Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty
TRICO BOTANICA ENERGIA || EFEKTY PO MIESIĄCU STOSOWANIA

12/28/2018

TRICO BOTANICA ENERGIA || EFEKTY PO MIESIĄCU STOSOWANIA

Ostatnio na moim blogu pojawia się dużo wpisów związanych z pielęgnacją włosów, głównie pod kątem wypadania. Nie żebym została "włosomaniaczką", nie, nie mam na to aż tyle czasu. Po ciąży, moje włosy się osłabiły, więc nikogo nie powinno dziwić, że szukam ratunku. Wypadanie włosów często oprócz czynników zależnych od nas, ma również podłoże genetyczne. Kurację, której wyniki chcę Wam przedstawić, testowała moja mama, która po latach farbowania i trwałej ondulacji, tak jak i ja, walczy o polepszenie stanu włosów.


Trico Botanica Energia to linia produktów stymulujących prawidłowy wzrost włosów. Ekstrakty z rozmarynu, żeń-szenia, cytryny oraz roślinne komórki macierzyste są bazą dla skutecznych formuł pomagających zapobiegać utracie włosów oraz wzmacniać włosy osłabione.W skład gamy wchodzą szampon i lotion do skóry głowy. Produkty nie zawierają parabenów, barwników, SLS i petrolatum.

TRICO Botanica|| ENERGIA NATURALNYCH SKŁADNIKÓW

Seria Trico Botanica Energia, przeznaczona jest do włosów osłabionych, które mają tendencję do nadmiernego wypadania. W skład serii wchodzi szampon oraz serum, oba preparaty oparte są na naturalnych składnikach. Zawierają ekstrakty roślinne, między innymi,  z pobudzającego ukrwienie, żeń-szenia czy silnie antyoksydacyjnego rozmarynu. Szampon zamknięty jest w małej, zgrabnej plastikowej buteleczce zaopatrzone w zamknięcie typu "klikany dziubek". Dozowanie produktu nie stwarza problemów, nawet gdy kosmetyk dobija dna. Nuta zapachowa jest przyjemna, nieco ziołowa,  wyczuwalny jest rozmaryn oraz cytryna.  Szampon jest faktycznie łagodny, w porównaniu do popularnych, drogeryjnych szamponow pieni się umiarkowanie. Mimo, iż produkt nie zawiera SLS, nie płacze włosów i nie utrudnia ich rozczesania, a jak wiecie, wiele naturalnych szamponów ma do tego tendencję.  Jest to kosmetyk zdecydowanie łagodny dla skóry głowy, moja mama często po produktach drogeryjnych odczuwa świąd, szampon TRICO Botanica ENERGIA, dobrze myje a jednocześnie nie podrażnia. Jak za każdym razem, zawsze bardziej interesuje mnie działanie serum/wcierki, już kiedyś wspominałam, że moim zdaniem preparaty tego typu są kluczowe jeśli chodzi o przeciwdziałania wypadaniu włosów. Serum zamknięte jest w butelce wykonanej z ciemnego szkła, które przeciwdziała rozpadowi substancji czynnych. Swego czasu wszystkie surowce farmaceutyczne były przechowywane właśnie w takich ciemnych butelkach. Do produktu dołączona jest pipeta, dzięki której precyzyjnie odmierzymy potrzebna ilość produktu. Serum pachnie podobnie jak szampon, nieco ziołowo.

Zasada stosowania preparatów jest prosta, szamponem myjemy głowę, fajnie jeśli zostawimy go na chwilkę zanim spłuczemy. Kolejnym krokiem jest serum, aplikować można od razu z pipetki na skórę głowy lub na dłonie a następnie wcierać w skalp.  Początkowo, tak jak zaznacza producent, odczuwalne jest delikatne mrowienie,  jest to efekt rozszerzania naczynek, znak, że serum działa. Żeby Was nie przestraszyć dodam, ze mrowienie szybko mija. Ważne, aby aplikację serum połączyć z masażem, czy to poduszkami palców czy, tak jak moja mama specjalnym masażerem. Wcierkę można aplikować po umyciu włosów, przed stylizacją lub na suche włosy np.wieczorem.

TRICO Botanica ENERGIA || czy daje zadowalające efekty?

Efekty stosowania zaczynają być widoczne po około miesiącu. Po pierwsze włosy mniej wypadają, widać to zarówno na szczotce jak i w odpływie. Moja mama ma naturalnie ciemne włosy, które od kilku lat rozjaśnia, dlatego mocno zauważalne było zagęszczenie linii włosów przez drobniutkie, cieniutkie i co najlepsze...czarne baby hair, również zakola pokryły się ciemnymi włoskami. Co więcej, na krótkich włosach pewne sprawy łatwiej dostrzec, otóż kuracja przyspiesza ogólne dorastania włosów, gdyż mama wyjątkowo szybko musiała ponownie odwiedzić fryzjera żeby utrzymać fryzurę w ryzach.


Po doświadczeniach mojej rodzicielki, myślę, że gdy skończę swoją kurację bardzo chętnie wypróbuję kosmetyki TRICO Botanica ENERGIA, zwłaszcza ciekawi mnie wcierka. Są to kosmetyki naturalne, o przyjaznym składzie, w dobrej cenie i o łatwej dostępności.

Dajcie znać czy znacie bohaterów mojego dzisiejszego wpisu! Jakie preparaty Wy polecacie na wypadanie włosów?

JAK OSWOIĆ SZTUCZNE RZĘSY || PREZENTACJA KILKU MODELI PERHAEPS

10/18/2018

JAK OSWOIĆ SZTUCZNE RZĘSY || PREZENTACJA KILKU MODELI PERHAEPS

Temat sztucznych rzęs pojawia się na moim blogu po raz pierwszy. To zaskakujące, tym bardziej, że odkąd nauczyłam się je przyklejać, lubię podkręcić nimi makijaż. Nie ma się co czarować, każdy, nawet najprostszy makijaż, będzie wyglądał o niebo lepiej, gdy zagęścimy linię rzęs. Taki zabieg pięknie otwiera oko, odejmuje lat i sprawia, że nasza twarz zyskuje "to coś". Również makijaż wieczorowy, nawet ten najbardziej wymuskany, bez pięknych rzęs, moim zdaniem, wypada blado. Nie powiem, że doklejam rzęsy każdego dnia. Nie, nie mam takiej potrzeby, jednak kiedy chcę wyglądać ekstra, nie wyobrażam sobie, żeby pominąć ten etap.



