Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania lily lolo, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania lily lolo, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
MINERALNY MAKIJAŻ IDEALNY NA WIOSNĘ CZY LATO || FOKUS NA MARKĘ LILY LOLO

6/05/2018

MINERALNY MAKIJAŻ IDEALNY NA WIOSNĘ CZY LATO || FOKUS NA MARKĘ LILY LOLO

Bardzo często, nieświadomie a może podświadomie, wykonując makijaż, sugeruję się pogodą za oknem. Czy Wy też tak macie? Kiedy aura zmienia się na wiosenną a później letnią, zupełnie odchodzę od ciężkiego makijażu, zwłaszcza podkładów. Ostatnie dni sprawiają, że zupełnie straciłam ochotę na płynne produkty, korzystam z uroków (jeszcze) wiosennego słońca i dlatego, przerzuciłam się na kosmetyki mineralne. 

LILY LOLO; CIEŃ MINERALNY SMOKY BROWN, CZYLI KOLEJNY MINERALNY ULUBIENIEC

7/16/2014

LILY LOLO; CIEŃ MINERALNY SMOKY BROWN, CZYLI KOLEJNY MINERALNY ULUBIENIEC

Cienie mineralne Lily Lolo nie są nowością w mojej kosmetyczce, o czym możecie przekonać się w tym wpisie. Swego czasu wybierałam bardzo delikatne i naturalne odcienie, bałam się koloru. Na szczęście tamten etap jest już za mną i dziś śmiało mogę powiedzieć, że nie boję się mocniejszych akcentów. Ba! nawet je lubię a bezapelacyjnym ulubieńcem ostatnich tygodni jest cień mineralny Smoky Brown od Lily Lolo.


POMADKA LILY LOLO INTENSE CRUSH, CZYLI O TYM ŻE MARZENIA CZASEM SIĘ SPEŁNIAJĄ

4/27/2014

POMADKA LILY LOLO INTENSE CRUSH, CZYLI O TYM ŻE MARZENIA CZASEM SIĘ SPEŁNIAJĄ

Przyszła wiosna, czas więc przerzucić się na coś lżejszego! Zrzucić buciory, katany...i ciężkie podkłady :) Zanim napiszę co sądzę o podkładach, na pierwszy ogień chcę Wam pokazać mój (stosunkowo) najnowszy nabytek- naturalną pomadkę firmy Lily Lolo w obłędnym kolorze INTENSE CRUSH. Kosmetyki Lily Lolo odkryłam ładny rok temu, były to początki mojego "blogowania" (z pewną niechęcią) wrzucam link do wpisów ;) <podkład> i <cienie> oraz <korektor>. Nie ukrywam, że pomadka ponownie rozbudziła moją ciekawość kosmetyków Lily Lolo, znowu mam ochotę zgłębiać "tajemnice" minerałów.

Cienie mineralne Lily Lolo.

11/19/2012

Cienie mineralne Lily Lolo.

Hej!

Witam Was serdecznie :)

Dzisiaj postanowiłam napisać małe co nieco  na temat cieni mineralnych firmy Lily Lolo.

Cienie mineralne Lily Lolo

Pierwszym zamówionym przeze mnie cieniem był  CREAM SODA.
Kolejne kolorki, które zamówiłam to HUSH i PARMA VIOLET.




Aplikacja: niewielką ilość produktu wysypujemy na wieczko i pędzelkiem nabieramy odpowiednią ilość a następnie lekko otrzepujemy nadmiar.
Co do aplikacji, moim zdaniem nie są problematyczne, nie zauważyłam jakiegoś przesadnego osypywania pod oczami
 (wiadomo, są to cienie sypkie więc coś może nam opaść, jednak znam wiele cieni prasowanych, które osypują się w sposób tragiczny)

Cienie są bardzo drobno przemielone, ładnie napigmentowanie i naprawdę bardzo bardzo wydajne :) !

Cień Lily Lolo Cream Soda

Muszę powiedzieć, że CREAM SODA jako cień bazowy spisuje się genialnie. Bardzo ładnie ujednolica koloryt powieki, maskuje drobne żyłki czy inne przebijające przebarwienia.

