CHWILA ODDECHU I WIELKIE SPRZĄTANIE | PROJEKT DENKO OSTATNICH MIESIĘCY

Wracam po długiej przerwie. Na jak długo? Wyjdzie w praniu. Braki personalne a co za tym idzie, praca po 12 godzin co drugi dzień, nie sprzyja blogowaniu. Korzystając z dnia wolnego postanowiłam wreszcie posprzątać...i wywalić na śmietnik kosmetyczne pustaki, które całkiem zawładnęły moją łazienką ;)


Zacznę od płynów micelarnych, to co widzicie jest tylko częścią moich zużyć...ale nie chciałam na zdjęciu pokazywać 3 pustych butelek GARNIER ;) Tak. Zauroczyłam się i ja. Dla mnie, jest to zamiennik słynnej różowej Biodermy, z tym że, dużo tańszy. Płyn świetnie zmywa makijaż, radzi sobie z moją ulubioną maskara L'oreal So Cuture a przy tym jest bardzo delikatny i wydajny. Nigdy nie miałam po nim problemów, nie czułam ściągnięcia skór pod oczami czy szczypania. Wszystkie inne płyny- mimo, że nawet przyjemne, nie dorastają mu do pięt. ULGA od Ziaji jest tania jak barszcz...ale niestety szczypie w oczy i średnio radzi sobie z makijażem choć troszkę wodoodpornym. Białe kwiaty od Tołpy, mimo, że ładnie pachną, nie szczypią...to coś szybko się zużywają a biorąc pod uwagę cenę...chyba im podziękuję. No i krąg się zamyka, znowu sięgam po Garnier.

Krążąc wokół tematu pielęgnacji nie sposób ominąć sekcję kremów/ maseczek do twarzy. W minionym okresie zużyłam dwa produkty pod oczy- L'oreal Triple Action oraz żel z Flos-Leku wersja luteina i świetlik. Gdybym dziś miała się na któryś z nich ponownie zdecydować, postawiłabym na Flos-Lek ale głównie ze względu na cenę. Moja okolica pod oczami wymaga dwóch rzeczy- nawilżenia i braku podrażnienia. Oba produkty te cech posiadają a Flos-Lek jest po prostu tańszy. Wiem, że część kobiet nie przepada za żelowymi produktami pod oczy- niektóre zostawiają lepką warstwę- w przypadku żelu z Flos-Leku nie musicie się tego obawiać. 
Z kremów do twarzy zużyłam (ponownie) lekki krem brzozowy z Sylveco. Kiedyś go miałam i byłam bardzo zadowolona...a że w mojej Stokrotce otworzono sklepik zielarski, nie mogłam się powstrzymać. Jedyne co mnie w owym kremie irytuje to zapach. Nie ukrywam, produkt- jako, że naturalny- nie pachnie zbyt oszałamiająco. 


Po lecie, jak co roku, walczyłam z wysypem "stefanów" ;) W ruch poszły dwie maski z NUXa termoaktywna oraz oczyszczająca... Nie wiem czy jest sens się rozpisywać, ale jak dla mnie oba produkty to głębokie porażki. Oczywiście biorąc poprawkę na gramaturę, wydajność i cenę. Maska termoaktywna może nieco rozgrzewała ale daleko jej do efektu jaki uzyskiwałam dzięki masce z Garnier ( w saszetkach). Maska ta ma w sobie drobinki peelengujące i tak naprawdę bardziej sprawdzała się jako drobnoziarnisty peeling. Claryfing Mask okazała się dla mnie największym rozczarowaniem. W połowie słoiczka zasięgnęłam "języka" i poczytałam nieco o jej "działaniu". Dlaczego? Bo zaczęłam się zastanawiać co ma tak właściwie z moją twarzą zrobić. Oczyszczania nie zauważyłam, nawilżenia również...o rozjaśnianiu nie wspomnę. Zdecydowanie do nich nie wrócę. Szkoda pieniędzy.


Z kategorii żeli pod prysznic na uwagę zasługuje jedynie DOVE. Świetny produkt o cudownej, prawdziwie kremowej konsystencji. Dobrze myje, jeszcze lepiej pachnie. Żel był bardzo wydajny, wspaniale się pienił i otulał ciało podczas kąpieli. Co ważne, nie przesuszał i pozostawiał skórę miękką i gładką. Pozostałe żele uważam za przeciętne, wyjątkiem jest Soraya, której dla klasy średniej daleko. Niby kremowa ale nie do końca, bliżej jej do zważonego budyniu z grudami. Myć myła...ale potwornie wysuszała. Mimo, że szata graficzna zachęca, dziś już wiem, że nigdy w życiu do niej nie wrócę.



