Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DENKO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DENKO. Pokaż wszystkie posty
ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY || GARŚĆ MINI-RECENZJI

10/01/2017

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY || GARŚĆ MINI-RECENZJI

Dziś bez zbędnych wstępów, czas na denko a zarazem garść mini-recenzji! Tym razem miałam szczęście i w większości, do kosza poleciały same fajne kosmetyki. Zapraszam dalej a będzie tego sporo! Przyznam, że obecne denko, jak na mnie, będzie całkiem pokaźne. Znalazłam dobre miejsce na "magazynowanie" zużytych opakowań i nie ukrywam, że chyba nieco o nich zapomniałam ;)



CHWILA ODDECHU I WIELKIE SPRZĄTANIE | PROJEKT DENKO OSTATNICH MIESIĘCY

10/19/2015

CHWILA ODDECHU I WIELKIE SPRZĄTANIE | PROJEKT DENKO OSTATNICH MIESIĘCY

Wracam po długiej przerwie. Na jak długo? Wyjdzie w praniu. Braki personalne a co za tym idzie, praca po 12 godzin co drugi dzień, nie sprzyja blogowaniu. Korzystając z dnia wolnego postanowiłam wreszcie posprzątać...i wywalić na śmietnik kosmetyczne pustaki, które całkiem zawładnęły moją łazienką ;)

PRZEPROWADZKA, CZYLI WYMUSZONY PROJEKT DENKO

11/03/2014

PRZEPROWADZKA, CZYLI WYMUSZONY PROJEKT DENKO

Projektem denko rozpoczynam listopad. Szczerze? Mama nadzieję, że będzie to dla mnie miesiąc wyczekanej stabilizacji! Mam dość. Mam dość przeprowadzek, pośpiechu i niepewności. W październiku nie popisałam się jeśli chodzi o "blogowe sprawy". Uwierzcie mi- nie miałam czasu...a gdy go troszkę wygospodarowałam- nie miałam siły na nowe wpisy. Niestety, aura ostatnio zdecydowanie mi nie sprzyja- kolejna przeprowadzka zakończona... znalezieniem mieszkania, z którego do pracy jadę ponad godzinę! Masakra! Mieszkanie, mimo że ładne, totalnie wysysa ze mnie soki życiowe. Jeśli do pracy mam na rano- wracam koło 17.30 i nie ma już światła na robienie zdjęć; jeśli mam na popołudnie- o 11.30 muszę szykować się do wyjścia...i nie mam czasu na robienie zdjęć ;) Koszmar w kropki ;) Na poważnie zaczęłam myśleć nad lampą pierścieniową- jak myślicie, czy to coś da?

WRZEŚNIOWE PORZĄDKI, CZYLI DENKO OSTATNICH MIESIĘCY

9/04/2014

WRZEŚNIOWE PORZĄDKI, CZYLI DENKO OSTATNICH MIESIĘCY

Lato, lato...i niemalże po lecie. Sierpień w dziwny sposób wręcz prześlizgnął się przez moje palce. Pierwsze dwa tygodnie spędziłam jeszcze w aptece...marząc o tym, żeby jak najszybciej się stamtąd zwolnić i uwolnić od toksycznej atmosfery, która tam panowała- ale o tym w udzielnym wpisie. Sierpień był dla mnie zdecydowanie przełomowy- dosłownie i w przenośni. Mniej więcej w połowie miesiąca złożyłam wypowiedzenie a w dniu, w którym ostatni raz zamknęły się za mną drzwi owego przybytku poczułam ogromną ulgę! Ostatnie tygodnie sierpnia spędzam w domu rodzinnym...gdzie mam mega utrudniony dostęp do internetu a transfer doprowadza mnie do szału- wgranie dzisiejszych zdjęć zajęło mi blisko 4 godziny...same zatem rozumiecie dlaczego wpisy pojawiają się tak rzadko. Nie mam nerwów do takiego czekania, poza tym z uporem maniaka odwiedzam chyba wszystkie ciotki...co okropnie męczy ;) W nadchodzący weekend mamy wesele przyjaciół więc nie ukrywam, że ostatnie dni spędzam również na buszowaniu po sklepach- uwierzcie mi, że zakup ładnej sukienki na osobę, która nie chce pokazywać kolan graniczy z cudem! Zabrałam się również za domowe porządki- wyszło spore denko, którego główną autorką jest jednak moja mama stąd dzisiejszy wpis ma poniekąd charakter gościnny.


PROJEKT DENKO CZERWIEC/LIPIEC/SIERPIEŃ '14

8/16/2014

PROJEKT DENKO CZERWIEC/LIPIEC/SIERPIEŃ '14

Zdecydowanie posty typu "denko" nie są moja mocną stroną, dobrze o tym wiem i wbrew pozorom- walczę ;) Dziś denko z ostatnich około dwóch i pół miesiąca, czy jestem z niego zadowolona? Powiem tak, były to bez wątpienia bardzo wydajne kosmetyki, szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację ciała. W minionych miesiącach zużyłam również kilka kosmetyków kolorowych, między innymi pożegnałam mojego ulubieńca- korektor MAC Pro-longwear concealer. 


