Hity&Kity; styczeń/luty 2014

Początek roku nie był dla mnie zbyt łaskawy. Nie ukrywam, że zaniedbałam nico blogowe obowiązki ale musicie mi wybaczyć. Mam nadzieje, że teraz mój nastrój będzie miał tendencje wzrostową ;) W chwili przypływu weny postanowiłam utworzyć post- jeśli uda mi się być systematyczną- może zrobi się z tego cykl postów ;) Hity&Kity, czyli wszystko to co mnie zachwyciło i zniesmaczyło w minionych miesiącach.



..::: HITY :::..


LA ROCHE-POSAY; Nutritic intense riche

Ośmielam się stwierdzić, że był to najlepszy zakup roku 2013! Początkowo kupiłam go z myślą o zimie, jednak jak była zima tej zimy każda wie ;) Nutritic intense Riche jest produktem dedykowanym osobom z cerą suchą, przesuszoną czynnikami zewnętrznymi czy odwodnioną...tyle teorii. Jestem posiadaczką cery mieszanej ze skłonnością do suchych skórek i Nutritic intense Riche jest najlepszym kremem jaki miałam przyjemność stosować! Zero przetłuszczania się czy wzmagania produkcji sebum, skończyły się odwieczne problemy z suchymi skórkami- mimo iż obecnie stosuję Skinoren, moja buzia jest ładnie napięta i odżywiona. Krem idealnie współgra z podkładem, wchłania się szybko a przy tym nie zostawia żadnej tłustej/lepkiej/irytującej warstwy. Dodam również, że jest to produkt bardzo wydajny, o bajeczny zapachu...i nie zawierający parafiny :)

LA ROCHE-POSAY; Lipikar Xerand

Bardzo udany krem do rąk, nawilża, odżywia i przynosi ewidentne ukojenie i komfort nawet najbardziej przesuszonym dłoniom. Lipikar Xerand jest polecany również jako krem dla narciarzy, jeśli jesteście typem kobiet, które zimą/jesienią przypominają sobie o nałożeniu kremu do rąk np. w autobusie- możecie robić to bez obawy, że popękają wam naczynka ;) Krem oparty jest na składnikach lipidowych, które chronią, odżywiają i uzupełniają naturalną barierę skóry. Lubię go za (wbrew pozorom) lekką formułę, działanie i efekty jakie dzięki niemu uzyskałam. Minus? Dyskusyjny zapach, jednym się podoba innym nieco mniej- ja należę do tej drugiej grupy i uważam, że producent powinien nieco zmienić nuty zapachowe.

tusz do rzęs MaxFactor 2000 CALORIE

Pierwszy raz kupiłam go kilka ładnych lat temu...i od tej pory cyklicznie do niego powracam. Udana szczoteczka, która ładnie rozdziela i nie skleja rzęs. Dobrze mi się nią manewruje, potrafię pomalować nawet najmniejsze rzęski w kącikach oczu. Tusz nie tworzy grudek- a jeśli nawet mu się to zdarzy- łatwo taką grudeczkę wyczesać. Kolejny plus to przyjemna formuła- tusz długo pozostaje świeży, nie osypuje się i co najważniejsze- nie szczypie mnie w oczy.


róż do policzków w sztyfcie; IsaDora TWIST-UP; nr. 80 Spring in Paris


Absolutna bomba ostatnich tygodni! Róż gości na moich polikach praktycznie każdego dnia. Po pierwsze róż ma piękny kolor- słodki, soczysty, cukierkowy róż! 100% cukrzycy ;) Produkt marki  IsaDora świetnie się rozciera, idealnie wtapia i współgra z podkładem. Jest dobrze napigmentowany co korzystnie przekłada się na wydajność. Na pochwalę zasługuje również jego trwałość- wytrzymuje na polikach cały dzień. Polecam wszystkim!

Pomadka L'Oreal 02 Innocent Pink

Pisałam o niej dokładniej <TU> cały czas zdania nie zmieniłam, po chwilowej zamianie na sztyft Maybelline wróciłam do niej z pokorą... i już ubolewam nad tym, że zostało mi jej niewiele ;) Na pochwałę zasługuje przyjemna, wilgotna formuła, piękny kolor i fakt, że absolutnie nie podkreśla suchych skórek. Kolor jest idealny dla każdej blondynki, zwłaszcza "chłodnej ".

..::: KITY:::..


