9/08/2018

ULUBIEŃCY SIERPNIA 2018 || TOO FACED, SMASHBOX, THE BODY SHOP, FAJNY SERIAL I DOBRA KSIĄŻKA

Aż ciężko mi uwierzyć, że sierpień dobiegł końca, nie tylko ze względu na pewien symboliczny koniec wakacji, ale też przez wzgląd na to, że za kilka dni, może tydzień pożegnam się z ciążowym brzuszkiem...a jeszcze chwilę temu wydawało mi się, że wrzesień jest tak odległym, wręcz abstrakcyjnym terminem. Nie wiem jak Wy, ale mnie wrzesień zawsze nastraja jesiennie a w tym roku, wybaczcie, ale lata i upałów mam już serdecznie dość. Bycie w trzecim trymestrze ciąży w miesiącach letnich okazało się jednak męczące i mimo wszystko z tęsknotą czekałam na odrobinę lżejszego, chłodniejszego powietrza.

ULUBIEŃCY SIERPNIA 2018

Jak to u mnie bywa, tak i tym razem, postarałam się zebrać, zarówno kosmetyki do makijażu jak i do pielęgnacji, dodatkowo, choć rzadko to robię, pokażę Wam również fajne książki i serial, który katowałam cały ubiegły miesiąc. W pielęgnacji zmieniło się u mnie kilka rzeczy, wykończyłam krem do twarzy, pod oczy a nawet kilka toników, dzięki czemu odkryłam fajne kosmetyki. Jeśli chodzi o makijaż, wiem, że większość z Was stawiała na minimalizm, u mnie, tak naprawdę bywało różnie. Lubię się malować i gdy tylko mam ku temu okazję- robię to! 

PALETY DO KONTUROWANIA || SMASHBOX THE CALI CONTOUR PALETTE , TOO FACED SWEET PEACH GLOW

Latem uwielbiam błyszczeć, uważam, że nie ma nic piękniejszego niż lekko opalona skóra i pięknie wymodelowane policzki. Nie wyobrażam sobie lata bez bronzera i rozświetlacza, jeśli używam różu to albo w odcieniu brzoskwiniowym albo czegoś zgaszonego, brudnego. Latem nie lubię chłodnych odcieni, uważam, że przynajmniej u mnie, odcinają się i nie wyglądają atrakcyjnie. Wszystko musi być spójne, z lekkim glow. Taki efekt zapewniały mi dwie, bajeczne i genialne palety, które warte są każdej złotówki. Mowa o Too Faced Sweet Peach Glow oraz Smashbox The Cali Contour Palette. Powiem szczerze, że nie wiem, którą z nich lubię bardziej, obie są moim zdaniem cudowne a efekt, który uzyskujemy zwala z nóg. Wszystko jest w nich idealne, od odcieni, wykonania, jakości, przez trwałość po dobór kolorów. 




ŚWIETNY TUSZ DO RZĘS, GENIALNA KREDKA DO OCZU || BOURJOIS ESTE LAUDER 


Tak jak i w tamtym miesiącu, tak i w sierpniu postawiłam na kosmetyki wodoodporne, miałam ku temu dwa powody. Po pierwsze, mam problem z łzawieniem oczu, zwłaszcza w upały na mocnym słońcu czy wietrze, efekt był taki, że w zewnętrznych kącikach miałam rozmazane, czarne plamy po kredce i zwykłej maskarze, irytowało mnie to strasznie. Tusz z Bourjois Volume Reveal pięknie podkręca i wydłuża moje rzęsy, szczoteczka jest zgrabna, łatwa "w obsłudze", nie za duża, nie za mała a lustereczko, które uznawałam za fanaberie producenta służy mi dzień w dzień. Tusz nie kruszy się ani nie tworzy grudek, jak maja w zwyczaju czynić maskary wodoodporne. Jeśli szukacie dobrej maskary wodoodpornej, nie zastanawiajcie się dłużej, śmiało stawiajcie na Volume Reveal od Bourjois.




Po drugie, z racji ograniczania używania cieni do powiek, postawiłam na kreskę i zagęszczenie linii rzęs, zaczęłam malować górną linię wodną. Przetestowałam kilka kredek, teoretycznie wodoodpornych, i niestety, ale te, na które trafiałam odbijały się na dolnej linii a następnie nieestetycznie wypływały i brudziły wewnętrzny kącik oka. Wyglądało to dramatycznie i niechlujnie. Kredka Este Lauder zmieniła wszystko, nie będę się nad nią długo rozwodzić, napiszę jedynie, że jest wręcz nie do ruszenia. Po wielu próbach znalazłam kredkę idealną, która spełnia wszystkie moje oczekiwania. Jest to produkt, bez którego, niestety, nie wyobrażam sobie już makijażu. Piszę niestety, gdyż jej cena jest kosmiczna, bez promocji kosztuje około 100 zł ale muszę powiedzieć, że nie żałuję i uważam, że jest to bardzo dobra inwestycja.