PROJEKT DENKO LUTY-MARZEC-KWIECIEŃ 2014

5/15/2014

PROJEKT DENKO LUTY-MARZEC-KWIECIEŃ 2014

Wpisy typu "projekt denko" lubię...czytać u kogoś. Z pisaniem nie jest już tak różowo, z reguły sprawa wygląda następująco: wrzucam wszystko do "denkowego wora", wrzucam, wrzucam i wrzucam...mija tydzień, kolejny, miesiąc...aż w końcu wór zaczyna pękać w szwach co drażni lubiącego porządek K. aż w końcu przychodzi ten dzień! " Ania wywal w końcu te śmieci!!!" no i wtedy siadam i tworzę "projekt denko" ;)
Domowe denko, czyli co zużyłam na spółkę z mamą oraz małe podsumowanie stycznia

2/07/2014

Domowe denko, czyli co zużyłam na spółkę z mamą oraz małe podsumowanie stycznia

Po wczorajszej okropnej podróży pks-em stwierdziłam, że muszę zacząć zbierać na samochód ;) Chyba nigdy przez 5 lat studiów i wyjazdów do domu nie zmęczyłam się siedzeniem w autobusie tak jak wczoraj- kierowca zafundował nam darmową saunę...z ciepłym powietrzem prosto na stopy. Wiadomo zima- więc wszyscy w kozakach...masakra! Nigdy tak mi nogi nie spuchły jak wczoraj ;) Dodatkowo po powrocie do domu zauważyłam, że moja rodzicielka wzięła sobie do serca "projekt denko" i skrzętnie pozostawia (u mnie w pokoju) wszystkie puste opakowania ;) Czas posprzątać ten bałagan ;)

Antyperspirant Rexona, aloe vera- przyznam, że jest to produkt bardzo wydajny bo kupiłam go jakoś na początku sierpnia. Cóż mogę o nim powiedzieć- po pierwsze zapach- na nadgarstku wydał mi się ładny jednak stosowany wiadomo gdzie wchodził chyba w interakcję z pH mojej skóry...i już tak ładnie nie pachniał. Właśnie zmiana zapachu była głównym czynnikiem, przez który nie kupię go ponownie, gdyż działanie było ok....takie przeciętne.
Antyperspirant Fa NutriSkin Care& Fresh- zapach zarówno na nadgarstku jak i na skórze był przyjemny aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że antyperspirant Fa spełnił swoje zadanie. W moim przypadku działa jak zwykły, ładnie pachnący dezodorant. Plus oczywiście za brak podrażnień i barwienia ubrań. Czy kupię ponownie? Raczej nie.


Dermedic, płyn micelarny HYDRAIN3 Hialuro- Mój osobisty KWC. Zużyłam już 3 buteleczki i z ogromną przyjemnością sięgnę po następną! Płyn porównywalny ze słynną różową Biodermą SensiBio...a tańszy. Idealnie zmywa makijaż, nie podrażnia nawet bardzo wrażliwych oczu, nie wysusza ani nie pozostawia lepkiej warstwy- ideał, zwyczajnie IDEAŁ!
Flos-Lek, Arnica płyn micelarny- kompletne przeciwieństwo płynu marki Dermedic- moje wrażliwe oczy podrażniał i szczypał. Nie było mowy żebym nie musiała go zmywać wodą. Co do docelowego działania- moim zdaniem przeciętniaczek i to w kierunku słabego- mój makijaż oka zmywał słabo, musiałam trzeć oko czego bardzo nie lubię. Zdecydowanie nie kupię ponownie.


Pharmaceris A, Pianka do mycia twarzy- produkt, który lubię i do którego zawsze chętnie wracam. Pianka Pharmaceris A stworzona jest dla wszystkich osób z cerą wrażliwą, suchą, odwodnioną aczkolwiek nie widzę przeciwwskazań dla osób z cerą mieszaną czy tłustą! Dlaczego? Otóż jest to produkt niezwykle delikatny! Zawiera delikatną formułę myjącą nie wysusza naskórka ani nie powoduje uczucia ściągnięcia. Będzie również idealna dla osób w trakcie kuracji przeciwtrądzikowej, gdyż nie pogłębi stanu przesuszenia skóry. Jestem na tak!


Dermedic, Angio Preventi, krem na noc- Krem upodobała sobie moja mama- swego czasu otrzymałam taki sam od firmy Dermedic, mama go podchwyciła i od tamtego czasu kupuje systematycznie. Co można o nim powiedzieć? Jest strasznie wydajny- ostatnio miałam wrażenie, że te 55 g chyba nigdy się mamie nie skończą. Przy systematycznym stosowaniu faktycznie poprawia koloryt skóry i uszczelnia naczynka. Konsystencja jest bardzo przyjemna, krem nie zostawia tłustej warstwy, bardzo ładnie i szybko się wchłania. Szczerze- gdyby nie było na nim napisane "na noc" spokojnie nakładałabym go jako krem dzienny ;)


Iwostin Re-Lift, liftingujący krem pod oczy- Produkt, z którego mama była bardzo zadowolona, ba! stwierdziła nawet, że było jej smutno gdy się skończył ;) Krem kupiłam na promocji w Super-Pharmie za jakieś 40 zł, dodam, że jest to seria dedykowana kobietom po 40 roku życia. Krem ładnie nawilżał i delikatnie napinał okolicę oka, dodatkowo mama nie zauważyła żadnych podrażnień. Na plus zaliczyła również szybkość wchłaniania, brak uciążliwej, tłustej warstwy a przede wszystkim- działanie liftingujące i zmniejszenie widoczności zmarszczek.


