Witajcie!
Dzisiaj bardzo szybko, krótko i na temat ;)
Lakiery Jolly Jewels od Golden Rose od dłuższego czasu szturmują blogową sferę kosmetyczną, początkowo, jako, że nie przepadam za brokatem na paznokciach, opierałam się im bardzo dzielnie...niestety, w przypływie radości po wyjściu od dentysty, pognałam do sklepu i jak rasowa sroczka, skusiłam się na te mieniące cudeńka ;)
 |
| Golden Rose Jolly Jewels |
Oczywiście nie mogłam się zdecydować na kolor, więc kupiłam dwa ;)
Pierwszy mani, mogłyście oglądać w moim walentynkowym poście, przyznam, że lakier całkiem dobrze się trzymał (jedna warstwa), dopiero dziś stwierdziłam, że czas na zmianę ;)
Jedyna sprawa, które mnie irytuje, to zmywanie!!
Wam taż tak ciężko usunąć go z paznokci??
Teraz troszkę z innej parafii, otóż nie wiem czy zdążyłyście zauważyć, ale póki co, mieszkam w Lublinie na stancji jednak niedługo czeka mnie przeprowadzka., głównie ze względu na nieuczciwych i upierdliwych właścicieli.
Otóż brałam ostatnio udział w kilku konkursach, które jakimś cudem udało mi się wygrać, niestety, do wysyłki muszę podawać adres domowy, więc wszystkie paczuszki wędrują w bezpieczne ręce mamusi ;)
Dlaczego domowy?
Otóż moi właściciele przechwycają i przetrzymują korespondencję, później okazuje się, że albo czegoś brakuje, albo właścicielka komentuje, że nie mam na co pieniędzy wydawać, tylko na lakiery do paznokci i jakieś dziwne pudełeczka (M.Lambre), koperty są rozklejane, przeglądane a później ponowne klejone ;)
Poza tym muszę się strasznie nachodzić, żeby przesyłkę odzyskać- tak jak w przypadku Maliny, którą oficjalnie przepraszam, za zwłokę z recenzją maseczki.
Gdy tylko się przeprowadzę i odbiorę z domu paczuszki, cyknę fotki i nadrobię wszystkie zaległości.
Pozdrawiam A.