RZĘSY TWORZONE Z PASJĄ || PERHAEPS


Perhaeps to sztuczne rzęsy stworzone dla kobiet ceniących dobrą jakość i perfekcyjny makijaż. W ofercie marki znajdziemy zarówno kępki jak i rzęsy na pasku. Do wyboru mamy wiele modeli, każdy z nich jest świetnie opisany, co bardzo ułatwia wybór. Do rzęs, dołączony jest również klej, przyznam, że byłam do niego sceptycznie nastawiona, jednak muszę powiedzieć, że jest całkiem dobry. Rzęsy wykonane są bardzo starannie, z syntetycznego włosia, które bardzo dobrze imituje naturalne włoski. Rzęsy są elastyczne a pasek plastyczny, co znacząco wpływa na łatwość aplikacji.



Tak jak wspominałam wyżej, rzęsy na oku wyglądają bardzo elegancko i naturalnie, nie dają plastikowego "połysku", który często towarzyszy rzęsom niższej jakości. Warto dodać, że są one bardzo komfortowe w noszeniu, nie czuje się ich na oku, nie są ciężkie i nie będą Wam dokuczały. Na co dzień noszę soczewki i mam bardzo wrażliwe oczy, przez co niektóre kosmetyki, w tym kleje do rzęs, potrafiły mnie uczulać, w przypadku produktu Perhaeps takie zjawisko nie ma miejsca.

SPOKÓJ I PEWNA RĘKA KLUCZEM DO SUKCESU || KILKA SŁÓW O APLIKACJI


Kiedyś sądziłam, że przyklejanie sztucznych rzęs to zadanie trudne i zarezerwowane dla guru makijażowych czy profesjonalistów, jednak dziś wiem, że wprawa, metodą prób i błędów a przede wszystkim cierpliwość są kluczem do sukcesu. Przede wszystkim, jeśli zaczynasz przygodę z rzęsami, moja rada, daj sobie czas i nie stresuj się. To jak z karmieniem piersią (tak, tak, jestem aktualnie na tym etapie życia), po kilku porażkach wyłapiesz ten moment. Osobiście radzę przygotować sobie pod ręką, przede wszystkim rzęsy, nożyczki, pęsetę, tusz do rzęs i klej. W przypadku rzęs Perhaeps, trzeba pamiętać, żeby bardzo delikatnie odkleić je od paska kleju, na którym są umocowane. Rzęsy najpierw "przymierzamy" na sucho, pasek nie może być za długi, bo gdy znajdzie się za blisko kącika, zwłaszcza wewnętrznego, może to powodować dyskomfort, drapać i urażać oko. Trzeba rzęsy wówczas delikatnie przyciąć. Kolejno nakładamy odrobinę kleju, czekamy chwilę aby nieco wysechł i przystępujemy do aplikacji. Zaczynamy od środka a następnie dociskamy końce paska. Tyle teorii, teraz kilka moich spostrzeżeń, jak ja oswoiłam aplikację sztucznych rzęs.

  • daj sobie czas na naukę, zacznij przyklejanie w spokojnej i nie stresującej cię atmosferze, jeśli pierwszy raz aplikujesz rzęsy przed wielkim wyjściem, na bank będziesz zdenerwowana i dołożysz sobie niepotrzebnie nerwów.
  • jeśli nie masz jeszcze wprawy, postaraj się kilka razy "na sucho", przykładać i zabierać rzęsy od oka, musisz wyczuć pewnego rodzaju punkt "środka oka", zerknij w bok, zobacz, czy pasek kończy się w dobrym miejscu zewnętrznego kącika oka, czy nie kończy się zbyt wcześnie lub za późno
  • zwróć uwagę na kącik wewnętrzny, jeśli nakleisz pasek zbyt blisko, masz jak w banku, że rzęsy będą Cie urażały i denerwowały, wtedy możesz je czuć
  • dobrze przyklejonych rzęs nie czuć na oku ani ich "nie widzisz"
  • nie śpiesz się po nałożeniu kleju, on musi przeschnąć a Ty masz wtedy czas aby jeszcze raz, spokojnie zastanowić się gdzie przyłożyć pasek.
  • użyj zalotki aby podkręcić swoje rzęsy



Przyznam, że aplikowałam już wiele rożnych rzęs, najróżniejszych firm. Mam kilku faworytów, do których śmiało mogę powiedzieć, dołączyły również rzęsy Perhaeps. Polubiłam je, przede wszystkim, za łatwość aplikacji. Uważam, że gdybym zaczęła naukę właśnie na nich, uniknęłabym początkowej irytacji i zniechęcenia. Pasek jest na tyle delikatny, elastyczny i niewidoczny, że z przyklejeniem ich poradzi sobie największy laik. Śmiało mogę stwierdzić, że dopasowuje się on do kształtu powieki.

JAK WYGLĄDAĆ NATURALNIE I JAK DBAĆ O SZTUCZNE RZĘSY

W tym temacie, kluczowy jest dobór odpowiedniego modelu, najbardziej naturalnie wyglądają kępki, jednak ich aplikacja zajmuje najwięcej czasu. Jeśli chodzi o modele na pasku, ważne aby dobrze dopasować jego długość. Ja, jeśli zależy mi na naturalnym wyglądzie, stawiam na modele delikatne, z raczej krótkim rzęsami, głównie dlatego, że moje naturalne również nie są długie. Zawsze przed aplikacją rzęs, używam zalotki a następnie tuszuję swoje rzęsy. Wiem, że niektórzy pomijają malowanie własnych, jednak u mnie wygląda to tragicznie, jasne, naturalne włoski i nagle czarne sztuczne rzęsy. Każdy się zorientuje.


