Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
No to sprzątamy pokój, czyli denko grudzień/styczeń 2013/2014

1/15/2014

No to sprzątamy pokój, czyli denko grudzień/styczeń 2013/2014

Sobotnie sprzątanie doprowadziło do wielu spięć na tle "po co ty to trzymasz" tak więc oto dziś przygotowałam dla Was post w stylu "denko". 


W ostatnim czasie udało mi się wykończyć malinowy szampon do włosów Balea, który powinien trafić do kategorii anty-ulubieńcy. Szampon przyniósł mi więcej krzywdy niż pożytku, włosy się po nim kompletnie nie układały, uległy kompletnemu przesuszeniu i pokruszeniu. Balea nie dawała moim włosom długotrwałej świeżości- wręcz przeciwnie, głowę musiałam myć codziennie co w połączeniu z suszeniem nie rokowalo dobrze.
Kolejnym szamponem, który wykończyłam był produkt marki So Bio etic, który otrzymałam w ramach współpracy od sklepu internetowego Lavendic.pl . Wybrałam sobie wersję regenerującą z olejkiem argnaowym, która polecana jest do włosów suchych i zniszczonych. Szampon okazał się strzałem w dziesiątkę! Świetnie wygładzał ale nie obciążał; moje włosy nie wywijały się we wszystkie strony świata, były ładnie zdyscyplinowane, miękkie- idealne w dotyku!
Z produktów do stylizacji udało mi się skończyć lakier firmy Nivea- wersja dodająca objętości. Cóż, powiem tak- jeśli oczekujecie mocnego utrwalenia to niestety nie tędy droga ;) Jak dla mnie jest to przeciętniak, który nie zrobi nam z włosów mego posklejanego kasku. Moje włosy trzymał w ryzach do pierwszego mocniejszego podmuchu wilgotnego powietrza, później końcówki zaczynały się wykręcać. 
Podczas stosowania szamponu Balea w połączeniu z maską Biovax proteiny mleka moje włosy były tak wysuszone, że postanowiłam wprowadzić do mojej pielęgnacji jakiś preparat z silikonami- wybór padł na "odżywkę" w sprayu firmy Biosilk, która ułatwiała rozczesywanie a dodatkowo chroniła moje końcówki podczas suszenia. Czy ją lubiłam? Tak, uważam, że jest to całkiem przyjemny produkt.


Wśród "zdenkowanych" znalazł się jeden z moich ulubionych żeli pod prysznic Nivea Free time o bardzo orzeźwiającym zapachu. Osobiście bardzo lubię żele pod prysznic, która mają konsystencję kremową/mleczną a moimi bezapelacyjnymi ulubieńcami są produkty Dove ;)
Kolejnym produktem pod prysznic, który zużyłam jest peeling myjący firmy Joanna Natura. Szczerze powiedziawszy zabierałam się do niego jak pies do jeża, gdyż wydał mi się mało zachęcający. Zdanie zmieniłam już po pierwszym użyciu i uważam, że jak za cenę około 5 zł jest to peeling fenomenalny. Dobrze usuwał martwy naskórek jednak bez przesadnego "drapania", którego nie lubię. Skóra była po nim idealnie gładka i przyjemna w dotyku. Co ważne Joanna Natura nie zostawia na skórze obrzydliwie tłustej, parafinowej powłoczki, której osobiście nie cierpię! Produkt nie spowodował u mnie "zapchania" i wysypu nieprzyjaciół, który towarzyszył mi podczas stosowania peelingu Perfecty. Peeling, który miałam przyjemność stosować miał zapach waniliowy- bardzo ładny.
Po długim czasie użytkowania zużyłam również żel do higieny intymnej AA IntymnaPro. Mnie produkty tego typu wystarczają na bardzo długi czas natomiast żel AA pobił wszystko, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jest niesamowicie wydajny. Nie powodował u mnie podrażnień, dobrze wykonywał powierzone mu zadanie. Nie mam mu nic do zarzucenia- produkt warty uwagi.




