Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty
Leniuchuję przed pracą, czyli co robię gdy nie muszę się śpieszyć

1/17/2014

Leniuchuję przed pracą, czyli co robię gdy nie muszę się śpieszyć

Lubię takie dni, w których nie muszę się śpieszyć. W sumie która z nas nie lubi ;) Dziś mam na popołudnie więc cały ranek mam dla siebie. Może powinnam pójść gotować jakiś obiad...ale K. jest cały dzień w pracy. Może powinnam zabrać się za sprzątanie? Ha! Zrobiłam to wczoraj. Dzieci nie mam i póki co nie planuję zmieniać swojego statusu społecznego. Cóż zatem mam do roboty? Dziś się relaksuję...i jak to mówi moja mama- przeprowadzam "renowację" :)


W takie dni jak dziś nie śpieszę się z piciem kawy, jem dobre, bogate śniadanko (dziś jajko sadzone- obowiązkowo z płynnym żółtkiem- pyszności), później myję twarz....i się zaczyna. Na pierwszy rzut idzie peeling. Mój ulubiony to Organique Enzymatic peeling & herbal, czyli enzymatyczny peeling ziołowy, pisałam o nim <TU>. Cały czas uważam, że jest to jeden z lepszych peelingów jaki miałam okazję stosować. Jest drogi, nie ma co czarować. Kupiłam go sobie "na urodziny" jakiś rok temu. Dawno- a jak widzicie zużycie jest nieco większe niż 1/2 opakowania. Wydajność powala- przynajmniej mnie. Lubię go z kilku względów- przede wszystkim działanie- dogłębne i dokładne. Usuwa wszystko co zbędne bez jakichkolwiek podrażnień.


Po peelingu zawsze przychodzi czas na maseczkę, przyznam szczerze, że w wakacje miałam zryw i robiłam maseczki tak średnio 2-3 razy w tygodniu. Wiadomo, miałam więcej czasu dla siebie...i chyba bardziej mi się chciało ;) Obecnie maseczkę robię systematycznie raz na tydzień, czasem dwa razy w tygodniu ;) Ostatnio moim sercem zawładnęła fenomenalna maseczka firmy Organique Alge mask anti acne, czyli maseczka algowa przeznaczona do cery problematycznej/trądzikowej. W moim przypadku maska sprawdza się genialnie! Po pierwsze maseczka cudownie relaksuje, daje uczucie chłodzenia. Na plus zaliczam również to, że maseczka nie powoduje u mnie ściągnięcia czy nadmiernego przesuszenia. Po zdjęciu maski twarz jest odmieniona, serio. Koloryt jest wyrównany, pory zmniejszone i naprawdę mniej zauważalne, nadmiar sebum jest usunięty. Buzia jest gładka, promienna i przygotowana na przyjęcie porcji kremu :) Polecam serdecznie, uwierzcie mi, że będziecie zachwycone!


Gdy już uporam się z rekonstrukcją buźki, zabieram się za włosy! Oczywiście jest maseczka, którą trzymam solidne 30 minut. Wybór maseczki jest raczej przypadkowy, ostatnio wykańczam Alterrę granat & aloes. Co o niej sądzę? Po pierwsze chciałabym żeby się w końcu skończyła...bo chcę wypróbować coś nowego :P Maska Alterry sprawdza się u mnie poprawnie ale bez szaleństw- masce Klorane masło mangowe nie dorasta do pięt! Włosy są miękkie jednak średnio od połowy długości zaczynają się puszyć i wykręcać we wszystkie strony. Gdy używałam jej razem z szamponem So Bio regenerującym efekty były o niebo lepsze- bo i szampon sam w sobie był genialny.



 A Wy jak lubicie spędzać poranki gdy macie trochę więcej czasu?  Macie bardziej kreatywne zajęcia niż ja? ;)

Pozdrawiam
Ania

Alterra-maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych „Granat i aloes”

4/20/2013

Alterra-maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych „Granat i aloes”


Witajcie!

