Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szminka. Pokaż wszystkie posty
POMADKI Z DROGERII, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ || DOBRA JAKOŚĆ W PRZYSTĘPNEJ CENIE

2/10/2019

POMADKI Z DROGERII, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ || DOBRA JAKOŚĆ W PRZYSTĘPNEJ CENIE

Jak u wielu kobiet, tak i mój koszyczek z pomadkami pęka w szwach, choć muszę się Wam ostatnio pochwalić, że wzięłam się za porządki kosmetyczne i zredukowana ilość, między innymi pomadek. Przy okazji sprzątania postanowiłam pokazać Wam moje trzy propozycje pomadek, które świetnie się u mnie sprawdzają A przy tym nie są kosmicznie drogie i dostępne są w drogerii. Zapraszam dalej!


Od pewnego czasu zakochałam się wręcz w pomadkach L'oreal Color Riche oraz Color Riche Matte , moje propozycje to kolory 274 Ginger Chocolate, 378 Velvet Rose oraz 633 Moka Chic . Pomadki mają rewelacyjną, nawilżającą formułę dzięki czemu nie wyruszają ust i nadają się na chłodniejsze dni. Odcienie są bardzo ładne, uniwersalne, moim faworytem jest Ginger Chocolate, sięgam po nią zdecydowanie najczęściej. Jest to ładny, neutralny, lekki brąz z domieszką brudnego różu. Gdy przyjdźcie się bliżej, zobaczycie, że w pomadce zatopione są delikatne drobinki, których jednak nie trzeba się bać, na ustach wyglądają ładnie, fajnie odbijają światło i dodają blasku. Wersja Matt, nie jest do końca matową pomadką, jest to taki mat, który ja jestem w stanie zaakceptować. Szminka nie ściąga, nie przesusza ani nie podkreśla struktury ust. 




Rimmel Moisture Renew w odcieniu 330 to typowa jesienno-zimowa propozycja dla kobiet nieco odważniejszych i lubiących ciemniejsze kolory. Odcień 330 Sloane's Plum, to idealna śliwka, której szukałam dość długo. Dobrze zgrane odcienie fioletu z delikatnie przemijajaca jarzynowa baza dają połączenie idealne. Pomadka ma zaskakująco wilgotnaą formułę, jest niesamowicie kremowa, wręcz masełkowa, dzięki czemu rewelacyjnie nawilża usta. Jej konsystencja sprawia, że trzeba ją ostrożnie i precyzyjnie aplikować, nie jest to pomadka, którą możemy poprawić bez lusterka, gdyż lubi wyjechać poza kontur ust. Kolor pomadki w opakowaniu wydaje się być ciemniejszy, jednak na ustach traci nieco na intensywności.


Pomadka, która bardzo zaskoczyła mnie swoją formułą, tym jak zachowuje się na ustach oraz fantastycznym kolorem, to Eveline COLOR edition numer 701 Nude Rose. Wyjątkowo komfortowa, kremowa a jednocześnie nie przesadnie "śliska", dobrze utrzymuje się na ustach, wygląda estetycznie i elegancko. Jedyny minus? Dla mnie niestety zapach, choć wiem, że wielu moim koleżankom zupełnie nie przeszkadza.


Ostatnie propozycje, nie są stricte drogeryjne, gdyż mowa będzie o pomadce i błyszczyku firmy Inglot, kolekcja Jennifer Lopez, odcień pomadki to słynny Flor, natomiast błyszczyk mam w kolorze Soft Rose. Początkowo szminki z tej serii zupełnie mnie nie interesowały, gdyż miałam złe doświadczenia z pomadkami ze standardowej kolekcji, jednak tylko krowa nie zmienia zdania. Spróbowałam i przekonałam się, ze tak jak cienie tak i pomadki maja zmieniona formule. Są przyjemne, maślane i kremowe, nie przesuszają ust oraz nie wchodzą w załamania. Flor, jest bardzo ładnym, nieco klasycznym odcieniem nude, który ma w sobie delikatnie ciepłe tony. Idealnie pasuje do mocniejszego oka i cieplejszego czy brzoskwiniowego różu na policzkach. Błyszczyk ma odcień nieco bardziej wpadający w zgaszony róż połączony z brzoskwinią, genialnie podbija biel zębów, utrzymany jest w delikatnej, nudziakowej kolorystyce. Ma on przyjemną konsystencję, nie jest przesadnie lepki, nie daje dyskomfortu a jego trwałość też jest niczego sobie.




