Ponowne losowanie!

Dziewczyny, jako, że zwyciężczynie poprzedniego losowania nie odezwały się do mnie; dziś ponownie wylosowałam 2 osoby, które udzieliły poprawnych odpowiedzi w konkursie z firmą Fito-Med. Mam bardzo ograniczony dostęp do internetu a wgrywanie zdjęć graniczy z cudem. Odsyłam Was zalem do listy, która znajduje sie w poprzednim poście <TU>.


Wygrywają:

5- Olga
13- frambuesa

Dziewczyny, proszę Was o jak najszybszy kontakt

kosmetyczkaani@gmail.com



Sylveco; lekki krem brzozowy czy zdał egzamin?

Produktów marki Sylveco nie trzeba chyba żadnej z Was przedstawiać. Jakiś czas temu szturmem przejęły blogosferę i co pewien czas dają o sobie znać. Nie ukrywam, że czytając niezliczone ilości pozytywnych recenzji byłam owych kosmetyków bardzo ciekawa. Jakiś czas temu zdecydowałam się wypróbować na sobie to "cudo". Mój wybór padł na lekki krem brzozowy, który zamówiłam na  stronie Lavendic.pl

Po pierwsze, pompka typu "air-less". Wiele razy pisałam, że jest to moja ulubiona forma dozowania kremów. Oprócz wygody, dozowania odpowiedniej ilości produktu, aspektu zużywania kosmetyku do końca, to przede wszystkim zachowujemy czystość mikrobiologiczną, co jest szczególnie ważne w przypadku kosmetyków naturalnych czy bez konserwantów. Nie chodzi tu jedynie o "zjełczenie" kremu ale również o zabezpieczenie składników czynnych przed inaktywacją przez enzymy bakteryjne. Poruszę również kwestię wyglądu opakowani i informacji, które na nim znajdziemy. W moim odczuciu jest to ogromny plus, serio! Pierwszy raz spotkałam się z tak genialnie opisanym kremem. Drobne ryciny pokazujące jak wygląda dana roślina, jej opis oraz nazwa łacińska, w połączeniu ze stonowanymi barwami tworzą bardzo estetyczna i spójną całość.


Lekki krem brzozowy przeznaczony jest do pielęgnacji skóry odwodnionej, przesuszonej, zmęczonej czy narażonej na działanie czynników szkodliwych, jednak moim zdaniem równie dobrze sprawdził się w pielęgnacji skóry mieszanej w stronę suchej. Chciałam również zwrócić Waszą uwagę na fantastyczny skład, w którym już na drugim miejscu znajdziemy bogaty w antyoksydanty oraz antocyjany olej z winogron. 


Krem ma formę nietłustej, lekkiej, białej emulsji o przyjemnym, delikatnie ziołowym zapachu. W tej kwestii produkt Sylveco to strzał w dziesiątkę. Krem wchłania się błyskawicznie pozostawiając na twarzy delikatną i bardzo przyjemną warstewkę ochronną. Mimo, iż jest to krem o bardzo bogatym składzie, nie tworzy na buzi tłustego, nieprzyjemnego filmu. Dzięki tak genialnej konsystencji jesteśmy w stanie niemal natychmiast po aplikacji kremu wykonać makijaż. Jest to szczególnie istotne gdy malujemy się na szybko przed pracą lub nagłym wyjściem.


Działanie kremu można spokojnie ocenić na 6! Przyznam szczerze, że nie sądziłam iż te wszystkie pozytywne, chwilami przesłodzone, opinie na jego temat sprawdzą się u mnie w niemal 100%. Krem wspaniale nawilża i odżywia, nie powodując uczucia obciążenia czy świecenia. Bogactwo naturalnych składników idealnie współgra i dopasowuje się do potrzeb skóry. Krem nie podrażnia, nie piecze- nawet gdy zastosujemy go na okolice oka. Muszę również nadmienić, że uczucie ukojenia i nawilżenia towarzyszyło mi bardzo długo. W moim przypadku rezultaty działania kremu były bardzo zadowalające, nie miałam problemu z suchymi skórkami, skóra była miła w dotyku, gładka i ładnie napięta. Dodatkowo, produkt nie powodował on u mnie nadmiernego przetłuszczania strefy T, wyprysków czy zatykania porów. Krem stosowałam zarówno na dzień jak i na noc i muszę przyznać, że czuję się absolutnie usatysfakcjonowana.  Lekki krem brzozowy zdał egzamin celująco :)