Eucerin, Even Brighter, korektor punktowy redukujący przebarwienia- Produkt zakupiony w Super-Pharm w promocji 55,49 zł cena regularna to około 80 zł....dużo. Czy warto? Powiem tak- najlepiej postawić na całą serię gdyż w mojej opinii są to faktycznie dobre produkty- o wiele lepsze niż Bioderma WhiteObjectiv. Co do samego korektora punktowego- mniejsze plamki faktycznie zredukował jednak z większymi przebarwieniami raczej sobie nie poradził. Osobiście następnym razem postawię na całą serię i wtedy wydam jednoznaczną ocenę.


Dr Irena Eris, SPA Resort Hawaii, nektarowy krem do rąk- pisałam o nim już jakiś czas temu, zdania cały czas nie zmieniam- wspaniały produkt, który daje nam poczucie luksusu. Polecam spróbować!
Babydream, krem chroniący przed zimnem i mrozem- mama zużyła go do rąk. Zdecydowanie produkt o bogatej konsystencji- natłuszczający, jeśli jesteście posiadaczkami raczej suchych dłoni- będzie jak znalazł! Krem jest tani i dostępny w Rossmanie...dedykowany dzieciaczkom ;) Czy nałożyłabym go na twarz...wątpię, nie lubię tłuściochów.


Dr Irena Eris, BodyArt, Aksamitna maska do ciała- Produkt wspaniały! Tak właściwie to nie wiem co jeszcze mogłabym o nim napisać, gdyż jedyne co mogę powiedzieć- CUDO! Zdecydowanie warto choć raz skusić się na tego typu kosmetyk... Kwestią dyskusyjną jest tu oczywiście cena- około 90 zł za produkt do ciała. Dużo- owszem, jednak ja osobiście nie znalazłam drugiego kosmetyku tak przyjemnego w stosowaniu i o tak fenomenalnym działaniu. Było nam strasznie żal gdy dobiłyśmy dna.


BingoSpa, serum kolagenowe do ciała z olejkiem morelowym- pisałam o nim jakiś czas temu więc zapraszam do kliknięcia i zapoznania się z pełną recenzją <TU>. Ogólnie jestem z niego zadowolona, jednak cena, gramatura i wydajność pozostawiają wiele do życzenia.


Szampon Dermena- produkt teoretycznie hamuje wypadanie włosów i stymuluje ich odrastanie, niestety mama nie zauważyła jakiś spektakularnych efektów. Szampon dobrze się pienił i spełniał swoją funkcję myjącą. Moim zdaniem warto dołączyć pozostałe produkty serii Dermena i wtedy dopiero wydać werdykt.


Balea, lotion dodający objętości- moim zdaniem produkt przyjemny aczkolwiek nie rewelacyjny. W moim przypadku dodawał objętości, dobrze "trzymał" włosy jednak w moim odczuciu trochę je przesuszał. Raczej nie skuszę się ponownie.


Goldwell, lakier do włosów nadający objętości (moc: 4)- mój jak i mojej mamy KWC wśród lakierów. Świetnie utrwala fryzurę, nie skleja włosów i nie tworzy efektu kasku. Po całym dniu włosy są dalej świeże i pełne objętości. Co ważne- nie wzmaga przetłuszczania włosów. Na drugi dzień fryzura również wygląda ładnie- wystarczy delikatnie uformować włosy szczotką i można lecieć na zakupy :) Szczerze polecam, gdyż w ten produkt faktycznie warto zainwestować.


Sensual, żel do golenia z ekstraktem z miodowego melona- żel, który podbił moje serce! Świetna, rosnąca w dłoni formuła sprawia, że jest to produkt bardzo wydajny! Zero podrażnień, swędzenia czy uczulenia. Golenie było czystą przyjemnością. Piana utrzymuje się długo więc nie trzeba się specjalnie śpieszyć. Moim zdaniem porównywalny do o wiele droższego żelu Gilette. Cóż więcej mogę powiedzieć- cena i dostępność- wzorowe. Śmiało sięgnę po niego ponownie.


Styczeń...cóż chciałam zrobić osobną notkę na temat tego co mnie spotkało ale doszłam do wniosku, że chyba nie ma sensu cały czas maglować tematu. Sprawa z nieuczciwą pseudo "sprzedawczynią" cały czas się wlecze. Kobieta oszukała nie tylko mnie ale i masę innych osób co gorsze jest to jawne oszustwo! Sprzedawczyni wprowadziła na rynek podróbki za co grozi ( w najlepszym wypadku) grzywna zgodnie z KK i Prawem handlowym. Jestem ciekawa jak taka osoba się nie boi? Jak dla mnie jest to albo wielka odwaga albo wielka głupota. Sprawy nie odpuszczę, gdyż w Pani X. utopiłam ponad 200 zł. 
No to sprzątamy pokój, czyli denko grudzień/styczeń 2013/2014

1/15/2014

No to sprzątamy pokój, czyli denko grudzień/styczeń 2013/2014

Sobotnie sprzątanie doprowadziło do wielu spięć na tle "po co ty to trzymasz" tak więc oto dziś przygotowałam dla Was post w stylu "denko". 


