Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera tłusta/mieszana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera tłusta/mieszana. Pokaż wszystkie posty
DERMOKOSMETYKI MEDIQSKIN  || SERIA DO CERY TRĄDZIKOWEJ

8/17/2018

DERMOKOSMETYKI MEDIQSKIN || SERIA DO CERY TRĄDZIKOWEJ

Na rynku pojawia się wiele kosmetyków oraz dermokosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji skóry problematycznej i trądzikowej. Bardzo często, gdy uznajemy, naszą cerę za trądzikową, pierwsze kroki kierujemy do drogerii, gdy kupowane tam kosmetyki nie dają oczekiwanych efektów, sięgamy po dermokosmetyki dostępne w aptekach. W dzisiejszym wpisie, chciałam Wam zaprezentować serię produktów Mediqskin, dostępną wyłącznie w aptekach, przeznaczoną do pielęgnacji cery trądzikowej. W jej skład wchodzi żel do mycia twarzy, płyn micelarny, krem intensywnie nawilżający SPF 15 oraz żel punktowy do cery trądzikowej. Jeśli jesteście ciekawe, jak się u mnie spisały, zapraszam dalej.


Demakijaż i oczyszczanie || płyn micelarny i żel do mycia twarzy


Formuła płynu micelarnego została opracowana i dostosowana do specyficznych potrzeb skóry trądzikowej. Przede wszystkim, preparaty te musza dobrze oczyszczać skórę z zanieczyszczeń, w tym z makijażu, jednak powinny robić to delikatnie, aby nie podrażniać i co ważne, nie przesuszać skóry, która poddawana jest kuracji przeciwtrądzikowej. Płyn został wzbogacony ekstraktem z płatków róży stulistnej, która reguluje wydzielanie sebum oraz zapobiega namnażaniu się bakterii. Kompleks NMF przyczynia się do długotrwałego wiązania i zatrzymywania wody w naskórku oraz w głębszych warstwach skóry. Alantoina działa kojąco i łagodząco. Efekt? Dokładny i delikatny demakijaż, przy jednoczesnym ograniczaniu występowania ropnych stanów zapalnych, ukojeniu oraz zachowaniu odpowiedniego nawilżenia.

Pierwszym krokiem w mojej wieczornej pielęgnacji, jest demakijaż, nie ukrywam, że w tym celu zawsze preferowałam płyny micelarne. Przetestowałam ich na prawdę wiele. Jak wypada ten z Madiqskin? Dobrze, nawet bardzo dobrze. Ogromny plus za jego łagodną formułę dzięki czemu nie szczypie w oczy, nie powoduje podrażnień oraz nie daje uczucia przesuszenia. Z minusów, muszę zaznaczyć, że jak na mój gust wymaga domycia żelem, zwłaszcza, gdy mam mocniejszy makijaż oka. Zaznaczę jednak, że ja zawsze wieczorem i tak używam żelu do mycia twarzy, jednak wiem, że niektórzy omijają ten krok.


Składniki czynne zawarte w żelu do mycia twarzy, zostały dobrane tak, aby w sposób optymalny zaspokoić potrzeby cery trądzikowej. Żel ma skutecznie usuwać zanieczyszczenia, nadmiar sebum czy makijaż, bez naruszania naturalnej bariery ochronnej skóry. Żel do mycia twarzy Madiqski nie zawiera mydła ani alkoholu a SLSy zostały zastąpione łagodnymi substancjami myjącymi i pianotwórczymi. Produkt dokładnie oczyszcza pory skóry, lekko złuszcza, rozjaśnia a przy tym nie przesusza. Żel został wzbogacony olejkiem z drzewa herbacianego, o naturalnych właściwościach antyseptycznych oraz hamujących rozwój bakterii, również P. acnes. Podobnie jak w przypadku płynu micelarnego, żel posiada w składzie alantoinę, ekstrakt z róży stulistnej oraz kompleks nawilżający NMF. 

Żel do mycia twarzy Madiqskin okazał się dla mnie bardzo komfortowy w stosowaniu. Ogromny plus za pompkę oraz za rewelacyjne domywanie resztek makijażu i innych zanieczyszczeń. W tym aspekcie, spisuje się na solidną piątkę z plusem. Warto wspomnieć o jego zapachu, mocno wyczujemy olejek z drzewa herbacianego, który daje uczucie świeżości, jednak miałam wrażenie, że nieco ściąga skórę.


Mediqskin Plus żel punktowy || wyrób medyczny, nie kosmetyk

 

Jest to największa różnica pomiędzy rożnego rodzaju, mocno reklamowanymi produktami, które dostaniecie w najróżniejszych drogeriach czy sklepach internetowych. Madiqskin Plus żel punkowy do cery trądzikowej, to preparat, który ma status wyrobu medycznego, nie kosmetyku. Mamy zatem pewność, że produkt jest lepiej przebadany, również pod kątem badań klinicznych, produkowany w innym standardzie i ma jasno określony skład. Ponad to, wyrób medyczny podlega ustawie i ma ściśle określone przeznaczenie. Mediqskin Plus, to pierwszy, dostępny bez recepty, preparat, który oprócz 4 % kwasu glikolowego, zawiera również 0,02% tretynoinę oraz 0,8 % klindamycynę. Produkt nie zawiera alkoholu etylowego czy substancji zapachowych.


Skład preparatu zapowiada rewolucję i tak też się dzieje. Żel, mimo stężeń, które wydają się być niskie, faktycznie działa mocno wysuszająco oraz złuszczająco. Połączenie kwasu glikolowego oraz tretynoiny daje zauważalne efekty, złuszczenie naskórka występuje około trzeciego dnia od aplikacji. i w moim przypadku było dość intensywne. Ratowałam się peelingami, jednak prawda jest taka, że naskórek musiał zejść. Zauważyłam, że pory oczyszczają się i faktycznie ulegają zwężeniu. Klindamycyna o właściwościach przeciwbakteryjnych (antybiotyk z grupy linkozamidów) ogranicza rozwój bakterii, przez co zmniejsza ilość ropnych wyprysków. Częstotliwość stosowania preparatu musi zostać przez Was indywidualnie dostosowana, mnie wystarczyło raz góra dwa razy w tygodniu. Z kwestii technicznych, wspomnę również o tym, aby po umyciu twarzy powstrzymać się z aplikacją żelu aż do dokładnego osuszenia skóry, a i na dobrze wyschniętej cerze, żel potrafi szczypać. Produkt nakładamy również tylko tam, gdzie faktycznie występują problemy z cerą, nie ma bowiem sensu aplikować tak intensywnego preparatu w obszary, które nie są dotknięte problemem trądziku.

