Tak jak kiedyś wspominałam wpisy dotyczące tzw. "projektu denko" pojawiają się u mnie z mieszaną częstotliwością. Okres wakacji był dla mnie "gorący" jednak nie tylko ze względu na upalne temperatury a głownie ze względu na moc wyjazdów i wycieczek. Jako, że są to moje ostatnie, długie studenckie wakacje postanowiłam spędzić je możliwie najaktywniej i zwiedzić co się da! Skutek był taki, że zaniedbałam nieco moje :blogowe: obowiązki, jednak mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)
Przechodząc do sedna- dziś przed Wami produkty, które udało mi się wykończyć przez te kilka wakacyjnych miesięcy.
Krem do twarzy Różowy firmy KremIdealny- niestety z początkiem sierpnia dobił dna; produkt okazał się bardzo wydajny, głównie dzięki swojej fenomenalnej konsystencji. Lubiłam go strasznie i jestem pewna, że jeszcze do niego wrócę. recenzja <
TU>
Mój krem No.4 Fito-med- bardzo dobry produkt w przypadku wszelkich nadmiernych przesuszeń, latem wspaniale nadawał się do pielęgnacji...pięt ;)
recenzja <TU>
Lirene, seria Ideale na dzień i na noc - produkty zużyła moja mama; seria średnio przypadła mojej mamie do gustu, jej zdaniem lepszy był krem na noc, głównie ze względu na konsystencję. Krem na dzień niestety ale długo się wchłaniał i lubił zrolować pod podkładem.
Serum intensywnie nawilżające Bandi- jest to moje 2 opakowanie co mówi samo za siebie. Uważam, że jest to produkt godny polecenia, odkąd go uzywam nie mam problemów z suchymi skórkami.
recenzja <TU>
Masło do ciała Mythos- cały czas trwam przy swoim, zarówno ja jak i moja mama masełko bardzo polubiłyśmy. Idealnie trafiło w nasz gust, zarówno pod względem zapachu, działania jak i konsystencji. <
KLIK>
Balsam do ciała Bath&Body Works, limonka i kokos- w tym przypadku trzeba powiedzieć sobie szczerze, że firmę B&BW uwielbiamy za zapachy ;) balsam swoim działaniem znacząco odbiega od tego co ja rozumiem pod tym pojęciem.
recenzja <TU>
Ziaja kozie mleko- jak widzicie moja mama bardzo dosłownie potraktowała "projekt denko" :D Sam produkt uważam za godny polecenia, jestem pewna, że jeszcze nie raz zagości w mojej łazience :)
recenzja <TU>
Mleczko kokosowe do mycia twarzy- pisałam o nim dosłownie kilka dni temu. Pod względem działania uważam za produkt bardzo udany, przypadnie do gustu tym z was, które cenią kosmetyki naturalne i ekologiczne. Mnie razi nieco cena, jednak wiem ile kosztują dobre jakościowo kosmetyki ekologiczne. <
KLIK>
Lakiery TAFT
- niebieski (4)- nie przypadł mi do gustu, po pierwsze wzmagał przetłuszczanie. Jak dla moich kłaczków dość słaby, jednak nie skleja włosów i nie tworzy perfidnego kasku.
- czarny(5)- utrwalenie jest faktycznie dość silne, fryzura wytrzymuje ładnych kilka godzin, jednak lakier skleja włosy oraz tworzy "kask". Coś za coś...Czy kupię ponownie?Zawsze mówię, że nie a później i tak ląduje w moim koszyku...
Szampon do włosów Timotei z różą z jerycha; wymarzona objętość- Szampon bardzo ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie obciążał włosów...jednak nie mogę powiedzieć, że dodawał objętości. Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że moje włosy się z nim nie polubiły, gdyż przetłuszczały się szybciej niż zwykle oraz po pewnym czasie były wyjątkowo przyklapnięte.