Zdejmowanie rzęs zaczynam od złapania paska w zewnętrznym kąciku i delikatnym odklejeniu. Jeśli chcecie, aby rzęsy posłużyły Wam kilka razy, od razu po zdjęciu, zmyjcie klej z paska, oczyśćcie rzęsy i odłóżcie do pudełeczka.

Dajcie znać jakie są Wasze patenty na sztuczne rzęsy i jakie modele polecacie!

DERMOKOSMETYKI MEDIQSKIN  || SERIA DO CERY TRĄDZIKOWEJ

8/17/2018

DERMOKOSMETYKI MEDIQSKIN || SERIA DO CERY TRĄDZIKOWEJ

Na rynku pojawia się wiele kosmetyków oraz dermokosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji skóry problematycznej i trądzikowej. Bardzo często, gdy uznajemy, naszą cerę za trądzikową, pierwsze kroki kierujemy do drogerii, gdy kupowane tam kosmetyki nie dają oczekiwanych efektów, sięgamy po dermokosmetyki dostępne w aptekach. W dzisiejszym wpisie, chciałam Wam zaprezentować serię produktów Mediqskin, dostępną wyłącznie w aptekach, przeznaczoną do pielęgnacji cery trądzikowej. W jej skład wchodzi żel do mycia twarzy, płyn micelarny, krem intensywnie nawilżający SPF 15 oraz żel punktowy do cery trądzikowej. Jeśli jesteście ciekawe, jak się u mnie spisały, zapraszam dalej.


Demakijaż i oczyszczanie || płyn micelarny i żel do mycia twarzy


Formuła płynu micelarnego została opracowana i dostosowana do specyficznych potrzeb skóry trądzikowej. Przede wszystkim, preparaty te musza dobrze oczyszczać skórę z zanieczyszczeń, w tym z makijażu, jednak powinny robić to delikatnie, aby nie podrażniać i co ważne, nie przesuszać skóry, która poddawana jest kuracji przeciwtrądzikowej. Płyn został wzbogacony ekstraktem z płatków róży stulistnej, która reguluje wydzielanie sebum oraz zapobiega namnażaniu się bakterii. Kompleks NMF przyczynia się do długotrwałego wiązania i zatrzymywania wody w naskórku oraz w głębszych warstwach skóry. Alantoina działa kojąco i łagodząco. Efekt? Dokładny i delikatny demakijaż, przy jednoczesnym ograniczaniu występowania ropnych stanów zapalnych, ukojeniu oraz zachowaniu odpowiedniego nawilżenia.

Pierwszym krokiem w mojej wieczornej pielęgnacji, jest demakijaż, nie ukrywam, że w tym celu zawsze preferowałam płyny micelarne. Przetestowałam ich na prawdę wiele. Jak wypada ten z Madiqskin? Dobrze, nawet bardzo dobrze. Ogromny plus za jego łagodną formułę dzięki czemu nie szczypie w oczy, nie powoduje podrażnień oraz nie daje uczucia przesuszenia. Z minusów, muszę zaznaczyć, że jak na mój gust wymaga domycia żelem, zwłaszcza, gdy mam mocniejszy makijaż oka. Zaznaczę jednak, że ja zawsze wieczorem i tak używam żelu do mycia twarzy, jednak wiem, że niektórzy omijają ten krok.


Składniki czynne zawarte w żelu do mycia twarzy, zostały dobrane tak, aby w sposób optymalny zaspokoić potrzeby cery trądzikowej. Żel ma skutecznie usuwać zanieczyszczenia, nadmiar sebum czy makijaż, bez naruszania naturalnej bariery ochronnej skóry. Żel do mycia twarzy Madiqski nie zawiera mydła ani alkoholu a SLSy zostały zastąpione łagodnymi substancjami myjącymi i pianotwórczymi. Produkt dokładnie oczyszcza pory skóry, lekko złuszcza, rozjaśnia a przy tym nie przesusza. Żel został wzbogacony olejkiem z drzewa herbacianego, o naturalnych właściwościach antyseptycznych oraz hamujących rozwój bakterii, również P. acnes. Podobnie jak w przypadku płynu micelarnego, żel posiada w składzie alantoinę, ekstrakt z róży stulistnej oraz kompleks nawilżający NMF. 

Żel do mycia twarzy Madiqskin okazał się dla mnie bardzo komfortowy w stosowaniu. Ogromny plus za pompkę oraz za rewelacyjne domywanie resztek makijażu i innych zanieczyszczeń. W tym aspekcie, spisuje się na solidną piątkę z plusem. Warto wspomnieć o jego zapachu, mocno wyczujemy olejek z drzewa herbacianego, który daje uczucie świeżości, jednak miałam wrażenie, że nieco ściąga skórę.


Mediqskin Plus żel punktowy || wyrób medyczny, nie kosmetyk

 

Jest to największa różnica pomiędzy rożnego rodzaju, mocno reklamowanymi produktami, które dostaniecie w najróżniejszych drogeriach czy sklepach internetowych. Madiqskin Plus żel punkowy do cery trądzikowej, to preparat, który ma status wyrobu medycznego, nie kosmetyku. Mamy zatem pewność, że produkt jest lepiej przebadany, również pod kątem badań klinicznych, produkowany w innym standardzie i ma jasno określony skład. Ponad to, wyrób medyczny podlega ustawie i ma ściśle określone przeznaczenie. Mediqskin Plus, to pierwszy, dostępny bez recepty, preparat, który oprócz 4 % kwasu glikolowego, zawiera również 0,02% tretynoinę oraz 0,8 % klindamycynę. Produkt nie zawiera alkoholu etylowego czy substancji zapachowych.


