Paseczkowy rozświetlacz Inglot, nr.83

Z rozświetlaczami jest tak, że albo się je kocha albo nienawidzi ;) Ja zdecydowanie należę do grupy kobiet, które uwielbiają delikatny blask tu i ówdzie. Jednak nie zawsze tak było, kiedyś bałam się tego rodzaju kosmetyków, tym bardziej po bardzo nieudanym początku z rozświetlaczem rodem z piekła. Nachalne drobiny, pełna, bazarowa tafla...masakra ;) Każda uczy się na błędach.



Rozświetlacz Inglota urzekł mnie bardzo eleganckim opakowaniem, które do dnia dzisiejszego budzi we mnie entuzjazm. Trzymając go w ręce czuję tą elegancję, styl i klasę. Oprócz genialnego designu, moją uwagę zwróciły pięknie dobrane kolory. Znajdziemy tu pięć wspaniałych odcieni, zaczynając od typowo perłowego, przez złotawy, różowy, brzoskwiniowy dochodzimy do zmysłowego jasnego złotego brązu. Po zmieszaniu uzyskujemy piękny, dość naturalny odcień.
Pigmentacja jest słaba, z tego też względu było mi strasznie trudno zrobić dobre zdjęcia, które oddadzą barwę poszczególnych paseczków. Produkt pozbawiony jest drobinek, a efekt jaki daje na policzkach jest bardzo naturalny i subtelny. Określiłabym go raczej jako perłowy/ ewentualnie tafli. Od siebie dodam, że pięknie mieni się w słońcu :)


Rozświetlacz nie jest pozbawiony wad, moim zdaniem jest zbyt mocno sprasowany, co znacząco utrudnia nabranie go na pędzel. Jednocześnie mamy jak w banku, że nie zrobimy sobie nim kuku. No way!
Kolejna sprawa to wydajność- uwaga jest to kosmetyk na lata! Nie żartuję, ja mój męczę od roku i wydaje mi się, że chyba nigdy go nie skończę ;)
Na koniec dodam, iż wydajność naraża nas na zachomikowanie całej masy rozświetlaczy, gdyż po pół roku stosowania, bez większych oznak zużycia, Inglot może się znudzić :D


Podsumowując, wydaje mi się, że jest to kosmetyk wart uwagi. Polecam go szczególnie tym z Was, które dopiero zaczynają przygodę z rozświetlaniem twarzy. Dzięki konsystencji nie zrobimy sobie z twarzy żarówki a jedynie elegancko wyeksponujemy atuty naszej urody :) Jedynym minusem, który mnie irytuje jest jego bardzo sprasowana forma, nigdy nie wiem czy nabrałam produkt na pędzel czy też nie ;)

32 komentarze:

  1. Wygląda bardzo ciekawie :) Jest jeszcze dostępny na stoiskach inglota? Pamiętasz ile za niego zapłaciłaś?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten rozświetlacz i początkowo byłam zawiedziona bo nie dawał żadnego efektu. I kiedyś przez przypadek zdrapałam jego wierzchnią warstwę i okazało się jaki jest piękny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jakoś nie mogę przekonać się do rozświetlaczy ... ;<

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy rozświetlacz, ja niestety bardzo rzadko ich używam

    OdpowiedzUsuń
  5. myśle że idealnie komponowałby się z moją cerą

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie używam rozświetlacza, więc kosmetyk nie dla mnie, ale podoba mi się brązer z Inglota, też paseczkowy. Z zakupem jednak się wstrzymam, bo mam jeszcze trzy brązery do zużycia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo ładnie się prezntuje, ale on chyba nie dla mnie, bo ja złotawych tonów w makijażu nie lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja używam z elfa:) jak mi sie skonczy pomyślę o Inglocie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wygląda świetnie, dla mnie jednak ma zbyt ciepły odcień.

    OdpowiedzUsuń
  10. uwielbiam cienie Inglota, dla mnie są one genialne

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest cudowny! I chyba jeden z niewielu rozświetlaczy który rzeczywiście pasowałby mi do mojego koloru skóry, piękny, jak tylko będę w PL to rzucę na niego okiem :D

    OdpowiedzUsuń
  12. słyszałam wiele dobrego, ale ja dopiero zaczynam przygodę z konturowaniem, na początku zabiorę się na bronzer KOBO i rozświetlacz Sensique:)

    OdpowiedzUsuń
  13. podoba mi się :)
    myślę, że u mnie też by się sprawdził.

    OdpowiedzUsuń
  14. wow cudowny, zużycie wygląda jakbyś raz użyła:))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja z tej serii mam puder brązujący, nr 78.
    Jestem z niego niezmiernie zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  16. byłabym jego posiadaczką ALE nie mam gdzie go kupić :(

    OdpowiedzUsuń
  17. To prawda, ja też uważam, że po prostu nie da się go zużyć. Używam go namiętnie a zużycie jest zerowe! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nigdy nie używałam ,ale może rzeczywiście warto w końcu wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Posiadam tego typu produkt z Clinique i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  20. ja nadal boję się rozświetlaczy, bo przy mojej tłustej cerze do efektu "blasku" wystarczy kilka chwil po nałożeniu podkładu, o rozświetlaczu nie wspominając :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  21. odrobina na lato będzie idealna :) ślicznie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja nie miałam jeszcze rozświetlacza, ale ostatnio coraz częściej chodzi mi po głowie :) Ten wygląda bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  23. wstyd sie przyznac, ale kosmetyki Inglota sa mi obce, zawsze wybieram cos innego:D

    OdpowiedzUsuń
  24. jak dla mnie wygląda pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. strasznie mnie kusi ten rozswietlacz :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam bardzo serdecznie za odwiedzenie mojego bloga!

Zawsze czytam pozostawione przez Was komentarze i staram się na nie odpisywać.
Bardzo cieszy mnie, gdy widzę, że zostawiacie po sobie ślad, daje mi to możliwość poznania Was i odwiedzenia Waszych blogów :)
Pozdrawiam A.