Gdy pogoda nie rozpieszcza.

Hej Kochane :)


Mam nadzieję, że Wasza niedziela, mimo paskudnej pogody była udana :)
Gdy rano otworzyłam oczy i odsłoniłam rolety w oknach nie wierzyłam, że nasypało aż tyle śniegu ;) Po wczorajszym zupełnym lenistwie postanowiłam, że dzisiaj nie dam się pogodzie ;)
Zrobiłam sobie cudowną kawę- mocną, czarną i bez cukru. Pokój natychmiastowo napełnił się wspaniałym aromatem a ja zanurzyłam się w blogowej i youtubowej odchłani ;)

Strasznie spodobał mi się filmik Oleilow-ej pt. "Kolorowi ulubieńcy na sezon jesień-zima"
Szczególnie napaliłam się na dwa pierwsze cienie z Inglota nr. 446 i 452
Po obiedzie wybrałam się ochoczo na zakupy, jednak gdy stanęłam przed stoiskiem Inglota i na żywo zobaczyłam owe cienie troszke sie przestraszyłam. Jak wiecie jestem niebieskooką blondynką (ciemną bo ciemną ale jednak blondynką) i nie wiem czy takie ciemne kolory dobrze prezentowałyby się na mojej twarzy.
Z nieukrywanym smutkiem wyszłam z Inglota i udałam się na dalsze łowy ;)

Udało mi się kupic kilka ciekawych rzeczy :)






 
uriage woda termalna






Co do wody termalnej nie byłam w 100% przekonana. Moją ulubioną jest La Roche Posay- z dobroczynnym selenem.
Skusiłam się na Uriage z powodu promocyjnej ceny, zobaczymy czy będzie równie genialna jak moja ulubienica z La Roche.












 Kolejne produkty to szampon i olejek z Green Pharmacy. Ostatnio dużo czytałam na ich temat i jestem strasznie ciekawa ich działania. Szczególnie interesuje mnie olejek, powiem Wam, że nigdy wczesniej nie stosowałam żadnych produktów tego typu na włosy i bardzo jestem ciekawa czy faktycznie będzie jakaś różnica w wyglądzie moich włosów.

Green Pharmacy- olejek łopianowy
Green Pharmacy Zeń-szeń


Jedynym produktem z kolorówki jest tusz do rzęs L'oreal. Podejrzewam, że nikomu nie muszę go przedstawiać i powiem Wam, że jestem bardzo ciekawa czy jest on faktycznie taki genialny, jak sie o nim mówi.

 L'OREAL Volume Million Lashes
 Macie jakieś swoje sposoby na zabicie czasu w dni takie jak dzisiejszy?

Stosowałyście któreś z tych produktów? Lubicie?


Pozdrawiam A.

Z innej beczki :)

Witam Was serdecznie :)

Mam nadzieję, że Wasz dzień mija w nieco lepszym nastroju niż mój. Niby nic się nie dzieje, kolokwium napisane, zajęcia odbyte, na uczelni spokojnie i...mega nudno :/
Kiedy obudziłam się dzisiaj rano i popatrzyłam za okno, ogarnęło mnie poczucie, że dzisiejszy dzień zapewne będzie się dłużył...i chyba wykrakałam.
Wszyscy byliśmy apatyczni a jedynym celem było wyjście jak najszybciej z sali i ucieczka do "domu", zaszycie się w swoich czterech ścianach i upragnione "nic-nie-robienie ".

Doszłam do wniosku, że etap " złotej jesieni" mamy już chyba za sobą a ponure dni zbliżają się coraz większymi krokami.

19.10.2012

Jako, że nie lubię przesypiać dni, postanowiłam, że muszę coś robić żeby nie dać się jesieni.

