POMADKA LILY LOLO INTENSE CRUSH, CZYLI O TYM ŻE MARZENIA CZASEM SIĘ SPEŁNIAJĄ

Przyszła wiosna, czas więc przerzucić się na coś lżejszego! Zrzucić buciory, katany...i ciężkie podkłady :) Zanim napiszę co sądzę o podkładach, na pierwszy ogień chcę Wam pokazać mój (stosunkowo) najnowszy nabytek- naturalną pomadkę firmy Lily Lolo w obłędnym kolorze INTENSE CRUSH. Kosmetyki Lily Lolo odkryłam ładny rok temu, były to początki mojego "blogowania" (z pewną niechęcią) wrzucam link do wpisów ;) <podkład> i <cienie> oraz <korektor>. Nie ukrywam, że pomadka ponownie rozbudziła moją ciekawość kosmetyków Lily Lolo, znowu mam ochotę zgłębiać "tajemnice" minerałów.



Na pomadki miałam chęć już rok temu, jednak ostatecznie dopiero kilka tygodni temu zdecydowałam się w końcu je wypróbować. Wydaje mi się, że firmy Lily Lolo nikomu nie trzeba przedstawiać. Firma i jej oficjalny dystrybutor cieszą się w naszym kraju coraz to rosnącą popularnością. Pomadka zamknięta jest w wyjątkowo eleganckim a jednocześnie solidnym opakowaniu. Nie musimy się martwić, że sztyft otworzy się w torebce. Szminka po ustach sunie wyjątkowo gładko, przyjemnie nawilża, lekko natłuszcza...a na pewno nie wysusza! Czytałam kilka opinii, w których dziewczyny skarżyły się na podkreślanie suchych skórek. Powiem tak, mimo, że mam usta z tendencja do przesuszeń pomadka Intense Crush póki co jeszcze ani razu nie podkreśliła moich suchych skórek. Być może producent zmienił nie tylko szatę graficzną produktów ale również "udoskonalił" skład. Pomadka świetnie się aplikuje, jest kremowa i bardzo aksamitna.Nawilża, pielęgnuje a przy tym jest całkiem trwała. Intense Crush zjada się bardzo estetycznie, między innymi nie zostawia nieestetycznej obwódki. Trwałość określę jako dobrą- pomadka spokojnie wytrzyma na ustach 2-3 godzinki.


Wykończenie pomadki określiłabym jako satynowe, brak tu jakichkolwiek drobinek jednak zdecydowanie nie jest to szminka matowa. Wiadomo, że gusta są różne, jednak ja właśnie takie wykończenia lubię najbardziej. Moim zdaniem pasują każdej z nas, są praktyczne, eleganckie i wyjściowe. Intense Crush to kolor zdecydowanie ciepły, takie odcienie po prostu trzeba lubić. Ja lubię! Jest idealna na każdą okazję, na co dzień jak i na oficjalne wyjście. Producent określa kolor Intense Crush jako połączenie brzoskwini z koralem i ja się z tym zgadzam w 100%. W zależności od oświetlenia kolor wydaje się być mniej lub bardziej ciepły i brzoskwiniowy. Pomadka jest dobrze napigmentowana, już po pierwszym posunięciu uzyskamy ładne krycie. Jest to pomadka moim zdaniem bardzo wydajna i dziś już wiem, że cena 48.90 zł nie jest wygórowana.  

Pomadkę, jak i inne kosmetyki mineralne Lily Lolo możecie zamówić na stronie internetowej oficjalnego dystrybutora marki na nasz kraj- Costasy. Zachęcam również do śledzenia nowinek kosmetycznych na fanpage'u Costasy. Od siebie dodam, że jestem (ponownie) całkowicie zauroczona produktami Lily Lolo, a pomad to uważam, że jest to idealne rozwiązanie na zbliżające się cieplejsze dni :) Cóż mogę więcej powiedzieć, kremowa konsystencja, działanie pielęgnujące, eleganckie opakowanie, solidne zamkniecie, świetny skład (obfitujący w naturalne oleje ) a przy tym wyjątkowo udany kolor- jednym słowem Intense Crush Lily Lolo.

Znacie kosmetyki Lily Lolo? A może macie innych "mineralnych" ulubieńców?