Szampon do włosów Joanna seria argan oil- recenzja <
TU>
Szampon Garnier z olejkiem arganowym i żurawiną- swego czasu chciałam zrobić o nim oddzielna recenzję, jednak stwierdziłam, że w sumie to bez sensu. Szampon był kompletnie do niczego, wzmagał przetłuszczanie włosów, obciążał je przez co traciły na objętości. Funkcję myjącą spełniał, nie podrażnił ale gdy nie spłukałam dokładnie włosów lubił pojawić się delikatny łupież. Zalety to jedynie ładny zapach.
Szampon firmy Biovaxmed seria przeciw wypadaniu włosów- muszę w końcu zrobić recenzję tej serii, od razu powiem, że produkty stosowała moja mama a efekty zaskoczyły nawet mnie. Szampon zdecydowanie wart swojej ceny, nowy już stoi w łazience!
BeBeauty; Płyn micelarny do demakijażu- wszystkim dobrze znany i chyba już kultowy "zastępca Biodermy". Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Szczypał mnie w oczy oraz dawał uczucie tłustawej warstwy. Co do samego działania- nie mogę się przyczepić, swoją funkcję spełniał poprawnie. Czy kupię ponownie? Mimo bardzo zachęcającej ceny, wydaje mi się, że poszukam czegoś innego.
Kremowe kokosowe mleczko do mycia twarzy Essential Care- pisałam o nim jakiś czas temu, zdania nie zmieniam- produkt bardzo przyjemny w użyciu, który absolutnie nie przesusza skóry.
recenzja <TU>
Żel pod prysznic DOVE- pisałam już kiedyś, że strasznie lubię żele pod prysznic Dove, zawsze chętnie do nich wracam. Uwielbiam ich gęstą, kremową konsystencję, bajeczne zapachy a przede wszystkim to, jak działają na moją skórę.
Maskary Maybelline:
- Turbo Boost- recenzja <TU>
- Cat eyes colosal volume- bardzo udany produkt, który stał się moim ulubieńcem. Pięknie podkręcała moje krótkie rzęsy, dodatkowo ładnie je rozdzielała i dawała efekt wydłużenia. Jestem pewna, że gdy wykończę mój aktualny tusz wrócę do Maybelline :)
Słynna przesyłka od firmy S&W...której chyba nie będę komentować ;) Produktów ani razu nie użyłam z wiadomych względów. Oba lakiery uległy masakrycznemu rozwarstwieniu, w szczególności różowy...brrr!
EVA natura, Len; Pielęgnacyjny krem do rąk i paznokci- jest to chyba najlepszy krem z niższej półki cenowej jaki miałam możliwość wypróbować. Produkt na tyle przypadł mi do gustu, że z miłą chęcią kupię go ponownie.
"ANET" zmywacz do paznokci- kupiłam z "braku laku" i chyba nigdy więcej do niego nie wrócę. Bardzo wysuszał mi płytkę paznokci i wzmagał ich rozdwajanie.
Cała masa próbek, na uwagę zasługują dwie z nich. Po pierwsze
nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu Pharaceris A, który strasznie mi się spodobał. Bardzo ładnie domywał makijaż, nie wysuszał skóry i pozostawiał twarz bardzo miłą w dotyku. Podobnie sprawował się
żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem firmy
Bialy Jeleń, który dodatkowo świetnie pachniał!
Pharmaceris C; cellu free- żel-krem antycellulitowy- produkt kupiony w tamtym roku w dwupaku. Jedna butlę tego bardzo wydajnego żelu zużyłam od razu, drugiej nie dokończyłam. Produkt lubiłam i widziałam realne efekty- oczywiście w połączeniu z ćwiczeniami. Osobiście nie wierzę żeby jakikolwiek produkt tego typu działał gdy my "od siebie" nie robimy nic. Wiem, że seria C zmieniła opakowania natomiast nie porównywałam składu.
Teraz pytanie do Was- dziewczyny czy mozecie doradzic mi jakiś DOBRY płyn dwufazowy/micel, który usunie wodoodporny tusz i eyeliner bez szczypania, pieczenia i zamglenia oczu. Musze sobie taki płyn kupić bo mój płyn z Eveline, który bardzo lubie, niestety ale nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym.
Buziaki :*