Nie ukrywam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam go u siebie w aptece, pomyślałam- no to się zacznie, jednak po namyśle, uznałam, że może to i dobrze, że pacjenci będą mieć dostęp do produktu o takim składzie. Najważniejsze, aby używać go z głową, przyjść po poradę- czy na pewno jest to produkt dla nas, stosować się ściśle według wskazań i co bardzo ważne, nie zapominać o ochronie przeciwsłonecznej.


Mediqskin krem intensywnie nawilżający SPF 15 || nieodzowny element w każdej kosmetyczce


Krem oparty jest na kwasie hialuronowym oraz kompleksie NMF, składniki te zapewniają głębokie i intensywne nawilżenie skóry. Kompleks NMF odbudowuje i uzupełnia naturalny płaszcz ochronny skóry, przez co zmniejsza ucieczkę z niej wody, zapobiegając jednocześnie odwodnieniu i przesuszeniu. Krem zawiera również ekstrakt z róży stulistnej, który jak wspominałam wcześniej, ma właściwości seboregulujące, nie jest on komedogenny, nie zatyka porów.


Produkt zrobił na mnie dobre wrażenie, myślałam, że będę miała do czynienia z tłuściochem, jednak pomyliłam się. Krem wchłania się bardzo szybko, praktycznie do matu, dzięki czemu sprawdza się idealnie jako baza pod podkład. Jednocześnie krem daje uczucie komfortu, czuć nawilżenie i ukojenie, jest to fajne i wbrew pozorom nieoczywiste połączenie nawilżenia z regulacją wydzielania sebum. Na dłuższą metę krem dobrze nawilża a jednocześnie dobrze reguluje błyszczenie, w moim przypadku strefy T. Ważne, że nie ma mowy o efekcie błędnego koła, który polega na nadmiernym wysuszaniu skóry przez co zaczyna ona produkować jeszcze większe ilości łoju.

Seria Mediqskin || gra warta świeczki?


W kilku słowach podsumowania, uważam, że jest to seria godna polecenia. Mam wrażenie, że największą jej zaletą jest spójność i idealne uzupełnianie się produktów, gdyż nawet, jeśli płyn micelarny nie domyje całego makijażu to zrobi to żel. Produkty dobrze oczyszczają, jednak robią to łagodnie, bez zbędnego przesuszania, jednocześnie wydzielanie sebum jest cały czas kontrolowane. Krem intensywnie nawilżający sprawdza się bardzo dobrze, robi to co ma robić, nawilża, uzupełnia barierę lipidową a jednocześnie kontroluje i niweluje świecenie się skóry. Największym hitem a jednocześnie największym wyzwaniem, jest żel punktowy, który ma mocny i konkretny skład. Jeszcze raz uczulam na ten produkt, uważam, że może zrobić on tyle dobrego co i złego, wszystko zależy od tego w jaki sposób go stosujemy. Pamiętajmy, żeby używać go z głową i dbać o odpowiednią ochronę przeciwsłoneczną. Uczulam również na to, że tretynoina działa teratogennie, więc nie polecam stosować jej w ciąży, mimo, że ma mieć tu działanie miejscowe. W takich kwestiach lepiej dmuchać na zimne. 

Dajcie znać czy znacie dermokosmetyki Mediqskin i co o nich sądzicie?

DR IRENA ERIS; VITACERIC EMULSJA ENERGETYZUJĄCA CERA MIESZANA I TŁUSTA

11/09/2014

DR IRENA ERIS; VITACERIC EMULSJA ENERGETYZUJĄCA CERA MIESZANA I TŁUSTA

W ten pochmurny dzień mam dla Was pobudzającą recenzję kremu, który ma naszą twarz wyjątkowo orzeźwić. Czy aby na pewno? Dr Irena Eris i seria, o której było głośno jakiś rok temu- VitaCeric emulsja energetyzująca do cery mieszanej i tłustej. Ja swój słoiczek właśnie dziś "zdenkowałam"...ciekawe opinii po prawie 3 miesiącach stosowania?


ALE MARCHEW! FITO-MED MÓJ KREM NR.9 KAROTENOWY; ODŻYWCZO- NAWILŻAJĄCY DO CERY MIESZANEJ

8/16/2014

ALE MARCHEW! FITO-MED MÓJ KREM NR.9 KAROTENOWY; ODŻYWCZO- NAWILŻAJĄCY DO CERY MIESZANEJ

Marchew. Warzywo znienawidzone przez większość dzieci a sok marchwiowy, którym pasiono mnie za dzieciaka do dziś śni mi się po nocach ;) Szczerze? Nigdy bym nie przypuszczała, że w dorosłym życiu taką marchew przyjdzie mi położyć na twarz! Dziś o kremie firmy Fito-med Nr.9 karotenowy odcień słoneczny odżywczo- nawilżający cera mieszana.


NUXE; AROMA-PERFECTION TERMO-ACTIV MASK. WARTA SWOJEJ CENY?

7/10/2014

NUXE; AROMA-PERFECTION TERMO-ACTIV MASK. WARTA SWOJEJ CENY?

Kosmetyki Nuxe uznawane są za nieco ekskluzywne, kobiety słysząc o dobrociach pochodzenia roślinnego często aż piszczą z zachwytu. Takie ekologiczne, takie cudowne. Szczerze? Nigdy nie próbowałam kosmetyków tej francuskiej marki- nie ukrywam głównie ze względu na cenę. Jakiś czas temu zdecydowałam, że czas to zmienić. W końcu pracuję w aptece a kobiety oczekują ode mnie szczerych opinii. Na pierwszy rzut zdecydowałam się zainwestować w maseczkę termo oczyszczającą: TERMO-ACTIV MASK.