Macie jakieś hobby? Ja ostatnio odkryłam, że nie zdawałam sobie sprawy, z tego, że   JA MAM HOBBY :D
Wiecie, zawsze zazdrościłam tym, którzy mówili, że ich hobby to pływanie, malowanie, muzyka itp. myślałam sobie wtedy, no kurcze ale im dobrze, że może trzeba by się czymś zainteresować. Terez wiem, jak bardzo nie doceniałam siebie.

Gotować lubiłam od zawsze, mieszać składniki, próbować nowości, wymyślać własne dania. W domu zawsze z Dziadziusiem " opracowywaliśmy" strategie obiadów, mama nigdy się nie wtrącała ;)

Dzisiaj również, w celu zabicia ponurego dnia postanowiłam zrobić coś fajnego. Zaparzyłam kawusię, naszykowałam ciasteczko i zagłębiłam się w lekturze. otóż dostałam kilka dni temu od mojego Ukochanego świetną książkę.

Jamie Oliver 30 minut w kuchni



Jamie jest rewelacyjny! Czuć w nim pasję i to, że czerpie przyjemność z tego co robi.
Ciężko się zdcydować, bo wszystko wydaje się być mega smaczne, po długich poszukiwaniach zdecydowałam się :D


Deser owocowy

Prawda, że wygląda smakowicie?


Macie jakieś sposoby na jesienną chandrę i lenistwo?

Pozdrawiam A.

Udany weekend i nowe Inglotowe zdobycze :)

Hej Dziewczyny!

Mam nadzieję, że Wasz weekend był równie udany jak i mój. Korzystając z ostatnich ciepłych dni i korzystnych promieni słonkaz zarówno sobotę jak i niedzielę spędziłam dość aktywnie. Pomiędzy spacerami znalazłam też chwilkę czasu żeby zajść do Inglota ;)



Chciałam kupić grzebyczek do rzęs, bo coś ostatnio nie radzę sobie z moim tuszem, który zaczął strasznie sklejać moje rzęsy i bez dobrego rozczesania ani rusz.


Wiele dobrego slyszałam o grzebyczku z Inglota dlatego postanowiłam się na niego skusić. W pierwszej chwilni nieco się przeraziłam, gdyż jest on metalowy i ostry!
Naprawdę trzeba uważać przy rozczesywaniu, żeby nie uszkodzić sobie oczka, jednak efekt jest super :)
 
Koszt- 8zł przy zakupach za minimum 30 zł.

Kolejne produkty to dwa cienie, których niestety, nie potrafiłam sobie odmówić;)
pierwszy to nr 463 DS a kolejny nr. 312 matte.

463 DS

nr 463 ma delikatne, malutkie złote drobinki, które ślicznie mienią się w słońcu. Nie zauważyłam, żadnego osypywania.

312 matte







 




nr 312 to śliczny,matowy kolorek, który określiłabym jako ciepły, delikatny łososiowy/morelowy. Idealny do podkreślenia niebieskiej tęczówki. Muszę przyznać, że jest to jedyny "pomarańcz" , w którym nie wyglądam na zapalenie spojówek a niebieska tęczówka oka jest ładnie podbita :)








Ostatnią rzeczą, na którą się skusiłam jest pomadka-wkład. Wiem, wiem...mam fazę na czerwienie :D



nr 09

Powiem Wam, że nie wiedziałam, że Inglot ma tego typu produkty. Stwierdzam jednak, że jest to bardzo fajna sprawa! Fakt, bez pędzelka się nie obejdzie, jednak jak za 10 zł otrzymujemy bardzo wydajny i naprawdę długo utrzymujący się na ustach produkt.
Dodatkowym plusem, jest też bez wątpienia duży wybór kolorów! Normalnie nie wiedziałam na co się patrzeć ;)
nr 09

Zdecydowanie wybiorę się jeszcze raz do Inglota dokupić jeszcze inny kolorek :)



Co sądzicie o tych produktach? Macie jakieś ulubione kolorki, które możecie polecić na jesień?
Pozdrawiam A.