Skład preparatu zapowiada rewolucję i tak też się dzieje. Żel, mimo stężeń, które wydają się być niskie, faktycznie działa mocno wysuszająco oraz złuszczająco. Połączenie kwasu glikolowego oraz tretynoiny daje zauważalne efekty, złuszczenie naskórka występuje około trzeciego dnia od aplikacji. i w moim przypadku było dość intensywne. Ratowałam się peelingami, jednak prawda jest taka, że naskórek musiał zejść. Zauważyłam, że pory oczyszczają się i faktycznie ulegają zwężeniu. Klindamycyna o właściwościach przeciwbakteryjnych (antybiotyk z grupy linkozamidów) ogranicza rozwój bakterii, przez co zmniejsza ilość ropnych wyprysków. Częstotliwość stosowania preparatu musi zostać przez Was indywidualnie dostosowana, mnie wystarczyło raz góra dwa razy w tygodniu. Z kwestii technicznych, wspomnę również o tym, aby po umyciu twarzy powstrzymać się z aplikacją żelu aż do dokładnego osuszenia skóry, a i na dobrze wyschniętej cerze, żel potrafi szczypać. Produkt nakładamy również tylko tam, gdzie faktycznie występują problemy z cerą, nie ma bowiem sensu aplikować tak intensywnego preparatu w obszary, które nie są dotknięte problemem trądziku.

Nie ukrywam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam go u siebie w aptece, pomyślałam- no to się zacznie, jednak po namyśle, uznałam, że może to i dobrze, że pacjenci będą mieć dostęp do produktu o takim składzie. Najważniejsze, aby używać go z głową, przyjść po poradę- czy na pewno jest to produkt dla nas, stosować się ściśle według wskazań i co bardzo ważne, nie zapominać o ochronie przeciwsłonecznej.


Mediqskin krem intensywnie nawilżający SPF 15 || nieodzowny element w każdej kosmetyczce


Krem oparty jest na kwasie hialuronowym oraz kompleksie NMF, składniki te zapewniają głębokie i intensywne nawilżenie skóry. Kompleks NMF odbudowuje i uzupełnia naturalny płaszcz ochronny skóry, przez co zmniejsza ucieczkę z niej wody, zapobiegając jednocześnie odwodnieniu i przesuszeniu. Krem zawiera również ekstrakt z róży stulistnej, który jak wspominałam wcześniej, ma właściwości seboregulujące, nie jest on komedogenny, nie zatyka porów.


Produkt zrobił na mnie dobre wrażenie, myślałam, że będę miała do czynienia z tłuściochem, jednak pomyliłam się. Krem wchłania się bardzo szybko, praktycznie do matu, dzięki czemu sprawdza się idealnie jako baza pod podkład. Jednocześnie krem daje uczucie komfortu, czuć nawilżenie i ukojenie, jest to fajne i wbrew pozorom nieoczywiste połączenie nawilżenia z regulacją wydzielania sebum. Na dłuższą metę krem dobrze nawilża a jednocześnie dobrze reguluje błyszczenie, w moim przypadku strefy T. Ważne, że nie ma mowy o efekcie błędnego koła, który polega na nadmiernym wysuszaniu skóry przez co zaczyna ona produkować jeszcze większe ilości łoju.

Seria Mediqskin || gra warta świeczki?


W kilku słowach podsumowania, uważam, że jest to seria godna polecenia. Mam wrażenie, że największą jej zaletą jest spójność i idealne uzupełnianie się produktów, gdyż nawet, jeśli płyn micelarny nie domyje całego makijażu to zrobi to żel. Produkty dobrze oczyszczają, jednak robią to łagodnie, bez zbędnego przesuszania, jednocześnie wydzielanie sebum jest cały czas kontrolowane. Krem intensywnie nawilżający sprawdza się bardzo dobrze, robi to co ma robić, nawilża, uzupełnia barierę lipidową a jednocześnie kontroluje i niweluje świecenie się skóry. Największym hitem a jednocześnie największym wyzwaniem, jest żel punktowy, który ma mocny i konkretny skład. Jeszcze raz uczulam na ten produkt, uważam, że może zrobić on tyle dobrego co i złego, wszystko zależy od tego w jaki sposób go stosujemy. Pamiętajmy, żeby używać go z głową i dbać o odpowiednią ochronę przeciwsłoneczną. Uczulam również na to, że tretynoina działa teratogennie, więc nie polecam stosować jej w ciąży, mimo, że ma mieć tu działanie miejscowe. W takich kwestiach lepiej dmuchać na zimne. 

Dajcie znać czy znacie dermokosmetyki Mediqskin i co o nich sądzicie?

KOSMETYKI PROSTO Z NATURY || RESIBO SERUM I KREM POD OCZY

7/14/2018

KOSMETYKI PROSTO Z NATURY || RESIBO SERUM I KREM POD OCZY

Dzisiejszy wpis poświęcony będzie pielęgnacji, jednak pielęgnacji nie byle jakiej a wyjątkowej, naturalnej i niezwykle przyjemnej. Mowa o produktach polskiej marki Resibo, o której słyszałam już jakiś czas temu, jednak dopiero stosunkowo niedawno, bo kilka miesięcy temu, skusiłam się i wprowadziłam je do swojej pielęgnacji.


RESIBO, dobre i polskie || kosmetyki tworzone z pasją

RESIBO, to polska marka kosmetyków, które bazują na naturalnych składnikach i tworzone są z wysokiej jakości surowców roślinnych. Wszystko z myślą o zdrowiu, bezpieczeństwie a także o środowisku. Są to kosmetyki wegańskie, biodegradowalne i wszechstronne. Najważniejsze jednak jest to, że są to produkty tworzone z pasją i zaangażowaniem, z ogromną pieczołowitością dopracowywany jest każdy szczegół, zaczynając od szaty graficznej, designu opakowań a kończąc na produkcie najwyższej jakości. Są to kosmetyki tworzone i opracowywane przez kobietę dla kobiet, z miłością, szacunkiem i pomysłem, łączą one bowiem tradycyjne receptury z nowoczesnymi technologiami. Resibo jest stosunkowo młodą marką, która powstała w 2014 roku na Śląsku, mimo to, odniosła już spore sukcesy, ich kosmetyki zostały zauważone i odznaczone medalem " Perły Rynku Kosmetycznego". Również media społecznościowe nie milkną i co chwilę możemy poczytać o coraz to nowych perełkach od Resibo. W ofercie marki, znajdziemy kosmetyki zarówno do ciała jak i do twarzy, balsamy, kremy, produkty do demakijażu czy peelingi. Osobiście bardzo długo zastanawiałam się nad tym, co najbardziej chciałabym wypróbować, kusiły mnie kremy, zwłaszcza rozświetlający, jednak ostatecznie stwierdziłam, że zacznę od słynnego serum olejkowego oraz kremu pod oczy.