W ostatnim czasie udało mi się wykończyć malinowy szampon do włosów Balea, który powinien trafić do kategorii anty-ulubieńcy. Szampon przyniósł mi więcej krzywdy niż pożytku, włosy się po nim kompletnie nie układały, uległy kompletnemu przesuszeniu i pokruszeniu. Balea nie dawała moim włosom długotrwałej świeżości- wręcz przeciwnie, głowę musiałam myć codziennie co w połączeniu z suszeniem nie rokowalo dobrze.
Kolejnym szamponem, który wykończyłam był produkt marki So Bio etic, który otrzymałam w ramach współpracy od sklepu internetowego Lavendic.pl . Wybrałam sobie wersję regenerującą z olejkiem argnaowym, która polecana jest do włosów suchych i zniszczonych. Szampon okazał się strzałem w dziesiątkę! Świetnie wygładzał ale nie obciążał; moje włosy nie wywijały się we wszystkie strony świata, były ładnie zdyscyplinowane, miękkie- idealne w dotyku!
Z produktów do stylizacji udało mi się skończyć lakier firmy Nivea- wersja dodająca objętości. Cóż, powiem tak- jeśli oczekujecie mocnego utrwalenia to niestety nie tędy droga ;) Jak dla mnie jest to przeciętniak, który nie zrobi nam z włosów mego posklejanego kasku. Moje włosy trzymał w ryzach do pierwszego mocniejszego podmuchu wilgotnego powietrza, później końcówki zaczynały się wykręcać. 
Podczas stosowania szamponu Balea w połączeniu z maską Biovax proteiny mleka moje włosy były tak wysuszone, że postanowiłam wprowadzić do mojej pielęgnacji jakiś preparat z silikonami- wybór padł na "odżywkę" w sprayu firmy Biosilk, która ułatwiała rozczesywanie a dodatkowo chroniła moje końcówki podczas suszenia. Czy ją lubiłam? Tak, uważam, że jest to całkiem przyjemny produkt.


Wśród "zdenkowanych" znalazł się jeden z moich ulubionych żeli pod prysznic Nivea Free time o bardzo orzeźwiającym zapachu. Osobiście bardzo lubię żele pod prysznic, która mają konsystencję kremową/mleczną a moimi bezapelacyjnymi ulubieńcami są produkty Dove ;)
Kolejnym produktem pod prysznic, który zużyłam jest peeling myjący firmy Joanna Natura. Szczerze powiedziawszy zabierałam się do niego jak pies do jeża, gdyż wydał mi się mało zachęcający. Zdanie zmieniłam już po pierwszym użyciu i uważam, że jak za cenę około 5 zł jest to peeling fenomenalny. Dobrze usuwał martwy naskórek jednak bez przesadnego "drapania", którego nie lubię. Skóra była po nim idealnie gładka i przyjemna w dotyku. Co ważne Joanna Natura nie zostawia na skórze obrzydliwie tłustej, parafinowej powłoczki, której osobiście nie cierpię! Produkt nie spowodował u mnie "zapchania" i wysypu nieprzyjaciół, który towarzyszył mi podczas stosowania peelingu Perfecty. Peeling, który miałam przyjemność stosować miał zapach waniliowy- bardzo ładny.
Po długim czasie użytkowania zużyłam również żel do higieny intymnej AA IntymnaPro. Mnie produkty tego typu wystarczają na bardzo długi czas natomiast żel AA pobił wszystko, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jest niesamowicie wydajny. Nie powodował u mnie podrażnień, dobrze wykonywał powierzone mu zadanie. Nie mam mu nic do zarzucenia- produkt warty uwagi.




Wśród preparatów do pielęgnacji twarzy wykończyłam trzy produkty. Pierwszym jest płyn micelarny BeBeauty z Biedronki....który w moim odczuciu nie jest żadnym fenomenem. Owszem bardzo poprawnie zmywa makijaż (oprócz produktów wodoodpornych) jednak przy okazji szczypie mnie w oczy. Taki przeciętniaczek, myślę, że może jeszcze kiedyś się na niego skuszę....gdy będę cierpieć na "niedobory finansowe" ;)
Pharmaceris T krem peelingujący z 5% kwasem migdałowym to kolejny produkt, który trafił do projektu denko. Dziś napiszę jedynie, że bardzo go lubiłam...więcej szczegółów wkrótce :)
IVR to marka kosmetyków, która poznałam dzięki spotkaniu bloggerek w Zamościu. Mam przygotowaną już pełną recenzje ich produktów i jak tylko uda mi się zrobić jakieś sensowne i ładne zdjęcia będziecie mogły sobie o nich poczytać nieco więcej. Dziś powiem Wam tylko tyle, że maseczka oczyszczająca z glinką sprawdziła się u mnie bardzo poprawnie...jednak muszę Was uprzedzić- jest to produkt dość "mocny" ;)




