PRZEPROWADZKA, CZYLI WYMUSZONY PROJEKT DENKO

Projektem denko rozpoczynam listopad. Szczerze? Mama nadzieję, że będzie to dla mnie miesiąc wyczekanej stabilizacji! Mam dość. Mam dość przeprowadzek, pośpiechu i niepewności. W październiku nie popisałam się jeśli chodzi o "blogowe sprawy". Uwierzcie mi- nie miałam czasu...a gdy go troszkę wygospodarowałam- nie miałam siły na nowe wpisy. Niestety, aura ostatnio zdecydowanie mi nie sprzyja- kolejna przeprowadzka zakończona... znalezieniem mieszkania, z którego do pracy jadę ponad godzinę! Masakra! Mieszkanie, mimo że ładne, totalnie wysysa ze mnie soki życiowe. Jeśli do pracy mam na rano- wracam koło 17.30 i nie ma już światła na robienie zdjęć; jeśli mam na popołudnie- o 11.30 muszę szykować się do wyjścia...i nie mam czasu na robienie zdjęć ;) Koszmar w kropki ;) Na poważnie zaczęłam myśleć nad lampą pierścieniową- jak myślicie, czy to coś da?


W minionych miesiącach wywaliłam/zużyłam sporą gromadkę kosmetyków- zarówno pielęgnacyjnych jak i kolorowych. Zrobiłam również porządki i pozbyłam się kilku nieużywanych...i zapewne sromotnie przeterminowanych szminek oraz (o zgrozo) tuszy do rzęs.


W przypadku szminek- róż i pomarańcz to nie moje kolory, swego czasu próbowałam się do nich przekonać ale zwątpiłam. Pomadkę z GOSHa lubiłam ale dość szybko zaczęła śmierdzieć więc poszła w odstawkę. Co do tuszy do rzęs- zrobię o nich osobny wpis, dziś powiem tyle, że najlepiej wspominam Maybelline, Clinique oraz Maxfactor. Krążąc dalej w temacie kolorówki, do kosza poleciało masełko do ust z The Body Shop, które jakoś od początku mnie nie zachwyciło. O wiele lepiej spisywał się balsam z Tisane czy chociażby masełka z Nivea, które kosztują o niebo mniej. Dalej widzicie badziewny eyeliner z Inglota- tak jak lubię markę, tak eyeliner u mnie się totalnie nie sprawdził. Mam raczej opadające powieki i niestety produkt, za każdym razem fatalnie mi się odbijał! Dodatkowo, nie wiem czy tylko u mnie tak się zadziało ale bardzo szybko wysechł; tu widzicie już fazę zaschnięcia-agonalnego. Inglot to również baza pod cienie, o której pisałam bardzo dawno temu- bubel okropny. Mnie uczuliła- tu w stadium mocnego rozkładu na czynniki pierwsze. Kolejny produkt, z którym się pożegnałam to róż w kremie z Inglota. Tego produktu akurat mi szkoda, głównie przez wzgląd na uroczy kolor. Niestety, róż zważył się w lato- uprzedzając pytania- nie stał bezpośrednio na słońcu. Szkoda, bo kolor był śliczny.


Projekt denko zasiliły również dwa tzw. "antyperspiranty" Rexona, do których raczej już nie wrócę- szczególnie źle wspominam wersję w sprayu. Zapach był dla mnie tak duszący, że musiałam wychodzić szybciutko z łazienki. Nie wiem od czego to zależy, pierwszy raz dezodorant w sprayu mnie "zatykał". Oba produkty sprawdzały się u mnie marnie, słabo chroniły a do tego zabrudziły mi ubrania, szczególnie kulka załatwiła moje białe bluzeczki. Kolejny spray, który leci do kosza to suchy szampon Batiste XXL Volume. Szampon, jak wszystkie produkty Batiste wspominam bardzo miło. Dobrze odświeżał czuprynę, a dodatkowo, jeśli waszym włosom daleko do objętości- fajnie je podnosił. Wiadomo, ma w sobie dodatek lakieru. Mnie taka kombinacja odpowiadała i myślę, że jeszcze się na niego skuszę. Zapach? Oj nie mój gust, szybko uciekałam z łazienki albo wietrzyłam pokój ;) 

Jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne, do kosza poleciał krem firmy Avene TriAcneal. Swego czasu o nim pisałam i tak cyklicznie do niego wracam. Na moją skórę działa dobrze aczkolwiek wymaga trochę cierpliwości. Na dzień dzisiejszy wiem, że żaden krem nie zastąpi ( i nie da takiego efektu) kwasów u kosmetyczki. TriAcneal ma w sobie retinoidy wiec powinien być stosowany z rozwagą i filtrami. Dobrze usuwa przebarwienia, wyrównuje powierzchnię skóry, zmniejsza widoczność blizn potrądzikowych. Uważam, że jest to świetna kontynuacja zabiegów z kwasami u kosmetyczki. Czy ma minusy? Część z Was twierdzi, że ma po nim wysyp- powiem tak, wszystko zależy od skóry, mnie nie zaszkodził. Kolejny produkt to bubel marki Iwostin- żel punktowy na niedoskonałości. Powiem tak, nie zużyłam nawet 1/4 tubki, nie byłam w stanie. Raz, że żel nie działa na moja skórę, nie osusza wyprysków to jeszcze ma fatalną, wodnistą konsystencję, wypływa z tubki, spływa z palca. Nie ma tu mowy o precyzji aplikacji. Nie, nie, nie i jeszcze raz- nie! Ostatni z kremów to produkt marki Femi, o którym pisałam TU. Krem wywalam, bo wiem, że go nie zużyję. Przede wszystkim nie odpowiadał mi zapach. Niestety, mimo fajnego, odżywczego działania produkt znajduje się poza moim "obszarem tolerancji" zapachów. Ostatni produkt, to serum do stóp Evree, które wspominam bardzo miło. Producent deklaruje, że jest to serum na zrogowaciałe i popękane stopy- ja takowych nie mam i szczerze wątpię, że serum będzie miało aż taką "moc" i podziała na stopy z takimi problemami. Jak dla mnie jest to przyjemny kremik, który pomagał mi utrzymać stopy w dobrej kondycji. Minus? Trzeba uważać ile produktu nakładacie na stopy bo jeśli wyciśniecie sobie "od serca" krem zapewne się nie wchłonie a Wy poczujecie, że Wasze stopy się lepią/kleją.


I to by było na tyle, w nowym mieszkanku już wygospodarowałam torbę na "projekt denko" i już zaczynam ja powoli zapełniać. 

Ciekawa jestem jak Wam minął październik- dopadła was jesienna melancholia czy wręcz przeciwnie?

Pozdrawiam i życzę Wam udanego dnia- ja zmykam szykować się do pracy.
Ania

20 komentarzy:

  1. Troszkę się tego uzbierało, zwłaszcza tuszy :D Clinique i ja lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bazę z Inglota mam już trzeci rok i mam nadzieję ją skończyć właśnie tej zimy. Pewnie też do niej nie wrócę przez to, że nie sprawdza się w cieplejsze miesiące. Teraz szukam jej jakiegoś zastępstwa. Może coś polecasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bazę Hean. Jest bardzo wydajna i dodatkowo skuteczna;)

      Usuń
    2. No proszę, tej jeszcze nie miałam. Dzięki :)

      Usuń
  3. Myślę, ze lampa pomoże :) sama się na nią czaje od jakiegoś czasu.
    Widziałam, ze są dostępne takie male, jak lampki na biurko. Dla mnie byłaby idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam kosmetyki z evree i suche szampony z batiste :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo zużyłaś. U mnie z zapachem też różnie bywa, czasami przez zapach mnie odrzuca i ląduje w koszu. :) Szampon Batiste muszę poszukać, bardzo mnie ciekawi. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele słyszałam o kremie Femi, głownie same pozytywy, szkoda, że zapach taki nieznośny :)
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Współczuję kochana tych przepraowdzek i tak długiej drogi do pracy - wiem coś o tym bo kiedyś dojezdzałam do pracy ponad godzinę - strata czasu jak diabli ;/ teraz na szczescie mam 12 minut piechotą ;)) Trzymam kciuki zeby sięteraz wszystko ustabilizowało ;) Ja też powinnam taki porządek zrobić i wywalić niektóre rzeczy z kolorówki ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uzywam teraz tego zoltego tuszu z Maybelline ze zdjecia:)
    Ja wlasnie szukam mieszkania zeby sie wyprowadzic bo tez mam do pracy ponad godzine! tyle ze ja zawsze koncze o 20 i zanim dojade do domu jest juz ciemno i nie mam na nic sily:(

    OdpowiedzUsuń
  9. sporo tych smarowideł zuzyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale się wciągnęłam w lekturę tego denka, chyba, żadne nie porwało mnie tak jak to;)
    Ten suchy szampon z Batiste miałam kiedyś i lubiłam, jeden z najmocniejszych jakie miałam i ta objętość;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Także używam suchych szamponów Batiste , lubię je ;)) .

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdzie w końcu udało się Wam znaleźć mieszkanie? Dojazdy w mieście to jakiś koszmar, zdecydowanie wolę chodzić piechotą do pracy, na szczęście nie mam daleko

    OdpowiedzUsuń
  13. Raz w miesiącu lub raz na dwa miesiące robię przegląd kosmetyków. Ostatnio już nie muszę, bo ograniczam się jedynie do tego co używam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Współczuję takich dojazdów do pracy, też na początku dojeżdżałam ponad godzinę i wykańczało mnie to. A tyle tuszy to ja na raz nigdy nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuję takiego zamieszania, przeprowadzki są bardzo wykańczające i do tego ponad godzinny dojazd do pracy, to musi byc trudne :-(
    nie lubię wyrzucania kosmetyków, ale czasem trzeba, nie ma sensu trzymać czegoś, czego nie używamy i jeszcze może zaszkodzi, bo termin przydatności minął już dawno temu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Szybko jest ciemno a to dopiero początek listopada, będzie co raz gorzej. Szkoda, że masz tak daleko do pracy. Sporo czasu zajmuje Ci dojazd. Myślę , że lampa może sporo zmienić, sama zastanawiam się nad jej kupnem, w domu mam fatalne oświetlenie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Trzymam kciuki za Twoje dobre samopoczucie w nowym mieszkaniu ;) Mam nadzieję, że z czasem przyniesie Ci więcej radości.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.