Na zakończenie dodam, że moja mama nie byłaby sobą gdyby nie podkradała mi ukradkiem mazideł. Tak też było w przypadku lekkiego kremu brzozowego z Sylveco ;) Wpadła rano, gdy nie mogąc znaleźć go w łazience przyszła do mnie z pytaniem "Gdzie ten fajny kremik co tak wspaniale się wchłania bo spieszę się do pracy?" ;) Dziś krem sięgnął praktycznie dna, myślę jednak, że nie było to moje pierwsze i ostatnie opakowanie. Z ogromną chęcią do niego wrócę. Moim zdaniem jest to fantastyczna sprawa dla osób posiadających ograniczony budżet a ceniących kosmetyki naturalne, pozbawione parabenów czy sztucznych barwników. 

objętość: 50 ml
cena: 24,99 zł

Lekki krem brzozowy, jak i inne kosmetyki Sylveco możecie zamówić na stronie Lavendic.pl gdzie znajdziecie również inne produkty wielu firm specjalizujących się w  kosmetyce naturalnej. Sklep ma bardzo przejrzystą szatę graficzną co dodatkowo umila składanie zamówień; ze swojej strony muszę również zapewnić Was, że przesyłki są porządnie zapakowane co chroni zamawiane produkty przed uszkodzeniem w czasie transportu.
Serdecznie polecam.



Co sądzicie o kremach firmy Sylveco? Czy i Wam przypadły do gustu? 
A może próbowałyście już nowych żeli do mycia twarzy? Jakie są Wasze opinie- warto się skusić?

BingoSpa; delikatny krem do twarzy z kolagenem

Delikatny krem z kolagenem od BingoSpa wpadł w moje ręce kilka miesięcy temu, jednak jakoś nie mogłam się za niego zabrać. W rozpakowaniu pomogła mi mama, której skończył się krem na dzień, więc tak naprawdę będzie to recenzja w oparciu o odczucia właśnie mojej rodzicielki. 


Opakowanie jest dość przyzwoite jednak plastik nie dodaje mu uroku. Na plus zaliczam szeroki, wygodny otwór, przez który wydobędziemy krem do końca. Przyznam szczerze, że po otwarciu słoiczka moim oczom ukazał się średnio zachęcający widok. Krem ma biały, lekko lśniący, perłowy kolor. Konsystencja jest bynajmniej dziwna, długo zastanawiałam się co mi przypomina...i mam- odżywkę do włosów! Zapach utwierdza mnie w tym przekonaniu, odzywka do włosów jak nic- czy jest to woń przyjemna? Zależy od upodobań, moim zdaniem jest dziwny, chemiczny, trochę mdły.


Krem jest bardzo wydajny, rzadka konsystencja pozwala na użycie bardzo małej ilości produktu do pokrycia całej twarzy i dekoltu. Produkt dobrze się rozsmarowuje, nie pozostawia tłustej czy lepiej warstwy. Zdecydowany plus to czas potrzebny na wchłonięcie preparatu, nie musimy długo czekać z nałożeniem podkładu. Faktycznie jest to DELIKATNY krem do twarzy. Moim zdaniem będzie idealny dla osób, które szukają czegoś nawilżającego a jednocześnie nie mają większych problemów z cerą. Producent poleca go dla cery dojrzałej, zmęczonej lub przesuszonej nadmiernym działaniem czynników środowiskowych. Moja mama uważa, że jest to przyjemny, delikatnie nawilżający krem, który jednak nie spowodował wzrostu jędrności czy elastyczności skóry twarzy. Nie wykluczam, że jedno opakowanie to za mało, żeby zauważyć wzrost jędrności.
Jak na moje oko krem ma dość ubogi skład...początek stanowią substancje o charakterze stabilizatorów emulsji O/W, W/O, plastyfikatorów, emolientów potencjalnie komedogennych, kondycjonerów oraz związków powierzchniowo czynnych. Produkt w składzie zawiera parafinę płynną więc jeśli Wasza skóra źle na nią reaguję radze uważać. Dodam również, że produkt zawiera cała litanię parabenów. Z góry uprzedzam, że mam do tych związków dość "zdrowe" podejście, jednak gdy widzę metyl- etyl- propyl- butyl- isobutylparaben troszkę się wzdrygam...czy nie za wiele tego?


Podsumowując, delikatny krem z kolagenem okazał się średniakiem, będzie dobry dla osób ze skórą niewymagającą, której potrzeba delikatnego nawilżenia. Cena jest zachęcająca, na stronie producenta można go dostać już za 18 zł. 