W ubiegłych miesiącach zużyłam pokaźną ilość próbek, najbardziej do gustu przypadły mi produkty Klorane z serii odżywczej, czyli zawierającej w swym składzie masło mango. Oj żałuję, że nie kupiłam promocyjnego zestawu świątecznego! Moje włosy były po szamponie i odżywce idealne! Takie o jakich zawsze marzyłam- lekkie a jednocześnie pięknie wygładzone, lśniące, końce się nie wywijały a na drugi dzień nie musiałam ich myć czy wiązać w kucyk bo ładnie się układały! Jeśli spotkam w promocji kupię na 100%!
Jak widzicie wypróbowałam również krem La-Roche Posay Nutritic intense rich, czyli produkt do cery suchej i bardzo suchej....uwaga jestem posiadaczką cery mieszanej i stosuje owy krem na dzień....i jestem nim zachwycona! Krem poleciła mi koleżanka z pracy, której wiedza i obeznanie w tematach cały czas budzi mój podziw. Czemu Nutritic intens riche- no w końcu zima czyha i kiedyś w końcu przyjdzie ;) Powiecie- co ona może wiedzieć po zużyciu próbki. Otóż mogę, gdyż koleżanka przyniosła mi tak z 10 saszetek, każda po 2 ml....czyli 20 ml kremu a pełnowymiarowe opakowanie zawiera 50 ml ;) Krem jest do tego stopnia fenomenalny, że myślę bardzo poważnie o zakupie pełnowymiarowego opakowania. Jak dla mnie ideał! Nie zawiera parafiny więc bez obaw- nie zapcha Was :) 



Wśród kosmetyków kolorowych do kosza trafił podkład Bourjois Healthy mix serum i lakier do paznokci Inglot, o których już kiedyś pisałam, więc nie będę się dublować. Powiem tylko tyle, że są to produkty bardzo wydajne, która mają swoje wady i zalety, jak dla mnie podkład okazał się przeciętny i myślę, że więcej do niego nie wrócę. Co do lakierów Inglot- mam do nich słabość i tyle! Uwielbiam ich kolory :)



Na zakończenie chcę Wam pokazać bubel, przez duże B! Kajal otrzymałam na spotkaniu bloggerek w Kazimierzu i od tego czasu "użyłam" a raczej próbowałam użyć 2 razy (wiecie, żeby nie było dałam mu kolejna szansę ) i obie próby okazały się ogromną porażką. Oczy zmywałam szybciej niż pomalowałam gdyż efekt był paskudny! Grudki, zbieranie się w kącikach, wypływanie na rzęsy i na "gałkę oczną"...masakra. Poza tym oczy zaczęły mnie dziwnie piec więc zmyłam go czym prędzej :/ Oglądałam również fily Aliny "jak nakładać khajal" i nic. Jak dla mnie mój khajal był paskudnym, grudkowatym czymś, na dodatek (na zdjęciu widać) metalowe opakowanie było dziwnie lepie i śliskie- otóż zawarte w preparacie masło (chyba) shea "wyciekło". Nie wiem, może tylko mój egzemplarz okazał się taka pomyłką :/


Ufff....przebrnęłam ;)
I jak? Znacie pokazane przeze mnie produkty? Co sądzicie o "Kajal-u" ? Czy Wasze doświadczenia z tego typu kosmetykiem są tak negatywne jak moje??

Lecę się szykować do apteki :)
Pozdrawiam Ania.

Wywal te śmieci, czyli denko ostatnich miesięcy

12/05/2013

Wywal te śmieci, czyli denko ostatnich miesięcy

O tym, że mam tendencję do chomikowania różnych rzeczy wiem nie od dziś...niestety w przypadku "projektu denko" chomikowanie kompletnie mi nie wychodzi ;) Taki mam defekt i już ;) W ostatnim czasie udało mi się zużyć... i nie wyrzucić od razu do kosza kilka produktów typowo pielęgnacyjnych.


Miniaturki żelu do mycia twarzy Effaclar La Roche-Posay- przyznam, że nie próbowałam go nigdy wcześniej...i zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Żel pieni się dość umiarkowanie, żeby nie powiedzieć słabo jednak na dzień dzisiejszy uważam, że piana nie jest mi do szczęścia potrzebna. Żel, mimo że jest bardzo delikatny, świetnie czyści i domywa resztki makijażu. Nie mogę napisać, że nie ściąga twarzy aczkolwiek uważam, że jest to uczucie stosunkowo słabe. Żel na moją twarz wpływa bardzo pozytywnie, gdyż zauważyłam, że stany zapalne goiły się szybciej. Zobaczymy, może skuszę się na pełne opakowanie.

 Kolejne próbki to Uriage Roseliane- krem pokochałam! Konsystencja jest fenomenalna, mimo, że mam cerę mieszaną krem wchłaniał się szybciutko...no i jeszcze ten bajeczny, różany zapach! Już odkładam pieniądze na pełnowymiarowe opakowanie.

Maseczki: AA matująco-regenerująca z ogórkiem oraz Ava maseczka do twarzy z algami- nie będę się rozpisywać, gdyż moim zdaniem to dwa przeciętniaczki. Myślę, że obu podziękuję.


Żel do mycia twarzy Fito-med mydlnica lekarska; cera sucha- tak jak pisałam kiedyś, żel średnio przypadł mi do gustu. Pienił się bardzo mocno a w miejscach gdzie pozostała piana powodował przesuszenia. Uwierzcie mi, że musiałam go zmywać bardzo dokładnie.

Eveline nawilżający płyn micelarny- moim zdaniem genialny i warty swojej ceny płyn do demakijażu. W oczy praktycznie wcale nie szczypie a makijaż zmywa zawodowo. Trzeba również pochwalić go za wydajność. Minus- mnie osobiście irytowała pompka, suma summarum odkręcałam całą zakrętkę.

Krem pod oczy Flos-Lek- pełną recenzję znajdziecie <TU>. Krem jest bardzo wydajny aczkolwiek moim zdaniem jest to lekki "ciapach". Bezwonny, raczej tłusty...co kto lubi i co kto woli, ja osobiście preferuje kremy, które nie pozostawiają tłustej powłoczki i szybko się wchłaniają.