Dziś przygotowałam dla Was szybką recenzję nawilżającej maski do włosów suchych i zniszczonych firmy Alterra. Maskę wygrałam w rozdaniu  u 77dakota, której serdecznie dziękuję i pozdrawiam. Niestety nie mogłam zrobić zdjęcia wygranej gdyż tak się złożyło, że wygrałam ją w moim „gorącym okresie przeprowadzki”. Paczka przyszła na adres domowy a moja mamusia bardzo szybciutko ją rozpakowała  ;)

Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji maski nawilżającej do włosów Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: wartościowa kompozycja pielęgnacyjna

z wyciągami z aloesu*, granatu* i kwiatu akacji* pielęgnuje włosy, nawilża je i dostarcza włosom zniszczonym nowej energii. 
*Z kontrolowanej biologicznie uprawy. 
Gwarantowane cechy produktu: Nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących,

bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych, dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie, produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego.




Na początku zaznaczę, że nie jestem włosomaniaczką i do spraw odżywek/masek itp. podchodzę raczej z dystansem i nie oczekuję cudów. Mam krótkie włosy więc sprawa problemów z rozczesywaniem mnie nie dotyczy. Nie mam też wysuszonych czy rozdwajających się końcówek. Ogólnie nie ma tragedii ;)

Po pierwsze, chciałabym uzyskać większy połysk i blask, nadać włosom objętości, lekkości i miękkości. Wiecie takiego ogólnego zdrowego wyglądu. Moje kłaczki są dość cienkie więc zależy mi również na tym aby maska/odżywka ich nie obciążyły. Sprawą niedopuszczalną jest przyśpieszenie przetłuszczania.

Jak stosuję?
Maskę nakładam na mokre włosy raz w tygodniu-najczęściej w sobotę gdyż tylko wtedy mam czas ;) Owijam głowę ręcznikiem, który wcześniej nagrzewam (na kaloryferze) i siedzę sobie tak jakieś 15-20 minut.
Konsystencja maski jest bardzo przyjemna, delikatna i kremowa przez co produkt bardzo dobrze się aplikuje. Dodatkowo uwagę zwraca duża wydajność, gdyż już niewielka ilością pokryłam cały skalp. Zapach jest śliczny, delikatny, świeży i owocowy. Nie jest on zbyt natrętny, po zmyciu maski nie utrzymuje się długo co mnie osobiście bardzo odpowiada.
Działanie jest bardzo poprawne, maska ładnie zmiękcza i uelastycznia włosy. Stają się ona miłe i aksamitne w dotyku. Dodatkowo mam wrażenie, że moje kłaczki ładnie się po niej błyszczą i są bardziej „lejace”. Co do nawilżania nie jestem pewna czy powinna się w tej kwestii wypowiadać. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego nawilżenia jednak jak wspominałam nie mam aż takich problemów z włosami.
Na korzyść produktu przemawia również jego cena i dostępność, gdyż maskę można kupić w każdym Rossmanie. 
Cena to około 10zł za 150 ml.




Podsumowując, wydaje mi się, że jest to produkt, który warto wypróbować i przetestować na „własnej skórze”. Moje włosy stały się po niej milsze w dotyku i delikatniejsze, troszkę jak włosy dziecka. Maska nie obciążyła ani nie przyśpieszyła przetłuszczania kłaczków za co również otrzymuje ode mnie dodatkowe punkty. Co do działania nawilżającego- powiem szczerze, że nie zauważyłam jakiś znaczących zmian jednak może to wynikać z całkiem niezłej koncesji moich włosów.  Wydaje mi się, że jest to całkiem przyjemny produkt.


Ocena: 4/5
Czy kupię ponownie: MOŻE

****UWAGA****

Dziewczyny
Dziś przedostatni dzień rozdania, w którym możecie zgarnąć lakiery Wibo z blogerskiej kolecji.
Zapraszam i życzę powodzenia!








Alterra brzoskwinia & liczi

3/01/2013

Alterra brzoskwinia & liczi

Witajcie!