Odrobina elegancji i luksusu

Resibo kojarzy mi się z kobietą pewną siebie, śmiało kroczącą do przodu, taką, która wie czego chce. Za każdym razem, gdy sięgam po ten elegancki, szklany flakonik, który skrywa w sobie bogactwo natury, mam poczucie piękna i szyku. Wieczorna pielęgnacja nigdy nie była tak przyjemna, również dla oka. Harmonijna i spójna szata graficzna oraz design opakowań napawa mnie pewnością, że inwestycja w kosmetyki Resibo, była dobrym posunięciem. Serum oraz krem dumnie i elegancko prezentują się w mojej łazience. Wiem, że są to szczegóły, jednak my kobiety takie jesteśmy, że lubimy to co ładne, uwielbiamy gdy dobre działanie idzie w parze z elegancją i szykiem. Tak jest w tym przypadku! Oprócz uroku, buteleczka serum jest również bardzo przemyślana, pipeta nie napełnia się do końca a ujście buteleczki dodatkowo chroni gumowa uszczelka. Wszystko to zapewnia higienę i komfort codziennego używania.

RESIBO || Serum naturalnie wygładzające

Serum naturalnie wygładzające, to kosmetyk, który podbił serca wielu kobiet, czemu osobiście wcale się nie dziwię. Serum ma wygładzać zmarszczki, wyraźnie ujędrniać, ujednolicać oraz przywracać skórze młodzieńczą świeżość i blask. W jego składzie znajdziemy między innymi olejek ze słodkich migdałów oraz winogron, olej z nasion ogórecznika,  ponad to olejek marula, olejek buriti, olejek Lakesis, ekstrakt z lawendy motylej, witaminę C oraz skwalan. Patrząc na skład, od razu widać, że serum to istna bomba olejkowa o działaniu nawilżającym, liftingującym oraz wygładzającym. Ekstrakt z lawendy motylej, ma działać już po 24 godzinach w sposób analogiczny do botuliny, stąd obietnica niemal natychmiastowego wygładzenia i korekcji drobnych zmarszczek mimicznych. Serum bogate jest w składniki o działaniu antyoksydacyjnym, odżywczym oraz gojącym i regenerującym. Sprawdzi się ono u osób z cerą zarówno suchą, odwodnioną jak i mieszaną, której potrzeba regeneracji. 



Serum naturalnie wygładzające wprowadziłam do swojej pielęgnacji ponad miesiąc temu i powiem szczerze, że żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Zawsze wzbraniałam się i odrzucałam kosmetyki w formie olejków, bałam się ich konsystencji, tego, że będę czuła tą niemiłą lepkość. W przypadku tego serum, nic takiego nie ma miejsca, powiem więcej, jestem zaskoczona tym, jak szybko kosmetyk wnika w skórę. 3-4 krople produktu, rozgrzane uprzednio w palcach, delikatnie wklepywane w twarz, szyję oraz dekolt, cudownie otulają, odżywiają i koją. Mimo, iż jest to serum w formie olejku, produkt nie pozostawia niemiłej, lepiej czy tłustej warstwy. Warto również zwrócić uwagę na zapach, z moich doświadczeń wiem, że kosmetyki naturalne, jak by to ująć, różnie pachną. Na swej drodze spotkałam produkty, których zapach skutecznie zniechęcił mnie do ich stosowania. Serum pachnie ziołowo, jednak bardzo łagodnie, osobiście mam wrażenie, że wyczuwam nuty lawendy, jednak może być to moja podświadomość. Zapach nie jest nachalny a subtelny, idealny w wieczornej aromaterapii, pomaga się wyciszyć i zrelaksować.



Płynny botoks a może esencja młodości?

Działanie serum oceniam bardzo wysoko, nie spodziewałam się tak dobrych efektów. Moja cera faktycznie nabrała blasku, skóra jest elastyczna, wygładzona i napięta. Taka promienna.  Serum używam na noc, następnie nakładam krem nawilżający a rano budzę się z twarzą gładką i przyjemną w dotyku. Czasem zastanawiam się czy to ciąża czy serum, jednak wiem, że zanim wprowadziłam je do mojej pielęgnacji, nie było tak różowo. Moja buzia, szczególnie po pierwszym trymestrze, wołała o pomstę do nieba. Odwodniona, pozbawiona blasku, mało elastyczna, liczne suche skórki sprawiały, że podkłady wyglądały tragicznie. Zawsze ciężko mi stwierdzić, czy widzę zmniejszenie zmarszczek, może dlatego, że nie mam ich jeszcze zbyt wiele, to co mogę Wam zagwarantować, to wzrost jędrności i elastyczności. Ewidentnie wyczujecie poprawę nawilżenia i odżywienia, jeśli borykacie się z suchymi skórkami, możecie być pewne, że włączając regularny peeling oraz to serum, pozbędziecie się problemu.