Szampon bez SLS/SLES olej z pestek moreli; BingoSpa- koszmar, koszmar, koszmar! Po pierwsze strasznie plątał moje nie mające do tego tendencji, krótkie włosy. Jednym słowem złamał system i osiągnął niemożliwe ;) Na serio, nie polecam, bez odżywki i jedwabiu ani rusz....plusy? Nie zauważyłam. Jeśli macie ochotę- zapraszam na pełną recenzję <TU>

Maska do włosów PiloMax, włosy jasne- Mój ulubieniec! Na całe szczęście mam jeszcze kilka tubek w zapasie i już nie mogę się doczekać kiedy otworzę kolejne opakowanie. Ewidentnie odżywiała, wygładzała- ale nie obciążała i nie przetłuszczała moich cienkich kłaczków. Więcej <TU>


Balsam do rąk Pat&Rub cynamon- Bardzo udany kosmetyk, który wspaniale działam na moje dłonie. Piękny, ciepły zimowy zapach, bardzo przyjemna, bogata ale nie tłusta konsystencja dodatkowo fenomenalna wydajność- czego chcieć więcej? Może nieco niższej ceny ;)

Nivea, supreme touch; kremowy żel pod prysznic- bardzo lubię ten żel i często do niego wracam- szczególnie ze względu na zapach. Nie ukrywam, że preferuję żele o kremowej konsystencji, zdecydowanie mniej wysuszają moją skórę. Działanie jest oczywiście bardzo dobre, żel idealnie się pieni i otula skórę bardzo przyjemnym, wyciszającym i aksamitnym zapachem :)

Balsam do ciała regenerująco- nawilżający z ekstraktem z shitake firmy Barwa- pisałam o nim stosunkowo niedawno i myślę, że nie będę się powtarzać, gdyż zdania nie zmieniłam. Jest to bardzo przeciętny przeciętniak ;) Pełna recenzja <TU>


Na zakończenie masełko na wagę ORGANIQUE, którego recenzji nie zdążyłam zrobić...gdyż je zużyłam a nie zrobiłam zdjęć ;) Kochane masło jest fenomenalne!! Po pierwsze piękny, orzeźwiający żurawinowy zapach, który nie jest nachalny. Konsystencja masła jest bardzo zbita, gęsta przez co bez wcześniejszego rozgrzania w dłoniach możecie mieć trudności w aplikacji. Masło co prawda topi się w zetknięciu ze skórą jednak gdy rozgrzejecie je w dłoniach cały proces pójdzie sprawniej. Masło- jak widzicie- ma bardzo naturalny skład...który mojej skórze strasznie odpowiadał. Po nasmarowaniu się wieczorem rano czułam, że skóra cały czas jest odżywiona. Przyznam, że gdy je wykończyłam i przerzuciłam się na balsamy miałam problem gdyż wydawało mi się, że rano moja skóra (szczególnie na łydkach) aż piszczała z wysuszenia :/ Jestem w 100% pewna, że jeszcze do niego wrócę, gdyż jest to produkt genialny i idealny na zimę!
Szczerze polecam!


Uffff....no to można posprzątać ;)
Mini denko wrzesień 2013

9/27/2013

Mini denko wrzesień 2013

No i moje bardzo długie...i ostatnie wakacje dobiegły końca. Wczoraj wielkie pakowanie, podróż w strugach deszczu, rozpakowywanie i oto jestem na miejscu. Lublin jeszcze spokojny, jednak to już tylko kwestia dni, kiedy cały akademik zapełni się gwarem ;) Jako, że wczoraj się przeprowadziłam musiałam ogarnąć pokój...czyli wywalić wszystko co niepotrzebne i takim sposobem wyszło szybkie wrześniowe denko :)


Woda toaletowa DKNY pure...zapach, który najpierw strasznie polubiłam, potem porzuciłam, żeby ostatecznie zużyć przez wakacje. Przyznam, że nie jest to zapach, do którego wrócę, głównie dlatego, że był dość ciężki jednak w taki jakiś "cierpki" sposób. 
Płyn do demakijażu Eveline- myślę, że wkrótce skrobnę o nim osobną notkę, gdyż faktycznie jest tego wart. Nie szczypie, nie podrażnia, nie zostawiał tłustej warstwy a przy tym całkiem przyzwoicie zmywał. Miał swoje wady, miedzy innymi irytująca pompkę!


Pianka do mycia twarzy Pharmaceris A, bardzo udany produkt, idealny dla wszystkich z wrażliwą czy trądzikową cerą. Pianka ładnie usuwa zanieczyszczenia, domywa makijaż a przy tym jest bardzo delikatna. Jedyny minus to niestety wydajność.