Dajcie znać co sądzicie o moich propozycjach i jakie są Wasze ulubione drogeryjne pomadki!


FOKUS NA MARKĘ || MAKIJAŻ Z ORIFLAME GIORDANI GOLD

3/03/2018

FOKUS NA MARKĘ || MAKIJAŻ Z ORIFLAME GIORDANI GOLD

Oriflame, marka, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Nie ukrywam, że przeze mnie zapomniana i to na wiele lat. Ostatnio miałam ich produkty na początku studiów...czyli jakieś dobre 5-6 lat temu. Jakiś czas temu skusiłam się na mały zakup. Dziś, postanowiłam napisać Wam, co sądzę o kilku kosmetykach z oferty, które aktualnie posiadam i używam. Czy są warte uwagi i pieniędzy? Czy nie wywołują alergii? Odpowiedzi na te pytania szukajcie w dalszej części wpisu! Zapraszam!

RATUNEK DLA SPIERZCHNIETYCH UST, CZYLI TRZECH ULUBIEŃCÓW KWIETNIA || POMADKI RIMMEL I LIERAC

5/08/2017

RATUNEK DLA SPIERZCHNIETYCH UST, CZYLI TRZECH ULUBIEŃCÓW KWIETNIA || POMADKI RIMMEL I LIERAC


Czy jest ktoś, kto nie zna pomadki Rimmel z serii Lasting Finish w odcieniu Airy Fairy (070) oraz balsamów z Lierac? Jeśli ich nie używałyście, to założę się, że przynajmniej słyszałyście o nich małe co nieco. Ja poznałam je stosunkowo niedawno i od razu skradły moje serce!

O BŁYSZCZYKU, KTÓREGO NAZWA IDEALNIE ODDAJE TO CO NAS CZEKA- LILY LOLO; WHISPER

9/22/2014

O BŁYSZCZYKU, KTÓREGO NAZWA IDEALNIE ODDAJE TO CO NAS CZEKA- LILY LOLO; WHISPER

Czasami gdy czytam wymyślne nazwy produktów zastanawiam się kto to wszystko siedzi i wymyśla. Swoja drogą, czasami sprawa wygląda podobnie jeśli chodzi o nazwy dań w restauracjach- nazwa długa na dwie linijki a tak naprawdę chodzi o zwykłego schaboszczaka ;) Błyszczyk o nazwie Whisper- szept. Jaki powinien być? Delikatny, lekki, ulotny; jak mgiełka, cichy i erotyczny- tak w mojej głowie wygląda szept. Czy tak jest?

ROCK 'N MAUVE CZYLI POMADKA L'OREAL W AKCJI

7/29/2014

ROCK 'N MAUVE CZYLI POMADKA L'OREAL W AKCJI

Jeśli chodzi o pomadki, odcień określany jako mauve jest ,oprócz pudrowego różu, jednym z moich ulubionych. Nie wiem jak Wy, ale ja podczas zakupów zawsze muszę się pilnować bo ilekroć chcę kupić nową pomadkę...zawsze intuicyjnie sięgam po kolor, który klasyfikuje się jako mauve. Czym jest mauve? To połączenie fuksji, brudnego różu i fioletu. W moim przypadku, to kolor, który podbija niebieską tęczówkę a jednocześnie nie jest jeszcze tak krzykliwy jak fiolet czy typowa fuksja.


ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA? JASNE! POMADKA LILY LOLO ROMATIC ROSE

5/22/2014

ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA? JASNE! POMADKA LILY LOLO ROMATIC ROSE

Gdy kilka dni temu powiedziałam mojej dobrej koleżance, że swego czasu w mojej kosmetyczce nie znalazłaby nawet jednej szminki E. zrobiła wielkie oczy. Ale jak to? Tam. Jeszcze kilka lat temu byłam zwolenniczką błyszczyków...bo ponoć do pomadek trzeba dojrzeć. Śmiało mogę powiedzieć, że dojrzałam i dziś nie wyobrażam sobie życia bez szminek. Lili Lolo. Brytyjska marka, którą znają chyba wszystkie z Was! Piękne kolory, naturalne składniki i jakość. Te trzy słowa przychodzą mi do głowy gdy myślę o firmie.  do Od kilku tygodni z moich ust nie znika pomadka o wdzięcznej nazwie Romantic Rose


POMADKA LILY LOLO INTENSE CRUSH, CZYLI O TYM ŻE MARZENIA CZASEM SIĘ SPEŁNIAJĄ

4/27/2014

POMADKA LILY LOLO INTENSE CRUSH, CZYLI O TYM ŻE MARZENIA CZASEM SIĘ SPEŁNIAJĄ

Przyszła wiosna, czas więc przerzucić się na coś lżejszego! Zrzucić buciory, katany...i ciężkie podkłady :) Zanim napiszę co sądzę o podkładach, na pierwszy ogień chcę Wam pokazać mój (stosunkowo) najnowszy nabytek- naturalną pomadkę firmy Lily Lolo w obłędnym kolorze INTENSE CRUSH. Kosmetyki Lily Lolo odkryłam ładny rok temu, były to początki mojego "blogowania" (z pewną niechęcią) wrzucam link do wpisów ;) <podkład> i <cienie> oraz <korektor>. Nie ukrywam, że pomadka ponownie rozbudziła moją ciekawość kosmetyków Lily Lolo, znowu mam ochotę zgłębiać "tajemnice" minerałów.

ODROBINA MATU, CZYLI POMADKA SEPHORA COLOR LIP LUST No. 07

3/04/2014

ODROBINA MATU, CZYLI POMADKA SEPHORA COLOR LIP LUST No. 07

Od kiedy zaczęłam regularnie peelingować usta doszłam do wniosku, że matowe/ półmatowe pomadki są genialne! Nie przestałam lubić pomadek a'la błyszczyk, ślicznych, wilgotnych i bajecznie nawilżających ale uważam, że stonowane satyny, maty i półmaty maja w sobie coś tajemniczego i eleganckiego! Dziś chcę pokazać Wam sztyft, który mam w swoich zbiorach od ładnych kilku miesięcy a dopiero teraz odkrywam jego uroki. Mowa o trwałej pomadce SEPHORA COLOR LIP LUST w odcieniu 07




Malina to? Czyli moja przygoda z pomadką Paese

2/24/2014

Malina to? Czyli moja przygoda z pomadką Paese

Czasami zastanawiam się czy aby na pewno nie mam zapędów na daltonistkę ;) Tak na serio, to od zawsze miałam problem z dokładnym opisywaniem kolorów i nie chodzi tu o odróżnienie karminowego od fuksji ;) Problem dopadł mnie gdy już wczoraj chciałam napisać Wam o moim stosunkowo nowym nabytku- pomadce firmy Paese.


Nie będę ukrywać, pomadka znalazła się w moich skromnych zbiorach przy okazji spotkania bloggerek w Kazimierzu Dolnym. Mam świadomość, że spotkanie było dość dawno...a ja w sumie dopiero niedawno dobrałam się do szminki. Mój egzemplarz ma numer 54 i jak na moje oko jest w pięknym-chyba- malinowym kolorze. Niestety, mój aparat nieco przekłamał jej kolor gdyż w rzeczywistości pomadka jest delikatnie ciemniejsza.


Ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie staranność i jakość opakowania, schludne, czarne a co ważne z dobrym zamknięciem, dzięki czemu wiem, że pomadka nie otworzy się np. w torebce (kiedyś zniszczyłam w ten sposób pomadkę marki GOSH dlatego teraz zwracam na to uwagę). Pomadka Paese z dodatkiem olejku arganowego ma bardzo przyjemną, gładką konsystencję, dzięki czemu łatwo i sprawnie sunie po ustach. Pomadka bajecznie wilgotna i niesamowicie nawilżająca. Wybaczy Wam wiele i nie podkreśli suchych skórek...aczkolwiek uważam, że zawsze przed nałożeniem na usta czegoś ciemniejszego warto wykonać peeling. Kolejną sprawą jest pigmentacja- tu zaskoczenie po całości! Z reguły jeśli pomadka jest mocno nawilżająca jej krycie i pigmentacja są słabe- takie a'la błyszczyk. Nie w przypadku Paese! Pomadka jest mocno napigmentowana, a barwnik wręcz "wgryza" się w usta, nawet gdy wytrzecie usta chusteczką i tak zostaną na nich resztki koloru. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to pomadka dość trwała, może nie przetrwa obfitującej w jedzenie biesiady ale lekkie przekąski jest w stanie znieść.


Za 4 g pomadkę płacimy około 23-25 zł. Szminki Paese znajdziecie na stronie internetowej producenta i w osiedlowych drogeriach. Podsumowując muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Jedyną rzeczą, która delikatnie mi przeszkadzała jest zapach omawianego sztyftu. Moim zdaniem producent mógłby nieco odpuścić i mniej perfumować tego typu kosmetyki.

Suma summarum- polecam :)

Co sadzicie o kolorze? Panuje mi taka...hmmm...malina i makijaż z akcentem na usta??
Znacie pomadki Paese? Lubicie a może przeciwnie?

Czekam na Wasze opinie.


Pomadka nie dla wszystkich; Rimmel Kate 101

1/06/2014

Pomadka nie dla wszystkich; Rimmel Kate 101

O szminkach firmy Rimmel "od Kate" dowiedziałam się dość dawno temu, jednak jakoś nie było mi z nimi po drodze. Zawsze było mi na nie szkoda pieniędzy bo w sumie szminek ci u mnie dostatek ;) Na Rimmela skusiłam się po filmiku Basi, który zgrał się z Rossmanowskim -40% ;) Tak znaczące wyprzedaże zawsze maja dwie strony- pozytywną, czyli możliwość nabycia produktu w atrakcyjnej cenie....i negatywna, bardziej mroczną, czyli dzikie hordy kobiet/dziewczyn, które pazurami przyczepiają się do szaf z kosmetykami i nie ważne, czy chcą coś kupić czy też nie- wymazać się trzeba każdym kolorkiem. 