RESIBO || Krem pod oczy

Obietnica, która składa producent, zafascynowała mnie tak bardzo, że nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Krem, który poprawia mikrokrążenie, redukuje cienie i obrzęki oraz wygładza zmarszczki, jest czymś aż nierealnym. Producent idzie krok dalej, twierdzi, że krem wypycha zmarszczki od środka a spojrzeniu przywraca blask i zdrowy, nieskalany bezsennością, wygląd. Jeśli chodzi o skład, krem zawiera między innymi olej arganowy, kofeinę, ekstrakt ze skórki cytryny, ekstrakt z nasion dyni, Aquaxtrem ™ , czyli wyciąg z korzenia rabarbaru, ekstrakt z kłączy ruszczyka kolczastego, ekstrakt z żywicy indyjskiego drzewa Commiphora Mukul oraz wyciąg z ziela nawłoci. Ponownie mamy tu całą moc dobroczynnych składników o działaniu uszczelniającym naczynka, poprawiającym krążenie, intensywnie nawilżającym, rozjaśniającym czy antyoksydacyjnym. 


Czy spełnia obietnice?

Krem zamknięty jest w małej tubce, posiada dozownik typu air-less, który zapewnia dodatkową ochronę przed mikrobami z zewnątrz, co wpływa pozytywnie na jego trwałość i pomaga zmniejszyć ilość konserwantów. Na duży ukłon zasługuje zapach, łagodny, delikatnie ziołowy ale wyjątkowo przyjemny. Takie detale zawsze sprawiają, że chętniej sięgamy po dany kosmetyk, tak jest właśnie w tym przypadku. Konsystencja jest lekka ale zarazem treściwa, jest to przykład idealnego balansu pomiędzy bogatym składem a komfortowym dla klienta podłożem. Krem rozprowadza się idealnie, sunie gładko pod oczami, nawilża, lekko natłuszcza wrażliwą i cienką skórę pod oczami, daje uczucie ukojenia i komfortu. Produkt współgra z rożnymi korektorami, nie zauważyłam żeby któryś się zbierał czy rolował. Jest to krem o bogatym składzie, więc musicie wziąć poprawkę i dać mu chwilę aby się wchłonął, osobiście proponuję np. zaaplikować krem, zrobić sobie śniadanko, kawkę i zabrać się za malowanie. Resibo stworzyło krem zdecydowanie wart uwagi, dobry jakościowo oraz dopracowany wizualnie. Osobiście od kremu pod oczy oczekuję przede wszystkim mocnego nawilżenia oraz odżywienia i te obietnice są w 100% spełnione. Co do redukcji zasinień czy wypchnięcia zmarszczek, powiem tak, dobrze nawilżona skóra to podstawa i zawsze wygląda zdrowiej, młodziej, zmarszczki nie są tak mocno widoczne, jak na skórze zaniedbanej i przesuszonej.


Z mojej strony, póki co, to już wszystko, jednak mam nadzieję, że moja przygoda z kosmetykami Resibo dopiero się rozkręca. Patrząc na ich produkty, widzę czystą pasję i przyjemność z tworzenia. Kosmetyki Resibo sprawiają, że czuję się wyjątkowa, dopieszczona, otulona cudownym produktem, to wszystko sprawia, że sięgam po nie z ogromną przyjemnością i mam ochotę na więcej! Polecam serdecznie, myślę, że każda z nas znajdzie coś dla siebie i będzie zadowolona! Dawno nie byłam tak zadowolona i pewna danego kosmetyku.

Dajcie znać co sądzicie o ich produktach i oczywiście, które kosmetyki Wy lubicie i polecacie!

RIMMEL LASTING FINISH BRETHABLE || PODKŁAD I KOREKTOR

6/23/2018

RIMMEL LASTING FINISH BRETHABLE || PODKŁAD I KOREKTOR

Co jakiś czas, na drogeryjnych półkach, pojawiają się takie produkty, obok których nie sposób przejść obojętnie. Dodajmy do tego dobrą reklamę, zamieszanie na blogach i na youtube...i sukces gotowy. Klientki zdobyte, złapane na haczyk. Czy coś w tym złego? Uważam, że nie, jeśli produkt zapowiada się ciekawie, jest łatwo dostępny a co najważniejsze, w dobrej cenie. Takim sposobem, podczas ostatniej promocji w Rossmanie, stałam się szczęśliwą posiadaczką podkładu i korektora Rimmel Lasting Finish Breathable. Jeśli jesteście ciekawe, jak kultowy duet sprawdził się u mnie, zapraszam dalej!

Rimmel Lasting Finish Breathable | podkład oddychający

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wzorowany na podkładzie Clinique, owiany już sławą aplikator. Jednym odpowiada, innym nie do końca. Ja jestem raczej w tej kwestii neutralna, nie ukrywam, że preferuję podkłady ze standardową pompką. Nie jestem makijażystką i stosuję go tylko na sobie, więc nie brzydzi mnie dotykanie twarzy taką gąbką, jednakże uważam, że taka forma sprawdza się bardziej w przypadku gęściejszych podkładów. 


Podkład ma dość płynną, lejącą konsystencję, nakładany aplikatorem nie spływa z twarzy, co innego gdy wylejecie go na dłoń, wówczas trzeba być ostrożnym. Początkowo sądziłam, że tak wodnista konsystencja daje dużo czasu, otóż nic bardziej mylnego. Mam wrażenie, że po wstępnym nałożeniu aplikatorem, trzeba zagęszczać ruchy, żeby nie zostały smugi czy odcięcia. Sprawa rozwiązuje się, gdy nakładacie go z dłoni, np. za pomocą gąbeczki. Efekt, który uzyskujemy, w dużej mierze zależy od sposobu aplikacji oraz od tego, czym wypracowujemy go w skórę. Mniejsze krycie osiągniemy używając pędzla, większe stosując gąbeczkę. Osobiście preferuję stosować do niego gąbeczkę, mam wówczas większą kontrolę i pewność, że podkład nie zostawi na twarzy smug.