Pobyt w domku i nowe zdobycze :)

Hej!

Ostatnio miałam bardzo mało czasu na tworzenie nowych wpisów ale w najbliższym czasie postaram się nadrobić braki :)
Dzisiaj mam dla Was mini HOUL makijażowy. Mimo obietnic, że nie będę kupować niczego nowego do makijażu...poległam ;)



Pierwsze w oczy wpadły mi nowe limitowanki z Essence i Catrice, jako że miałam oszczędzać wybrałam dla siebie jedynie lakier do paznokci i cień do powiek z serii WILD CRAFT z Essence.




Kolejnymi łupami są błyszczyk i ołówek do ust naszej rodzimej firmy Inglot.

1. Lip Pencil nr.20
2.Sleeks CREAM -błyszczyk do ust nr.130






Od dłuższego czasu chciałam kupić sobie czerwoną szminkę, jako że nigdy w czerwieni nie chodziłam miałam duże obawy. Wczesniej kupiłam już dwie pomadki...ale kolor doradzony przez Panią sprzedawczynię okazał się zupełnie nietrafiony.
Szczerze powiedziawszy już straciłam nadzieję, że mogę wyglądać dobrze w czerwonym, aż w końcu trafiłam na Panią w Inglocie, która dobrała mi kolor!




Wiśniowe czerwienie zupełnie nie są dla mnie, natomiast w ciepłej czerwieni jest mi całkiem " do twarzy" :)

Ostatnim produktem jest strugaczka również z Inglota.


Macie doświadczenia z tymi produktami? Lubicie?
Możecie polecić jakieś czerwone ciepłe szmineczki?





Pozdrawiam A.






Post inny niż wszystkie, czyli o uzależnieniu.


Nieznośne tupanie i ciągłe trzaskanie drzwiami moich współlokatorów obudziły mnie dziś wczesniej niż planowałam. Po pierwszej złości pomyślałam, że może to i dobrze bo będę miała troszkę więcej czasu dla siebie zanim pójdę na zajęcia.                                                                                                                                                 




Zrobiłam pyszne śniadanko i jeszcze lepszą kawę a nastepnie siadłam przy laptopie żeby podzielić się z Wami moimi ostatnimi spostrzeżeniamia

Nie wiem jak wy ale ja gdy wstaję rano zawsze muszę mieć dla siebie te 30-35 minut na poranny prysznic, ułożenie niesfornych włosów i zrobienie makijażu...













Czy 30 minut poświęcone na wykonanie tych wszystkich czynności to az tak dużo?
Czy jest coś złego w tym, że najzwyczajniej w świecie lubię sie rano umalowac?
Lubię nałożyć podkład, róż i oczywiście mój ulubiony kosmetyk- bronzer. Do tego dochodzi jakiś cień na oku- gdy mam więcej czasu kładę na oko dwa kolorki, czasem trzy, odwrotnie gdy się śpieszę- wystarczy mi cień bazowy, kolorowa kredka, troche tuszu i mknę na zajęcia.

Ostatnio spotkałam się ze stwierdzeniem, że to bezsensowne marnowac tyle czasu na makijaż i co więcej tyle pieniędzy na kosmetyki.
Moja koleżanka podsumowała moją "toaletkę" słowami : " Matko! Anka ile ty tego masz! po co Ci to wszystko? Mnie wystarczy podkład i tusz do rzęs."

Po jej słowach zastanowiłam się nad sobą. Czy faktycznie coś jest nie tak?
Wydaje mi się, że wcale nie mam dużo kosmetyków. Oglądając wiele filmików i przeglądając blogi natrafiam na TAG-i "moja toaletka" i wtedy sobie myślę, że dzieczyny dopiero mają różnych kosmetyków.


Czy kosmetyki uzależniają?
Kiedy przekraczamy magiczną barierę kontrolowanej przyjemności zakupów?