Masełko do ust The Body Shop

Przez wielu chwalone...przeze mnie- niekoniecznie. Na masełko skusiłam się jakiś ładny rok temu...może 1,5 i chyba na tym powinnam zaprzestać. Gdyby faktycznie było takie fantastyczne już dawno bym je zużyła. Na dzień dzisiejszy masełko nadaje się do wyrzucenia- uległo rozwarstwieniu, i widać w nim malutkie grudki. Masełko od początku mnie nie porwało. Nawilżało przeciętnie, pielęgnowało słabo, zostawiało na ustach dziwną warstewkę i posmak. Niestety, jest to produkt mocno naperfumowany- nie twierdzę, że nie pachnie ładnie ale osobiście wolę gdy kosmetyki do ust nie są aż tak odczuwalne. Za co najbardziej go nie lubię- zostawia w kącikach ust i na ich brzegach białe, nieestetyczne ślady.

Podkład Revlon Colorstay kolor 150 Buff

Historia podobna jak w przypadku masełka z The Body Shop- wszyscy chwalą- kupiłam i ja... niestety, nie jestem do niego w 100% przekonana. Przede wszystkim nie odpowiada mi w nim jego tłusta i gęsta formuła. Jest to podkład mocno kryjący więc raczej radziłabym z nim uważać, gdyż łatwo można sobie zrobić widoczną, nieestetyczną maskę na twarzy. Produkt można co prawda stopniować ale moim zdaniem łatwo o wtopę. Revlon colorstay próbowałam nakładać na trzy sposoby: dłońmi (o nie, nie nie), pędzlem- łatwo o maskę... i gąbeczką BeautyBlender- efekt wówczas jest najlepszy i najbardziej naturalny. Pomijając aspekt wydobywania podkładu z buteleczki ( u mnie cały czas stoi do góry nogami) to chyba najbardziej irytuje mnie w nim fakt, że powoduje u mnie znaczące zapychanie szczególnie przy linii włosów :/ Nie będę pisać, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest zawarta w nim parafina- raczej chodzi o to, że ciężko go domyć. W moim przypadku potrzeba trochę cierpliwości, wacików i obowiązkowo żelu aby domyć resztki- w przeciwnym razie po kilku dniach mam nowych nieprzyjaciół jak w banku :/


Jestem ciekawa Waszych hitów i kitów minionych miesięcy :)

Wyniki rozdania!

Kochane, po pierwsze chcę Wam podziękować za tak liczny udział w konkursie. Powiem szczerze, że gdy zobaczyłam ilość zgłoszonych osób oniemiałam- 245 mówi samo za siebie. Cieszę się, że taka forma rozdanie przypadła Wam do gustu :) 



Trochę formalności, otóż każdej osobie przypisane zostały kolejne cyfry- analogicznie do kolejności zgłoszeń i zgodnie z ilością przysługujących losów...dodam, że w sumie wyszło 676...można dostać oczopląsu! ;) Nagrodą główną była wybrana przez Was paletka. Cóż nie pozostaje mi chyba nic jak tylko ogłosić zwycięzcę....




numer 104 należy do:

Gach Kasi

Jako, że rozdanie cieszyło się taka popularnością postanowiłam nagrodzić jeszcze jedną osobę "nagrodą pocieszenia".

wylosowany numer to 255 należący do:

DziwnaJa



Zwyciężczyniom gratuluję i zabieram się za pisanie do was e-maili. 

A teraz odpowiem na zadawane mi w wiadomościach pytanie- co tak długo?

Dziewczyny- jeśli jest pytanie czy obserwujesz tu i ówdzie to logiczne, że trzeba napisać jako to obserwujesz, szczególnie jeśli chodzi o FB. Fakt, zapomniałam o tym napisać w formularzu zgłoszeniowym, mój błąd ale uwaga- błędu takiego więcej nie popełnię i osoby, które napiszą TAK/NIE porostu nie będą brane pod uwagę, bo uwierzcie mi, że w niektórych przypadkaah nie byłam w stanie tego stwierdzić. 

Malina to? Czyli moja przygoda z pomadką Paese

Czasami zastanawiam się czy aby na pewno nie mam zapędów na daltonistkę ;) Tak na serio, to od zawsze miałam problem z dokładnym opisywaniem kolorów i nie chodzi tu o odróżnienie karminowego od fuksji ;) Problem dopadł mnie gdy już wczoraj chciałam napisać Wam o moim stosunkowo nowym nabytku- pomadce firmy Paese.


Nie będę ukrywać, pomadka znalazła się w moich skromnych zbiorach przy okazji spotkania bloggerek w Kazimierzu Dolnym. Mam świadomość, że spotkanie było dość dawno...a ja w sumie dopiero niedawno dobrałam się do szminki. Mój egzemplarz ma numer 54 i jak na moje oko jest w pięknym-chyba- malinowym kolorze. Niestety, mój aparat nieco przekłamał jej kolor gdyż w rzeczywistości pomadka jest delikatnie ciemniejsza.


Ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie staranność i jakość opakowania, schludne, czarne a co ważne z dobrym zamknięciem, dzięki czemu wiem, że pomadka nie otworzy się np. w torebce (kiedyś zniszczyłam w ten sposób pomadkę marki GOSH dlatego teraz zwracam na to uwagę). Pomadka Paese z dodatkiem olejku arganowego ma bardzo przyjemną, gładką konsystencję, dzięki czemu łatwo i sprawnie sunie po ustach. Pomadka bajecznie wilgotna i niesamowicie nawilżająca. Wybaczy Wam wiele i nie podkreśli suchych skórek...aczkolwiek uważam, że zawsze przed nałożeniem na usta czegoś ciemniejszego warto wykonać peeling. Kolejną sprawą jest pigmentacja- tu zaskoczenie po całości! Z reguły jeśli pomadka jest mocno nawilżająca jej krycie i pigmentacja są słabe- takie a'la błyszczyk. Nie w przypadku Paese! Pomadka jest mocno napigmentowana, a barwnik wręcz "wgryza" się w usta, nawet gdy wytrzecie usta chusteczką i tak zostaną na nich resztki koloru. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to pomadka dość trwała, może nie przetrwa obfitującej w jedzenie biesiady ale lekkie przekąski jest w stanie znieść.


Za 4 g pomadkę płacimy około 23-25 zł. Szminki Paese znajdziecie na stronie internetowej producenta i w osiedlowych drogeriach. Podsumowując muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Jedyną rzeczą, która delikatnie mi przeszkadzała jest zapach omawianego sztyftu. Moim zdaniem producent mógłby nieco odpuścić i mniej perfumować tego typu kosmetyki.

Suma summarum- polecam :)

Co sadzicie o kolorze? Panuje mi taka...hmmm...malina i makijaż z akcentem na usta??
Znacie pomadki Paese? Lubicie a może przeciwnie?

Czekam na Wasze opinie.


Soraya, Hialuronowy mikrozastrzyk; koncentrat kwasu hialuronowego...czy warto?

Dzisiejszy wpis będzie poniekąd kontynuacją wpisów na temat produktów firmy Soraya, które ostatnio bardzo intensywnie testuję. Był już krem pod oczy, krem do twarzy a teraz czas na produkt, który można uznać za serum. Hialuronowy mikrozastrzyk to preparat oparty na drobnoczasteczkowym kwasie hialuronowym. Na wstępie uprzedzę, że jest to kosmetyk przeznaczony dla kobiet w wieku 30+ tak więc macie przed sobą recenzję "gościnna" w wykonaniu mojej mamy.


Hialuronowy mikrozastrzyk to preparat zamknięty w eleganckiej, stosunkowo wąskiej tubce z bardzo estetyczną zakrętką. Szata graficzna kartonika przykuwa wzrok, jest jaskrawa, srebrzysta...moim zdaniem przypomina...igłę. Wybaczcie ale takie było moje pierwsze skojarzenie ;) Aplikacja produktu jest łatwa i przyjemna głownie ze względu na wąski aplikator. Hialuronowy mikrozastrzyk to typowy, bezbarwny żel. Konsystencja jest delikatnie wodnista co przekłada się na dobrą wydajność produktu. 


Tuż po aplikacji czujemy napięcie aczkolwiek zaznaczę, że jest to normalne w przypadku produktów z dużą zawartością kwasu hialuronowego i nie ma się co zrażać. Koncentrat wchłania się bardzo szybko, nie pozostawia lepkiej warstwy, powiem więcej daje uczucie aksamitnej skóry. Efekt jaki uzyskamy stosując hialuronowy mikrozastrzyk to napięcie, wygładzenie i nawilżenie. Po nałożeniu koncentratu hialuronowego, odczekaniu chwilki aż się wchłonie, nakładamy nasz ulubiony krem do twarzy i wykonujemy makijaż. Cały "zabieg" nie zajmie nam dużo czasu. 


W skład linii Soraya Hialuronowy mikrozastrzyk wchodzi omówione dziś "serum" oraz krem do twarzy dzień/noc odpowiednio: 30+, 40+, 50+ oraz 60+. Przeciwzmarszczkowy koncentrat kwasu hialuronowego to preparat godny uwagi, zwłaszcza jeśli szukacie przyzwoitego serum liftingującego w dobrej cenie. Preparat jest łatwo dostępny- dostaniecie go np. w Rossmannie w cenie około 20 zł. Dobrym rozwiązaniem jest połączenie koncentratu z kremem z tej samej serii dostosowanym do Waszego wieku.



