LILY LOLO; DOLL FACE JESZCZE RÓŻ CZY JUŻ ROZŚWIETLACZ?

Witam. Mam na imię Ania i jestem rózomaniaczką. Tak powinnam się przedstawić na spotkaniu anonimowych kosmetycznych wariatek ;) oczywiście gdyby takie organizacje istniały ;) Uwierzcie mi, że róże do policzków to temat, wokół którego nie jestem w stanie pozostać obojętna! Uwielbiam Wasze wpisy, w których pokazujecie różowe cudeńka, uwielbiam róże- oglądać i kupować. Nikogo więc nie powinno zdziwić, że gdy firma Costasy.pl zaproponowała mi przetestowanie kilku produktów Lily Lolo od razu zaznaczyłam, ze marzy mi się róż do policzków. Wybór padł na Doll Face, który na stronie producenta wygląda bajecznie! Idealny, słodki, cukierkowy a do tego lekko błyszczący- tego w mojej kolekcji jeszcze nie było!


Róż zamknięty jest w małym, plastikowym pudełeczku, które standardowo posiada "sitko" zamykane co 1/2. Opakowania są transparentne dzięki czemu widzimy mniej więcej ile produktu jeszcze nam zostało. Jeśli chodzi o skład- krótki, zwięzły- nie znajdziecie tu nic poza miką i mieszanką tlenków żelaza dlatego wszystkie dziewczyny z cerą skłonną do niedoskonałości mogą "spać spokojnie". Muszę przyznać, że wachlarz kolorów jakie oferuje Lily Lolo jest ogromny. Mamy tu odcienie ciepłe, brzoskwiniowe ale również i słodkie cukierkowe, chłodne róże. Oprócz kolorów, możemy również przebierać w wykończeniach- róże satynowe, tradycyjne czy z drobinkami. Róże oprócz kolorów, wykończenia i składu zdecydowanie zachwycają swoją formułą- świetnie łączą się z podkładem, idealnie się blendują- jednym słowem- bardzo dobrze się z nimi pracuje. Czy trzeba uważać? Powiem tak, ogólnie są to produkty mocno napigmentowane, dlatego trzeba mieć lekką rękę. Róże są wyjątkowo wydajne, moim zdaniem warto- jeśli macie taka możliwość- zrzucić się na nie z koleżanką, bo wierzcie mi, że zajmie Wam dużo czasu zużycie całego słoiczka ;) Koszt produktu to 42.90 zł za 3 g słoiczek.


Doll Face?
Uroczy, intensywnie połyskujący róż do policzków w kolorze cukierkowego różu, idealny dla osób o jasnej karnacji. Doll Face nada Twojej twarzy młodzieńczego blasku. Dzięki zawartości wyraźnie błyszczących drobinek, doskonale sprawdza się w makijażu wieczorowym, jak również w roli rozświetlacza.
W mojej kolekcji różowych cudeniek od Lily Lolo są już dwa kolory- Oh la la i Cherry Blossom- jeszcze w starej szacie opakowań. Kupione dawno temu cały czas mi służą. Doll Face okazał się dla mnie totalnym zaskoczeniem. Przyznam szczerze, że spodziewałam się nieco innego koloru, liczyłam na więcej różowego pigmentu a mniej drobinek. W praktyce jest odwrotnie. Jak dla mnie jest to bardziej rozświetlacz niż tradycyjny róż. Przy aplikacji trzeba uważać żeby nie zrobić z siebie rozkosznej choineczki ;) Doll Face nakładam raczej na szczyty kości policzkowych niż na same "jabłuszka". Również konsystencja Doll Face nico odbiega od- chociażby Oh La La; Doll Face jest bardziej sypki a błyszczące drobinki lubią  migrować dlatego bardzo ważne jest porządne otrzepanie pędzla z nadmiaru produktu. Efekt jaki uzyskamy na buzi jest subtelny, róż słodko połyskuje, nadaje buzi lekkości, świeżości i młodzieńczego wdzięku. Doll Face uznany za rozświetlacz zdecydowanie wchodzi w różowe tony, fajnie sprawdzi się dla osób z raczej chłodniejszą karnacją. Na zakończenie wspomnę również o świetnej trwałości, która chyba wyróżnia wszystkie produkty Lily Lolo. Doll Face, podobnie jak inne róże, trzyma się na twarzy wiele godzin, jeśli dobrze usuniemy nadmiar drobinek możemy być pewne, że nic się nam nie osypie ani nie będzie migrowało. Polecam wszystkim dziewczynom, które lubią chłodny, rożowawy blask :)


Ciekawa jestem Waszych opinii na temat produktów Lily Lolo.
Jaki jest Wasz ulubiony róż? Jaki kolor polecacie?

16 komentarzy:

  1. Rzeczywiście z nasyceniem pigmentem słabo i bardziej to rozświetlacz niż róż. Ja mam róże mineralne z Loreala, są fajnie napigmentowane i praktycznie bez drobinek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To zupełnie nie mój kolor ale testuję sobie teraz ich róże z próbeczek i zgadzam się co do trwałości - są nie do ruszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny jest <3 Bardzo mi się podoba, ale ostatecznie wybrałam dla siebie Candy Girl:) Też mocno świeci, ale ma wyraźnie różowy kolor. Bardzo ładnie ożywia twarz:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja róży nie używam, jak już to bronzer i to matowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzadko kiedy sięgam po róż, jeśli już to tylko matowy - rozszerzone pory nie sprzyjają błyskotkom na policzkach:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładny kolor, ale faktycznie chyba bliżej mu do rozświetlacza, niż do różu. Jeśli szukasz połyskującego różowego różu z LL, to zdaje się, że Candy Girl jest właśnie taki, może on lepiej się sprawdzi w swojej roli :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezbyt podoba mi się to wykończenie, ciągle nie mogę się przekonać do rozświetlaczy, na mojej mieszanej cerze nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też mam kota na punkcie róży, nie wyobrażam sobie bez niego makijażu:) Ten nie jest do końca w moim guście , prędzej używałabym go właśnie jako rozświetlacza ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi by się na pewno bardzo spodobał i częściej używałabym go jako różu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A mnie się podoba. Dla osób zaczynających przygodę z różami będzie świetną rzeczą, bo nikt sobie nim krzywdy nie zrobi, co najwyżej trochę się rozświetli ;) Aż wstyd przyznać, że nigdy nie miałam niczego z Lily Lolo, chociaż już długo się do tych kosmetyków zbieram i zbieram.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardziej wygląda mi na rozświetlacz

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnio dość sporo na blogach róży Lily Lolo, ale muszę przyznać, że ani prasowane, ani ten egzemplarz nie przypadły mi do gustu, to nie to, czego szukam :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.