Cień Lily Lolo-HUSH
Pozostałe kolorki są matowe, również o bardzo ładnym wykończeniu.
HUSH to śliczny, delikatny pudrowy, przydymiony róż, idealny do makijażu dziennego. Jest to kolorek bardzo uniwersalny, podejrzewam, że sprawdzi się zarówno dla osób z jasną jak i ciemniejszą karnacją.
Ja osobiście nie przepadam za różami na oczach, gdyż wydaje mi się, że wyglądam w nich  nieco tandetne, jednak ten kolor przekonał mnie w 100% :)

PARMA VIOLET w opakowaniu wygląda na ciemniejszy, jednak na oku po roztarciu jest również delikatny. Początkowo troszkę bałam się go zamówić, jednak zaryzykowałam i również, podobnie jak HUSH, cień okazał się strzałem w dziesiątkę!
Na oku kolor wygląda ślicznie, dobrze roztarty daje wrażenie eleganckiego i szykownego makijażu.

Cień Lily Lolo Parma Violet
Współpracuje się z nimi bardzo przyjemnie, łatwo można je rozblendować i stopniować gradient koloru.
Co do samego koloru i trwałości- nałożone na bazę utrzymują się cały dzień w- co fajne- niezmienionym kolorze.

Pojemność : 2g CREAM SODA
                    1,5 g HUSH, PARMA VIOLET

Cienie mineralne Lily Lolo
1-HUSH
2-CREAM SODA
3-PARMA VIOLET

 Lubicie produkty Lily Lolo?
Macie jakieś doświadczenia z tymi produktami albo możecie polecić coś wartego uwagi?

Pozdrawiam A.






LILY LOLO; DOLL FACE JESZCZE RÓŻ CZY JUŻ ROZŚWIETLACZ?

9/18/2014

LILY LOLO; DOLL FACE JESZCZE RÓŻ CZY JUŻ ROZŚWIETLACZ?

Witam. Mam na imię Ania i jestem rózomaniaczką. Tak powinnam się przedstawić na spotkaniu anonimowych kosmetycznych wariatek ;) oczywiście gdyby takie organizacje istniały ;) Uwierzcie mi, że róże do policzków to temat, wokół którego nie jestem w stanie pozostać obojętna! Uwielbiam Wasze wpisy, w których pokazujecie różowe cudeńka, uwielbiam róże- oglądać i kupować. Nikogo więc nie powinno zdziwić, że gdy firma Costasy.pl zaproponowała mi przetestowanie kilku produktów Lily Lolo od razu zaznaczyłam, ze marzy mi się róż do policzków. Wybór padł na Doll Face, który na stronie producenta wygląda bajecznie! Idealny, słodki, cukierkowy a do tego lekko błyszczący- tego w mojej kolekcji jeszcze nie było!


Podkład mineralny Lily Lolo

12/17/2012

Podkład mineralny Lily Lolo

Hej Dziewczyny!

 Przygotowałam dla Was recenzję podkładu mineralnego firmy Lily Lolo :)

Podkład mineralny Lili Lolo
Kosmetyki zamówiłam już jakiś czas temu, jednak nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków, dlatego czekałam trochę z recenzją owego podkładu.

Pierwszym problemem związanym z zakupem był oczywiście problem z kolorem, niby na stronie, z której zamawiałam produkt, jest siatka kolorystyczna, jednak tak na prawdę zamówiłam go trochę w ciemno.

 China Doll należy do gamy kolorów neutralnych, blady/jasny (jest to odcień drugi co do jasności w gamie neutralnych)


Lili Lolo podkład mineralny









Lili Lolo China Doll


 PLUSY:
  • jest to produkt w 100% ze składników naturalnych
  • zawiera filtry UV
  • jako, że jest to podkład w formie pudru logiczne, że nie zawiera parafiny.
    Muszę, przyznać, że jest to główny powód, dla którego go kupiłam. Podkład ABSOLUTNIE NIE zapycha porów, co jest w mojej opinii genialne.
  • NIE uwidacznia rozszerzonych porów ani nie podkreśla ewentualnych suchych skórek.
  • bardzo ładnie się rozprowadza na skórze, aplikacja jest szybka i przyjemna.
  • nie zostawia żadnych smug, nierówności
  • idealnie wpasowuje się w skórę, po chwili od aplikacji staje się całkowicie niewidoczny, genialnie zgrany z naszą karnacją
  • krycie możemy stopniować,gdyż zależy ono od ilości nałożonych warstw, po pierwszej warstwie określiłabym je jako lekkie
  • bardzo szeroka gama kolorystyczna
  • produkt jest miałko sproszkowany przez co jest strasznie wydajny, dodatkowo jest bardzo leciutki, nie obciąża cery.
  • trwałość jest dobra, utrzymuje się na twarzy około 6 godzin, co jak dla mnie jest zupełnie wystarczające.
Lili lolo China Doll gruba warstwa

Lili Lolo podkład roztarty, jedna warstwa


MINUSY:
  • niestety cena 69,90 zł



Podsumowując, wydaje mi się, że jest to bardzo dobry produkt mimo dość sporej ceny.
Osobiście zdecydowałam się na jego zakup, gdyż jestem w trakcie kuracji z TriAcnealem i co pewien czas, jak ja to mówię, przechodzę "wylinkę" i standardowe, płynne podkłady jak tylko mogą, podkreślają suche skórki a wiadomo, że nie wygląda to dobrze.