Nowości w mojej "kosmetyczce"

Styczeń i początek lutego były dla mnie miesiącami niepowodzeń przede wszystkim przez to, że nacięłam się na allegro. Walka o odzyskanie pieniędzy kosztowała mnie wiele nerwów, nie ukrywam, że odbiło się to na częstotliwości "bolgowania". Brak weny i koniec. Cisza na wszystkich frontach. Wzięłam wolne, pojechałam do domu...odpoczęłam i zmieniłam podejście do wielu spraw. W tym czasie na mój lubelski adres przyszło kilka paczek no i oczywiście jak wiecie w minioną sobotę byłam na "Walentynkowym spotkaniu bloggerk", z którego wróciłam obładowana torbami...dlatego tez postanowiłam wszystkie nowości zebrać w jednym poście.

Firmy, które zechciały wesprzeć i umilić nasze spotkanie:



Dzięki uprzejmości Pani Pauliny mam możliwość wypróbowania kosmetyków znanej wszystkim marki IsaDora...i troszkę mniej popularnej- Matis. W moje ręce wpadł świetny tusz do rzęs, podkład, który powędruje do mojej mamy, kredka do oczu oraz największy dynamit z całej paczki- bajkowy róż do policzków w kremie Twist-up !


Kolejna paczka to kontynuacja współpracy z firmą Fito-Med: wybrałam sobie glinkę różową oraz płyn do twarzy lawendowy. Oba kosmetyki zdążyłam już wypróbować i muszę przyznać, że jestem z nich bardzo zadowolona.


Kilka dni temu odebrałam również przesyłkę od firmy Uroda, właściciela marki Melisa. W paczce znalazłam płyn micelarny, balsam do ciała, krem do twarzy- nawilżający oraz krem wygładzający serii Kwiaty Polskie słonecznik do cery suchej.


Uffff....powiem Wam, że wyjątkowo długo pracowałam nad tym wpisem. Przepraszam również za niektóre zdjęcia, która odbiegają od ideału ale dziś światło nie było mi przychylne i musiałam dziać z fleszem :/

To jak- co testujemy jako pierwsze?

Pozdrawiam
A.

O bardzo udanym "Walentynkowym spotkaniu bloggerek" Lublin 2014r

Sposób na smutki i chandrę? Spotkanie bloggerek, a co, czemu nie ;) W sobotę 15.02.14 r w Caffe Trybunalska w Lublinie odbyło się dość kameralne spotkanie bloggerek. Przyznam szczerze, że bardzo się na owe spotkanie cieszyłam. Czemu? Dawno nie widziałam się z dziewczynami a muszę przyznać, że strasznie lubię takie nasze spotkania, można się pośmiać, pożartować a gdy gadamy o kosmetykach nikt nie patrzy na nas jak na niedorobione idiotki ;) Kończąc i tak za długi wstęp dodam, że tematem przewodnim były czerwone usta (no w końcu walentynki) i tu moje pytanie- czy któraś z Was uwieczniła tą wiekopomną chwilę, gdy pierwszy raz w życiu pokazałam się publicznie z czerwonymi ustami ;) ??


Podczas spotkania odbyła się prezentacja kosmetyków marki La Rosa, o której- przyznam szczerze- że wcześniej jakoś nie słyszałam. Pan Jacek stanął na wysokości zadania, ja osobiście byłam pod wielkim wrażeniem profesjonalnego podejścia do tematu. Pan Jacek świetnie przygotował i dokładnie oświetlił przywiezione ze sobą kosmetyki kolorowe...uwierzcie mi, nie wiedziałam na co patrzeć. Piękne, sypkie cienie mineralne La Rosa zaparły mi dech w piersiach. Czemu ja ich wcześniej nie odkryłam?! Jednak La Rosa to nie tylko cienie, bronzery (bajeczne!) czy podkłady mineralne ale również lakiery do paznokci, akcesoria, woski oraz pielęgnacja. Jednym słowem- dla każdego coś miłego! Kosmetyki są dobre jakościowo i świetnie pachną a cenowo plasują się na tzw. średniej półce. Jeśli macie ochotę poczytać więcej o firmie wklejam link <TU>.


Nie mogłam pominąć tego zdjęcia- Aga z jej "oczojebnym" błyszczykiem ;) Po części oficjalnej przyszedł czas na przepyszny posiłek- chyba wszystkie byłyśmy w szoku gdyż makaron ze szpinakiem był obłędny i mega sycący! Mino szczerych chęci nie dałam rady całej porcji, choć chyba byłam najbliżej pochłonięcia całości ;) Na uwagę zasługuje również pyszny deser- tarta malinowa....mówię Wam, pycha! Gdy już się objadłyśmy jak bąki przyszedł czas na ploty, kawkę a finalnie na upominki od firm, które zechciały przekazać w nasze łapki kilka drobiazgów :)


Dziękuję Wam za tak udane popołudnie a w szczególności oczywiście organizatorce- Karolinie- która dała z siebie 200% :) Dziewczyny liczę, że przynajmniej kilka z Was pojawi się na targach 22-23.03.14 r :)