Krem nawilżająco-matujacy; Ziaja 25+ o którym kompletnie zapomniałam ;) Swego czasu czytałam o nim wiele pozytywnych recenzji...miał być szał a wyszedł dość pokaźny średniak. Po pierwsze, nie zauważyłam działania matującego. Krem miał dość dziwny, chemiczny zapach, który chyba średnio mi odpowiadał. Konsystencja również jak na mój gust dyskusyjna, niby dość rzadka, mało lepiąca- więc powinno być przyjemnie-tu moje zdziwienie bo raczej nie było. Krem zostawiał na mojej twarzy jakąś taką dziwną, troszkę świecącą powłoczkę. Zdecydowanym plusem jest cena, która nie przekracza 10 zł, produkt nie spowodował u mnie żadnego wysypu czy zapychania porów. Mimo wszystko, warto wypróbować.
KremIdealny Złoty; Krem zużyła moja mama, która bardzo go sobie chwaliła, głównie za świetną konsystencję, wydajność, bajeczny zapach i równie dobre działanie. Pełna recenzja <TU>


Żel pod prysznic On Line Harmony z olejkiem arganowym; bardzo przyjemny i wydajny produkt za jedyne 7 zł. Zapach był wyjątkowo udany, mimo, że słodki to jednak jakoś tak przyjemnie otulający. Dokładna recenzję możecie poczytać <TU>
Antyperspirant Garnier mineral UltraDry; jedyne co mi się w nim podobało to zapach. Jakoś nie przepadam za dezodorantami Garniera bo jak na mój gust mają z ochroną niewiele wspólnego ;)


Krem do stóp relaksujacy, przeciw obrzękom Green Pharmacy;bubel jakich mało! Absolutnie mi nie odpowiadał,nie relaksował, nie nawilżał, powiem więcej miałam wrażenie, że wysuszał mi stopy. Szkoda pieniędzy.
Maskary;
L'oreal Volume Million Lashes- świetna maskara, pięknie rozczesywał, wydłużał i pogrubiał. Zdecydowanie wart każdej złotówki...a trzeba ich wydać troszkę bo około 40 zł co można uznać za minus ;)
Inglot w kolorze brązowym; niestety ale po tej maskarze nie zapałałam miłością do Inglota. Początkowo tusz rozdzielał i wydłużał całkiem dobrze, jednak po jakimś miesiącu używania zauważyłam, że zaczął robić grudki i strasznie się kruszyć.
Essence multi action, świetna maskara za około 10 zł; dobrze rozczesywała i wydłużała, jednak dość szybko zaczęły mnie po niej szczypać oczy.
Clinique High Impact próbka; bardzo udany tusz jednak 80 zł za produkt pełnowymiarowy to dla mnie za dużo. Maskara bardzo dobrze rozdzielała, dług pozostała "świeża", nie kruszyła się ani nie wywoływała u mnie żadnych reakcji alergicznych.


Kochane, z góry uprzedzam, że mogę zniknąć na jakiś tydzień, otóż mój K. wykupił internet do jutra a jako, że korzystamy z "akademikowego" łącza, procedury papierkowe (licząc, że wszyscy na hura złożą podanie) pewnie potrwają trochę :/
Letnie DENKO 2013r

9/05/2013

Letnie DENKO 2013r

Tak jak kiedyś wspominałam wpisy dotyczące tzw. "projektu denko" pojawiają się u mnie z mieszaną częstotliwością. Okres wakacji był dla mnie "gorący" jednak nie tylko ze względu na upalne temperatury a głownie ze względu na moc wyjazdów i wycieczek. Jako, że są to moje ostatnie, długie studenckie wakacje postanowiłam spędzić je możliwie najaktywniej i zwiedzić co się da! Skutek był taki, że zaniedbałam nieco moje :blogowe: obowiązki, jednak mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)
Przechodząc do sedna- dziś przed Wami produkty, które udało mi się wykończyć przez te kilka wakacyjnych miesięcy.


Krem do twarzy Różowy firmy KremIdealny- niestety z początkiem sierpnia dobił dna; produkt okazał się bardzo wydajny, głównie dzięki swojej fenomenalnej konsystencji. Lubiłam go strasznie i jestem pewna, że jeszcze do niego wrócę. recenzja <TU>

Mój krem No.4 Fito-med- bardzo dobry produkt w przypadku wszelkich nadmiernych przesuszeń, latem wspaniale nadawał się do pielęgnacji...pięt ;) recenzja <TU>

Lirene, seria Ideale na dzień i na noc - produkty zużyła moja mama; seria średnio przypadła mojej mamie do gustu, jej zdaniem lepszy był krem na noc, głównie ze względu na konsystencję. Krem na dzień niestety ale długo się wchłaniał i lubił zrolować pod podkładem.

Serum intensywnie nawilżające Bandi- jest to moje 2 opakowanie co mówi samo za siebie. Uważam, że jest to produkt godny polecenia, odkąd go uzywam nie mam problemów z suchymi skórkami. recenzja <TU>


Masło do ciała Mythos- cały czas trwam przy swoim, zarówno ja jak i moja mama masełko bardzo polubiłyśmy. Idealnie trafiło w nasz gust, zarówno pod względem zapachu, działania jak i konsystencji. <KLIK>

Balsam do ciała Bath&Body Works, limonka i kokos- w tym przypadku trzeba powiedzieć sobie szczerze, że firmę B&BW uwielbiamy za zapachy ;) balsam swoim działaniem znacząco odbiega od tego co ja rozumiem pod tym pojęciem. recenzja <TU>

Ziaja kozie mleko- jak widzicie moja mama bardzo dosłownie potraktowała "projekt denko" :D Sam produkt uważam za godny polecenia, jestem pewna, że jeszcze nie raz zagości w mojej łazience :)
recenzja <TU>

Mleczko kokosowe do mycia twarzy- pisałam o nim dosłownie kilka dni temu. Pod względem działania uważam za produkt bardzo udany, przypadnie do gustu tym z was, które cenią kosmetyki naturalne i ekologiczne. Mnie razi nieco cena, jednak wiem ile kosztują dobre jakościowo kosmetyki ekologiczne. <KLIK>

Lakiery TAFT
  • niebieski (4)- nie przypadł mi do gustu, po pierwsze wzmagał przetłuszczanie. Jak dla moich kłaczków dość słaby, jednak nie skleja włosów i nie tworzy perfidnego kasku. 
  • czarny(5)- utrwalenie jest faktycznie dość silne, fryzura wytrzymuje ładnych kilka godzin, jednak lakier skleja włosy oraz tworzy "kask". Coś za coś...Czy kupię ponownie?Zawsze mówię, że nie a później i tak ląduje w moim koszyku...