Jesteśmy kobietami i niektóre zachowania (dla mężczyzn nie zrozumiałe) leżą w naszej naturze ;)
Wszystkie lubimy kosmetyki, jedne z nas mniej inne bardziej. Niektóre z nas bez mrugnięcia okiem kupią nowe perfumy za 300zł a inne kolejną szminkę.





Kiedy należy zacząć się zastanawiać nad sobą? Czyli kiedy rozum przegrywa  z nieodpartą chęcią.
Uzależnienia dzielimy na dwie grupy fizyczne (np. od heroiny) a także na psychiczne (np. marichuana). Każdy mechanizm uzależnienia związany jest z wyrzutem dopaminy w jądrze półleżącym ( w mózgu). Wyrzut dopaminy powoduje wystąpienie uczucia euforii/ ekscutacji/ podniecenia...
Czym będzie uzależnienie od zakupów? Uzależnieniem psychicznym, czyli nieodparta chęcią zakupu/sięgnięcia po "substancję", która wywoła przyjemne doznania,pomimo wiedzy i świadomości, że jest szkodliwa. W przypadku kosmetyków-"szkodliwość" należy roumieć jako zbyteczność. Kupujemy wciąż nowe cienie choć wiemy, że mamy ich już dwa pudełka ale nie możemy się powstrzymać. Kupujemy dla samego kupowania, aby odczuć ekscytację, podniecenie. Biegniemy szybko do domu aby wypróbować nową "zdobycz" a następnie odkładamy do pudełek z cieniami....i kupujemy kolejne.

Innym objawem uzależnienia jest zubożenie emocjonalne, nie interesuje nas nic prócz poszukiwania nowych kosmetyków. Wieczorem gdy mamy wolne zamiast iść spotkać się ze znajomymi osoba uzależniona będzie patrzeć w ekran w poszukiwaniu nowych, jeszcze nie wypróbowanych kosmetyków, często kosztem rodziny, znajomych.

W końcu dochodzimy do kwestii finansowej, wydawania pieniędzy na nowe mazidła, mimo świadomości, że mnie na nie nie stać. Często osoba taka ma zapasy na dobry rok a mimo to kupuje dalej.

Moje przemyślenia zakończyły się całkiem optymistycznie ;)
Moja kolekcja ogranicza się do kilku kosmetyków, nie mam dziesięciu podkładów czy bronzerów. Potrafię sobie odmówić zakupu nowych rzeczy gdy wiem, że ich nie zużyję.

Co do finansów. Wydaje mi się, że nie wydaje znowu tak dużo. Jestem typem oszczędzającym i strasznie nie lubię wydawać swoich pieniędzy. Za każdym razem długo zastanawiam się czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzebna. Nigdy nie kupuję kosmetyków pod wpływem emocji i pierwszej ekscytacji prodktem, zawsze wole się z tą myślą "przespać".
Ktoś może powiedzieć po co w ogóle wydawać kasę na takie 'pierdoły" ?



W takim razie moje pytanie: po co wydawać kase na fajki? Paczka fajek kosztuje średnio 10 zł, zakładając jedną paczkę dziennie wychodzi 300 zł miesięcznie !!!!
Wyobrażacie sobie co to znaczy wydawać co miesiąc 300zł na nałóg niszczący zdrowie? Takich osób się nie rozlicza z ich wydatków, natomiast gdyby jakaś dziewczyna sobie odłozyła te pieniądze i wydała na zakupy kosmetyczne...oooo no to byłoby marnotrawstwo.

Czasem zastanawiam się co mogłabym kupować za 300 zł miesiąc w miesiąc, to by był szał! :D
Niestety jestem jeszcze studentką i wydatki tego kalibru są mi obce ;)

A Wy co sądzicie o uzależnieniu od kosmetyków?
Czujecie się troszkę złapane w sidła mazideł, kolorowych szmineczek i błyszczyków?