Lily Lolo jest w takich sytuacjach niezastąpiony.
Buzia wygląda promiennie, świeżo, koloryt jest wyrównany.
Dodatkowo urzekło mnie w nim to, że nie zapycha a także nie podkreśla porów.
Lili Lolo China Doll

Osobiście jestem całkowicie zachwycona tym produktem :)


Czy kupię go ponownie? TAK
Ocena: 5/5
Sobotnie lenistwo i nowy ulubieniec :)

11/10/2012

Sobotnie lenistwo i nowy ulubieniec :)

Hej Dziewczyny :)

Przy okazji odrobiny wolnego czasu postanowiłam napisać w końcu nowego posta ;)
Ostatnio zupełnie nie mam czasu na opisywanie moich "kosmetycznych spostrzeżeń" niestety studia na farmacji są bardzo absorbujące.

Jakiś czas temu zamówiłam kilka produktów z firmy Lily Lolo, mianowicie kilka cieni, podkład i...korektor.
Jak to Ja, długo myślałam nad podkładem- to miał być zakup docelowy, potem w oko wpadły mi cienie a korektor był jedynie "dodatkiem", gdyż brakowało mi kilka złotych do bezpłatenj przesyłki ;)

Tak jak do podkładu i cieni cały czas się przekonuję, tak korektor od razu podbił moje serce!

Mowa tu o mineralnym korektorze pod oczy (maskującym cienie pod oczami) o wdzięcznej nazwie PEPO.

Lily lolo PEPO

Zdaniem producenta:

Żółty, kamuflujący, matowy korektor to idealny wybór dla osób, które chcą zamaskować fioletowe, ciemne cienie pod oczami. Kolor żółty harmonizuje się z fioletem i niebieskimi tonami (żółty znajduje się po przeciwległej stronie względem fioletu na palecie kolorów), dzięki czemu PeepO natychmiast rozjaśni Twoje spojrzenie i sprawi, że cienie pod oczami staną się mniej widoczne. Nakładaj go cienkimi warstwami przed aplikacją podkładu.
 
Uwaga – intensywnie napigmentowany, wybierz PeepO jeśli Twoje cienie pod oczami są wyraźnie fioletowe.
 
nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwników i konserwantów
bezzapachowy
lekka, jedwabista konsystencja i beztłuszczowa formuła
naturalne składniki
matowe wykończenie
100% naturalny
może być używany przez wegan i wegatarian


Lily Lolo PEPO


Moja opinia


Cena: 39.90 zł za 4g produktu

Postać: Korektor jest bardzo miałko przemielonym proszkiem o bardzo miłej, pudrow-aksamitnej  konsystencji. Bardzo przyjemnie się go aplikuje, korektor nie wchodzi w zmarszczki.

Wydajność: Produkt jest naprawdę bardzo wydajny, stosuję go już ponad miesiąc i nie zauważyłam praktycznie żadnego zużycia.

Krycie: Korektor ma bardzo intensywny, żółty kolor, pigmentacja jest bardzo dobra dlatego wystarczy niewielka ilość produktu żeby zakryć cienie pod oczami.
Bardzo podoba mi się to, że możemy stopniować intensywność krycia- nakładamy go warstwami aż do uzyskania pożądanego efektu.


Dodatkowo, korektor jest bezwonny, nie wysusza okolicy oka, utrzymuje się dość długo jak na produkt sypki.

Początkowo przeraził mnie jego intensywnie żółty kolor, jednak już po pierwszej aplikacji oniemiałam! Naprawdę nie ma się czego bać!
Korektor idealnie dopasowuje sie do karnacji, juz po chwili wtapia się w skórę i genialnie tłumi fioletowe/ niebieskie tony "worków" .

Lily Lolo korektor pod oczy

Podsumowując, muszę przyznać, że jest to najlepszy korektor pod oczy jaki kiedykolwiek stosowałam. W moim odczuciu przebił nawet MAC PRO LONGWER CONCEALER, który w moim przypadku nałożony pod oczy nieco wchodzi w mini zmarszczki.