Wśród preparatów do pielęgnacji twarzy wykończyłam trzy produkty. Pierwszym jest płyn micelarny BeBeauty z Biedronki....który w moim odczuciu nie jest żadnym fenomenem. Owszem bardzo poprawnie zmywa makijaż (oprócz produktów wodoodpornych) jednak przy okazji szczypie mnie w oczy. Taki przeciętniaczek, myślę, że może jeszcze kiedyś się na niego skuszę....gdy będę cierpieć na "niedobory finansowe" ;)
Pharmaceris T krem peelingujący z 5% kwasem migdałowym to kolejny produkt, który trafił do projektu denko. Dziś napiszę jedynie, że bardzo go lubiłam...więcej szczegółów wkrótce :)
IVR to marka kosmetyków, która poznałam dzięki spotkaniu bloggerek w Zamościu. Mam przygotowaną już pełną recenzje ich produktów i jak tylko uda mi się zrobić jakieś sensowne i ładne zdjęcia będziecie mogły sobie o nich poczytać nieco więcej. Dziś powiem Wam tylko tyle, że maseczka oczyszczająca z glinką sprawdziła się u mnie bardzo poprawnie...jednak muszę Was uprzedzić- jest to produkt dość "mocny" ;)




W ubiegłych miesiącach zużyłam pokaźną ilość próbek, najbardziej do gustu przypadły mi produkty Klorane z serii odżywczej, czyli zawierającej w swym składzie masło mango. Oj żałuję, że nie kupiłam promocyjnego zestawu świątecznego! Moje włosy były po szamponie i odżywce idealne! Takie o jakich zawsze marzyłam- lekkie a jednocześnie pięknie wygładzone, lśniące, końce się nie wywijały a na drugi dzień nie musiałam ich myć czy wiązać w kucyk bo ładnie się układały! Jeśli spotkam w promocji kupię na 100%!
Jak widzicie wypróbowałam również krem La-Roche Posay Nutritic intense rich, czyli produkt do cery suchej i bardzo suchej....uwaga jestem posiadaczką cery mieszanej i stosuje owy krem na dzień....i jestem nim zachwycona! Krem poleciła mi koleżanka z pracy, której wiedza i obeznanie w tematach cały czas budzi mój podziw. Czemu Nutritic intens riche- no w końcu zima czyha i kiedyś w końcu przyjdzie ;) Powiecie- co ona może wiedzieć po zużyciu próbki. Otóż mogę, gdyż koleżanka przyniosła mi tak z 10 saszetek, każda po 2 ml....czyli 20 ml kremu a pełnowymiarowe opakowanie zawiera 50 ml ;) Krem jest do tego stopnia fenomenalny, że myślę bardzo poważnie o zakupie pełnowymiarowego opakowania. Jak dla mnie ideał! Nie zawiera parafiny więc bez obaw- nie zapcha Was :) 



Wśród kosmetyków kolorowych do kosza trafił podkład Bourjois Healthy mix serum i lakier do paznokci Inglot, o których już kiedyś pisałam, więc nie będę się dublować. Powiem tylko tyle, że są to produkty bardzo wydajne, która mają swoje wady i zalety, jak dla mnie podkład okazał się przeciętny i myślę, że więcej do niego nie wrócę. Co do lakierów Inglot- mam do nich słabość i tyle! Uwielbiam ich kolory :)



Na zakończenie chcę Wam pokazać bubel, przez duże B! Kajal otrzymałam na spotkaniu bloggerek w Kazimierzu i od tego czasu "użyłam" a raczej próbowałam użyć 2 razy (wiecie, żeby nie było dałam mu kolejna szansę ) i obie próby okazały się ogromną porażką. Oczy zmywałam szybciej niż pomalowałam gdyż efekt był paskudny! Grudki, zbieranie się w kącikach, wypływanie na rzęsy i na "gałkę oczną"...masakra. Poza tym oczy zaczęły mnie dziwnie piec więc zmyłam go czym prędzej :/ Oglądałam również fily Aliny "jak nakładać khajal" i nic. Jak dla mnie mój khajal był paskudnym, grudkowatym czymś, na dodatek (na zdjęciu widać) metalowe opakowanie było dziwnie lepie i śliskie- otóż zawarte w preparacie masło (chyba) shea "wyciekło". Nie wiem, może tylko mój egzemplarz okazał się taka pomyłką :/


Ufff....przebrnęłam ;)
I jak? Znacie pokazane przeze mnie produkty? Co sądzicie o "Kajal-u" ? Czy Wasze doświadczenia z tego typu kosmetykiem są tak negatywne jak moje??