Mini denko wrzesień 2013

No i moje bardzo długie...i ostatnie wakacje dobiegły końca. Wczoraj wielkie pakowanie, podróż w strugach deszczu, rozpakowywanie i oto jestem na miejscu. Lublin jeszcze spokojny, jednak to już tylko kwestia dni, kiedy cały akademik zapełni się gwarem ;) Jako, że wczoraj się przeprowadziłam musiałam ogarnąć pokój...czyli wywalić wszystko co niepotrzebne i takim sposobem wyszło szybkie wrześniowe denko :)


Woda toaletowa DKNY pure...zapach, który najpierw strasznie polubiłam, potem porzuciłam, żeby ostatecznie zużyć przez wakacje. Przyznam, że nie jest to zapach, do którego wrócę, głównie dlatego, że był dość ciężki jednak w taki jakiś "cierpki" sposób. 
Płyn do demakijażu Eveline- myślę, że wkrótce skrobnę o nim osobną notkę, gdyż faktycznie jest tego wart. Nie szczypie, nie podrażnia, nie zostawiał tłustej warstwy a przy tym całkiem przyzwoicie zmywał. Miał swoje wady, miedzy innymi irytująca pompkę!


Pianka do mycia twarzy Pharmaceris A, bardzo udany produkt, idealny dla wszystkich z wrażliwą czy trądzikową cerą. Pianka ładnie usuwa zanieczyszczenia, domywa makijaż a przy tym jest bardzo delikatna. Jedyny minus to niestety wydajność.


Krem nawilżająco-matujacy; Ziaja 25+ o którym kompletnie zapomniałam ;) Swego czasu czytałam o nim wiele pozytywnych recenzji...miał być szał a wyszedł dość pokaźny średniak. Po pierwsze, nie zauważyłam działania matującego. Krem miał dość dziwny, chemiczny zapach, który chyba średnio mi odpowiadał. Konsystencja również jak na mój gust dyskusyjna, niby dość rzadka, mało lepiąca- więc powinno być przyjemnie-tu moje zdziwienie bo raczej nie było. Krem zostawiał na mojej twarzy jakąś taką dziwną, troszkę świecącą powłoczkę. Zdecydowanym plusem jest cena, która nie przekracza 10 zł, produkt nie spowodował u mnie żadnego wysypu czy zapychania porów. Mimo wszystko, warto wypróbować.
KremIdealny Złoty; Krem zużyła moja mama, która bardzo go sobie chwaliła, głównie za świetną konsystencję, wydajność, bajeczny zapach i równie dobre działanie. Pełna recenzja <TU>


Żel pod prysznic On Line Harmony z olejkiem arganowym; bardzo przyjemny i wydajny produkt za jedyne 7 zł. Zapach był wyjątkowo udany, mimo, że słodki to jednak jakoś tak przyjemnie otulający. Dokładna recenzję możecie poczytać <TU>
Antyperspirant Garnier mineral UltraDry; jedyne co mi się w nim podobało to zapach. Jakoś nie przepadam za dezodorantami Garniera bo jak na mój gust mają z ochroną niewiele wspólnego ;)


Krem do stóp relaksujacy, przeciw obrzękom Green Pharmacy;bubel jakich mało! Absolutnie mi nie odpowiadał,nie relaksował, nie nawilżał, powiem więcej miałam wrażenie, że wysuszał mi stopy. Szkoda pieniędzy.
Maskary;
L'oreal Volume Million Lashes- świetna maskara, pięknie rozczesywał, wydłużał i pogrubiał. Zdecydowanie wart każdej złotówki...a trzeba ich wydać troszkę bo około 40 zł co można uznać za minus ;)
Inglot w kolorze brązowym; niestety ale po tej maskarze nie zapałałam miłością do Inglota. Początkowo tusz rozdzielał i wydłużał całkiem dobrze, jednak po jakimś miesiącu używania zauważyłam, że zaczął robić grudki i strasznie się kruszyć.
Essence multi action, świetna maskara za około 10 zł; dobrze rozczesywała i wydłużała, jednak dość szybko zaczęły mnie po niej szczypać oczy.
Clinique High Impact próbka; bardzo udany tusz jednak 80 zł za produkt pełnowymiarowy to dla mnie za dużo. Maskara bardzo dobrze rozdzielała, dług pozostała "świeża", nie kruszyła się ani nie wywoływała u mnie żadnych reakcji alergicznych.