Co do ceny, niektórym może wydać się drogi, jednak zapewniam Was, że jest to inwestycja długoterminowa. Sądząc po jego niesamowitej wydajności, starczy mi na bardzo bardzo długo.

Następnym plusem jest jego naturalny skład, nie zapycha porów, co dla mnie jest bardzo ważne, gdyż mam niesamowitą tendencję do wągrów.

Ocena: 5/5

Lubicie ten korektor a może macie jakieś doświadczenia z innymi produktami  Lily Lolo?
 Możecie coś polecić?

Pozdrawiam A.

ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA? JASNE! POMADKA LILY LOLO ROMATIC ROSE

5/22/2014

ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA? JASNE! POMADKA LILY LOLO ROMATIC ROSE

Gdy kilka dni temu powiedziałam mojej dobrej koleżance, że swego czasu w mojej kosmetyczce nie znalazłaby nawet jednej szminki E. zrobiła wielkie oczy. Ale jak to? Tam. Jeszcze kilka lat temu byłam zwolenniczką błyszczyków...bo ponoć do pomadek trzeba dojrzeć. Śmiało mogę powiedzieć, że dojrzałam i dziś nie wyobrażam sobie życia bez szminek. Lili Lolo. Brytyjska marka, którą znają chyba wszystkie z Was! Piękne kolory, naturalne składniki i jakość. Te trzy słowa przychodzą mi do głowy gdy myślę o firmie.  do Od kilku tygodni z moich ust nie znika pomadka o wdzięcznej nazwie Romantic Rose


ULUBIEŃCY CZERWCA ORAZ LIPCA || TOO FACED, LILY LOLO, BELL, BENEFIT, THE BODY SHOP

8/08/2018

ULUBIEŃCY CZERWCA ORAZ LIPCA || TOO FACED, LILY LOLO, BELL, BENEFIT, THE BODY SHOP

W moim życiu ostatnio bardzo dużo się dzieje, razem z mężem powoli przygotowujemy się na ogromny przewrót, który szykuje się w pierwszej połowie września. Dziecko ponoć wywraca świat do góry nogami, zwłaszcza to pierwsze. Od kilku miesięcy jestem już na zwolnieniu, początkowo sądziłam, że nadrobię wszystkie blogowe zaległości, będę miała czas dla siebie...jednak nic bardziej mylnego. Jeśli śledzicie mnie na Instagramie wiecie, że w naszym domu zamieszkała Roksi, wyjątkowo towarzyski berneńczyk, aktualnie 6 miesięczny, który skupia na sobie uwagę wszystkich. Dzisiaj, zapraszam Was na post o ulubieńcach kosmetycznych minionych miesięcy, nie będzie tego dużo, jednak sądzę, że będą to kosmetyki warte uwagi.


Ulubieńcy w pielęgnacji

W mojej pielęgnacji niewiele ostatnio się zmienia, więc ta część wpisu będzie dość...hmm...nazwijmy to zwięzła. Jakiś czas temu pisałam pełna recenzję kosmetyków Resibo, chcę więc jeszcze raz podtrzymać moje zdanie i pokazać Wam bardzo fajny krem pod oczy. Produkt o przyjemnej konsystencji i wyjątkowo bogatym, naturalnym składzie, który cudownie nawilża, łagodzi i lekko napina skórę wokół oczu. 

Jeśli chodzi o pielęgnację ciała, w upały zrezygnowałam z bardzo tłustych maseł czy olejków i zostałam jedynie przy produkcie z The Body Shop, mianowicie maśle do ciała o zapachu brzoskwiniowym. Odpowiada mi w nim przede wszystkim działanie, konsystencja, to, że nie zostawia na moim ciele lepiącej się warstwy no i piękny zapach, który nie przeszkadza również mojemu mężowi. Masło polecam kupować podczas promocji, gdyż regularna cena jest zabójcza. 

Letnią nowością w mojej pielęgnacji, jest mleczko firmy Lirene, które zawiera mieniące się drobinki. Jest to produkt do stosowania typowo na dzień, gdyż nie wyobrażam sobie natrzeć się takimi drobinami na noc i wpakować się w pościel. Mleczko bardzo szybko się wchłania, wręcz do sucha a zatopione w nim drobinki nadają skórze ładnego blasku. Początkowo sądziłam, że bardzo szybko się go pozbędę, jednak efekt zrobił na mnie wrażenie, nie jest to co prawda olejek z Nuxe, jednak myślę, że w wersji niskobudżetowej śmiało można się na nie skusić. Polecam zwłaszcza jaśniejszym karnacjom, nie wiem czy dla ciemniejszych dziewczyn drobinki i blask, który zostawiają nie będą za mało widoczne.



