6/09/2018

ULUBIEŃCY MAJA || CLINIQUE, BUNA, ORGANIQUE, THE BALM, SEMILAC I WIELU INNYCH

Maj, to zdecydowanie, mój ulubiony miesiąc w roku a w tym roku, maj, jeśli chodzi o pogodę, nas wyjątkowo rozpieścił. Udało mi się nabrać troszkę rumieńców, nie jestem już tak blada jak ściana, wyszły wiosenne piegi i buzia wygląda zupełnie inaczej! Maj okazał się dla mnie takim preludium do lata, wakacji i urlopu. Zmieniłam nieco upodobania kosmetyczne, głównie chodzi o makijaż. Postawiłam na naturalność, kosmetyki mineralne i delikatne różowo-brzoskwiniowe odcienie. Jeśli jesteście ciekawe, jakie kosmetyki przypadły mi do gustu, zapraszam dalej!


Pomadki: Oriflame Giordani Gold || Semilac Indian Roses

Gdy zastanawiałam się nad kosmetykami, które chcę Wam pokazać, akurat w tej kategorii nie miałam żadnych wątpliwości. Dwa produkty, które stosowałam zamiennie, pomadka z Oriflame, o której więcej pisałam w poniższym wpisie. Pomadka jest półtransparentna, delikatna, przyjemnie się ją nosi. Nie mogę powiedzieć, że jest trwała, daję Wam 100% pewności, że zetrze się przy pierwszym posiłku, jednak jej pielęgnująca usta formuła, wybaczy wszystko. Kolor, to delikatny, pastelowy, różowy nude, idealny na wiosnę, słoneczne dni, do mocniejszej kreski i słomkowego kapelusza.
Matowe pomadki Semilac zapewne znacie i lubicie, przynajmniej większość z Was. Moim ulubionym odcieniem jest Indian Roses, elegancki, zgaszony i ładnie zbalansowany, brudny róż. Na mojej jasnej karnacji, nie wygląda ani zbyt blado, ani za ciemno. Jest to mój ideał jeśli chodzi o odcień nude. Co do samej formuły, pomadka jest komfortowa w noszeniu, a musicie wiedzieć, że jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o matowe produkty do ust. Wiem, że jest na nie moda, jednak w mojej kosmetyczce nie znajdziecie ich zbyt wiele. Nie lubię efektu ściągnięcia, przesuszenia i tego w jaki sposób znikają z ust. Semilac stanowi wyjątek, który z ogromna przyjemnością nakładam na usta, zarówno na większe wyjścia jak i zwykłe spotkania ze znajomymi.

Podkład Bourjois Healthy Mix ||  Lovely HD Loose Powder

Podkład Bourjois to taki "odgrzany kotlet", skusiłam się na niego już dawno temu, na jesiennej promocji w Rossmanie, jednak odcień 51 Vanila, okazał się dla mnie zdecydowanie za ciemny i tym sposobem leżał na dnie toaletki. Dziś wiem, że po tym jak dokonałam zakupu wszedł nowy, jaśniejszy odcień, który mam ochotę przetestować. Kolor, na dzień dzisiejszy, jest już odpowiedni, dlatego chętnie sięgałam po niego na wieczorne wyjścia i w nieco "chłodniejsze" dni. Podkład jest lekki, nie ciastkuje się, utrzymuje się optymalnie a jego krycie można budować. Czego chcieć więcej w ciepłe dni? Co do aplikacji, jestem zwolenniczką gąbeczki, uważam, że wklepany wygląda najładniej. Pudrem, po który najczęściej sięgałam w maju, był produkt Lovely HD Loose Powder, który daje na twarzy istny efekt PhotoShopa! Bajecznie wygładza, ujednolica i scala makijaż. Puder jest miałko zmielony, aksamitny i delikatny. Nadaje się do aplikacji gąbką jak i delikatnego omiatania pędzlem, używam go również pod oczy, gdzie wygląda ładnie, nie podkreśla zmarszczek i nie przesusza okolicy oka.


 Organique balsam do ust || bajeczny kokos

Muszę się do czegoś przyznać, nie wiem jak Wy, ale ja praktycznie rok w rok, w cieplejsze miesiące, fiksuję na punkcie zapachu kokosowego! Nie mogę się powstrzymać i otaczam się tym zapachem praktycznie z każdej strony, zaczynając od świec, przez żele pod prysznic, balsamy, peelingi...aż po produkty do ust. Jakiś czas temu, będąc w sklepie/ stanowisku Organique skusiłam się na masełko do ust. Wiadomo, mam ich za mało i potrzebowałam kolejnego ;) Masełko nie było drogie, koszt to około 18 zł, dziś wiem, że było to bardzo dobrze wydane 18 zł ;) Po pierwsze, zapach jest obłędny! Jeśli tak jak ja, kochacie kokos, musicie koniecznie wypróbować! Po drugie, genialne działanie. Serio, nie sądziłam, że będę aż tak zadowolona. Miałam kiedyś masełka z Nivea czy Tisane, jednak śmiało mogę powiedzieć, że Organique bije je na głowę. Usta są cudownie miękkie, nawilżone i zregenerowane, a co najfajniejsze, pozbyłam się problemu suchych skórek.