Moim zdaniem najważniejsze aby nie przesadzić, bo jak we wszystkim trzeba zachować umiar :)

Pozdrawiam A.




Kuracja z Avene TriAcneal, moje wrażenia cz.1

Witam Was serdecznie :)

Dziś pragnę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami podczas kuracji z TriAcneal-em.



Skład:

WATER, CETYL ALCOHOL CYCLOMETHICONE, POLYSORBATE 60, GLYCOLIC ACID, AVENE THERMAL SPRING WATER, SD ALCOHOL 39-C (ALCOHOL DENAT.)
POLYMETHYL METHACRYLATE, SODIUM HYDROXIDE, CETEARYL ALCOHOL, ARGININE HCL, BHT, CETEARETH-33, DIMETHICONOL, PARFUM, POTASSIUM SORBATE, RED 33 ( CI 17200) RETINAL, UNDECYL RHAMNOSIDE.

Co twierdzi producent?

Krem na niedoskonoałości skóry i zmiany trądzikowe.
 Krem do pielęgnacji skóry z poważnymi niedoskonałościami przeznaczony dla młodzieży i osób dorosłych.

 
TriAcneal etykieta po polsku
 
 
Właściwości:

Efectiose*
Innowacyjny składnik opracowany przez Labolatoria Dermatologiczne Pierre Fabre Dermo-Cosmetique. Zmniejsza wytwarzanie związków odpowiedzialnych za powstawanie objawów stanu zapalnego skóry.

Kwas glikolowy:
Ułatwia eliminację niedoskonałości skóry, dzięki właściwościom złuszczającym i wygładza powierzchnię skóry

Retinaldehyd:
Ogranicza ilość zaskórników i zapobiega powstawaniu nowych niedoskonałości. Zmniejsza ryzyko powstania blizn potrądzikowych.

Woda termalna Avene:
Koi i łagodzi podrażnienia, sprzyja zmniejszeniu zaczerwienień często towarzyszących niedoskonałościom skóry.



TriAcneal
Co zaleca producent?

1.Nakładać wieczorem na oczyszczoną i osuszoną skórę
2.Preparat w rzadkich przypadkach może powodować uczucie mrowienia, jest to uczucie przejściowe i związane z działaniem produktu.
3.W razie wyst. podrażnień nalezy zredukować częstotliwość stosowania produktu.
4.Nie stosować w okresie ciąży.

5.Unikać ekspozycji slonecznej, w przypadku ekspozycji stosować odpowiednia ochrone przeciwsłoneczną.

Cena ok 50 zł pojemność 30ml


Moje wrażenia:

Stosuję TriAcneal od 1.09, czyli od 5 tygodni. Mam cerę mieszaną z ogromną tendencją do rozszerzonych porów i wągrów. Produkt stosuję wyłącznie na strefę T, wieczorem po umyciu buzi.

Krem ma raczej gęstą konsystencję, koloru żółtego. Zapach nie jest rewelacyjny, moim zdaniem jest nieco metaliczny, ale podejrzewam, że jest to wynik zawartości w produkcie kwasu glikolowego.

Co do mrowienia, owszem występuje jeśli położę krem na miejsca źle osuszone lub tam gdzie występuje naruszony naskórek. Moim zdaniem nie jest to jakiś straszny ból, raczej szczypanie, które po chwili mija.
Początkowo obawiałam się "wysypu", o którym wiele czytałam na różnych forach i blogach, jednak u mnie, póki co nic złego się nie dzieje.
Zauważyłam natomiast, że moje pory powoli zaczynają sie oczyszczać. Co mam na myśli? W niektórych miejscach pory są już na dzień dzisiejszy ewidentnie zmniejszone, te miejsca, które (widocznie) były bardzo zapchane powoli się oczyszczają- czasem mam wrażenie, że wągry aż "wychodzą " i są bardzo łatwe do mechanicznego usunięcia.
 W woli ścisłości- ja osobiście staram się nie wyciskać- mam bardzo delikatną buzię i czasem potrafiłam sobie zrobić armagedon na twarzy ;)


Złuszczanie i przesuszanie skóry.