Rimmel Lasting Finish Breathable to podkład z kategorii delikatnych, wodnistych, o kryciu lekkim maksymalnie do umiarkowanego. Osobiście mam problem z budowaniem krycia na nosie, nie wiem czym jest to spowodowane, ale jest to jedyny obszar gdzie nie jestem w stanie zbudować go w sposób estetyczny. Generalnie, jego formuła sprawia, że cera wygląda po prostu naturalnie, lekko, zdrowo i promiennie. Co tu dużo mówić, podkład nie jest wyczuwalny na twarzy, nie ściąga, nie daje uczucia dyskomfortu. Początkowo sądziłam, że przy tak delikatnej formule, szybko zniknie z twarzy, jednak jego trwałość, jak na taką konsystencję jest zadowalająca. Wiecie, taka w sam raz.


Ideał? Nie do końca


Może się wydawać, że jest to drogeryjny podkład idealny, niestety, w tym przypadku diabeł tkwi...w kolorze. Jeśli macie bardzo jasną karnacje, wątpię, żeby któryś z odcieni był dla Was idealny. Powiem więcej, podkład oksyduje i trzeba mieć to na uwadze. Ja mam odcień 103 i niestety ale  w normalnych warunkach, muszę rozbielać go mixerem z NYX. Co to znaczy w normalnych warunkach? 3/4 roku ;) Podkład kupiłam dawno, kilka miesięcy temu a dopiero teraz, kiedy jestem opalona mogę aplikować go solo, prosto z butli.

Rimmel Lasting Finish Breathable - korektor

Jak kupować, tow duecie! Ostatnio stwierdziłam, że jestem wręcz uzależniona od testowania korektorów. Cały czas szukam swojego ideału...i przyznam szczerze, że chyba jestem na dobrej drodze! Produkt posiada gąbkę, coś w stylu sławnego korektora Maybelline, jednak ta jest mniejsza i bardziej precyzyjna, co mi osobiście bardzo odpowiada. Jego konsystencja, tak jak i podkładu, jest lekka, oddychająca, wiosenna. Ogromną zaletą produktu, jest w moim przypadku, bardzo jasny kolor. Wiem, że wiele osób narzeka, że odcień 001 jest bardzo jasny, a ja jestem wreszcie zadowolona! Korektor ślicznie rozjaśnia okolicę pod oczami, fajnie i wystarczająco kryje cienie, do tego nie wchodzi w zmarszczki. Delikatnie przypudrowany nie zbiera się, nie migruje ani nie tworzy ciacha. 




Podsumowując, myślę, że Rimmel wypuścił na rynek dwa produkty warte uwagi. Mnie osobiście strasznie podoba się korektor, głównie ze względu na kolor. Nie powiem, doceniam również jego trwałość, formułę i to w jaki sposób zachowuje się podczas dnia. Sięgam po niego bardzo często, żeby nie powiedzieć codziennie! Co do podkładu, czuję niedosyt, przede wszystkim, ze względu na kolor. Chętnie widziałabym go w roli podkładu na co dzień, takiego pewniaka każdego dnia. Niestety, fakt, że w większości muszę go rozjaśniać, skutecznie eliminuje go z tego grona. Mam nadzieje, że uda mi się go zużyć podczas letnich miesięcy, może jeszcze we wrześniu, jednak później nie mam złudzeń, jesli będę chciała go wyzerować, mixer z NYX znowu pójdzie w ruch.

Dajcie znać co sądzicie o tym duecie. Jak to jest u Was? Lubicie czy wręcz przeciwnie?

Elegancja w wydaniu Inglot-owym.

1/03/2013

Elegancja w wydaniu Inglot-owym.

Hej Dziewczyny!

Dzisiaj chciałam Wam pokazać produkt, który niedawno kupiłam, aczkolwiek zrobił na mnie ogromne wrażenie i poniekąd podbił moje kosmetyczne serce ;)

Inglot konturówka do ust


Mowa będzie o konturówce firmy Inglot.



Pierwsze co przykuwa naszą uwagę i wzrok to genialne opakowanie. Nie ma się co oszukiwać, moim zdaniem,Inglot tym razem na prawdę się postarał.
Produkt wykonany jest solidnie i widać, że producent się przyłożył. W zestawie dostajemy również małą strugaczkę do naostrzenia kredeczki. 
Dodatkowo, z drugiej strony mamy fajny pędzelek, który może nam się przydać w sytuacjach awaryjnych czy podczas jakiejś imprezy (nie musimy targać ze sobą i szukać w kosmetyczce pędzelka)




Konturówka jest elegancja i szykowna, opakowanie jest metalowe.

Sam produkt sprawuje się na moich ustach genialnie!
Kredka jest bardzo precyzyjna i dość miękka, co sprawia, że bardzo łatwo się z nią współpracuje.

Kredka nie powoduje nadmiernego przesuszenia ust, można ja stosować jak standardową konturówkę, jednak ja lubię wypełnić nią całe usta i pociągnąć wazeliną/ Tisane/ błyszczykiem.
Uzyskamy wtedy bardzo ładny efekt eleganckich, a'la matowych ust.

Inglot nr 858 na ustach, światło naturalne

Zapach jest przyjemny i delikatny.
Kolor jest ślicznym, zgaszonym różem, muszę przyznać, że na mój gust bardzo uniwersalnym.
Mój numer to 858

W ofercie Inglota znajdziecie dość sporą gamę odcieni, założę się, że każda znajdzie coś dla siebie.

Kredka do ust nr. 858


Cena to 40 zł jednak w promocji można ją dostać za 30 zł.
Produkt jest trwały i wydajny, przez co wydaje mi się, że warto wydać na niego te kilka złotych więcej, niż na tradycyjną kredkę.


Pozdrawiam A.
Rozświetlacz MAC Mineralize skinfinish.

12/18/2012

Rozświetlacz MAC Mineralize skinfinish.


Hej Dziewczyny!

Podzielę się dzisiaj z Wam moimi wrażeniami związanymi z rozświetlaczem MAC Mineralize skinfinish.
Mój jest w kolorze Soft&Gentle i jest on częścią stałej kolekcji MAC.
Kupiłam go w te wakacje i od razu się w nim zakochałam!