Po pierwsza, dałam radę się przeprowadzić, bez żadnych większych "ofiar" w ludziach czy przedmiotach ;) Musze powiedzieć, że jestem z siebie strasznie dumna. Nic się nie stłukło ani nie popsuło...jedyna strata to peeling o którym miałam zamiar napisać, ale nie mogę go znaleźć (jedyne prawie-denko, które zachowałam)
Jak wiadomo, stresy trzeba odreagować, najlepiej por prysznicem w długiej kąpieli.
Co potem? mój ulubiony balsam do ciała :)

Podejrzewam, że Alterry nie trzeba nikomu przedstawiać, jest to marka "rossmannowska", którą każda z Was zapewne zna...pytanie czy lubi?
Początkowo podchodziłam do owej firmy z dużym oporem, w sumie sama nie wiem czemu, jednak po wypróbowaniu tego oto balsamu zmieniłam zdanie.



Alterra brzoskwinia&liczi

Opis producenta:



Moja opinia:
Pierwsze próby "współpracy" były dość nieudane, produkt kupiłam bardzo dawno temu, jeszcze w lecie i muszę przyznać, że wtedy zupełnie się nie sprawdził. Jak dla mnie był za ciężki na upalne noce, irytowało mnie uczycie oblepienia i trudności we wchłanianiu. Balsa powędrował na półkę.
Kilka miesięcy temu, przy okazji pobytu w domu i akcji "czyszczenie magazynów" Alterra POWRÓCIŁA DO ŁASK I ODNIOSŁA SUKCES!

W okresie zimowym balsam okazał się istnym zbawieniem dla mojej przesuszonej i często spierzchniętej skóry.
Konsystencja, jak na balsam do ciała, jest dość gęsta, jednak niech Was to nie zmyli, bo produkt genialnie się rozprowadza! Kolejnym plusem jest jego nieziemska wydajność! Dziewczyny, powiem szczerze, że byłam w szoku, jak taka mała ilość produktu może mi wystarczyć do "zabalsamowania" łydek.





Wchłanianie nie jest tak błyskawiczne jak w przypadku mleczka z Yves Rocher, aczkolwiek uznaję je za bardzo poprawne. Fakt, musimy chwilkę odczekać, jednak coś za coś, bo efekt jest genialny.
Balsam na prawdę nawilża, moim zdaniem dogłębnie, natomiast sam efekt utrzymuje się dość długo.




Jest to kosmetyk "wegański", czyli nie zawiera w sobie substancji pochodzenia odzwierzęcego, dodatkowo balsam napakowany jest cala masą naturalnych olejków, masłem Shea. 
Kosmetyk nada się również dla wielbicielek kosmetyków "paraben-free".
Dodatkowo, muszę wspomnieć o bardzo przyjemnym, owocowym zapachu, który, przynajmniej moim zdaniem pozbawiony jest "chemicznych" domieszek. 

Na zakończenie mały minus, otóż podczas aplikacji balsam "bieli się", sprawiając wrażenie tworzenia białej warstwy, którą początkowo starałam się jeszcze bardziej wmasować, tarłam, tarłam i zaczynałam się irytować, jednak teraz wiem, że wystarczy chwilkę odczekać, samo się wchłonie. 


Alterra brzoskwinia&liczi skład


Podsumowując, bardzo polubiłam balsam z Alterry, szczególnie wersję liczi :) Zapaszek jest przyjemny, konsystencja okazała się miłym zaskoczeniem, głównie przez wzorową wydajność. Efekty są bardzo dobre, balsam przynosi ulgę i długotrwałe nawilżenie. Jedyny minus to fakt, że przy rozsmarowywaniu "bieli się".



Ocena: 4,5 / 5
Czy kupie ponownie? TAK


Znacie ten balsam? Lubicie?
 Może polecicie coś równie dobrego, bez efektu "bielenia" ?


Moje Drogie, znikam na kilka dni, muszę w domowym zaciszu odpocząć po przeprowadzce ;)



Pozdrawiam Ania!
Copyright © 2017 AnnaBlog