3 KROKI Z CLINIQUE...STRATA PIENIĘDZY CZY INTERES ŻYCIA?

5/07/2014

3 KROKI Z CLINIQUE...STRATA PIENIĘDZY CZY INTERES ŻYCIA?

Na zestaw 3 kroków z Clinique czaiłam się bardzo długo. Wszystko zaczęło się od Basi ze znanego wszystkim kanału na YT, która produkty Clinique zachwalała- szczególnie płyn złuszczający. Gdy jakiś czas temu nadarzyła się okazja postanowiłam- biorę! Zdecydowałam się- oczywiście po konsultacji z Panią z Sephory na wersję nr. 2 czyli cera mieszana w stronę suchej. W skład zestawu wchodzi mydełko, płyn złuszczający i emulsja nawilżająca. Nie będę przepisywać dokładnie całej "filozofii zestawu" gdyż cały opis możecie znaleźć  <TU>. Ogólne zasady to stosowanie produktów 2 razy dziennie, teoretycznie po około 2 tygodniach powinnyśmy widzieć rezultaty. Czy i ja je zobaczyłam? 

PRODUKT APTECZNY: SKINOREN, KREM Z KWASEM AZELAINOWYM

4/13/2014

PRODUKT APTECZNY: SKINOREN, KREM Z KWASEM AZELAINOWYM

Na rynku dostępnych jest wiele preparatów, które maja poprawić stan naszej cery. Dużym "punktem odbioru" są osoby z problemami trądzikowymi. W większości oczom potencjalnych pacjentów ukazują się dermokosmetyki różnych firmy, których nie będę wymieniać. Skuteczność takich preparatów jest rożna, nie powiem, mam kilku ulubieńców aczkolwiek uważam, że jeśli masz faktycznie duży problem z trądzikiem, powinnaś/powinieneś wybrać się do dermatologa. W czeluściach aptecznych szuflad leżą mało znane i nie reklamowane specyfiki. Jednym z nich jest Skinoren.


O morelowym kremie matującym firmy Soraya, czyli dorzucam swoje 3 grosze do ogólnej opinii

2/09/2014

O morelowym kremie matującym firmy Soraya, czyli dorzucam swoje 3 grosze do ogólnej opinii

Dzisiejszym wpisem zapoczątkowuję cykl postów odnośnie produktów firmy Soraya. Przyznam, że zwlekałam z tym dość długo, gdyż kosmetyki tej firmy trafiły do mnie już jakiś czas temu- podczas spotkania bloggerek zarówno w Zamościu jak i Kazimierzu Dolnym. Zapytacie skąd taka zwłoka? Otóż mam zasadę, że nie otwieram na raz trzech balsamów do ciała czy dwóch kremów do twarzy. Wykończę jeden- sięgam po następny...przynajmniej staram się trzymać tej zasady.

Na pierwszy ogień chciałam zaprezentować Wam bardzo przyjemny produkt, mianowicie krem do twarzy "Morelowy krem matujący" z serii Młoda Cera. Podejrzewam, że produkt nie jest dla Was niczym nowym aczkolwiek i ja chciałabym wtrącić swoje 3 grosze w tym temacie. 
Po pierwsze szata graficzna produktów wchodzących w skład serii So Pretty jest urocza! Moim zdaniem jest to wabik, na który złapało się wiele kobiet. Pastelowe kolory jak i tłoczone serduszka przyciągają wzrok i zachęcają do zakupu. Jeśli jednak ten przemiły ( i troszkę przebiegły) chwyt marketingowy na Was nie podziała- bo jesteście twardo stąpającymi po ziemi realistkami, radzę popatrzeć na spód opakowania i przeczytać skład owego morelowego kremu matującego. Cóż ujrzymy? Przede wszystkim zadowolone będą te z Was, które unikają parafiny! Przyznam szczerze, że osobiście byłam w szoku, gdyż nie sądziłam, że drogeryjny kremik może być jej pozbawiony. Oprócz składników tworzących podłoże emulsji czy emulgatorów, krem zawiera (dość wysoko w składzie) płynny jedwab, tokoferol (wit.E)- będący silnym przeciwutleniaczem/witaminę młodości oraz pantenol, który ma działanie kojące i wspomagające regenerację naskórka. Sprawą oczywistą jest zawartość konserwantów, producenta zastosował estry kwasu para-aminobenzoesowego, do których ja nic nie mam.


Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna, krem łatwo się rozprowadza, nie bieli się i szybko się wchłania. Nie ma mowy o pozostawianiu tłustej czy lepkiej warstwy. Dużym plusem jest czas od aplikacji kremu na twarz do chwili nałożenia podkładu- otóż nie musimy długo czekać, co jak wiadomo bardzo przydaje się rano, przed wyjściem do pracy czy na uczelnię. Morelowy krem matujący faktycznie matuje skórę i co za tym idzie w ciągu dnia redukuje świecenie się twarzy, aczkolwiek jeśli liczycie na to, że efekt zmatowienia utrzyma się cały dzień- nie miejcie złudzeń. Szczerze powiedziawszy nawet najdroższy krem nie jest w stanie utrzymać naszej cery w stanie zmatowienia przez okrągłe 12 godzin- przynajmniej ja takowego nie spotkałam. Po zastosowaniu kremu buzia jest gładka i miła w dotyku. Krem oprócz umiarkowanego działania matującego również ładnie nawilża naszą buzię. Na plus należy zaliczyć również wydajność, cenę jak i dostępność. Za 50 ml płacimy w Rossmanie ok. 19-20 zł. Uważam, że jest to kwota umiarkowana i adekwatna do działania produktu.


Na zakończenie wspomnę również o niesamowicie przyjemnym zapachu! Osobiście lubię gdy krem ładnie pachnie i chyba nigdy w sobie tej tendencji nie zwalczę. Lubię tego morelowego przyjemniaczka otworzyć i ot tak sobie go wąchać :) Dodam również, że słoiczek, w którym znajduje się krem jest wykonany z plastiku co moim zdaniem ujmuje nieco elegancji jednakże jest to wyjście praktyczne w razie upadku czy podróży ;)


Osobiście uważam, że warto spróbować aczkolwiek zaznaczam, że jest to linia dedykowana dla kobiet do około 30 roku życia. Spotkałam się z kilkoma negatywnymi opiniami jakoby krem przesuszał- powiem tak, każda z nas jest inna, dodatkowo z wiekiem skóra staje się coraz bardziej wymagająca. Ważne żeby odpowiednio dobierać kosmetyki do naszych indywidualnych potrzeb i nie kierować się trendem.