Ja w swego rodzaju akcie desperacji (gdy już się dopchałam do szafy Rimmel) maznęłam testerem po dłoni i stwierdziłam biorę, wyszukałam nienapoczęty egzemplarz i pobiegłam do kasy. Miałam dość. W domu okazało się, że na dłoni wypróbowałam odcień  102 a do koszyka wrzuciłam 101 ;) Kolor 101 jest bardzo jasnym, nieco cukierkowym różem, który w moim przypadku znacząco odbiega od naturalnego koloru ust, toteż nie nazwę jej "nudziakiem". Jest to pomadka dająca wykończenie pomiędzy matowym a satynowym, nie ma w niej drobinek czy odbijających światło pigmentów. Tu nadmienię, że jest to moja pierwsza taka pomadka. Konsystencja na dłoni wydaje się przyjemna i kremowa a jednocześnie nieco zbita. Pomadka aplikuje się średnio, głównie ze względu na konsystencję. Jako, że jest to szminka matowa...trzeba mieć porządnie wypielęgnowane usta, w przeciwnym wypadku Kate 101 będzie prezentować się bardzo nieestetycznie. Przed nałożeniem obowiązkowy jest peeling- przynajmniej w przypadku osób ze skłonnością do suchych skórek (tak jak ja). Uwierzcie mi, że podkreśli ona każdy mankament waszych ust. Ponad to zauważyłam, że nałożona "z rozmachem" w mgnieniu oka zbiera się i odcina się od "wilgotnej" części ust, dlatego tez obowiązkowo odciskam nadmiar. Na zakończenie dodam, że nie odpowiada mi jej dość pudrowy zapach i "smak". Ja ewidentnie czuję ją na ustach co nie poprawia komfortu noszenia. Powiem więcej, jeśli czuję, że mam na sobie pomadkę to z reguły nie jestem w stanie zużyć jej do końca.



Podsumowując uważam, że nie był to dobry wybór. Najbardziej odpycha mnie jej smak i zapach. Nie cierpię czuć pomadki na ustach! Efekt jaki daje na moich ustach jest daleki od doskonałości, jednak zdradzę Wam sekret- znalazłam na nią sposób. Zanim nałożę Rimmel Kate 101 na usta aplikuję pomadkę ochronną z Neutrogeny ;) Zdecydowanie nie skusze się na pozostałe odcienie.


Znacie pomadki Rimmel z serii Kate? Macie swoich ulubieńców?
Co o nich sądzicie, może tylko ja tak negatywnie je odbieram?

Miłego dnia!
Ania
O pomadce, która jest dla mnie zaskoczeniem roku 2013

11/17/2013

O pomadce, która jest dla mnie zaskoczeniem roku 2013

Blogowanie i spotkania blogerek mają taką zaletę, że czasem można wypróbować różne kosmetyki...również takie, po które same byśmy nigdy w życiu nie sięgnęły. Dziś muszę powiedzieć, że jestem bajecznie szczęśliwa, że pojechałam do Kazimierza Dolnego, gdyż miałam możliwość poszerzyć moje kosmetyczne horyzonty.
Przyznam, że o istnieniu marki kosmetycznej Trend/Softer nie miałam bladego pojęcia...więcej, nawet gdybym miała świadomość, że taka firma istnieje raczej nie sięgnęłabym po ich kosmetyki. Czemu? Nie ma się co oszukiwać, design opakowań woła o pomstę do nieba. Opakowania kosmetyków zdecydowanie nie zachęcają do zakupu. Jak na moje oko wyglądają zwyczajnie tandetnie, jak taniusie, niekoniecznie pierwszej świeżości mazidełka dla gimbazy. Spośród całej masy różnych produktów udało mi się dorwać pomadkę. Pomadkę, która wywróciła mój światopogląd o 180 stopni!

Po pierwsze, wspaniale nawilżająca formuła! Nie mam tu na myśli jedynie braku podkreślania suchych skórek czy czasowego uczucia "wilgotnych" ust. Pomadka faktycznie pielęgnuje i nawilża usta, stosuję ją non stop od ładnych kilku dni i ku mojemu zdziwieniu nie mam problemu ze skórkami. Kolejnym pozytywnym aspektem stosowania pomadki jest piękny kolor. Połączenie czerwieni i fuksji- wszystko stonowane i delikatnie transparentne. Pomadka aplikuje się fantastycznie, jest plastyczna oraz miękka, daje bardzo ładne, wilgotne wykończenie. Trwałość nie jest niestety zawrotna, jednak takie są uroki nawilżających i bardzo "mokrych" pomadek. Plusem jest sposób w jaki znika z ust- stopniowo i subtelnie. Cena jest również zachęcającą- około 9 zł za bardzo dobry produkt.