Nie ma tu co ukrywać- TriAcneal właśnie tak działa i nie da się tego efektu przeskoczyć. Kwas glikolowy zawarty w produkcie ma właściwości złuszczające, w dawce zawartej w kremie działa jak peeling enzymatyczny.
Jak sobie z tym radzę? Stosuję peeling enzymatyczny z Lirene, który pomaga złuszczyć suche skórki.
Jak nawilżam? Stosuję krem głeboko nawilżający z FLOS-LEK, tonik do skóry suchej z aloesem z Ziaji i dodatkowo spryskuję twarz wodą termalną z Uriage (na noc) natomiast na dzień używam kremiku z Vichy ESSENTIELLES.




Uwaga końcowa...co do składu ;)

Efectiose* o którym producent bardzo się rozpisuje i który na "polskiej etykiecie" wymieniony jest jako pierwszy, jest niczym innym jak UNDECYL RAMNOSIDE.
Składnik ten znajduje się w składzie na ostatnim miejscu, co oznacza, że w kosmetyku jest go mniej niż barwnika (!)
Wnioski wyciągnijcie same...małe oszukaństwo, gdyż umieszczenie wyrazu Efectiose na pierwszym miejscu w opisie sugeruje nam co innego ;)

Macie jakieś pytania/ wrażenia co do TriAcneal? Piszcie :)

Pozdrawiam A.


Tańszy odpowiednik bazy Soleil Tan De Chanel ??

Witajcie :)

W dzisiejszy- jak dla mnie,dość leniwy sobotni dzień, chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat podkładu firmy KOBO, którego używam jako bronzera.

Podejrzewam, że nie tylko moim marzeniem jest baza bronzująca pod podkład firmy Chanel, która zrobiła furorę jako "bronzer idealny". Niestety, póki co, jestem, że tak powiem, finansowym przeciętniakiem i wydanie tylu pieniędzy (około 200 zł ) na kosmetyk kolorowy byłoby zwyczajnie nierozsądne.
Wydaje mi się, że wiele z Was ma podobne zdanie na ten temat i niestety musi obejść się smakiem...czy rzeczywiście?

Jakiś czas temu zdecydowałam się na zakup podkładu KOBO w numerku 405 SUNTANNED.

KOBO suntanned
 
 
Co twierdzi producent?

"Innowacyjna formuła podkładu polecana do stosowania zarówno w makijażu fotograficznym, wieczorowym jak i codziennym. Idealnie wtapia się w skórę. Kryje niedoskonałości i przebarwienia, wygładza i utzymuje się na skórze wiele godzin"

Cena około 25 zł w drogeriach Natura

Jak łatwo zauważyć owy produkt jest podkładem, jednak ze względu na bardzo ciemny kolor, można  zastosować go jako bronzer.
Pierwszą rzeczą, która niepokoi i odstrasza od zakupu jest kolor. Mnie osobiście bardzo długo przerażał i odstraszał, gdyż nie ma co ukrywać w opakowaniu wygląda na strasznie pomarańczowy i ciemny. Sytuacji nie poprawia również "wypróbowanie " go na ręce nakładając palcem np. w drogerii w celu "sprawdzenia" koloru...Powiem Wam, że jest to wręcz głęboko przeciwwskazane, bo wtedy na bank go odłożycie ;)



KOBO 405
W takim razie czym nakładać produkt jesli już zdecydujemy się na zakup?
Wydaje mi się, że tu tkwi sedno całej sprawy z podkładem KOBO, mianowicie pędzel i sposób naładania na twarz!
I tak doszliśmy do pędzla EcoTools, który moim zdaniem "uzdatnia" podkład KOBO do jakiego kolwiek użycia :)
W sumie nie jestem pewna, który produkt pełni tu kluczową rolę podkład czy pędzel :) Bez dobrego pędzla podkładem KOBO możemy pomalować sobie co najwyżej ściany-jesli oczywiście mamy na to ochotę ;)