Kolejne zaskoczenie- Soraya, krem pod oczy wygładzający z olejkiem z róży; seria Świat Natury

Cyklu na temat produktów Soraya ciąg dalszy. Dziś zajmę się wygładzającym kremem pod oczy- Pielęgnacja odmładzająca z serii ŚWIAT NATURY , nie ukrywam- produkt trafił w moje ręce przy okazji spotkania bloggerek, które odbyło się ładne kilka miesięcy temu. Jako, że ostatnio cierpię (razem z mamą) na deficyt kremów pod oczy, przez pewien czas korzystałyśmy z niego wspólnie, zatem zapraszam na nieco podwójną recenzję!


Zacznę od omówienia kartonika, w którym znajduje się kremik, otóż moim zdaniem szata graficzna jest bardzo przyjemna dla oka. Osobiście podoba mi się bardziej niż szata graficzna serii So Pretty. Kartonik jest bardzo dobrze opisany, znajdziemy tu wszystkie potrzebne informacje, czytelny skład, opis głównych składników czynnych oraz oczywiście sposób użycia- wszystko czytelne, bez zbędnych udziwnień. Krem znajduje się w dość wąskiej tubce- analogicznej do produktów Iwostin. Dozowanie produktu jest sprawą dziecinnie prostą i higieniczną- dzięki małej średnicy otworu możemy precyzyjnie wycisnąć pożądaną ilość kosmetyku.


" ŚWIAT NATURY to linia oparta na drogocennych olejach, wzbogacona najcenniejszymi roślinnymi esencjami z różnych stron świata. "

Krem, który miałam przyjemność testować opatrzony jest znaczkiem Chile; Pielęgnacja Odmładzająca; Krem pod oczy wygładzający z olejem z róży. W składzie na dość wysokich pozycjach znajdziemy olej z wiasiołka, olej z róży, tokoferol (wit.E), pantenol, ceramidy, cholesterol, fitosfingozynę, wit.C. Dużym plusem jest zawartość parafiny, która w przypadku kremów pod oczy jest składnikiem pożądanym. Dodatkowo uważam, że producent bardzo racjonalnie podszedł do problemu konserwantów- zostały zastosowane estry kwasu para-aminobeznoesoweg, jednak znajdują się na końcu składu co jest równoznaczne z ich niewielką zawartością w całym preparacie- z mojej strony duży ukłon za racjonalny skład i faktyczne spełnienie obietnic co do związków czynnych.


Działanie kremu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Po pierwsze krem ma niesamowicie przyjemną, delikatną i jedwabistą konsystencję, dzięki czemu wchłania się w mgnieniu oka :) Produkt pozostawia uczucie wyjątkowego komfortu; już po pierwszej aplikacji skóra staje się gładsza i milsza w dotyku. Nie ma mowy o lepkiej i nieprzyjemnej warstwie. Stosowany regularnie zauważalnie wygładził okolicę oka, dodał jej ładnego blasku i oczywiście świetnie ją nawilżył. Jak wiecie aktualnie jestem w przedziale 25+ aczkolwiek nie uważam żeby owy " krem pod oczy wygładzający" był dla mnie "za mocny". Kolejnym plusem jest zadziwiająco dobre współgranie kremu z korektorem i innymi kosmetykami kolorowymi.


Podsumowując, muszę powiedzieć, że nigdy nie zagłębiałam się w skład jak i działanie produktów firmy Soraya. Szczerze- zazwyczaj ich unikałam bo wydawały mi się tandetne. O ile krem do twarzy z serii So Pretty mnie zaskoczył tak krem pod oczy CHILE seria ŚWIAT NATURY powalił na kolana. W niewielkiej cenie ( około 15 zł ) otrzymujemy produkt, który ma nie tylko świetny skład, przyjemną konsystencję, jest bardzo wydajny, ogólnodostępny to jeszcze bardzo dobrze działa!  Kremu nie polecam kobietom dojrzałym lub tym z Was, którym zależy na ewidentnym liftingu/ napięciu okolicy oka. W takich przypadkach lepiej sięgnąć po krem, który w swoim składzie zawiera kwas hialuronowy i inne czynniki napinające. O ile ja byłam z niego strasznie zadowolona, tak mojej mamie brakowało własnie działania napinającego/ liftingującego.


Jeśli macie ochotę poczytać sobie dokładnie o nowościach firmy Soraya, odsyłam Was na ich stronę internetową < TU> . Ja osobiście szczerze polecam- w takiej cenie ciężko znaleźć tak przyjemny kremik! 

I jak? Czujecie się zachęcone?
Jakie są Wasze ulubione kremy pod oczy z tzw. niższej półki cenowej?
Czekam na propozycje!