Czego chcieć więcej...może bardziej eleganckiej szaty graficznej.
Polecam serdecznie, 9 zł nie pieniądz a może okazać się, że zauroczy Was tak jak i mnie!
Maybelline, That's Mauvie; ulubiona pomadka ostatnich tygodni

10/08/2013

Maybelline, That's Mauvie; ulubiona pomadka ostatnich tygodni

Wraz z rozpoczęciem stażu i koniecznością wstawania rano doceniam kosmetyki, które przyśpieszają wykonanie makijażu. Jakoś nigdy nie miałam w sobie tyle samozaparcia, żeby wstawać wcześniej niż to konieczne tylko po to aby zrobić ładny makijaż. W ostatnim czasie intensywnie działam z kredką, delikatnym cieniem i własnie lekko fuksjową pomadką od Maybelline z serii hydra extreme.


Szminka Maybelline That's Mauvie jest ze mną już drugi sezon, jednak muszę powiedzieć, że w tamtym roku jakoś rzadko po nią sięgałam. Pomadka ma kolor delikatnej fuksji, wiem, że niektóre z Was zaliczają ją do "nudziaków" jednak na moich ustach...zupełnie nudziaka nie przypomina ;) Lubię ją nie tylko za radosny kolor ale również za świetną, nawilżającą formułę. Szminka wybaczy nam wiele, nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w załamania i bardzo przyzwoicie się "zjada". Trwałość jest średnia, bez jedzenia czy picia wytrzymuje na ustach kilka godzin. Na zakończenie dodam, że zachęcająca jest również cena (około 18 zł), dostępność oraz szeroka gama kolorystyczna.


Jakie są Wasze ulubione pomadki tej jesieni? A może stawiacie na mocniejsze oko i delikatne usta?

Weekendowa zdobycz, czyli wizyta w Super-Pharm

8/14/2013

Weekendowa zdobycz, czyli wizyta w Super-Pharm

Wszystko co dobre szybko się kończy, również i mój weekend na mazurach dobiegł końca. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Białystok i Galerię Białą, gdzie wskoczyłam do Super-Pharmu. Muszę powiedzieć, że trafiłam jakoś wyjątkowo niefortunnie i jak na mój gust nie było jakiś szalenie ciekawych promocji. Zaopatrzyłam się w kilka drobiazgów- głownie dla mamy, mnie natomiast skusiła jedynie szminka, na którą miałam ochotę już od bardzo, bardzo dawna. L'oreal odcień 02 Innocent Pink .
Jest to moja pierwsza pomadka tej firmy, dziwne? Jakoś zawsze było mi na nie szkoda pieniędzy. Za mój egzemplarz zapłaciłam w promocji około 30 zł. Czy żałuję? Absolutnie nie! Z czystym sumieniem muszę powiedzieć, że było warto!
Kolor jest przepiękny! bezpieczny, delikatny i subtelny. Najbardziej podoba mi się konsystencja. Szminka jest bowiem bardzo kremowa, nie podkreśla suchych skórek oraz nie wchodzi w załamania. Ciekawym zjawiskiem jest jej bardzo dobra pigmentacja przy dość kremowej, raczej a'la masełkowej formule. Pomadka na ustach prezentuje się wyjątkowo uroczo. Idealnie nadaje się do mocniejszego makijażu oczu. Wytrzymałość nie jest zła! Początkowo myślałam, że kolor zetrze się w mgnieniu oka, jednak tak się nie stało. Szminka wytrzymuje na moich ustach ładne kilka godzin- oczywiście bez jedzenia czy picia. Na koniec warto również zwrócić uwagę na bardzo eleganckie opakowanie, które ma dobre zamknięcie. Możemy być pewne, że pomadka nie otworzy się np. w torebce i nie zniszczy. Myślę, że gdy spotkam ją w dobrej cenie-bardzo chętnie zaopatrzę się w kolejne odcienie :)


Warszawskie zakupy i spełnienie kosmetycznego marzenia :)

1/19/2013

Warszawskie zakupy i spełnienie kosmetycznego marzenia :)

Hej Dziewczyny!