KOBO i EcoTools
Używając pędzla EcoTools możemy idealnie nałożyć nasz bronzero-podkład.
Efekl jaki otrzymacie na pewno Was mile zaskoczy! Okazuje się, że z produktem KOBO da się fajnie pracować, tworzyć odpowiadający naszym potrzebom gradient nasycenia kolorem...który w małej ilości i co bardzo ważne dobrze roztarty nie jest wcale pomarańczowy ani tak ciemny jak w opakowaniu.

KOBO roztarty


Dodam, że należę do "białasów" i pomarańczowe tony widać na mnie "jak na dłoni " i naprawdę muszę uważać kupując produkty tego typu, bo duża większość jest dla mnie zbyt ciemna.

Wada? Niestety zapach, jednak ja jestem dość wrażliwa na tym punkcie i zwyczajnie nie lubię perfumowanych kosmetyków. Nie oznacza to, że wam zapach również musi przeszkadzać- jest to rzecz względna.


Podsumowując, powiem Wam, że strasznie polubiłam duet jaki tworzy podkład KOBO i pędzel EcoTools i absolutnie nie żałuję zakupu. Co do bazy z Chanel, niestety nie mogę się wypowiedzieć, gdyż nigdy jej nie próbowałam i chyba nigdy nie spróbuję...cóż cena jest absurdalna.
Wydaje mi się jednak, że wersja z KOBO jest również bardzo zadowalająca i warta spróbowania.

Macie jakies doświadczenia z tym produktem? Może miałyście możliwość wypróbowania Chanel? Piszcie czy warto i co sądzicie na ten temat?


Pozdrawiam A.

Mini ulubieńcy września

Witajcie!
Jako, że wrzesień już niestety za nami przyszedł czas na ulubieńców miesiąca.
Nie będzie ich dużo z tego względu, że praktycznie caly ubiegły miesiąc spędziłam w domu lub u mojego Lubego więc makijaż ograniczyłam wręcz do minimum ;)



1.Kremem, który namiętnie używałam we wrzesniu był FLOS-LEK z serii beEco głęboko nawilżający.
Nie będę się zbędnie rozpisywać, gdyż recenzja znajduje się "post niżej"

Jedyną sprawą, o której zapomniałam napisac jest to, że zaczęłam kurację z TriAcneal-em i krem z Flos-Lek stosuję bardzo często, przede wszystkim na noc po nałożeniu na buzię TriAcnelu.

2.Na temat kuracji z TriAcnealem napiszę odzielny post, póki co powiem Wam tyle, że stosuję go namiętnie calutki wrzesień i jeszcze nie zauważyłam u siebie słynnego "wysypu" ale zobaczymy jak będzie później. ;)

TriAcneal


3.Kolejnym ulubieńcem jest krem pod oczy również z firmy Flos-Lek ze świetlikiem i babka lancetowatą, który ma przeciwdziałać powstawaniu "worków" pod oczami...troszke ściema ale kremik bardzo przyjemny :)


Kolorówka- bardzo ograniczona :)

 
 
4.Zakupiona w Sephorze kredeczka do oczu w odcieniu 18 blue jean, strasznie polubiłam jej kolorek, wytrzymałośc na oku, fakt, że pozostaje tam gdzie ją nałożyłam podczas porannego makijażu.