Znacie linię So Pretty? Macie wśród niej swoich ulubieńców?
Co sądzicie o morelowym kremie matującym? 


Przygotowana na mrozy, La Roche Posay Nutritic intense rich

1/27/2014

Przygotowana na mrozy, La Roche Posay Nutritic intense rich

Nie wiem jak u Was ale u mnie zima rozhulała się na dobre, wali śniegiem od rana, zawiewa, że czasami ciężko oczy otworzyć ;) Przyznam Wam szczerze, że po powrocie z apteki, w której umarzłam nieziemsko zrobiłam sobie gorącej herbatki, przykryłam się kocykiem i tak sobie siedzę ;) Przy okazji ostatniego projektu denko mówiłam Wam, że zużyłam pokaźną ilość próbek kremu La Roche-Posay Nutritic Intense Rich


Jak widzicie nie mogłam się powstrzymać i korzystając z okazji, że trafiłam na zestaw skusiłam się i tak oto stałam się szczęśliwą posiadaczką tego cudownego kremu. Pierwszy raz spotkałam produkt, który już po kilku użyciach tak bardzo przypadł mi do gustu. Mimo tego, że mam cerę mieszaną krem wchłania się fantastycznie, nie zostawia tłustej warstwy, nie zapycha porów i nie ma w swoim składzie parafiny. Uwielbiam w nim chyba wszystko od cudownego zapachu przez konsystencję po działanie :)

Znacie? Lubicie?
Jaki jest Wasz zimowy ulubieniec?



A to kwas, czyli podsumowanie kuracji Pharmaceris Sebo-Almond Peel; krem peelingujący I stopień złuszczania

1/20/2014

A to kwas, czyli podsumowanie kuracji Pharmaceris Sebo-Almond Peel; krem peelingujący I stopień złuszczania

O tym, że pielęgnacja skóry tłustej czy mieszanej powinna opierać się na złuszczaniu martwego naskórka nie trzeba nikomu mówić....a może jednak? Jak pokazuje moje-dość krótkie- doświadczenie w aptece świadomość prawidłowej pielęgnacji jest na bardzo niskim poziomie. W przypadku skóry tłustej/mieszanej naturalny proces złuszczania się martwego naskórka jest upośledzony, dlatego kluczową rolę w codziennej pielęgnacji odgrywają preparaty wspomagające proces usuwania martwego naskórka oraz rozrzedzające sebum. Moją propozycją na dziś jest Pharmaceris Sebo-Almond Peel 5% kwas migdałowy, czyli krem peelingujący I stopień złuszczania
Na początku chcę przybliżyć Wam nieco główną substancję czynną wchodzącą w skład preparatu. Otóż cechą charakterystyczną kwasu migdałowego jest jego stopniowe działanie (jest to duża cząsteczka, która jest wolno wchłaniana) co czyni go bezpieczniejszym w stosowaniu, głównie przez mniejsze ryzyko wystąpienia podrażnień. Kwas migdałowy posiada oczywiście właściwości keratolityczne a dodatkowo działa bakteriobójczo oraz reguluje pracę gruczołów łojowych, wpływając tym samym na jakość wytwarzanego sebum.


Krem Pharmaceris Sebo-Almond Peel I stopień złuszczania zamknięty jest w charakterystycznych dla firmy opakowaniach zaopatrzonych w pompkę typu air-less. Wielokrotnie wspominałam, że cenię takie rozwiązania nie tylko ze względów higienicznych ale również ekonomicznych. Szatę graficzną opakowań określę jako schludną i rzeczową, nie ma tu zbędnych udziwnień dzięki czemu "przekaz" jest jasny i klarowny. Krem jest również dobrze opisany a dołączona do niego ulotka rozwieje wszystkie nasze wątpliwości. Konsystencja jak i zapach produktu początkowo mnie zaskoczyły. Zapach jest bowiem jak na mój nos nieco metaliczny a konsystencja, mimo że nie należy do gęstych, początkowo jest delikatnie klejąca. Delikatne uczucie lepkości utrzymuje się na twarzy jednak nie mogę napisać, żeby jakoś specjalnie mi przeszkadzało. Dodam, że krem bardzo dobrze się rozsmarowuje co korzystnie wpływa na wydajność.


Działanie kremu peelingującego jest bardzo dobre. W pierwszych tygodniach stosowania widać było, że skóra ewidentnie się łuszczy jednak dobry peeling raz w tygodniu załatwiał sprawę. W moim przypadku obyło się bez większych podrażnień czy szczypania, krem pod tym względem jest delikatny. Dziś mija jakieś 2-3 miesiące odkąd stosuję krem Pharmaceris z 5% kwasem migdałowym. Co mogę powiedzieć o długoterminowym stosowaniu owego specyfiku? Przede wszystkim nie mam problemu z suchymi skórkami- wszystko jest na bieżąco usuwane. Nie mogę napisać, że krem zredukował moje rozszerzone pory do zera, aczkolwiek mam wrażenie, że poprawiła się jakoś łoju (został upłynniony) gdyż nie mam, tak jak niegdyś, wielkich, czarnych kraterów. Pory są mniejsze a podskórne grudki praktycznie mi nie dokuczają. Krem nie wybielił moich przebarwień ale na to akurat nie liczyłam.

Słowem podsumowania- osobiście jestem z niego zadowolona, nie mogę jednak powiedzieć, że krem powalił mnie na kolana. Po pewnym czasie moja skóra przyzwyczaiła się do niego i mniej więcej po zużyciu 3/4 opakowania nie widziałam większej różnicy ani w odblokowywaniu porów czy złuszczaniu. Jednocześnie jestem niemalże w 100% pewna, że nadszedł właściwy moment żeby zainwestować w II stopień złuszczania czyli krem 10% kwas migdałowy :) Jednocześnie uważam, że krem Pharmaceris Sebo-Almond Peel z 5% kwasem migdałowym jest produktem wartym zainteresowania, tym bardziej jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z kwasami lub dla osób, które mają cerę wrażliwą i skłonną do powstawania zmian naczynkowych.

Ciekawa jestem jakie są Wasze wrażenia po kremach peelingujących Paharmaceris?
Może któraś z Was stosowała II stopień złuszczania?