Ulubieńcy w makijażu

Jeśli chodzi o makijaż, podejrzewam, że tak jak i u Was, był on dość minimalistyczny. Latem ograniczam się do podkładu mineralnego Lily Lolo w odcieniu Warm Peach, ewentualnie jeśli sięgam po płynne konsystencje to są to raczej lekkie formuły typu krem BB lub delikatny podkład, często mieszany z kremem nawilżającym. O podkładzie mineralnym Lily Lolo, pisałam jakiś czas temu pełna recenzję i nie chciałabym się tu zbytnio nad nim rozwodzić. Uważam, że jest to kosmetyk bardzo dobry, zwłaszcza latem a prawidłowa aplikacja zapobiega efektowi pudrowości.




Pozostając w temacie minerałów, chcę zwrócić Waszą uwagę na piękny, wypiekany róż do policzków, również marki Lily Lolo, w odcieniu Tickled Pink. W tym przypadku urzekł mnie kolor, na lekko opalonej buzi wygląda zjawiskowo, jest bardzo lekki, subtelny, różowo-brzoskwiniowy, istnie wakacyjny! Na policzkach daje delikatną poświatę, jednocześnie pięknie rozświetla, jak dla mnie jest to produkt 2w1, róż i rozświetlacz w jednym. Sprawia, że buzia wygląda promiennie a policzki są słodkie i całuśne. Jeśli chodzi o Lily Lolo, przeprosiłam się również z błyszczykiem Whisper, w pięknym, naturalnym odcieniu zgaszonego różu. Produkt na ustach wygląda nieco mlecznie ale ja latem uwielbiam taki mokry, naturalny efekt.


Odkąd złapałam troszkę słońca, nie rozstaję się z bronzerem od Benefit i jest to klasyczna Hoola, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Bardzo lubię go używać zwłaszcza latem, gdy jestem już nieco opalona. Zimą czy jesienią wybieram inne produkty, ewentualnie aplikuję go bardzo ostrożnie, gdyż mam jasną karnację i w pospiechu lubię z nim przesadzić, natomiast latem jest to dla mnie kolor niemal idealny. Czemu niemal, otóż jakiś czas temu, poniekąd dzięki Asi, o której w dalszej części wpisu, odkryłam genialne trio do konturowania twarzy. Moje "odkrycie", dla niektórych z Was, będzie pewnie śmieszne, gdyż w końcu zdecydowałam się na równie słynną co Hoola, paletkę z Too Faced Sweet Peach Glow Kit. Muszę przyznać, że jest sztos! Jestem w niej totalnie zakochana i szczerze żałuję, że zdecydowałam się na nią dopiero teraz. Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam ja w perfumerii i pomyślałam sobie, o co tyle szumu, wtedy zupełnie mnie nie zainteresowała. Kolory wydały mi się nie moje, zbyt ciepłe i błyszczące. Dziś wiem, że właśnie o to w niej chodzi! O ten piękny, elegancki blask.  Odcienie, wbrew pozorom i chyba ogólnemu przekonaniu, wcale nie są takie ciepłe, bronzer jest idealny dla jasnej karnacji, zwłaszcza, gdy złapiemy troszkę słońca, umiejętnie nałożony doda młodzieńczości, lekkości i dziewczęcej promienności. Połączenie wszystkich trzech pudrów, nadaje buzi letniego blasku, właśnie tą paletka uzyskamy ten pożądany słoneczny, letni glow!




Oprócz twarzy muśniętej słońcem, mój letni makijaż, tak w skrócie, to przede wszystkim brwi oraz rzęsy. Należę do osób, które gdy złapią troszkę słońca na twarzy...tracą brwi i rzęsy ;) Moje włoski po prostu tak bardzo jaśnieją, że staja się praktycznie niewidoczne. Rozwiązania są dwa, albo henna albo codzienne malowanie, każdy normalny wybrałby hennę a ja, z racji notorycznych zajęć, gości czy wyjazdów do rodzinnego domu, nie mam czasu umówić się do kosmetyczki. Tym sposobem poznałam nową perełkę, jest nią paleta do brwi marki Bell, którą, przyznam się bez bicia, podpatrzyłam u Asi. Moja jest w odcieniu 3. Produkt jest świetny, dwa cienie, jeden ciemniejszy, drugi jaśniejszy oraz dość pokaźnych rozmiarów wosk. Wszystko kompaktowe, w eleganckim opakowaniu z dużym lusterkiem i w cenie 20 zł. Czego chcieć więcej? Cienie są idealnie napigmentowane, miękkie, dobrze się z nimi pracuje dzięki czemu brwi podkreślam w ekspresowym tempie, kolory nie wpadają w ciepłe, rude tony, których u siebie nie lubię. Wosk jest dość tłusty, przez co wystarczy nałożyć go odrobinę aby utrzymać i wygładzić włoski. Gdy już dorobię się brwi, czas na rzęsy, w tym sezonie, z racji ciąży i upałów postawiłam na produkty wodoodporne. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale wręcz płynę, spływa ze mnie wszystko, również tusze, których wcześniej używałam.