Sephora 18 blue jean


5. Cień z firmy Lily lolo! Zakochałam się w nim-kolorek Cream Soda- bardzo delikatny, idealny jako cień bazowy oraz (ciekawe czy was zaskoczę :P ) jako korektor na cienie pod oczami! Mam wrażenie, że znajdują się w nim żółtawe tony, które bardzo fajnie maskują moje niebieskie cienie-szczególnie te "pod początkiem brwi"- nie wiem jak określić to miejsce ;)


Lily lolo Cream Soda


6 i 7.
Podkład KOBO i pędzel EcoTools do bronzera.
Jest to nierozerwalny duet, który razem spisuje sie genialnie! Poczatkowo nie wierzyłam, że ten kolor może wyglądać na mojej bardzo jasnej skórze ładnie...ale po pierwszym zastosowaniu zakochałam się w efekcie, który jest mega naturalny :)






Kolorek 405 SUNTANNED














Jak widzicie ulubieńcy dość oszczędni ale i miniony miesiąc minął pod znakiem totalnego lenistwa, relaksu i łapania dobrego światła do robienia fajnych zdjęć przez mojego X. :)

Macie jakieś doświadczenia z tymi produktami? Lubicie?

Pozdrawiam A.

Recenzja: FLOS-LEK- krem głeboko nawilżający

Witam serdecznie :)
Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję kremu firmy Flos-Lek.




Jest to kremik głęboko nawilżający z serii beECO. Muszę przyznać, że wcześniej nie miałam żadnego kremu z tej firmy.

Czemu zdecydowałam się wypróbować owy produkt?
Zaciekawił mnie skład kosmetyku i cena, za którą można go kupić.



Na pierwszym miejscu znajduje się sok z liści aloesu, dalej widzimy masło Shea. Oba te składniki wykazują dobroczynne działanie na naszą skórę. Zarówno bardzo dobrze nawilżają jak i regenerują skórę twarzy.
Dodatkowo w składzie kremu znajdziemy ekstrakt z szałwi muszkatołowej-działa ochronnie na skórę, ekstrakt z tymianku-działa przeciwstarzeniowo oraz przeciwbakteryjnie i fungistatycznie.
Krem wzbogacony jest również w oliwę z oliwek, olej Jojoba, wit. E, skwalan oraz kwas hialuronowy.



Co producent twierdzi na temat produktu?

Głeboko nawilżający bio-certyfikowany krem na dzień, na bazie naturalnego soku z aloesu. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry twarzy. pomaga skutecznie zwalczać pierwsze objawy starzenia. pozostawia skórę gładką o świerzym i młodym wyglądzie.



Jaka jest moja opinia?

Jestem absolutnie ZA!
Wszystkie składniki zawarte w kremie powodują, że staje sie on istną bombą nawilżającą :)
Konsystencja jest bardzo przyjemna, poczatkowo bałam się, że krem będzie bardzo tłusty ale już po pierwszym zastosowaniu moje obawy odpłynęły gdzieś daleko.

Kremik jest bardzo miły w użyciu, ładnie się wchłania (mimo bogatej konsystencji)

Po zastosowaniu czułam na buzi ewidentne uczucie ulgi.

Śmiało mogę powiedzieć, że krem jest naprawdę głęboko nawilżający. Twarz wydaje się być bardziej gładka, napięta i naprawdę bardzo dobrze nawilżona.


Krem całkiem dobrze radzi sobie jako baza pod podkład, nie zauważyłam jakiś negatywnych interakcji z moim podkładem- żadnego rolowania czy nadmiernego świecenia.

Produkt został przetestowany dermatologicznie, nie był testowany na zwierzętach.



Podsumowując, wydaje mi się, że jest to całkiem dobry produkt w bardzo rozsądnej cenie (ok 30 zł)
Dodatkowym plusem jest fakt, iż kremik otrzymujemy w bardzo eleganckim i praktycznym słoiczku.
Krem należy do produktów paraben-free a ponadto otrzymał certyfikat ECOCERT. Nie zawiera on brwników i syntetycznych substancji zapachowych.

Minusy? Moim zdaniem zapach, niestety jakoś mnie nie przekonał.

Ocena 4+/5

Znacie? Lubicie?