Pozdrawiam
A.
DLA mnie idealny! Niszcz pryszcz krem na dzień

1/08/2014

DLA mnie idealny! Niszcz pryszcz krem na dzień

Czas pędzi nieubłaganie a krem goni krem ;) Ostatnio stwierdziłam, że wyjątkowo szybko- jak na mnie- zużywam kremy do twarzy. Dziś przygotowałam recenzję kremu do twarzy o zabawnej a jednocześnie konkretnej nazwie Niszcz pryszcz na dzień firmy DLA.


Krem zamknięty jest w zgrabnym, 30 g opakowaniu, które zaopatrzone jest w bardzo precyzyjny dozownik. Szata graficzna jest co prawda minimalistyczna, jednak uważam, że przywodzi na myśl czystość i schludność. Warto również dodać, że krem jest bardzo dobrze opisany, tak naprawdę znajdziemy tu wszystkie interesujące nas informacje. Uwierzcie mi, że konsystencja jest bardzo przyjemna. Krem jest co prawda dość gęsty i treściwy jednak bardzo dobrze się rozsmarowuje oraz równie dobrze i szybko wchłania. Niszcz pryszcz pozostawia na skórze delikatną warstwę ochronną,jednak nie musicie się martwić- nie będzie tłusto :) Zaraz po zastosowaniu skóra jest gładka, aksamitna...ogólnie bardzo przyjemna w dotyku. Niszcz pryszcz na dzień pozwala na szybkie...ba! ekspresowe nałożenie podkładu, który trzyma się na nim bardzo poprawnie. 


Działanie jest świetne, osobiście jestem z niego bardzo zadowolona. Po pierwsze krem porządnie nawilża skórę i przynosi szybki efekt ukojenia. Pory są faktycznie zminimalizowane a wypryski- dzięki zawartości odwaru z wierzby białej, alantoiny i krwawnika- szybciej się goją. Co do efektu matowienia powiem tak, jeśli któraś z Was próbowała np. Effaclar Mat po Niszcz pryszcz na dzień będzie rozczarowana, jednak patrząc na składy obu kremów zobaczycie, że Niszcz Pryszcz jest zdecydowanie bardziej naturalny. Cóż nie można mieć wszystkiego. Skład moim zdaniem jest bardzo sensowny, jeśli nie macie alergii na parabeny, możecie po niego śmiało sięgnąć...swoją drogą czy w globalnej nagonce ktoś wspomniał, że parabeny są jednymi z bezpieczniejszych a na pewno najlepiej przebadanych konserwantów? Wracając do tematu. W Niszcz pryszcz na dzień znajdziemy ekstrakt z wierzby białej, krwawnika olej jojoba, ogórecznika, kaolin, alantoinę, pantenol oraz wit.C. Moim zdaniem składniki czynne dobrane są racjonalnie dzięki czemu tworzą spójną całość, która idealnie wpasowuje się w potrzeby skóry tłustej i mieszanej.


Podsumowując, uważam że jest to bardzo dobry produkt, którym faktycznie warto się zainteresować. Przemawiają za tym przede wszystkim niesamowicie przyjemna konsystencja, orzeźwiający zapach oraz działanie, o którym wspominałam wcześniej. Krem nie przesusza, pielęgnuje i zapobiega powstawaniu wyprysków. Ja jestem jak najbardziej na TAK!


Jest moc! BingoSpa; Mocny peeling błotny do twarzy- kwas glikolowy, mlekowy i kwasy owocowe

12/27/2013

Jest moc! BingoSpa; Mocny peeling błotny do twarzy- kwas glikolowy, mlekowy i kwasy owocowe

Jesień i zima to dla mnie okres, w którym dużą wagę przykładam do usuwania naskórka. Po pierwsze, skóra po lecie wymaga gruntownej "reperacji" a że słońce już nie grzeje można sobie pozwolić na małe "złuszczanko". W tym roku do "mocniejszych działań" namówiłam również mamę i podarowałam jej między innymi produkt firmy BingoSpa o długiej nazwie- mocny peeling błotny do twarzy z kwasem glikolowym, mlekowym i kwasami owocowymi.


Peeling zamknięty jest charakterystycznym dla produktów BingoSpa, dość szerokim, wygodnym w odkręcaniu  plastikowym słoiczku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, czytelna a dodatkowo- co ważne produkt jest opisany. Po otwarciu słoiczka...cóż widok nie jest zbyt zachęcający, jednak można było się tego spodziewać. Peeling, jak sama nazwa wskazuje, oparty jest na błocie z Morza Martwego (10%), które w połączeniu z mielonymi pestkami owoców takich jak daktyle, migdały oraz orzechy daje (wizualnie) szarawo- brązowawe połączenie. Dodatek kwasów, zarówno owocowych jak i glikolowego i mlekowego skutkuje nieco metalicznym połyskiem i dość charakterystycznym zapachem. Pierwsze słowa mojej mamy- cóż to jest?! Przyznam, że chwilę jej zajęło przekonanie się do nałożenia tej mało atrakcyjnej papy na twarz.

Peelingu zdecydowanie nie polecam osobom z cerą wrażliwą czy z ropnymi wypryskami, gdyż jest  on faktycznie mocny. I tu producent nie kłamał. Peeling błotny BingoSpa to zdzierak jakich mało. Połączenie kwasów, przemielonych łupin/pestek i błota z Morza Martwego daje konkretne i stosunkowo dogłębne usuwanie obumarłych warstw naskórka. Stosując produkt nie należy przykładać zbyt mocnego nacisku podczas masowania twarzy. Moja mama najczęściej nakłada peeling na twarz, czeka chwilkę- dając kwasom zadziałać a następnie, bardzo delikatnymi, kolistymi ruchami masuje twarz. Efekt jest zadziwiająco dobry, skóra jest miła w dotyku, gładka, nieco rumiana a co najważniejsze pozbawiona wszelkich suchych skórek (efekt stosowania Redermic R firmy LRP). Dodatkowo zauważyłyśmy, że po zabiegu, rozszerzone pory faktycznie ulegają zwężeniu a twarz przez pewien czas mniej się świeci.