         Jak wiecie jakiś czas temu wybrałam się z moim chłopakiem i znajomymi do Warszawy, chłopaki załatwiali swoje sprawy a my z dziewczynami poszalałyśmy w Złotych Tarasach!



             Najbardziej cieszyłam się z zakupów w MAC-u!

         Było to moje marzenie, na które dłuższego czas zbierałam pieniądze, nie kupiłam wszystkiego o czym myślałam, bo ceny przerosły moje oszczędności ;) 
Aczkolwiek, przyjemność trzeba dozować i jestem pewna, że gdy uzbieram kasę, wybiorę się jeszcze raz do Wawy, może koło wiosny :)

róż Warm soul, pomadka creme cup, cień Satin Taupe




Zakupy w MAC-u:

  • szminka CREME CUP
  • cień SATIN TAUPE
  • róż do policzków WARM SOUL

Będąc w Złotych weszłam również do Super-Pharmu, aczkolwiek nic specjalnie nie wpadło mi w oko. Trafiłam chyba na słabe promocje, jedyne mazidło, na które się skusiłam, to obiecany mamie krem pod oczy. Zdecydowałam się na firmę Dermedic
Wklejam zdjęcie (nie mojego autorstwa)



Powiem Wam, że wczoraj rozmawiałam z mamą na temat owego kremu i ( uwaga!) mama jest nim zachwycona!
Stwierdziła, że jest to jeden z fajniejszych kremów, jakie miała możliwość wypróbować :)

Zastanawiam się nad utworzeniem cyklu 50+ , co sądzicie o takim pomyśle?



Kolejne sklepy, które odwiedziłam w Wawie to Ryłko i Top Secret, gdzie obkupiłam się w sylwestrową kreację i buty, z których jestem bardzo zadowolona!

Szpilki Ryłko, sukienka Top Secret


Wstyd się przyznać, ale są to moje pierwsze szpilki, notabene, kupione w wieku prawie 24 lat! (o zgrozo! :D )
Sukienka wydaje mi się być dość elegancka, podejrzewam, że obskoczę w niej nie jedne chrzciny, czy obronę magisterki :)

               Na koniec weszłam do Bereshki i skusiłam się na śliczną bluzeczkę, która dobiła mój budżet :)

bluzeczka 



Macie jakieś swoje ulubione MAC-owe produkty?

Osobiście myślałam jeszcze nad zakupem paint pot-a, wiele dziewczyn poleca je jako bazy  pod cienie.

Pozdrawiam A.
Elegancja w wydaniu Inglot-owym.

1/03/2013

Elegancja w wydaniu Inglot-owym.

Hej Dziewczyny!

Dzisiaj chciałam Wam pokazać produkt, który niedawno kupiłam, aczkolwiek zrobił na mnie ogromne wrażenie i poniekąd podbił moje kosmetyczne serce ;)

Inglot konturówka do ust


Mowa będzie o konturówce firmy Inglot.



Pierwsze co przykuwa naszą uwagę i wzrok to genialne opakowanie. Nie ma się co oszukiwać, moim zdaniem,Inglot tym razem na prawdę się postarał.
Produkt wykonany jest solidnie i widać, że producent się przyłożył. W zestawie dostajemy również małą strugaczkę do naostrzenia kredeczki. 
Dodatkowo, z drugiej strony mamy fajny pędzelek, który może nam się przydać w sytuacjach awaryjnych czy podczas jakiejś imprezy (nie musimy targać ze sobą i szukać w kosmetyczce pędzelka)




Konturówka jest elegancja i szykowna, opakowanie jest metalowe.