O morelowym kremie matującym firmy Soraya, czyli dorzucam swoje 3 grosze do ogólnej opinii

Dzisiejszym wpisem zapoczątkowuję cykl postów odnośnie produktów firmy Soraya. Przyznam, że zwlekałam z tym dość długo, gdyż kosmetyki tej firmy trafiły do mnie już jakiś czas temu- podczas spotkania bloggerek zarówno w Zamościu jak i Kazimierzu Dolnym. Zapytacie skąd taka zwłoka? Otóż mam zasadę, że nie otwieram na raz trzech balsamów do ciała czy dwóch kremów do twarzy. Wykończę jeden- sięgam po następny...przynajmniej staram się trzymać tej zasady.

Na pierwszy ogień chciałam zaprezentować Wam bardzo przyjemny produkt, mianowicie krem do twarzy "Morelowy krem matujący" z serii Młoda Cera. Podejrzewam, że produkt nie jest dla Was niczym nowym aczkolwiek i ja chciałabym wtrącić swoje 3 grosze w tym temacie. 
Po pierwsze szata graficzna produktów wchodzących w skład serii So Pretty jest urocza! Moim zdaniem jest to wabik, na który złapało się wiele kobiet. Pastelowe kolory jak i tłoczone serduszka przyciągają wzrok i zachęcają do zakupu. Jeśli jednak ten przemiły ( i troszkę przebiegły) chwyt marketingowy na Was nie podziała- bo jesteście twardo stąpającymi po ziemi realistkami, radzę popatrzeć na spód opakowania i przeczytać skład owego morelowego kremu matującego. Cóż ujrzymy? Przede wszystkim zadowolone będą te z Was, które unikają parafiny! Przyznam szczerze, że osobiście byłam w szoku, gdyż nie sądziłam, że drogeryjny kremik może być jej pozbawiony. Oprócz składników tworzących podłoże emulsji czy emulgatorów, krem zawiera (dość wysoko w składzie) płynny jedwab, tokoferol (wit.E)- będący silnym przeciwutleniaczem/witaminę młodości oraz pantenol, który ma działanie kojące i wspomagające regenerację naskórka. Sprawą oczywistą jest zawartość konserwantów, producenta zastosował estry kwasu para-aminobenzoesowego, do których ja nic nie mam.


Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna, krem łatwo się rozprowadza, nie bieli się i szybko się wchłania. Nie ma mowy o pozostawianiu tłustej czy lepkiej warstwy. Dużym plusem jest czas od aplikacji kremu na twarz do chwili nałożenia podkładu- otóż nie musimy długo czekać, co jak wiadomo bardzo przydaje się rano, przed wyjściem do pracy czy na uczelnię. Morelowy krem matujący faktycznie matuje skórę i co za tym idzie w ciągu dnia redukuje świecenie się twarzy, aczkolwiek jeśli liczycie na to, że efekt zmatowienia utrzyma się cały dzień- nie miejcie złudzeń. Szczerze powiedziawszy nawet najdroższy krem nie jest w stanie utrzymać naszej cery w stanie zmatowienia przez okrągłe 12 godzin- przynajmniej ja takowego nie spotkałam. Po zastosowaniu kremu buzia jest gładka i miła w dotyku. Krem oprócz umiarkowanego działania matującego również ładnie nawilża naszą buzię. Na plus należy zaliczyć również wydajność, cenę jak i dostępność. Za 50 ml płacimy w Rossmanie ok. 19-20 zł. Uważam, że jest to kwota umiarkowana i adekwatna do działania produktu.


Na zakończenie wspomnę również o niesamowicie przyjemnym zapachu! Osobiście lubię gdy krem ładnie pachnie i chyba nigdy w sobie tej tendencji nie zwalczę. Lubię tego morelowego przyjemniaczka otworzyć i ot tak sobie go wąchać :) Dodam również, że słoiczek, w którym znajduje się krem jest wykonany z plastiku co moim zdaniem ujmuje nieco elegancji jednakże jest to wyjście praktyczne w razie upadku czy podróży ;)


Osobiście uważam, że warto spróbować aczkolwiek zaznaczam, że jest to linia dedykowana dla kobiet do około 30 roku życia. Spotkałam się z kilkoma negatywnymi opiniami jakoby krem przesuszał- powiem tak, każda z nas jest inna, dodatkowo z wiekiem skóra staje się coraz bardziej wymagająca. Ważne żeby odpowiednio dobierać kosmetyki do naszych indywidualnych potrzeb i nie kierować się trendem.

Znacie linię So Pretty? Macie wśród niej swoich ulubieńców?
Co sądzicie o morelowym kremie matującym? 