Do kosza poleciały również zużyte/zaschnięte maskary. Jedyna, której mi szkoda to L'oreal Volum Milion Lashes So Cuture. Jak dla mnie- maskara idealna! świetna szczoteczka, która pięknie "łapie" i rozdziela rzęsy. Moje rzęsy nigdy nie były oszałamiająco długie czy podkręcone...ale L'oreal So Cuture robi z nimi cuda. Jako jedyna potrafi je ładnie podkręcić i sprawić, że wyglądają nawet...hmmm....zalotnie :) Maskara jest również świetna jakościowo, nie kruszy się, nie odbija, idealna zarówno na dzień jak i na większe wyjścia- moja "dyżurna" maskara wszystkich wesel ;) Polecam każdemu. Zdecydowanie kosmetyk warty każdego grosza. 
Nad pozostałymi nie będę się mocno rozwodzić, bo nie przypadły mi do gustu. Najgorzej wspominam Eveline i jej wręcz monstrualną szczoteczkę, która u mnie kompletnie nie zdała egzaminu. Maybelline również się u mnie nie sprawdziła, jednak udziwnienia nie zawsze wychodzą na dobre. Wśród kosmetyków kolorowych wykończyłam korektor HD z NYXa- moje drugie opakowanie. Korektor jest bardzo dobry aczkolwiek uważam, że stosowany pod oczy może przesuszać. Niestety taki jego urok, jest długotrwały ale ma mocno zastygającą formułę. Myślę, że jeszcze nie raz zagości w mojej kosmetyczce. 


Swego czasu uczestniczyłam w spotkaniu blogerek, na którym otrzymałam owe dwa produkty marki Tołpa. Cóż mogę o nich powiedzieć. Krem do rąk był przeciętny, nie nawilżał jakoś szczególnie. Powiem więcej, mojej mamie, która ma mocno suche dłonie wcale a wcale nie przynosił ukojenia. Zapach również był przeciętny, przez co raczej do niego nie wrócę. Regenerujący krem-kokon do stóp...dla mnie bomba! Po pierwsze, linia zapachowa trafiła idealnie w mój gust. Krem był treściwy ale nie lepki. Bardzo przyjemnie otulał i koił suchą skórę stóp. Świetnie spisał się latem, kiedy notorycznie biegałam w japonkach a miejskich kurz nie wpływał pozytywnie na stopy. Polecam serdecznie!


Na koniec, tak jak zawsze, nieco pomijane produkty do włosów. Zauważyłam, że zużyłam rekordową ilość lakierów do włosów. Zapytacie czemu. Otóż byłam fatalnie obcięta, włosy się totalnie nie układały a pseudo grzywka (którą już nieco udało mi się zapuścić) doprowadzała mnie do szału, przez co bez lakieru nie mogłam się obejść. Co o nich sądzę? Wszystkie raczej przeciętne. Obecnie zainwestowałam w Goldwell, który trzyma wszystko w ryzach. Zużyłam również suchy szampon Batiste, który pewnie wszystkie znacie. Jak dla mnie są to najlepsze suche szampony. Do kosza poleciał również produkt Pharmaceris, do którego cyklicznie wracam. Część dziewczyn zarzucają mu przesuszanie włosów, pod tym kątem, jakoś nie zauważyłam większej różnicy...czego nie mogę powiedzieć o produkcie naturalnym Petal Fresch, który po dłuższym stosowaniu okropnie działam na moje włosy. Powiem jedno, nie byłam w stanie ich rozczesać a po dłuższym czasie zauważyłam elektryzowanie i koszmarne przesuszenie włosów "na długości". Z odżywek muszę pochwalić produkt firmy Mythos. Odżywkę z oliwą, miodem i proteinami. Maska świetnie nawilżała i "poskramiała" moje niezdyscyplinowane końce. Bardzo udany produkt, szczególnie jeśli macie włosy cienkie i podatne na "nadmierne przeciążenie". Ostatnim szamponem, o którym chcę napisać jest Goldwell dodający objętości. Szampon bardzo fajny, aczkolwiek może przesuszać końce. Faktycznie dodaje włosom lekkości, odbija je od skóry głowy a stosowany z pianką tej samej firmy świetnie sprawdzi się przed większym wyjściem. Wydajność poprawna, cena średnia jak na szampon...no ale cóż, produkt "salonowy". Raz na jakiś czas można użyć natomiast do codziennej pielęgnacji...hmmm...tylko z dobrą odżywką.



I to wszystko na dziś. Pustaki lecą do kosza a ja zaraz zmykam wywalić śmieci ;)
Dajcie znać czy próbowałyście kiedyś masek z NUXa i czy u Was tak samo się nie sprawdziły!

Udanego tygodnia!

Pozdrawiam
Ania.

14 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu też miałam ten żel Dove.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam tylko żel dove ,)
    Świetne denko
    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion :) ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo udało Ci się zużyć, lubię ten płyn micelarny z Garniera .

    OdpowiedzUsuń
  4. Spore denko, muszę zakupić w końcu ten micel z Garniera :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojojoj faktycznie sporo Ci się tego nazbierało :) u mnie akurat trwa akcja 'wielkie denko w kolorówce' dwa pudry, podkład, żel do brwi i nie pamiętam co jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. ''Dla mnie, jest to tańszy zamiennik słynnej różowej Biodermy, z tym że, dużo tańszy'' masło maślane ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też szybko zużywam micele z Garniera - pokochałam je ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam kremowe żele pod prysznic Dove

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiam się nad płynem micelarny z Garniera, czytalam duzo pozytywnych opinii o nim..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.