegają nadmiernemu wypadaniu włosów, po drugie, wspomagają ich odrost,  po trzecie, wzmacniają ich zakotwiczenie.


TRYCHOXIN || SZAMPON, AMPUŁKI


W skład zestawu, wchodzi szampon oraz ampułki. Szampon zamknięty jest w podręcznej, wąskiej butelce, która zaopatrzona jest w wygodną pompkę, która dożyję odpowiednią ilość produktu. Osobiście bardzo doceniam takie rozwiązania, są wygodne i estetyczne. Szampon ma bardzo przyjemny zapach, lekki i świeży, myślę, że przypadnie do gustu również mężczyznom. Produkt dobrze myje, oczyszcza włosy jak i skórę głowy, ważne, że nie wywołuje podrażnień ani swędzenia.



Serum w ampułkach jest produktem wyjątkowo interesującym. Po pierwsze, że względu na bardzo obiecujący skład, po drugie, wygląda. Eleganckie, wąskiej fiolki, które zaopatrzone są w bardzo wygodny atomizer oraz podziałów, stanowią ciekawa alternatywę, dla standardowych ampułek, które znałam np. z firmy Vichy. Te od Trychoxin, są zdecydowanie wygodniejsze użyciu. Atomizer wygodnie rozpala mgiełka preparatu, którą następnie wmasowujemy w skórę głowy. Masaż jest w tym przypadku bardzo ważny i zdecydowanie nie można o nim zapominać. Serum faktycznie nie powoduje przetłuszczania ani nie obciąża włosów. Stosujemy je co drugi dzień, raczej po myciu, przed modelowaniem. 

TRYCHOXIN ||EFEKTY PO 4 TYGODNIACH


Po czterech tygodniach stosowania, pojawiły się pierwsze zauważalne efekty. Na wstępie zaznaczę jednak, że byłam bardzo skrupulatna i systematyczna w stosowaniu oraz w prowadzeniu masażu skóry głowy. Przede wszystkim, włosy mniej wypadają, po jednorazowym myciu nie zapycham już odpływu. Dodatkowo zauważyłam zagęszczenie linii czoła, czyli jak to potocznie nazywamy, wysyp baby hair. Włosy są mocniejsze, nie kruszą się na długości, mam wrażenie, że stały się bardziej elastyczne. Połączenie szamponu i serum, dało rewelacyjne efekty.


Jestem bardzo ciekawa, czy efekt się utrzyma czy nowe włoski jak szybko urosły tak i szybko wypadną. Kuracja powinna trwać 3 miesiące, pierwszy za mną, zostały jeszcze dwa. Po pierwszych pozytywnych efektach, postanowiłam już na własną rękę ją kontynuować a mikołajki to dobry czas na prezenty, również te od siebie dla siebie. Koszt ampułek, bo na nich mi najbardziej zależy waha się w granicy około 120 zł, myślę że jest to cena jak najbardziej przystępna i adekwatna do jakości preparatu.

Dajcie znać co sądzicie o kuracji i jakie preparaty na wypadanie włosów u Was się sprawdziły! 

Copyright © 2017 AnnaBlog