 Kredka do brwi Wibo || kredka do oczu AMC Inglot

Wibo Feather Brow Creator, precyzyjna kredka do brwi, w maju podbiła moje serce! Zdecydowałam się na odcień chyba nr. 2 ale pewna nie jestem, gdyż wyrzuciłam kartonik. W każdym razie, jest to odcień ładnego, chłodnego brązu. Kredka jest bardzo miękka, dzięki czemu z łatwością i szybkością poprawimy sobie brwi. Myślę, że nawet początkująca osoba nie zrobi sobie nią "kuku", gdyż bardzo łatwo można wyczesać nadmiar czy zetrzeć ewentualny efekt drgnięcia ręki ;) Przyznam szczerze, że odkąd ją mam, zupełnie odstawiłam pomady. Szkoda mi na nie czasu.
Kolejną, ulubioną kredką, tym razem do oczu, jest produkt Inglot seria AMC nr. 102, jest to ładny, ciepły brąz. Zdradzę Wam, że kredkę kupiłam za 1 zł...no żal było jej nie wziąć ;) Pani na stoisku poinformowała mnie, że kredka może być twarda, jednak myślę, że albo ja nie malowałam się miękkimi kredkami albo Pani nie wiem jak twarde potrafią być niektóre kredki. W każdym razie, jest mega zadowolona, w makijażu codziennym, odeszłam ostatnio od czarnych kresek, własnie na rzecz brązów, które jeszcze dodatkowo rozcieram cieniem.  Efekt jest naturalny, spojrzenie nabiera głębi a całość zajmuje dosłownie kilka minut.

Clinique Pep-Start || Moisture Surge 72-Hour Auto-Replenishing Hydrator|| Buna maseczka aloesowa

Jeśli chodzi o pielęgnację, zaczęłam testować zakup, który sprawiłam sobie na urodziny, mianowicie duet z Clinique krem pod oczy Pep-Start oraz, słynny na całym youtube i blogach, krem-żel Moisture Surge 72-Hour Auto-Replenishing Hydrator. Przyznam szczerze, że jestem z zakupu bardzo zadowolona! Krem jest bardzo przyjemny, ma idealna jak dla mnie, konsystencję. Nie jest zbyt gęsty czy lepki ale mimo wszystko, całkiem treściwy. Super nawilża, nie podrażnia i genialnie dogaduje się z wszelkimi korektorami. Dość długo szukałam tak przyjemnego produktu pod oczy. Co do kremu Moisture Surge 72-Hour, jak na mój gust, jest petarda! Konsystencja, której wręcz nie da się opisać! Lekka a zarazem treściwa, faktycznie jest to krem-żel o bogatej formule, która nie daje uczucia lepkości, szybko się wchłania ale zostawia na skórze delikatny, aksamitny woal- bardzo przyjemny. Co do właściwości, już po kilku użyciach widać, że skóra jest dobrze nawilżona a podkłady wyglądają na niej po prostu lepiej. Ostatnim ulubieńcem pielęgnacyjnym, jest łagodząca maseczka żelowa z aloesem firmy Buna. Konsystencja maski, to typowa galaretka, która przyjemne sunie po twarzy a wszystko za sprawą dużej zawartości aloesu. Jeśli lubicie analizować składy, myślę, że nie będziecie zawiedzione, gdyż ekstrakt z aloesu, jest na jego na samym początku. Dzięki  temu, produkt ma rewelacyjne własnościowi kojące i łagodzące podrażnienia...również te słoneczne. Twarz po zmyciu maski jest napięta, dobrze nawilżona, koloryt nieco wyrównany a rumień zmniejszony. Maskę, pozostawiamy na twarzy na około 15 minut, nadmiar usuwamy wacikiem lub zmywamy wodą.



Dajcie znać czy znacie i co sądzicie o produktach! Jacy byli Wasi ulubieńcy maja?



5 komentarzy:

  1. Kredka do brwi mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się skusić, nie jest droga a działa cuda ;)

      Usuń
  2. Maseczkę aloesową chyba mam w zapasach, muszę koniecznie dać jej szansę, a róż theBalm to mój długoletni ulubieniec.

    OdpowiedzUsuń
  3. Healthy mix to moj ulubiony podkład i uzywam go cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z pomadek Semilac na najbardziej lubię Nude Rose, no jest po prostu BOSKI!! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.

Copyright © 2017 AnnaBlog