Domowe denko, czyli co zużyłam na spółkę z mamą oraz małe podsumowanie stycznia

Po wczorajszej okropnej podróży pks-em stwierdziłam, że muszę zacząć zbierać na samochód ;) Chyba nigdy przez 5 lat studiów i wyjazdów do domu nie zmęczyłam się siedzeniem w autobusie tak jak wczoraj- kierowca zafundował nam darmową saunę...z ciepłym powietrzem prosto na stopy. Wiadomo zima- więc wszyscy w kozakach...masakra! Nigdy tak mi nogi nie spuchły jak wczoraj ;) Dodatkowo po powrocie do domu zauważyłam, że moja rodzicielka wzięła sobie do serca "projekt denko" i skrzętnie pozostawia (u mnie w pokoju) wszystkie puste opakowania ;) Czas posprzątać ten bałagan ;)

Antyperspirant Rexona, aloe vera- przyznam, że jest to produkt bardzo wydajny bo kupiłam go jakoś na początku sierpnia. Cóż mogę o nim powiedzieć- po pierwsze zapach- na nadgarstku wydał mi się ładny jednak stosowany wiadomo gdzie wchodził chyba w interakcję z pH mojej skóry...i już tak ładnie nie pachniał. Właśnie zmiana zapachu była głównym czynnikiem, przez który nie kupię go ponownie, gdyż działanie było ok....takie przeciętne.
Antyperspirant Fa NutriSkin Care& Fresh- zapach zarówno na nadgarstku jak i na skórze był przyjemny aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że antyperspirant Fa spełnił swoje zadanie. W moim przypadku działa jak zwykły, ładnie pachnący dezodorant. Plus oczywiście za brak podrażnień i barwienia ubrań. Czy kupię ponownie? Raczej nie.


Dermedic, płyn micelarny HYDRAIN3 Hialuro- Mój osobisty KWC. Zużyłam już 3 buteleczki i z ogromną przyjemnością sięgnę po następną! Płyn porównywalny ze słynną różową Biodermą SensiBio...a tańszy. Idealnie zmywa makijaż, nie podrażnia nawet bardzo wrażliwych oczu, nie wysusza ani nie pozostawia lepkiej warstwy- ideał, zwyczajnie IDEAŁ!
Flos-Lek, Arnica płyn micelarny- kompletne przeciwieństwo płynu marki Dermedic- moje wrażliwe oczy podrażniał i szczypał. Nie było mowy żebym nie musiała go zmywać wodą. Co do docelowego działania- moim zdaniem przeciętniaczek i to w kierunku słabego- mój makijaż oka zmywał słabo, musiałam trzeć oko czego bardzo nie lubię. Zdecydowanie nie kupię ponownie.


Pharmaceris A, Pianka do mycia twarzy- produkt, który lubię i do którego zawsze chętnie wracam. Pianka Pharmaceris A stworzona jest dla wszystkich osób z cerą wrażliwą, suchą, odwodnioną aczkolwiek nie widzę przeciwwskazań dla osób z cerą mieszaną czy tłustą! Dlaczego? Otóż jest to produkt niezwykle delikatny! Zawiera delikatną formułę myjącą nie wysusza naskórka ani nie powoduje uczucia ściągnięcia. Będzie również idealna dla osób w trakcie kuracji przeciwtrądzikowej, gdyż nie pogłębi stanu przesuszenia skóry. Jestem na tak!


Dermedic, Angio Preventi, krem na noc- Krem upodobała sobie moja mama- swego czasu otrzymałam taki sam od firmy Dermedic, mama go podchwyciła i od tamtego czasu kupuje systematycznie. Co można o nim powiedzieć? Jest strasznie wydajny- ostatnio miałam wrażenie, że te 55 g chyba nigdy się mamie nie skończą. Przy systematycznym stosowaniu faktycznie poprawia koloryt skóry i uszczelnia naczynka. Konsystencja jest bardzo przyjemna, krem nie zostawia tłustej warstwy, bardzo ładnie i szybko się wchłania. Szczerze- gdyby nie było na nim napisane "na noc" spokojnie nakładałabym go jako krem dzienny ;)


Iwostin Re-Lift, liftingujący krem pod oczy- Produkt, z którego mama była bardzo zadowolona, ba! stwierdziła nawet, że było jej smutno gdy się skończył ;) Krem kupiłam na promocji w Super-Pharmie za jakieś 40 zł, dodam, że jest to seria dedykowana kobietom po 40 roku życia. Krem ładnie nawilżał i delikatnie napinał okolicę oka, dodatkowo mama nie zauważyła żadnych podrażnień. Na plus zaliczyła również szybkość wchłaniania, brak uciążliwej, tłustej warstwy a przede wszystkim- działanie liftingujące i zmniejszenie widoczności zmarszczek.