Szampon do włosów Timotei z różą z jerycha; wymarzona objętość- Szampon bardzo ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie obciążał włosów...jednak nie mogę powiedzieć, że dodawał objętości. Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że moje włosy się z nim nie polubiły, gdyż przetłuszczały się szybciej niż zwykle oraz po pewnym czasie były wyjątkowo przyklapnięte.

Szampon do włosów Joanna seria argan oil- recenzja <TU>

Szampon Garnier z olejkiem arganowym i żurawiną- swego czasu chciałam zrobić o nim oddzielna recenzję, jednak stwierdziłam, że w sumie to bez sensu. Szampon był kompletnie do niczego, wzmagał przetłuszczanie włosów, obciążał je przez co traciły na objętości. Funkcję myjącą spełniał, nie podrażnił ale gdy nie spłukałam dokładnie włosów lubił pojawić się delikatny łupież. Zalety to jedynie ładny zapach.

Szampon firmy Biovaxmed seria przeciw wypadaniu włosów- muszę w końcu zrobić recenzję tej serii, od razu powiem, że produkty stosowała moja mama a efekty zaskoczyły nawet mnie. Szampon zdecydowanie wart swojej ceny, nowy już stoi w łazience!


BeBeauty; Płyn micelarny do demakijażu- wszystkim dobrze znany i chyba już kultowy "zastępca Biodermy". Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Szczypał mnie w oczy oraz dawał uczucie tłustawej warstwy. Co do samego działania- nie mogę się przyczepić, swoją funkcję spełniał poprawnie. Czy kupię ponownie? Mimo bardzo zachęcającej ceny, wydaje mi się, że poszukam czegoś innego.

Kremowe kokosowe mleczko do mycia twarzy Essential Care- pisałam o nim jakiś czas temu, zdania nie zmieniam- produkt bardzo przyjemny w użyciu, który absolutnie nie przesusza skóry. recenzja <TU>

Żel pod prysznic DOVE- pisałam już kiedyś, że strasznie lubię żele pod prysznic Dove, zawsze chętnie do nich wracam. Uwielbiam ich gęstą, kremową konsystencję, bajeczne zapachy a przede wszystkim to, jak działają na moją skórę.


Maskary Maybelline:

  • Turbo Boost- recenzja <TU>
  • Cat eyes colosal volume- bardzo udany produkt, który stał się moim ulubieńcem. Pięknie podkręcała moje krótkie rzęsy, dodatkowo ładnie je rozdzielała i dawała efekt wydłużenia. Jestem pewna, że gdy wykończę mój aktualny tusz wrócę do Maybelline :)
Słynna przesyłka od firmy S&W...której chyba nie będę komentować ;) Produktów ani razu nie użyłam z wiadomych względów. Oba lakiery uległy masakrycznemu rozwarstwieniu, w szczególności różowy...brrr!

EVA natura, Len; Pielęgnacyjny krem do rąk i paznokci- jest to chyba najlepszy krem z niższej półki cenowej jaki miałam możliwość wypróbować. Produkt na tyle przypadł mi do gustu, że z miłą chęcią kupię go ponownie.

"ANET" zmywacz do paznokci- kupiłam z "braku laku" i chyba nigdy więcej do niego nie wrócę. Bardzo wysuszał mi płytkę paznokci i wzmagał ich rozdwajanie.

Cała masa próbek, na uwagę zasługują dwie z nich. Po pierwsze nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu Pharaceris A, który strasznie mi się spodobał. Bardzo ładnie domywał makijaż, nie wysuszał skóry i pozostawiał twarz bardzo miłą w dotyku. Podobnie sprawował się żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem firmy Bialy Jeleń, który dodatkowo świetnie pachniał!


Pharmaceris C; cellu free- żel-krem antycellulitowy- produkt kupiony w tamtym roku w dwupaku. Jedna butlę tego bardzo wydajnego żelu zużyłam od razu, drugiej nie dokończyłam. Produkt lubiłam i widziałam realne efekty- oczywiście w połączeniu z ćwiczeniami. Osobiście nie wierzę żeby jakikolwiek produkt tego typu działał gdy my "od siebie" nie robimy nic. Wiem, że seria C zmieniła opakowania natomiast nie porównywałam składu.


Teraz pytanie do Was- dziewczyny czy mozecie doradzic mi jakiś DOBRY płyn dwufazowy/micel, który usunie wodoodporny tusz i eyeliner bez szczypania, pieczenia i zamglenia oczu. Musze sobie taki płyn kupić bo mój płyn z Eveline, który bardzo lubie, niestety ale nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym.

Buziaki :*
Copyright © 2017 AnnaBlog