Sam produkt sprawuje się na moich ustach genialnie!
Kredka jest bardzo precyzyjna i dość miękka, co sprawia, że bardzo łatwo się z nią współpracuje.

Kredka nie powoduje nadmiernego przesuszenia ust, można ja stosować jak standardową konturówkę, jednak ja lubię wypełnić nią całe usta i pociągnąć wazeliną/ Tisane/ błyszczykiem.
Uzyskamy wtedy bardzo ładny efekt eleganckich, a'la matowych ust.

Inglot nr 858 na ustach, światło naturalne

Zapach jest przyjemny i delikatny.
Kolor jest ślicznym, zgaszonym różem, muszę przyznać, że na mój gust bardzo uniwersalnym.
Mój numer to 858

W ofercie Inglota znajdziecie dość sporą gamę odcieni, założę się, że każda znajdzie coś dla siebie.

Kredka do ust nr. 858


Cena to 40 zł jednak w promocji można ją dostać za 30 zł.
Produkt jest trwały i wydajny, przez co wydaje mi się, że warto wydać na niego te kilka złotych więcej, niż na tradycyjną kredkę.


Pozdrawiam A.
NUDziak od Golden Rose

12/12/2012

NUDziak od Golden Rose

Hej Dziewczyny!

Dzisiaj mam dla Was małe co nieco, na temat pomadki z firmy Golden Rose.
Podejrzewam, że większość z Was, o ile nie wszystkie, dobrze znacie tą markę kosmetyków kolorowych...nie ma co ukrywać, mnie początkowo kojarzyła się ona z tanimi, bazarowymi mazidełkami, w tandetnych kolorach, często stojącymi na słońcu o wątpliwej jakości, więc omijałam je szerokim łukiem. 




Jakież było moje ogromne zdziwienie, gdy z powodu mojego zapominalstwa, musiałam kupić sobie pomadkę. Z braku laku padło na Golden Rose, pomyślałam, że 10 zł to  nie fortuna i najwyżej ją wyrzucę jeśli się nie sprawdzi.
Pomadka okazała się być, jak za taką cenę bardzo dobra!


Perfect Shine Lipstick Golden Rose

  1. Pomadka ma piękny kolor, jest to brudno-różowy NUDE, raczej chłodny.
  2. Konsystencja jest bardzo przyjemna, pomadka ładnie się aplikuje, rozprowadza na ustach.
    Ma ona kremowe, perłowe wykończenie.
    Co ważne, nie podkreśla suchych skórek oraz nie wysusza ust.
  3. Genialnie pasuje do mocniejszego makijażu oczu.
  4. Trwałość jest średnia, jednak nie oszukujmy się, jest to produkt, za który płacimy około 10 zł, więc nie oczekujmy mega długiej trwałości.
  5. Zjada się z ust bardzo ładnie i estetycznie, nie zostawia brzydkich "resztek" w kącikach ust, czego wręcz nie znoszę!
  6. Zapach mnie zaskoczył, ponieważ spodziewałam się takiego "pudrowego", jak ja to określam "babcinego" zapachu, jednak tu również Golden Rose zaskoczyło mnie na całej linii.
    Zapach jest bardzo przyjemny, niczym nie przypomina "starej szmineczki babuni "
  7. Kolejny plus to duży wybór, zarówno kolorów jak i wykończeń pomadek.
  8. Jedyne co mi się w niej nie podoba, to niestety mało eleganckie i jak dla mnie trochę tandetne opakowanie. Jednak jest to sprawa gustu ;)

Pomadka Golden Rose nr. 205

Osobiście, jestem nią całkowicie oczarowana i muszę się przyznać, że chyba zmienię zdanie o Golden Rose.
Szminkę oczywiście serdecznie polecam!



Ocena: 4.5/5

Znacie? Lubicie? Możecie polecić jakąś inną fajną szminkę na zimę?
Pozdrawiam A.
Copyright © 2017 AnnaBlog