GLYSKINCARE MASECZKA NAWILŻAJĄCA|| KROK TRZECI W PIELĘGNACJI ZŁUSZCZAJĄCEJ

Wszystkie fanki jesienno-zimowych zabiegów złuszczających, czy to w domu czy u kosmetyczki, zgodzą się ze mną, że etap-nazwijmy to- pozbywania się obumarłego naskórka wiąże się z przesuszeniem a często i podrażnieniem skóry. Ja należę do grupy, u której apogeum suchych skórek przypada na jakiś 2-3 tydzień kuracji. Po co wtedy sięgam? Po produkty nawilżające!


Nie od dziś wiadomo, że przy wszystkich kuracjach kwasami czy retinoidami, doustnymi czy to zewnętrznymi, oprócz filtrów UV, bardzo ważna jest codzienna pielęgnacja nawilżająca. W niektórych przypadkach, polecane są nawet kremy lipidowe, barierowe, które oprócz komponentu nawilżającego zawierają lipidy i substancje zmniejszające ucieczkę wody. Gdy przeprowadzacie kuracje w domu, stężenia używanych kwasów czy retinoidów nie są aż tak wysokie, aczkolwiek nie zwalnia nas to z konieczności wzmożonego nawadniania naszej skóry. Oprócz kremów warto zaopatrzyć się w dobrą maseczkę nawilżającą. Dla mnie, taką maseczką jest właśnie ta z GlySkinCare. Jest to uzupełnienie całej kuracji złuszczającej. Jakiś czas temu pokazywałam Wam lotion z 5% kwasem glikolowym, który u mnie spisał się na medal.

Maseczka nawilżająca Gly Masque  ma bardzo przyjemną konsystencję, łatwo się aplikuje i nie spływa z twarzy. Maska zamknięta jest w poręcznej tubeczce, którą ewentualnie zawsze można rozciąć i wydobyć produkt do końca. Po nalożeniu na twarz, maska delikatnie zasycha i "szarzeje". Maska zawiera w składzie 3% kwas glikolowy, który ma tu głównie działanie rozjaśniające. Jak dla mnie, właśnie ten efekt jest najbardziej zauważalny. Maska jest fajnym patentem przed wyjściem- rozjaśnia, napina, koi i wygładza. Dodam, że produkt dobrze sprawdzi się w przypadku cer ze skłonnością do trądziku, przetłuszczania czy rozszerzonych porów. Przy regularnym stosowaniu poprawia nawilżenie naszej buźki. Nie mogę jednak napisać, że jest to najlepsza maseczka pod względem nawilżania, jaką miałam możliwość próbować. Przy bardzo mocno przesuszonej skórze wolę maski algowe, pod które aplikuję odrobinę serum.


Osobiście zachęcam do zapoznania się z linią GlySkinCare, jest to dobra alternatywa dla popularnych i promowanych kosmetyków złuszczających, często zagranicznych marek. Inwestując w GlySkinCare wspieracie polski przemysł.  Maseczka jest produktem godnym uwagi, na mojej cerze sprawdza się bardzo dobre. Nawilża, napina, koi a co dla mnie ważne- bardzo łatwo się zmywa. Jest to fajny produkt do stosowania w ciągu dnia, przed wyjściem albo gdy nie macie czasu na rozrabianie masek- glinek cy algowych.

Znacie produkty GlySkinCare? Jesteście z nich zadowolone?
Jakie produkty do złuszczania są Waszymi faworytami?

Pozdrawiam
Ania

15 komentarzy:

  1. Nie miałam nic tej marki ale produkty zbierają raczej pozytywne oceny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ich kwasy są moimi ulubionymi kwasami :)

      Usuń
  2. nie słyszałam do tej pory o niej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam tą maseczkę i początkowo bardzo ja lubiłam, ale gdy wypróbowałam maseczkę z lawenda marki Alpha H już nie mam ochoty wracać do GlyskinCare. Aczkolwiek musze przyznac, że jest to dobry tańszy zamiennik Alpha H

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aplha H nie znam i jeśli polecasz to chętnie zasięgnę o niej opinii i może się skuszę :) Póki co, wykańczam tą ;)

      Usuń
  4. A ja tak na wiosnę wzięłam się za emulsję GlySkinCare 10% ;) Wiadomo, lepiej takie kuracje robić zimą, ale na razie nic się nie dzieje, a wręcz przeciwnie, efekty bardzo fajne, niedługo skończę i wrócę do tego jesienią :) I chociaż używam jednocześnie kwasy PHA i kwas migdałowy, to żadnego przesuszenia nie ma, wszystko idzie w dobrym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to wszystko zależy od skóry. Ja stosowałam 5% i powiem, że widziała efekty...ale nie obyło się też bez suchych płatków...a skóra z nosa złaziła mi jak wylinka u węża ;P

      Usuń
  5. tej maseczki jeszcze nie używałam choć bardzo lubię maski nawilżające do twarzy

    OdpowiedzUsuń
  6. Z typowo złuszczających produktów używałam w zasadzie tylko serum i kremu z Bielendy. Serum jest genialne, odpowiednio mocno, ale nie za mocno złuszcza. Natomiast krem z serii profesjonalnej podtrzymujący efekt mikrodermabrazji jest średni. :( Przed chwilą komentowałam posta, w którym recenzowany był Alpha H i miał ponad 10% kwasu - a tutaj maseczka, która powinna być bardziej stężona, ma tylko 3%. :D Aż strach tego Alpha używać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę o Alpha H poczytać...ale 10% w maseczce? to ile dają do kremów ;P

      Usuń
  7. nie uzywalam tej maseczki :) obserwuje:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Opisałam tę maskę na swoim blogu. U mnie dała jedynie lekkie wyrównanie kolorytu. Poza tym nie jestem z niej zadowolona.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.