Eucerin, Even Brighter, korektor punktowy redukujący przebarwienia- Produkt zakupiony w Super-Pharm w promocji 55,49 zł cena regularna to około 80 zł....dużo. Czy warto? Powiem tak- najlepiej postawić na całą serię gdyż w mojej opinii są to faktycznie dobre produkty- o wiele lepsze niż Bioderma WhiteObjectiv. Co do samego korektora punktowego- mniejsze plamki faktycznie zredukował jednak z większymi przebarwieniami raczej sobie nie poradził. Osobiście następnym razem postawię na całą serię i wtedy wydam jednoznaczną ocenę.


Dr Irena Eris, SPA Resort Hawaii, nektarowy krem do rąk- pisałam o nim już jakiś czas temu, zdania cały czas nie zmieniam- wspaniały produkt, który daje nam poczucie luksusu. Polecam spróbować!
Babydream, krem chroniący przed zimnem i mrozem- mama zużyła go do rąk. Zdecydowanie produkt o bogatej konsystencji- natłuszczający, jeśli jesteście posiadaczkami raczej suchych dłoni- będzie jak znalazł! Krem jest tani i dostępny w Rossmanie...dedykowany dzieciaczkom ;) Czy nałożyłabym go na twarz...wątpię, nie lubię tłuściochów.


Dr Irena Eris, BodyArt, Aksamitna maska do ciała- Produkt wspaniały! Tak właściwie to nie wiem co jeszcze mogłabym o nim napisać, gdyż jedyne co mogę powiedzieć- CUDO! Zdecydowanie warto choć raz skusić się na tego typu kosmetyk... Kwestią dyskusyjną jest tu oczywiście cena- około 90 zł za produkt do ciała. Dużo- owszem, jednak ja osobiście nie znalazłam drugiego kosmetyku tak przyjemnego w stosowaniu i o tak fenomenalnym działaniu. Było nam strasznie żal gdy dobiłyśmy dna.


BingoSpa, serum kolagenowe do ciała z olejkiem morelowym- pisałam o nim jakiś czas temu więc zapraszam do kliknięcia i zapoznania się z pełną recenzją <TU>. Ogólnie jestem z niego zadowolona, jednak cena, gramatura i wydajność pozostawiają wiele do życzenia.


Szampon Dermena- produkt teoretycznie hamuje wypadanie włosów i stymuluje ich odrastanie, niestety mama nie zauważyła jakiś spektakularnych efektów. Szampon dobrze się pienił i spełniał swoją funkcję myjącą. Moim zdaniem warto dołączyć pozostałe produkty serii Dermena i wtedy dopiero wydać werdykt.


Balea, lotion dodający objętości- moim zdaniem produkt przyjemny aczkolwiek nie rewelacyjny. W moim przypadku dodawał objętości, dobrze "trzymał" włosy jednak w moim odczuciu trochę je przesuszał. Raczej nie skuszę się ponownie.


Goldwell, lakier do włosów nadający objętości (moc: 4)- mój jak i mojej mamy KWC wśród lakierów. Świetnie utrwala fryzurę, nie skleja włosów i nie tworzy efektu kasku. Po całym dniu włosy są dalej świeże i pełne objętości. Co ważne- nie wzmaga przetłuszczania włosów. Na drugi dzień fryzura również wygląda ładnie- wystarczy delikatnie uformować włosy szczotką i można lecieć na zakupy :) Szczerze polecam, gdyż w ten produkt faktycznie warto zainwestować.


Sensual, żel do golenia z ekstraktem z miodowego melona- żel, który podbił moje serce! Świetna, rosnąca w dłoni formuła sprawia, że jest to produkt bardzo wydajny! Zero podrażnień, swędzenia czy uczulenia. Golenie było czystą przyjemnością. Piana utrzymuje się długo więc nie trzeba się specjalnie śpieszyć. Moim zdaniem porównywalny do o wiele droższego żelu Gilette. Cóż więcej mogę powiedzieć- cena i dostępność- wzorowe. Śmiało sięgnę po niego ponownie.


Styczeń...cóż chciałam zrobić osobną notkę na temat tego co mnie spotkało ale doszłam do wniosku, że chyba nie ma sensu cały czas maglować tematu. Sprawa z nieuczciwą pseudo "sprzedawczynią" cały czas się wlecze. Kobieta oszukała nie tylko mnie ale i masę innych osób co gorsze jest to jawne oszustwo! Sprzedawczyni wprowadziła na rynek podróbki za co grozi ( w najlepszym wypadku) grzywna zgodnie z KK i Prawem handlowym. Jestem ciekawa jak taka osoba się nie boi? Jak dla mnie jest to albo wielka odwaga albo wielka głupota. Sprawy nie odpuszczę, gdyż w Pani X. utopiłam ponad 200 zł.