Po wielu mniej udanych zakupach, zdecydowałam się na kredkę z Estee Lauder Double Wear Waterproof Eyeliner w odcieniu 02 Espresso. Cóż mogę o niej napisać, jest to produkt wart grzechu, kredka broni się sama, jest po prostu nie do zdarcia. Idealna na górną linię wodną i do zagęszczania rzęs, co najważniejsze, nie odbija się na dolnej linii a właśnie na tym mi zależało i dlatego ją kupiłam. Cudowna, mięciutka formuła, nie podrażnia, początkowo łatwo daje się rozetrzeć, jednak trzeba się śpieszyć, gdyż produkt zastyga. Ostatnim kosmetykiem do makijażu, który wyjątkowo przypadł mi do gustu, jest tusz z Too Faced Better Than Sex Mascara w wersji wodoodpornej. Czytając opinie na jego temat, długo zastanawiałam się nad zakupem, bo nie będę ukrywać, że recenzje ma różne. Z tego co widzę albo się go bardzo lubi albo uważa za totalny bubel. Nie wiem od czego to zależy, może od doświadczenia w makijażu, rodzaju rzęs, budowy oka, ciężko mi powiedzieć. Mnie tusz odpowiada, ładnie podkreśla moje dość krótkie rzęsy, nie zostawia grudek, dobrze podkręca i wydłuża a przy tym nie spływa, zwłaszcza w kącikach zewnętrznych (czasem łzawią mi oczy).


Na koniec muszę podzielić się z Wami moim odkryciem na YouTube, otóż jakoś na początku czerwca odkryłam profil Asi, która jest makijażystką i kosmetologiem. Dawno nikt nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia, wciągnęłam się w jej kanał, dosłownie na maksa. Uwielbiam jej podejście, sposób w jaki się wypowiada a przede wszystkim profesjonalizm i to bojące od Asi ciepło. Polecam, myślę, że również przepadniecie!

Dajcie znać jakie kosmetyki przypadły Wam do gustu, może znacie moich ulubieńców, co o nich sądzicie. Będę też wdzięczna za podesłanie ciekawych profili na youtube czy blogu, może dzięki Wam odkryję kolejną perełkę?


O BŁYSZCZYKU, KTÓREGO NAZWA IDEALNIE ODDAJE TO CO NAS CZEKA- LILY LOLO; WHISPER

9/22/2014

O BŁYSZCZYKU, KTÓREGO NAZWA IDEALNIE ODDAJE TO CO NAS CZEKA- LILY LOLO; WHISPER

Czasami gdy czytam wymyślne nazwy produktów zastanawiam się kto to wszystko siedzi i wymyśla. Swoja drogą, czasami sprawa wygląda podobnie jeśli chodzi o nazwy dań w restauracjach- nazwa długa na dwie linijki a tak naprawdę chodzi o zwykłego schaboszczaka ;) Błyszczyk o nazwie Whisper- szept. Jaki powinien być? Delikatny, lekki, ulotny; jak mgiełka, cichy i erotyczny- tak w mojej głowie wygląda szept. Czy tak jest?

LILY LOLO, FLAWLESS SILK- JEDWABISTY PUDER WYKOŃCZENIOWY

6/17/2014

LILY LOLO, FLAWLESS SILK- JEDWABISTY PUDER WYKOŃCZENIOWY

Przygody z kosmetykami mineralnymi Lily Lolo, które testuję dzięki uprzejmości Costasy, ciąg dalszy. Po rewelacyjnym podkładzie, wspaniałych pomadkach przyszedł czas na puder wykończeniowy. FLAWLESS SILK, w wolnym tłumaczeniu "jedwabisty bez skazy". Sceptykom od razu powiem, że będzie to post iście chwalebny, bo Flawless Silk faktycznie zasługuje na salwy zachwytu.

LA ROSA, CIEŃ MINERALNY OLIVINE NR.22- ISTNA BOMBA!

