WIECZORNY RELAKS Z INITIALE || MASECZKI PEEL-OFF

W długie, zimowe wieczory nie ma dla mnie nic bardziej relaksującego, jak dobra herbata, ciepły kocyk...i chwila dla siebie. Niestety, w natłoku codziennych spraw, pracy na rożne zmiany...w tym w nocy, takie wieczory zdarzają mi się coraz rzadziej. Swoją drogą, muszę przyznać, że taka nieregularna praca zmianowa, nie wpływa korzystnie na stan mojej cery a każda nieprzespana noc, jak cień odbija się na wyglądzie. Ostatnio, patrząc na siebie w lustrze, bez makijażu doszłam do wniosku, że trzeba się konkretnie za to zabrać! Initiale to marka, o której wcześniej nie słyszałam, również tu- w blogowym świecie- jakoś nie miałam okazji się na nią natknąć, dlatego też, z dużym zaciekawieniem podeszłam do testowania ich maseczek.


Initiale specjalizuje się własnie w maskach do twarzy, które sygnowane są jako "wyrób naturalny"...i w gruncie rzeczy faktycznie nim są. Nie znajdziemy tu substancji takich jak parabeny czy pochodne ropy naftowej. Podstawą masek jest ziemia okrzemkowa, bogata między innymi w związki krzemu, wapnia czy żelaza. Gama masek jest bogata, możemy wybierać w 8 maseczkach dopasowanych do potrzeb skóry w każdym wieku jak i z rożnymi problemami. Myślę, że każda z nas znajdzie tu coś dla siebie.

Maski, które miałam okazję wypróbować to acerola oraz drzewo herbaciana, wersją z kolagenem morskim podzieliłam się z mamą ;) Maseczki mają przyjemny zapach...i indywidualny kolor :) Super sprawa, ja siedziałam czerwona, mama niebieska ;) Przygotowanie masek jest dziecinnie proste i bardzo klarownie opisane z tyłu opakowania. Wraz z dana maską, dostajecie również ulotkę informującą o pozostałych rodzajach...a że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ta mała ulotka nakręciła mnie do wypróbowania kolejnych maseczek! 
Przyznam szczerze, ze bardzo ciężko jest mi wyłonić faworyta. Maski aplikowałam w zależności od stanu skóry. Oczyszczająca maska drzewo herbaciane, kwas salicylowy i antyoksydanty sprawdziła się idealnie w...hmmm...nazwijmy to okolicy "tych dni". Bardzo ładnie przysuszyła istniejące większe wypryski a te drobniejsze nie "rozkwitły" do końca. Dodam, że moja buzia, a zwłaszcza strefa "T" były ładnie zmatowione, ciemne wągry mniej widoczne a rozszerzone pory wyraźnie obkurczone. Maska nie wysuszyła policzków ani nie spowodowała żadnych podrażnień. Byłam pod ogromnym wrażeniem!
Wersja z acerolą ma za zadanie tonizować, wzmacniać i uelastyczniać skórę. Jest to taka bomba witaminy C. W moim odczuciu maska idealna kiedy po nocy- w moim przypadku w pracy, zupełnie bez minuty snu- musicie kolejnego dnia/wieczora "jakoś" wyglądać. Jeśli macie pracę zmianową, w tym na noc, wiecie jak ciężko i trudno kolejnego dnia doprowadzić się do przyzwoitego wyglądu. Makijaż makijażem, ale bazą zawsze jest skóra w dobrej kondycji. Maska super rozświetla, napina i daje efekt "wypoczętej" skóry. Redukuje widoczność zaczerwienień i ujednolica koloryt, w moim przypadku ewidentnie widać różnicę. Jeśli do maski dołączę płatki pod oczy na worki i opuchnięcia- po takim nocnym maratonie nawet przypominam człowieka ;) Muszę również wspomnieć o zapachu! O ile nie jestem fanka olejku herbacianego, tak zapach maseczki z acerola kusi i wprowadza Was w lepszy nastrój już samym zapachem!
Na zakończenie wspomnę również o wersji kolagenowej, otóż i tu się nie zawiodłyśmy. Mama była bardzo zadowolona. Maseczka ewidentnie ma działanie wypełniające i liftingujące. Tuż po zdjęciu maski buzia wygląda promiennie, jest bardziej napięta, elastyczna a drobne marszczki są przez pewien czas wypełnione, co szczególnie zauważycie po aplikacji podkładu. Opisana "redukcja zmarszczek" jest stwierdzeniem nieco na wyrost...choć może i regularne stosowanie przyniosłoby taki efekt. Wiadomo, że maski nie cofną czasu i z kobiety 50+ nie staniecie się nagle 25 + ;) 

Nie będę ukrywać, że maski typu peel-off nie należały do moich ulubionych, głównie przez złe doświadczenia z ich zdejmowaniem. Możliwe, że nie trafiałam do dobre egzemplarze albo popełniałam jakiś błąd przy aplikacji...bo nigdy nie udało mi się ich ściągnąć w całości. W przypadku maseczek Initiale nie mam tego problemu, jeśli będziecie postępować zgodnie z instrukcją maska zejdzie praktycznie w jednym płacie. Tak jak wspominałam wyżej, myślę, że maseczki są świetną inwestycją- tym bardziej, że nie są drogie, koszt to około 8-9 zł. Dostępne są w drogeriach takich jak Hebe.

Znacie maseczki Initiale? Jakie są Wasze ulubione?
Jakie maski w płatach/algowe/ typu peel-off polecacie?

Pozdrawiam
Ania

5 komentarzy:

  1. Ciekawe, chętnie sprawdzę na sobie ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię maseczki. Tych nie znam. Fajną maseczką typu peel off jest Himalaya Herbals, Almond & Cucumber Peel-Off Mask Maseczka migdałowo-ogórkowa. Może wypróbujesz kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja najbardziej się polubiłam z wersją żółtą, z papają, po niej miałam skórę jak pupa niemowlaka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mamy okazję zobaczyć Pani bloga po raz pierwszy, będziemy zaglądać częściej! ❤️ Zapraszamy Panią i czytelników do wzięcia w udziału w konkursie walentynkowym, w którym można wygrać perfumy Carolina Herrera Good Girl, Armani Acqua Di Gio Profumo oraz voucher. Pozdrawiamy! http://wisebears.pl/konkurs-walentynkowy/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.