Pozdrawiam 
Ania


36 komentarzy:

  1. Ależ ona pięknie wygląda na ustach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam LL i kocham ich podkłady, bronzer, rozświetlacz, długo by wymieniać :)) Super kosmetyki :)) Przepiękny odcień ma ta pomadka :)) Cudo :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Bronzerów nie miałam ale przyznam szczerze, że jak wykończę Hoolę na pewno sięgnę po LL :)

      Usuń
  3. Prześliczny kolor - tak, dokłanie - koralowo - brzoskwiniowy :) bardzo ciepły..Nie miałam jeszcze przyjemności obcować z Lily Lolo :) czuję, że rozpocznę przygodę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam pomadki Lily Lolo. Nic tak nie nawilża ust jak one. Jak mam spękane usta a chcę się ładnie umalowac to sięgam własnie po moją LL :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, są bardzo "napakowane" olejami- moje usta je uwielbiają.

      Usuń
  5. LL bardzo lubię, jak ta pomadkę, która mam jeszcze w starej odsłonie :)
    piękne te nowe opakowania :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie osobiście zmiana szaty graficznej produktów bardzo przypadła do gustu :)

      Usuń
  6. Podoba mi się jak jej odcień zmienił się na ustach w taki czerwony koral :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam podkład Lily Lolo ale strasznie przesuszał mi cerę i zrezygnowałam z niego. Pomadka natomiast piękna jest :) kolor cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak na razie używam jedynie podkładu mineralnego AM, dostałam też próbkę różu podczas ostatnich zakupów:)
    na pomadki LL czaję się już długi czas, i niestety takie recenzje jak Twoja nie ułatwiają trwania w postanowieniu o nie kupowaniu kolejnego mazidła do ust...pomadki to już chyba moja choroba...ale jakże przyjemna:)
    Pozdrawiam Aniu, udanego tygodnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wiem coś o tym ;) ostatnio jednak dobrze się trzymam i trwam w moim "nic-nie-kupowaniu" :D

      Usuń
  9. ma przepiękny kolor, ja z mineralków używam podkładu Era Minerals i bardzo sobie go chwalę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Era Minerals jakoś nigdy nie próbowałam ale kto wie- może kiedyś :)

      Usuń
  10. tak pieknie wyglada na twoich ustach ze nie moge sie napatrzec ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Do tej pory wzdychałam nad podkładami i różami od Lily ale teraz zamarzyła mi się jeszcze ta pomadka :) Jest w przepięknym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam- strasznie długo się nad nią zastanawiałam aż w końcu jest moja :)

      Usuń
  12. Piękny kolor<3 Mój pierwszy raz z tą marką wciąż przede mną, ale czuję, że coraz bardziej się zbliża:)

    OdpowiedzUsuń
  13. opakowanie mogliby zrobić zdecydowanie ładniejsze jednak kolorek ładnie prezentuje się na ustach. Jeszcze nie miałam ich kosmetyków, ale może kiedyś sie skuszę :) pozdrawiam i dołączam do obserwatorów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie takie czarno-białe opakowania przypadły do gustu :)

      Usuń
  14. Jak mnie u Ciebie dawno nie było, dzisiaj nadrabiam ;) i zapraszam również do mnie w wolnej chwili ;P

    OdpowiedzUsuń
  15. Aniu, te cienie świeżo otwarte są wręcz kremowe. Lekko wilgotne.
    Owszem, na pędzel nakładają sie średnio ale tez zależy na jaki. Na kuleczkę z maestro cieżko go nabrać ale na hakuro ( chyba H70 płaski szeroki) nabierają sie super. Jutro będę robic swatche to wyślę i Tobie. Ja mam juz 8 tych cieni i w sumie średni jest tylko jeden kolor taki kątowy róż, ma duzo spabszą pigmentację i uzywam go jako różu czasami.
    A jeszcze w dzień kiedy kupiłam te dwa cienie z posta maźnęłam nimi po ręce i poszłam pod prysznic a one przetrwały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze w takim razie może się skuszę. Powiem Ci, że byłam wręcz rozczarowana tym co zobaczyłam ale widocznie jest to kwestia wyschniętego testera.

      Usuń
  16. Ulala, piekny kolor! Wygląda obłędnie na ustach *.*

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękny kolor! Cudnie się prezentuje na Tobie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.