Lecę się szykować do apteki :)
Pozdrawiam Ania.

O niekończącym się malinowym koszmarze

12/02/2013

O niekończącym się malinowym koszmarze

Gdy udało mi się wygrać malinowy szampon firmy Balea byłam w siódmym niebie! Blogosfera co rusz huczy o produktach Balea, czasem wychwalane są wręcz pod niebiosa. Bo pachną obłędnie, bo idealnie się sprawdzają, bo wydajne, bo bez tego, bez tamtego....no brać i nie patrzeć na cenę! Nic dziwnego, że gdy dotarła do mnie przesyłka cieszyłam się jak głupia...potem umyłam włosy...yyyyy....co jest?!


Szampon ma bardzo ładną, różowiutką buteleczkę, która mieści aż 300 ml iście różowego produktu. Wygodny klips zamykający jest bardzo porządny, czasem musiałam użyć siły by go otworzyć. Szampon ma raczej rzadką, nieco wodnistą konsystencję aczkolwiek ciężko mieszał się z wodą na dłoni, uciekał na boki i spływał do brodzika. Po pierwszym umyciu włosów (bez rozcieńczania) moje włosy przypominały szczotkę ryżową. Były sztywne, elektryzowały się a dodatkowo stały się ciężkie w stylizacji... Kolejne próby utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak nie jest to szampon dla mnie. Postanowiłam rozcieńczać go wodą...ale jak wspomniała wyżej, było to dość trudne gdyż szampon zamiast się rozcieńczyć spływał z dłoni. Muszę również napisać o pewnego rodzaju "efekcie błędnego koła", który zauważyłam podczas stosowania szamponu Balea- otóż tuż po myciu włosy były przesuszone natomiast wieczorem już widziałam, że uległy przetłuszczeniu u nasady. Suma summarum, włosy musiałam myć każdego dnia, co jeszcze bardziej wysuszało końce :/ Do szamponu dołączyłam maskę Biovax z proteinami mleka...efekty dalej pozostawiały wiele do życzenia. Największym błędem, który popełniłam było postanowienie, że szampon wykończę. Malinowy koszmar zdawał się nie mieć końca, 300 ml okazało się bardzo wydajne! Malinowa Balea bez dwóch zdań wysuszyła moje włosy, które niestety trochę się wykruszyły :/


Dziś "reperuję" skutki tego epizodu przy użyciu szamponu z olejkiem arganowym marki So' Bio, o którym pisałam <TU>. Czy skuszę się na jakiś szampon Balea ponownie? Zdecydowanie nie. Balea to nie moja bajka.

Co sądzicie- wiem, że wpis jest może i kontrowersyjny, jednak mnie faktycznie Balea kompletnie nie odpowiadała. Jakie są Wasze doświadczenia z kosmetykami Balea? Macie swoich ulubieńców?
Balea spray dodający objętości

4/14/2013

Balea spray dodający objętości

Witajcie!

Na dzisiaj przygotowałam dla Was post typowo "włosowy". Jak już zdążyłyście zauważyć nie jestem włosomaniaczką, powiem więcej jeśli chodzi o pielęgnację jestem raczej "włoso-zapominaczką". 


Jakie są moje włosy?