ZGRANE DUETY || PODKŁAD BELL NUDE LIQUID POWDER I NYX PRO FOUNDATION MIXER 

Drogeryjnym podkładem idealnym okazał się dla mnie Bell Nude Liquid Powder Intense Cover. Jest to stosunkowa nowość, którą strasznie trudno kupić, czy to stacjonarnie czy przez internet. Napaliłam się na niego okropnie i po prostu musiałam go mieć, tak się złożyło, że jedynym dostępnym kolorem był 01 Porcelain, który jest dla mnie zdecydowanie za jasny, pobiegłam więc od razu do Douglasa i dokupiłam mixer z NYX Pro Foundation Mixer w odcieniu 05 Olive. Takim sposobem, stałam się posiadaczką duetu idealnego!


Podkład jest genialny, jak za takie pieniądze, otrzymujemy kosmetyk bardzo dobrej jakości, który nie ustępuje produktom z wyższych półek. Jego wykończenie, przynajmniej na mojej cerze, określiłabym początkowo na matowe, które później zmienia się na satynowe, bardzo naturalne. Krycie jest dobre, nawet bardzo dobre, można je oczywiście budować. Na twarzy podkład wygląda bajecznie gładko i elegancko, nie wchodzi w zmarszczki i zapewnia mi komfort podczas dnia. Zdecydowanie jest on upiększający. Uwielbiam jego formułę i to, jak z całkowicie płynnego produktu staje się lekko pudrowy. Również sama aplikacja jest bardzo przyjemna, osobiście lubię nakładać go palcami i doklepać gąbeczką, aktualnie Wibo.


PODKŁAD DIOR BACKSTAGE FACE & BODY FOUNDATION ORAZ BAZA SMASHBOX PHOTO FINISH RADIANCE PRIMER

Drugim duetem idealnym, okazało się połączenie podkładu Dior Backstage Face & Body Foundation, mój w odcieniu 1N, oraz bazy rozświetlającej firmy Smashbox Photo Finish Radiance Primer. Odkąd pamiętam, zawsze stawiałam na bazy wygładzające lub mocno matujące, na Photo Finish Radiance Primer, zdecydowałam się po recenzji Asi, o której kanale pisałam w ostatnich ulubieńcach. Nie zawiodłam się, baza jest rewelacyjna, nie wzmaga przetłuszczania, pięknie utrzymuje podkłady, daje subtelny, elegancki glow.


Szczególnie lubię ją łączyć z podkładem Dior Backstage, choć może powinnam napisać, że to podkład, nakładany właśnie na nią wygląda nienagannie. Przyznam, że gdy aplikuję go solo lub na bazę matującą, efekt aż tak mnie nie zachwyca. Co do samego podkładu, myślę, że niebawem pojawi się obszerna recenzja, gdyż jest to produkt, który zdecydowanie na nią zasługuje. Podkład jest leciutki, bardzo płynny, świetnie się aplikuje aczkolwiek trzeba nauczyć się z nim pracować. Osobiście, polecam nakładać go palcami, szybko rozprowadzić na skórze a następnie wklepać wszystko gąbeczką, łatwo wówczas dołożyć kolejną warstwę i zbudować krycie  Podkład szybko zastyga, jest wodoodporny i uwierzcie mi, że przetrwa niejedne upały. Największym plusem jest dla mnie naturalne wykończenie, podkład przepięknie stapia się ze skórą, nie daje efektu maski, wygląda jak Wasza druga, ładniejsza, lepsza skóra.

ULUBIONY PUDER || MAC MINERALIZE SKINFINISH 

Podczas upałów, o dziwo, zrezygnowałam z mocno matujących pudrów na rzecz produktu MAC Mineralize Skin Finish w odcieniu Light. Jest to bardzo subtelny i aksamitny, drobno zmielony puder wykańczający i utrwalający. Lubię go za jego lekkość i formułę, która nie wchodzi i nie podkreśla zmarszczek, przez co spokojnie można stosować go do utrwalenia okolicy pod oczami. Puder nie tworzy skorupy ani ciastka na twarzy, nie zbiera się w liniach mimicznych a jednocześnie przedłuża trwałość podkładów. Dogaduje się chyba z każdym podkładem, który mam w swojej toaletce. Jest to mój pewniak, który nawet w gorące, sierpniowe dni mnie nie zawiódł.