Jeśli szukacie mocnego, dobrze działającego peelingu produkt marki BingoSpa jest jak najbardziej dla Was! Muszę również dodać, że korelacja ceny do gramatury i wydajności jest wzorowa. Za 100 g bardzo wydajnego produktu płacimy jedynie 18 zł. Polecam serdecznie :)




O kosmetykach firmy DLA słów kilka

11/25/2013

O kosmetykach firmy DLA słów kilka

O kosmetykach firmy DLA usłyszałam czy też przeczytałam pierwszy raz jakoś z rok temu. Z tego co pamiętam hitem okazał się wówczas ich krem na noc z serii "Niszcz pryszcz", który pomógł wielu dziewczynom pozbyć się niechcianych przyjaciół. Przyznam, że miałam ochotę go wtedy kupić jednak stwierdziłam, że muszę dokończyć to co mam zaczęte. Traf chciał, że w tym sezonie firma uśmiechnęła się w moją stronę, za co serdecznie dziękuję. Z racji, że znowu napoczęłam kwasy stwierdziłam, że skuszę się co prawda na krem z serii "Niszcz pryszcz" jednak w wersji na dzień.


Po wstępnych, typowo organoleptycznych oględzinach stwierdzam, że jest to produkt bardzo przyjemny, jednak na pełną recenzję będziecie musiały jeszcze troszkę poczekać. Na dzień dzisiejszy zachęcam Was do zapoznania się ze stroną sklepu. Szczególnie polecam artykuł na temat peelingowania twarzy :) Wiem, że są różne "szkoły", jedni twierdzą, że peeling należy robić faktycznie min. raz w tygodniu...inni odradzają zbyt częste zabiegi tego typu- np. moja Pani kosmetyczka (kosmetolog). 

Życzę Wam miłej lektury :)
Trzymajcie się ciepło- w ten strasznie wietrzny dzień, lecę przygotować sobie ciepłą herbatkę i biorę się za pisanie...oj mam dużo zaległości :)

Znacie kosmetyki DLA? Jakie są Wasze typy?

Pozdrawiam A.
O mojej przygodznie z Macrovitą- Olivelia, nawilżający krem pod oczy z bio-składnikami

10/28/2013

O mojej przygodznie z Macrovitą- Olivelia, nawilżający krem pod oczy z bio-składnikami

Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogłam zrozumieć fenomenu kosmetyków naturalnych. Sądziłam, że jest to kolejny wymysł koncernów czy ekologów przewrażliwionych na punkcie wszystkiego co "nienaturalne" ;) Dziś moje podejście zmieniło się- mogę śmiało powiedzieć, że diametralnie. Lubię kosmetyki jak i dermokosmetyki zawierające naturalne składniki. Kolejnym przystankiem w odkrywaniu sekretów naturalnego piękna jest nawilżający krem pod oczy z bio-składnikami firmy MacrovitaPrzyznam szczerze, że jest to mój pierwszy kontakt z produktami firmy Macrovita, o której więcej możecie poczytać <TU>


Krem przybył do mnie ładnych kilka tygodni temu w dość dobrze zabezpieczonej paczce. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze zwracam na to uwagę, gdyż uważam, że producent powinien szanować swoich klientów i postarać się aby produkt dotarł w stanie względnie nienaruszonym. Sam kosmetyk zapakowany jest w kartonik o milej dla oka szacie graficznej. Na plus zaliczam również pokaźny i czytelny opis produktu w języku polskim. Kolejną kwestią jest skład kremu, znajdziemy tu wiele ekstraktów i olejów roślinnych czy skwalan. Moje doświadczenia z kosmetykami naturalnymi/ekologicznymi pokazują, że często produkty te mają zapach, który mnie nie do końca odpowiada...nie chcąc powiedzieć, że zupełnie mi nie odpowiada. Tu sytuacja jest zupełnie inna, krem nie ma jako takiego zapachu- z czego strasznie się cieszę. 

Konsystencja kremu jest genialna, lekka, aksamitna i łatwa w rozsmarowywaniu. Po niemiłych doświadczeniach z Flos-lekiem Olivelia była dla mnie zbawieniem, głównie ze względu na to, że nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. Produkt firmy Macrovita idealnie współpracuje z moim podkładem/korektorem co wynika z jego formuły. Otóż krem wchłania się błyskawicznie a przy tym pozostawia bardzo przyjemne uczucie gładkości. Skóra staje się przyjemnie ukojona i faktycznie nawilżona- po jakiś 2-3 tygodniach stosowania zauważyłam ewidentny wzrost napięcia i turgoru skóry wokół oczu. Kolejnym plusem jest również wydajność- już niewielka ilość kremu pozwoli na dokładne pokrycie okolic oka. 
Na zakończenie wspomnę również o kilku aspektach typowo technicznych. Produkt zamknięty jest w bardzo wygodnej i poręcznej buteleczce, która jak widzicie zaopatrzona jest w pompkę typu air-less. Tu moja uwaga- jest to najwygodniejsza pompka z jaką miałam styczność (w przypadku kremów pod oczu). Dlaczego? Otóż ma stosunkowo wąski otwór, dzięki czemu dozujemy idealną dla nas ilość produktu. Tak Moja Drogi, MAC i jego Pro-longwear concealer może się schować z jego beznadziejnym aplikatorem.


Podsumowując, muszę przyznać, że jest to jeden z najlepszych kremów pod oczy jaki miałam okazję przetestować. Tak jak pisałam wyżej, Olivelia odpowiada mi pod wieloma względami. Lubie jej konsystencję, szybkość wchłaniania i działanie- dobre nawilżanie bez paskudnie lepkiej warstwy. Jest to idealny krem na pierwsze zmarszczki, ładnie nawilża, dobrze współgra z podkładem/korektorem no i jeszcze bardzo wygodny aplikator. Cenowo nie wychodzi tak źle gdyż za 30 ml faktycznie dobrego i wydajnego kremu płacimy 58 zł. Czego chcieć więcej?
Serdecznie polecam!
Tymiankowa rozkosz od Sylveco

10/23/2013

Tymiankowa rozkosz od Sylveco

Zapach. Kwestia zawsze dyskusyjna i jak na mój nos dość względna. Mój ulubiony zapach to przede wszystkim świeżo parzona, poranna kawa...którą własnie popijam patrząc na piękne słonko (oby więcej takich dni). Inne zapachy? Uwielbiam zioła, bazylię, oregano, tymianek czy rozmaryn...kuchnia bez nich jest pusta i jałowa. A co z kosmetykami? Nie będę ukrywać, że osobiście średnio przepadam za mocno naperfumowanymi, słodkimi i duszącymi zapachami. Na produkt do mycia twarzy firmy Sylveco miałam ochotę od dłuższego czasu. Tymiankowy żel do mycia twarzy Sylveco, wpadł w moje ręce dzięki uprzejmości sklepu internetowego Lavendic.pl ,który jak łatwo się zorientować stawia nacisk na kosmetyki naturalne i ekologiczne.