Przede wszystkim cieniutkie, wiele razy spotkałam się z opiniami fryzjerek, że mam włosy cienkie jak pajęczyna. Dodatkowo nie grzeszę również zawrotną ilością kłaczków, choć niektóre fryzjerki twierdziły, że jest to "złudzenie" spowodowane ich skrajną cienizną. Sprawa jest dyskusyjna ;)
Powiem tak, na dzień dzisiejszy cieszę się, że włosy mam, tym bardziej po przygodzie jaka swego czasu zafundowała mi pseudo profesjonalistka w mega ekskluzywnym salonie fryzjerskim. Tępa Pani dobrała tak mocny utleniacz, że podczas mojego pierwszego w życiu farbowania dosłownie rozpuściła mi włosy! Weszłam do salonu z włosami prawie do pasa a wyszłam z marnymi kosmykami do ramion.
3 dni płakałam jak bóbr ale cóż stało się. Najgorsze było mycie. Włosy po zwilżeniu robiły się jak z gumy! Nie żartuję, mogłam je rozciągać do woli!
Od tego czasu minęło kilka lat,kilka farbowań (no bo wiadomo wstrętne odrosty). Nie ma się co oszukiwać-włosy straciły na objętości. 
Dziś-już z naturalnym kolorem- walczę o choć odrobinę "wiatru we włosach". Marzy mi się specyfik, który podniesie moje kłaczki, doda im blasku i objętości a przy tym ich zbytnio nie przetłuści.


Po tym długim wstępie czas na konkrety. Jakiś czas temu wygrałam konkurs u glamourki89 w którym do zdobycia był produkt firmy Balea przeznaczony do stylizacji włosów. 
Jest to spray/lotion, którego głównym zadaniem jest nadać fryzurze większej objętości, lekkości i elastyczności.


Moja opinia:

Zacznijmy od wyglądu otóż opakowanie jest dość wygodne. Bardzo dobrze, że producent pomyślał i wyprofilował butelkę. Muszę powiedzieć, że trzyma się ją w dłoni (szczególnie mokrej) o wiele lepiej i pewniej. Taki mały drobiazg a cieszy :)
Duży plus za to, że nie trzeba się siłować z otwarciem lotionu. Przyznam, że nie cierpię gdy nie mogę otworzyć produktów tego typu!
Zapach jest dziwny, ciężko mi go jednoznacznie określić bo na dobrą sprawę niczego mi nie przypomina. Jest on słodkawy, lekko chemiczny. Na pocieszenie dodam, że dość szybko się ulatnia a na włosach pozostaje jedynie delikatna woń.
Konsystencja jest dość zaskakująca i przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz psiknęłam lotionem włosy byłam w szoku. Przywykłam do atomizerów tworzących mgiełkę a tu proszę, zaskoczenie! Produkt dozowany jest w niemal jednorodnym "strumieniem".
Po aplikacji na włosy mam wrażenie, że produkt trochę się pieni jednak nie przeszkadza to w ogólnym zastosowaniu. Po spryskaniu włosy rozczesuję grzebieniem i układam.




Jaki jest efekt?  

Bardzo zadowalający.
Włosy są ładnie uniesione, produkt dodaje im objętości oraz zaskakującej lekkości. Bardzo spodobało mi się to, że spray nie obciąża włosów ani ich nie przetłuszcza...wręcz odwrotnie... 
Mam wrażenie, że lotion trochę wysusza włosy. Wiem, że nie wszystkim może się taki efekt spodobać. Stosując produkt Balea mogę sobie pozwolić na mycie głowy co drugi dzień bo przy dobrej pogodzie (wiadomo, że wilgoci nic nie powstrzyma) moje włosy wytrzymują i pozostają uniesione jeszcze następnego dnia.

Nie wiem jak produkt sprawdzi się na włosach grubych, gęstych i ciężkich...moje do takich nie należą ;)



Podsumowując wydaje mi się, że jest to całkiem dobry produkt. Ładnie unosi włosy oraz dodaje im zauważalnej objętości. Nie są one sklejone ani obciążone, dodatkowo produkt nie wzmaga przetłuszczania. Odejmuję punkty za dziwne dozowanie, zapach i uczucie pienienia się na włosach.
Ocena: 4 /5 


Próbowałyście? 
Jakie są wasze ulubione produkty do stylizacji, które dodają objętości? Chętnie poczytam Wasze propozycje, może na coś się skuszę ;)




Copyright © 2017 AnnaBlog