ZAPACH, KTÓRY PRZYWOŁUJE WSPOMNIENIA || THE BODY SHOP 

Na krem pielęgnacyjny z The Body Shop miałam ochotę już dawno, ot tak, z ciekawości chciałam coś wypróbować, gdyż nigdy z ich pielęgnacją nie miałam styczności a i opinie w sieci czytałam bardzo różne. Pomyślałam, raz kozie śmierć, spróbuję. Padło na duet, Vitamin E Moisture Cream krem do twarzy oraz Vitamin E Eye Cream krem pod oczy. Seria z witaminą E bazuje na oleju z kiełków pszenicy oraz na kwasie hialuronowym, preparaty, które wchodzą w jej skład, mają przede wszystkim nawilżać, regenerować i zmiękczać skórę. Na dzień dzisiejszy, śmiało mogę powiedzieć, że oba kosmetyki spełniają swoje zadanie. Krem pod oczy, pozbawiony jest dodatków zapachowych, co uważam za plus jeśli tak jak ja, macie wrażliwe oczy. Nie ma tu ryzyka podrażnienia. Ma on miłą, delikatną konsystencję, nie jest zbyt gęsty, ani przesadnie wodnisty, bardzo dobrze się aplikuje, wchłania, nie zostawia lepkiej czy tłustej warstwy a przede wszystkim dobrze nawilża wrażliwą okolicę oka. Sprawdza się idealnie jako baza korektor, nic się na nim nie roluje ani nie waży. Jeśli chodzi o krem do twarzy, ja zdecydowałam się na wersję lekką, gdyż mam cerę mieszaną i zależało mi na dobrym i szybkim wchłanianiu. Nie zawiodłam się! Produkt jest dla mnie bajeczny! Wchłania się w mgnieniu oka, pozostawia skórę gładką i promienną. Jeśli chodzi o stopień nawilżania, moje potrzeby zaspokaja w 100 %, nie błyszczę się po nim ani nie kleję, skóra jest nawilżona, elastyczna i napięta, co ważne, mogę wręcz ekspresowo nakładać makijaż. W przypadku tego produktu, choć stosunkowo rzadko to robię, powiem jeszcze jedno, warto go kupić również przez zapach, jest cudowny! Kremowy, maślany...taki jak kiedyś! Zdecydowanie przywołuje wspomnienia dzieciństwa,  wieczorną kąpiel, czystą pościel i kremy, które były kiedyś! Uwielbiam ten zapach i myślę, że własnie przez to, zdecyduję się na kolejne produkty z tej serii.

ŚWIETNY KOSMETYK ZA GROSZE || EVREE TONIK HAMAMELISOWY 

Ostatnim kosmetykiem, którego nie chcę nazwać jedynie pielęgnacyjnym a raczej wielofunkcyjnym, jest tonik Evree Hamamelisowy. Docelowo, preparat przeznaczony jest do skóry mieszanej i tłustej, ma za zadanie minimalizować widoczność porów, przywracać równowagę i redukować niedoskonałości. Dla mnie, jest to przede wszystkim wspaniały kosmetyk odświeżający i scalający makijaż. Śmiało mogę napisać, że na dzień dzisiejszy, nie wyobrażam sobie bez niego makijażu. Lubię nim spryskać twarz, zarówno przed nałożeniem pielęgnacji, po nałożeniu podkładu i pudru, sprawdza się również genialnie do zwilżenia gąbeczki czy pędzla. Jest niezastąpiony również w ciągu dnia, gdyż pięknie odświeża makijaż i przynosi fajne ukojenie.

ULUBIONA KSIĄŻKA I SERIAL

W sierpniu pochłonęłam dwie książki oraz katowałam serial Vikingowie. Pierwszą pozycją jest coś lekkiego, jak mówi mój mąż, romansidło. Nicholas Sparks "We Dwoje", to piękna opowieść, którą warto przeczytać. Nie będę zdradzała szczegółów ale serdecznie zachęcam!

32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Vivian. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana nagroda.
Za namową męża sięgnęłam po książkę Katarzyny Bondy "Sprawa Niny Frank", przyznam szczerze, że zawsze byłam wierna lekkim romansom, jednak Bonda i jej opowieść zrobiła na mnie genialne wrażenie, przez co nabrałam ochoty na więcej!


Dajcie znać co Wam przypadło do gustu w sierpniu. Znacie prezentowane dziś kosmetyki? Może i Wy macie wśród nich swoich ulubieńców?

4 komentarze:

  1. Uwielbiam książki Sparksa :) Ciekawi mnie podkład Bell. Dużo dobrego już o nim czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podkład jest bardzo fajny, niestety ciężko go dostać :/

      Usuń
  2. Baza i smashbox naj mnie zainteresowału :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.

Copyright © 2017 AnnaBlog