Żel do mycia twarzy znajduje się w bardzo poręcznej....i strasznie przyjemnej w dotyku buteleczce, która dodatkowo zaopatrzona jest w pompkę. Powiem Wam, że ja chyba intuicyjnie wybieram tego typu produkty właśnie w opakowaniach z pompką. Jest to rozwiązanie praktyczne, higieniczne i wydajne, gdyż dozujemy odpowiednia ilość produktu. Szata graficzna jest typowa dla produktów Sylveco,  nie jest nachalna, czytelna i schludna.


Tak jak wspominałam, za pomocą pompki dozujemy odpowiednia ilość produktu...a wierzcie mi, że jest on bardzo wydajny. Żel pieni się słabo, jednak jest to logiczne gdyż zawiera mało substancji spieniających. Powiem Wam, że po nietrafionym żelu Flos-leku (który pienił się jak szalony a piana nie była łatwa do zmycia) odetchnęłam z ulgą i brak piany kompletnie mi nie przeszkadzał. Kwestia, która mnie zauroczyła od pierwszego użycia to bajeczny zapach! Woń tymianku rozprzestrzeniła się po całej mojej małej łazieneczce. Nie jest ona dusząca i nie utrzymuje się na twarzy w jakiś szalony sposób ale daje nam poczucie czystości, świeżości i jakąś taką rześkość. Świetna sprawa!


Działanie jest jak najbardziej poprawne, żel tymiankowy od Sylveco świetnie domywał makijaż, oczyszczał skórę a co ważne nie pozostawiał znaczącego uczucia ściągnięcia czy suchości skóry. Skład żelu jest stosunkowo krótki a jednocześnie treściwy. Znajdziemy to glicerynę, ekstrakt z tymianku (działanie antyseptyczne, oczyszczające, ściągające, przeciwzapalne), pantenol (działa łagodząco), kwas jabłkowy (działanie rozjaśniające) oraz olejek tymiankowy (zapach oraz wzmacnianie działania ekstraktu tymiankowego), jako substancję konserwującą zastosowano benzoesan sodu. Czy zauważyłam działanie rozjaśniające- raczej nie ale powiem Wam, że tuż po umyciu buzia była ładnie rozpromieniona, gładka i bardzo przyjemna w dotyku ;) Moim zdaniem od rozjaśniania przebarwień są odpowiednie kremy czy zabiegi w gabinetach kosmetycznych a żel może być jedynie wspomaganiem. Na zakończenie dodam, że jest to produkt hypoalergiczny, przebadany dermatologicznie a bajeczny zapach jest wynikiem zawartości olejku tymiankowego.


Muszę przyznać, że żel tymiankowy okazał się świetnym, naturalnym produktem. Nie podrażnia, nie wysusza, dobrze oczyszcza twarz a przy tym bajecznie pachnie :) Produkt będzie odpowiedni zarówno dla osób o skórze tłustej/mieszanej jak i wrażliwej, skłonnej do podrażnień czy z problemem naczynkowym. Polecam serdecznie, warto zainwestować. Na stronie Lavendic.pl żel dostępny jest w cenie 17,00 zł. Biorąc pod uwagę skład, działanie oraz wydajność uważam cenę za adekwatną.
Amie pure & natural beauty, czyli maseczkowego zawrotu głowy ciąg dalszy

10/20/2013

Amie pure & natural beauty, czyli maseczkowego zawrotu głowy ciąg dalszy

Moja maseczkowa obsesja trwa w najlepsze. Ostatnio postanowiłam wypróbować produkt, który dawno temu dołączony był do głównej wygranej w jednym z blogowych konkursów, który miałam szczęście wygrać :) Amie pure & natural beauty- oczyszczająca maska do twarzy.


Produkt zamknięty jest w ślicznej, radosnej i wyjątkowo przyjemnej w dotyku saszetce, po otwarciu której w nozdrza uderza dość przyjemny, miętowy zapach. Maseczka jest bardzo gęsta i słabo się rozsmarowuje co niekorzystnie wpływa na jej wydajność. Patrząc na dość pokaźnych rozmiarów saszetkę sądziłam, że maseczka wystarczy mi na minimum dwa użycia, niestety po nałożeniu produktu na twarz w opakowaniu pozostała mi taka ilość maski, która nie wystarczyłaby na ponowne pokrycie nawet strefy T. Od razu po nałożeniu maski czuć przyjemne uczucie chłodzenia, następnie delikatne mrowienie aż w końcu czujemy ewidentne ściągnięcie i chłód. Zmywanie maski nie należało do najłatwiejszych (dobrze, że w akademiku mamy dość szerokie umywalki ;) ) jednak gdy już udało mi się usunąć ją z twarzy efekty były...bardzo dobre! Od razu widać było oczyszczenie i domknięcie porów, które stały się o niebo mniej widoczne. Co mnie zaskoczyło- efekt utrzymywał się przez kilka dni. Buzia była ładnie zmatowiona a koloryt wyrównany. Uważam, że mimo pewnych wda natury technicznej maseczka stanęła na wysokości zadania, szkoda nie widziałam jej nigdzie w naszym kraju.


Pharmaceris T, intensywnie matujący krem do twarzy sebostatic matt

10/13/2013

Pharmaceris T, intensywnie matujący krem do twarzy sebostatic matt

Jak chyba każda kobieta mam swoje ulubione marki kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych jak i makijażowych. Są to produkty, po które zawsze chętnie sięgam, szczególnie gdy nie mam ochoty utopić pieniędzy w jakiś "magicznych" nowościach. Dermokosmetyki firmy Pharmaceris lubię i chyba nie zamierzam się z tym kryć. Dziś, korzystając z wolnej i słonecznej niedzieli, chcę Wam przedstawić intensywnie matujący krem do twarzy z serii Pharmaceris T, który bardzo przypadł mi do gustu.