3/10/2014

LA ROSA, CIEŃ MINERALNY OLIVINE NR.22- ISTNA BOMBA!

Spotkania bloggerek, co by o nich nie pisać, maja jedną bezapelacyjna zaletę- można poznać nowe marki i produkty, o których istnieniu nawet nie miało się pojęcia! Tak jest i w moim przypadku, dzięki spotkaniu, które miało miejsce prawie miesiąc temu odkryłam istną bombę kosmetyczną! Firma La Rosa (Futurosa) jest dla mnie całkowitą nowością, z której produktami w przyszłości ( już na własna rękę) bardzo chętnie zapoznam się nieco bliżej. Dziś chcę pokazać wam produkt, który całkowicie mnie oczarował i zwalił z nóg! Sypki cień mineralny w numerze 22 Olivine...bajka!



Różowo mi, czyli przegląd moich różów do policzków

11/07/2012

Różowo mi, czyli przegląd moich różów do policzków

Hej!

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami moimi " różowymi skarbkami". Każda z nas ma zapewne swój ulubiony kosmetyk, bez którego nie wyobraża sobie makijażu. Takimi moimi ulubionymi kosmetykami są róże i bronzery. Uwielbiam je! :)

Róże: Inglot, The Body Shop, Yves Rocher, Lily Lolo

1. Yves Rocher w kolorze średnia morela.

Genialny zarówno dla jasnej jak i ciemniejszej karnacji, bardzo ładnie wtapia się w skórę i idealnie z nią współgra. Pigmentację określiłabym jako umiarkowaną, przy czym moim zdaniem, jest to jak najbardziej plus tego produktu. Kolor możemy z łatwością stopniować aż do uzyskania pożądanego efektu. Róż pozbawiony jest drobinek.


Yves Rocher róż średnia morela



2.The Body Shop nr 03

Jest to bardzo ładny zimny kolor, który określiłabym jako brudno-różowy a w zależności od słońca wpadający w fioletowe tony . Róż jest bezzapachowy, pozbawiony drobinek o typowo matowym wykończeniu. Pigmentacja jest moim zdaniem delikatna, dobry dla osób zaczynających przygodę z różami gdyż ciężko z nim przedawkować. Produkt jest dość dobrze sprasowany, dzieki czemu jest bardzo wydajny.

TBS nr 03

3.Lily Lolo Cherry Blossom

Lily Lolo Cherry Blossom


Sypki róż mineralny w ślicznym brzoskwiniowym kolorze z maluteńkimi drobinkami, które mienią się na różowo. Najcieplejszy ze wszystkich posiadanych przeze mnie róży.
Niektóre z Was mogą przestraszyć się drobinek, ale muszę Wam powiedzieć, że są one bardzo urokliwe, dodają buzi świeżości i ładnego blasku.
Stosuję go bardzo często, zwłaszcza gdy się śpieszę i nie mam czasu nakładać rozświetlacz.
Pigmentacja idealna, nie jest zbyt mocna ani za słaba, przy czym produkt jest bardzo wydajny.





4.Inglot Freedom System AMC 67

Róż kupiłam w tamtym roku, kiedy kolor koralowy stał się hitem. Niestety była to kompletna pomyłka kolorystyczna. Kolor zupełnie nie mój, pigmentacja jest dość mocna dlatego należy z nim uważać, bo bardzo łatwo można przedobrzyć.
Co do wydajności niestety nie mogę powiedzieć za dużo, gdyż stosuję go sporadycznie.

Inglot Freedo System 67


Kolory ww róży
Jakie są Wasze ulubione róże? Możecie polecić coś ciekawego i odpowiedniego dla jasnej karnacji??
Macie swoich pupili?

Moim marzeniem jest (ostatnio bardzo populatna ) Hervana i róż z MAC-a Well Dressed, macie jakieś róże na swojej "WISH LIST" ??

Pozdrawiam A.
SMOKY BROWN LILY LOLO- WERSJA DZIENNA, DELIKATNA

7/17/2014

SMOKY BROWN LILY LOLO- WERSJA DZIENNA, DELIKATNA

O tym, że cień Smoky Brown od Lily Lolo to istny kameleon pisałam w ostatnim poście. Kontynuując temat chcę Wam pokazać jak wspaniale sprawdza się w bardzo delikatnym makijażu dziennym. Jest to makijaż, który katuję od ładnych dwóch miesięcy- noszę go dzień w dzień do pracy. Jest szybki, uniwersalny, elegancki a zarazem letni, młodzieńczy i świeży. Piękno tkwi w prostocie!