MAC Mineralize skinfinish
Nie ma co ukrywać, kolor jest niesamowity,który określiłabym jako biszkoptowo-złoty- srebrny!
tak, tak !
Jest to niezwykłe połączenie, które sprawia, że produkt jest tak bardzo uniwersalny! Jestem pewna, że będzie pasował zarówno do brunetki jak i blondynki czy rudej :)
Powiem więcej, jak na mój gust, jest on jedyny w swoim rodzaju!


Soft&Gentle 


Rozświetlacz po nałożeniu na twarz mieni się tysiącem cudownych drobinek, jednocześnie nie zawiera on w sobie przesadnego brokatu,którego większość z nas nie lubi. Produkt daje efekt szykownego i eleganckiego rozświetlenia, które przypomina mieniąca się taflę wody :)
Nadmienię, że nie jest to zwykły efekt, który czasem dają nam perłowe cienie do powiek.

Rozświetlacz po roztarciu
Aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna, produkt mimo tego, iż jest w kamieniu łatwo nakłada się na pędzelek, nie musimy się tu jakoś specjalnie męczyć czy trzeć pędzlem o produkt. Wystarczy jedynie delikatnie "zamoczyć" pędzelek w rozświetlaczu, delikatnie strzepać nadmiar i już :)

Trwałość jest charakterystyczną cechą produktów MAC :)
Owy rozświetlacz nie odbiega od reguły :)
Trzyma się on na twarzy bardzo długo, co ważne w miejscu gdzie go nałożyłyśmy, absolutnie nie osypuje się!


MAC rozświetlacz Soft&Gentle


Gramatura jest imponująca, otrzymujemy bowiem aż 10 g produktu, które uwierzcie mi, starczy nam na bardzo długo. Ja mój egzemplarz używam, praktycznie każdego dnia, od sierpnia a zużycia nic a nic nie widać!

Minus to zdecydowanie cena oraz dostępność.



Podsumowując, uważam, że jest to produkt wart każdej złotówki!
Jeśli jesteście gotowe zainwestować pieniądze w rozświetlacz, polecam MAC-a Soft&Gentle.
Jedyna uwaga, jeśli lubicie zmieniać co pewien czas produkty do makijażu ostrzegam, że nie pozbędziecie się go tak łatwo! O nie!
produkt spokojnie wystarczy nam na rok a może nawet i dłużej! ;)



Pozdrawiam A.






p.s jeśli możecie odsyłam Was do posta , będę bardzo wdzięczna :)
http://kosmetyczkaani.blogspot.com/2012/12/mac-owy-dylemat-czyli-nietypowy-post.html
Korektor mineralny BELL

12/18/2012

Korektor mineralny BELL

Cześć !

Postanowiłam napisać dziś kilka słów na temat korektora, który moim zdaniem jest bardzo niepozorny ;)
Mowa tu o produkcie firmy Bell Multi Mineral anti-age concealer

Korektor Bell Multi Mineral

Korektor kupiłam w wakacje i obowiązkowo muszę dodać, że używam go praktycznie dzień w dzień.
Cena to około 10 zł (wybaczcie nie pamiętam dokładnie) w każdym razie, jest taniutki.
Gramatura to 7,5 g
Docelowo jest to korektor rozświetlający pod oczy, jednak ja stosuję go również na inne niedoskonałości.
Mój jest w kolorze najjaśniejszym 01.
Od otwarcia mamy 6 miesięcy na zużycie.






Moja opinia:
  • jest to standardowy, płynny korektor w bardzo banalnym opakowaniu i ze zwyczajnym aplikatorem 
  • zapach nie jest dokuczliwy, uznałabym go za neutralny
  • konsystencja odpowiednia, nie jest zbyt rzadki ani za gęsty
  • BARDZO fajna i przyjemna aplikacja, nie trzeba się specjalnie spieszyć, bo produkt nie wysycha tak szybko jak np. MAC pro-longwear
  • Genialne jest w nim to, że nie tworzy skorupy pod oczami
  • ładnie wpasowuje się w strukturę cery
  • NIE wchodzi w zmarszczki pod oczami
  • krycie jest średnie, jeśli ktoś ma bardzo duże problemy z cieniami i chce je koniecznie w całości zamaskować, ten korektor może okazać się troszkę za słaby, jednak ja, na co dzień, lubię naturalny wygląd i nie przeszkadza mi taki stopnień krycia.
    Oczywiście jeśli szykuje mi się jakieś wyjście lub gdy ewidentnie chcę zamaskować oznaki "poprzedniego wieczoru" stosuje MAC pro-longwear ;)
  • Śmiało przyznaję się do tego, że stosuję go nawet częściej niż MAC-a!!
  • dobrze sprawdza się jako baza pod cienie
Bell Multi Mineral

A teraz kilka minusów (żeby nie było tak różowo )

  • trwałość jest średnia (oczywiście w porównaniu z MAC) jednak jak za taką cenę, nie ma się co dziwić.
  • jeśli nakładamy go na krem, który jeszcze się nie wchłonął  do końca, istnieje ryzyko, że korektor może się zważyć i zrolować a wtedy, niestety trzeba zaczynać od początku.

Korektor Bell nr.01


Produkt jest naprawdę warty uwagi i temu, żeby przyjrzeć mu się troszkę dłużej.


Generalnie jestem z niego naprawdę bardzo, bardzo zadowolona!
Za cenę kilku złotych otrzymujemy bardzo dobry jakościowo produkt. Ważne dla mnie jest to, że nie podkreśla moich mini zmarszczek, nie wchodzi w załamania i nie tworzy skorupy, której wręcz nie cierpię.
Kiedyś, kosmetyki Bell kojarzyły mi się wyłącznie z strasznie klejącymi błyszczykami, pudrowym zapachem i ogólnie produktami słabszymi, jednak dzięki temu korektorowi przełamałam te moje stereotypy!

Jestem pewna, że zostanę z nim już na zawsze. Zdecydowanie znalazłam produkt, którego długo szukałam!


Korektor mineralny Bell nr. 01 po roztarciu





Polecam go każdej z Was!


Pozdrawiam A.
Copyright © 2017 AnnaBlog