Intensywnie matujący krem do twarzy z serii Pharmaceris T, zamknięty jest w charakterystycznym dla marki opakowaniu. Jest to podręczna, wygodna tubka zaopatrzona w pompkę typu air-less. Wiele razy podkreślałam, że taka forma dozownika jest moja ulubioną. Dzięki niej zachowujemy czystość mikrobiologiczną co z kolei przedłuża trwałość kosmetyku, na dodatek zużywamy krem do samego końca. Same plusy. Szata graficzna jest prosta, czytelna co mnie osobiście bardzo odpowiada. Konsystencja kremu jest wyjątkowo przyjemna, lekka, kremowo-żelowa. Krem dobrze się rozsmarowuje co korzystnie wpływa na wydajność. Już niewielka ilość produktu wystarczy na pokrycie całej twarzy. Sebostatic Matt nie pozostawia na twarzy tłustej czy lepkiej warstwy, powiem więcej- tuż po aplikacji widać jak buzia ulega zmatowieniu a efekt matu utrzymuje się ładnych kilka godzin (sprawdzałam bez podkładu). Warto dodać, że krem wchłania się bardzo szybko co jest szczególnie istotne rano, gdy w pospiechu szykuję się do wyjścia ;)
Kolejną kwestią jest współpraca z podkładem, którą oceniam na bardzo poprawną. W sumie nie trzeba długo czekać z wykonaniem makijażu a podkład trzyma się na nim bardzo dobrze.

Sebostatic Matt, krem intensywnie matujący zaskoczył mnie i to bardzo, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po nieudanej przygodzie z jego bratem Sebostatic Dzień, (przeciwtrądzikowy matująco-normalizujący) o którym pisałam <TU>  odzyskałam wiarę w linię T. Jak widać przed zakupem warto poprosić w aptece o próbeczki i przekonać się "na własnej skórze" jak wasza cera zareaguje na dany produkt...dosłownie na własnej skórze ;)


Moja glinkowa obsesja

10/10/2013

Moja glinkowa obsesja

Muszę przyznać, że sama się sobie dziwię...i chyba się nie poznaję gdyż od pewnego czasu stałam się maseczkowym potworem. O ile jakieś pół roku temu nakładanie maseczki było krokiem w pielęgnacji, który bardzo skutecznie omijałam, tak dziś nie wyobrażam sobie tygodnia bez relaksu z maską na twarzy. Największego hopla mam na punkcie czystych glinek. Czemu? prosty skład, brak chemicznych udziwniaczy, przystępna cena, dobra wydajność i przede wszystkim działanie!

Od pewnego czasu regularnie stosuję glinkę czerwoną, o nazwie dla mnie abstrakcyjnej ;) Moją czerwoną glinkę zamówiłam ze strony KosmetycznaGlinka.pl. Maseczka doszła bardzo szybko, niestety opakowaniu uległo poturbowaniu, gdyż Pan listonosz jakimś cudem wcisnął je do skrzynki pocztowej. Jak? Do dziś nie wiem, się chłopina na siłował ;) Pogniecione opakowanie nie wpłynęło jednak na sam produkt, który zamknięty jest w dwóch, papierowych saszetkach. Do saszetek z maseczkami dołączona jest ulotka, w której znajdziecie wszystkie informacje dotyczące stosowania maski. Po otwarciu saszetek ukazuje się nam drobno zmielony proszek, koloru lekko czerwonego, który po zmieszaniu z wodą przybiera na intensywności. Zapach a raczej jego brak jest typowy dla glinek, co mnie absolutnie nie przeszkadza.

Minus? niestety trzeba sobie taką glinkę samodzielnie rozrobić. W sumie nie jest to nic trudnego czy odkrywczego, taki mały "flashback" do lat dzieciństwa i taplaniny w błocie ;) Jak rozrobiłam swoja glinkę- najbardziej fachową miarką, czyli na oko. Po pierwszej próbie zorientujecie się jaka konsystencja najbardziej Wam odpowiada, glinka nie może być zbyt wodnista (żeby nie spłynęła) ani zbyt "twarda" gdyż szybko zastygnie na twarzy. W przypadku stosowania glinek należy pamiętać aby nie dopuścić do wyschnięcia glinki na twarzy. Najlepiej co pewien, gdy czujemy, że maska zaczyna nadmiernie wysychać zwilżać twarz wodą termalną lub zwykłą, przegotowaną wodą. Zmywanie glinki...po prostu trzeba przeżyć,  ja zachlapałam całą umywalkę. Od siebie dodam, że będzie Wam łatwiej jeśli nie dopuścicie do wyschnięcia maski, błotko zejdzie wtedy o wiele łatwiej.

Działanie glinki czerwonej okazało się idealnie dopasowane do potrzeb mojej skóry. Już po pierwszym użyciu buzia wyglądała znacznie lepiej. Po pierwsze, zauważalnie poprawił się i wyrównał koloryt twarzy, szczególnie w okolicy płatków nosa gdzie mam rozszerzone naczynka. Twarz zyskała ładnego, zdrowego blasku? (nie lubię tego określenia) i była niesamowicie miła w dotyku. Po drugie, maseczka z glinki czerwonej wzorowo oczyściła moja twarzy, pory zostały domknięte, nadmiar sebum zaadsorbowany. Mimo, iż wersja czerwona nie jest w kwestii oczyszczania tak silna jak zielona czy czarna- ja czułam się usatysfakcjonowana. 

Na zakończenie muszę zwrócić również uwagę na relację ceny do wydajności i działania. Otóż za 100 g produktu płacimy 14 zł, uważam, że jest to cena przystępna i adekwatna do rezultatów. Dodam, że sklep KosmetyczneGlinki.pl często organizuje różne promocje więc warto obserwować ich stronę internetową. 

Szczerze polecam wypróbować, gdyż stosowana regularnie przyniosła bardzo dobre efekty. Przede wszystkim pomogła mi w oczyszczeniu skóry po lecie. Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze wysypuje :/

Sklep internetowy KosmetycznaGlinka.pl przygotował dla Was kupon rabatowy w wysokości 15%, który ważny jest do końca października. Osobiście mam ochotę na glinkę zieloną i białą, którą polecała mi moja kosmetyczka :)




Jakie są Wasze ulubione maseczki? Lubicie glinki czy raczej wybieracie gotowce?



Copyright © 2017 AnnaBlog