HITY & KITY LIPIEC '14

8/06/2014

HITY & KITY LIPIEC '14

Muszę, się przyznać, że przez ostatnie weekendowe wyjazdy po raz kolejny nie wyrobiłam się na czas z Hitami & Kitami lipca. Miniony miesiąc chyba nie tylko mnie dał popalić- pozdrawiam wszystkie osoby pracujące w wakacje...bez klimy. Przyznam, że lipiec wyjątkowo mi się ciągnął, miałam nadzieję, że w sierpniu uda mi się wyskoczyć na kilka dni nad wodę, odpocząć, zrelaksować...ale figa z makiem, szefa nie przeskoczysz. Jeśli chodzi o strefę kosmetyczna, muszę powiedzieć, że kila produktów naprawdę mnie zaskoczyło! Pozytywnie zaskoczyło!


Ulubieńcy listopada

11/28/2012

Ulubieńcy listopada

Jako, że miesiąc listopad mamy już prawie za sobą, przyszedł czas na podsumowanie, zarówno kolorówki jak i pielęgnacji.
Wydaje mi się, że nie mam większego sensu ponownie pisać o produktach takich jak balsam do ust Tisane czy żel do mycia twarzy VICHY NORMADERM, które cały czas regularnie stosuję i są to moi stali ulubieńcy.

PIELĘGNACJA:

pielęgnacyjni ulubieńcy listopada
  1. W listopadzie jakoś wyjątkowo, jak na mnie, skupiłam się na maseczkach do twarzy :) możliwe, że był to wynik długich wieczorów i braku lepszego zajęcia ;)
    Maseczki, które szczególnie przypadły mi do gustu to GARNIER rozgrzewająca oczyszczająca poryZiaja nawilżająca lub regenerująca, która ma powalający zapach!
  2. Krem do rąk YVES ROCHER z edycji świątecznej o zapachu Wanilii z cytryną. Zapach jest przepiękny a sam produkt bardzo dobry, nawilża moim zdaniem wzorowo.
  3. Peeling do ciała z SEPHORY, o pięknym, cytrynowym zapachu, który jest naprawdę intensywny i jak na produkt do mycia utrzymuje się dość długo na ciele. Drobinki są, jak dla mnie, odpowiedniej wielkości, nie są zbyt ostre- czego nie lubię. Peeling ładnie się pieni, jest bardzo przyjemny w użytkowaniu.






MAKIJAŻ:

  1. W tym miesiącu miałam straszna fazę na czerwone paznokcie i praktycznie cały czas malowałam je lakierem z Inglota w numerze 36.Jest to bardzo ładny ciemno czerwony kolor wpadający nieco w wiśnię.
    Ciekawostka:lakier ma już ponad rok i ciągle bardzo dobrze się go używa :)
  2. Namiętnie w ubiegłym miesiącu usta malowałam błyszczykiem z firmy Inglot nr.90 seria SLEEK CREAM, generalnie uważam, że owe błyszczyki są genialne. Uwielbiam je za ich zapach, konsystencję i to jak ładnie wyglądają na ustach :)
  3. Tusz do rzęs L'OREAL VOLUME MILLION LASHES, powiem Wam, że nie spodziewałam się tak dobrego rozdzielania rzęs. Tusz zdecydowanie zasługuje na uwagę i na miano ulubieńca :)
  4. Co do cieni to do upadłego używałam produktów Lily Lolo, o których możecie więcej poczytać tutaj: http://kosmetyczkaani.blogspot.com/2012/11/cienie-mineralne-lily-lolo.html
    zawsze, kiedy nie miałam pomysłu na "oko" cienie mineralne szły w ruch:)
  5. Ostatnim produktem jest korektor pod oczy, również z firmy Lily Lolo w odcieniu PEEPO. http://kosmetyczkaani.blogspot.com/2012/11/sobotnie-lenistwo-i-nowy-ulubieniec.html  Moim zdaniem produkt genialny, który zostanie ze mną już na stałe.

kolorowi ulubieńcy listopada
Błyszczyk do ust Inglot nr.90



Jacy są Wasi ulubieńcy? lubicie przedstawione przeze mnie produkty? 
Stosowałyście już nowe linie zapachowe z firmy Yves Rocher? Podobają się Wam nowe zapachy? Mnie osobiście kuszą "kandyzowane owoce"  jeszcze ich nie wąchałam, aczkolwiek strasznie kuszą i zastanawiam się czy nie zrobić z nich dodatku do tegorocznych prezentów ;)


Pozdrawiam A.




Copyright © 2017 AnnaBlog