Kochane, z góry uprzedzam, że mogę zniknąć na jakiś tydzień, otóż mój K. wykupił internet do jutra a jako, że korzystamy z "akademikowego" łącza, procedury papierkowe (licząc, że wszyscy na hura złożą podanie) pewnie potrwają trochę :/

Wyniki konkursu z firmą Fito-med

Dziś mam dla Was bardzo szybki post informacyjny. Otóż wczoraj zakończył się konkurs organizowany wspólnie z firma Fito-med. Zgłosiło się 26 dziewczyny, z czego 24 z Was udzieliło poprawnej odpowiedzi, która brzmiała: Warszawa :)




Maszyna losująca wyłoniła 3 zwyciężczynie: 
2-angees
17- szufladka
27- MD BŻ




Dziewczyny bardzo Was proszę, ułatwcie mi życie i prześlijcie na adres: kosmetyczkaani@gmail.com swoje dane wysyłkowe ;) Mam kilka spraw do ogarnięcia a chciałabym już dziś dać znać firmie Fito-med do kogo kierować paczki :)



Aktualna pielęgnacja mojej cery

Zaległy i przez część z Was wyczekiwany post ze swego rodzaju aktualizacją odnośnie pielęgnacji mojej cery. Gdy tak teraz patrzę, widzę, że ostatnia aktualizacja miała miejsce bardzo dawno temu ;) postaram się to zmienić. Bez zbędnych wstępów przechodzimy do sedna sprawy. Jak wiecie jestem "szczęśliwą" posiadaczka cery mieszanej, która lubi czasem sprawiać problemy.

Jakie mam problemy i nad czym pracuję?

Po pierwsze, po wakacjach zawsze mnie wysypuje nad czym strasznie ubolewam. Przydałaby się wizyta u kosmetyczki i oczyszczanie...jednak jakoś nie znajduję w portfelu zbędnych 120 zł (a tyle kosztuje moja kosmetyczka). Postanowiłam zatem wrócić do kuracji kwasami, na pierwszy rzut planuję wykończyć TriAcneal natomiast w kolejce już czeka Pharmaceris 5% kwas migdałowy. W moich oczach stosowanie kwasów wiąże się obowiązkowo z peelingiem. Od ładnych kilku miesięcy stosuję produkt firmy Oganique; peeling enzymatyczny z papainą...który kupiłam sobie w kwietniu na urodziny ale jakoś nie mogę się zebrać do napisania recenzji ;)  Dodatkowo na doraźne wypryski kupiłam sobie żel punktowy z Iwostinu...który na dzień dzisiejszy nie powala mnie na kolana.

Po wakacjach postanowiłam również zainwestować troszkę w przywrócenie skórze właściwego napięcia, i turgoru gdyż lato dało mi naprawdę nieźle popalić ;) Od jakiegoś ładnego tygodnia stosuję duet z firmy Femi- olejek passiflora oraz krem  Detox bis-in-die, które razem mają ogromna moc antyoksydacyjną. Są to kosmetyki naturalne, ekologiczne, bogate w olejki roślinne o potencjale antyoksydacyjnym. Olejek passiflora stosuję codziennie rano jako serum a następnie nakładam krem Detox-in-die. Początkowo sądziłam, że takie połączenie będzie za ciężkie dla mojej mieszanej cery, jednak póki co jestem bardzo zadowolona. Pod oczy stosuję bardzo przyjemny kremik z Flos-Leku, który otrzymałam przy okazji spotkania blogerek w Lublinie. Krem niebawem dołączy do projektu denko a Wy możecie spodziewać się recenzji.


Do mycia i tonizacji twarzy cały czas stosuję duet z Fito-medu i o ile tonik sprawdza się fantastycznie tak żel do mycia twarzy jakoś średnio mi odpowiada. Moja cerę wysusza i już! Musze się strasznie pilnować, żeby nie została mi nigdzie piana bo przesuszenie mam jak w banku.

Na zakończenie muszę wspomnieć jeszcze o mojej nowej miłości, jaką są glinki! Po prostu oszalałam na ich punkcie już teraz widzę, że stosowane regularnie przynoszą świetne efekty. Aktualnie stosuję bardzo delikatną glinkę czerwoną zamówioną na Kosmetycznaglinka.pl 



Filtr do wody Dafi, czy warto?

Kilka tygodni temu do drzwi zapukał znużony listonosz z pokaźną, wyczekiwana od dawna przesyłką od firmy Dafi. W środku znajdował się upragniony dzbanek do filtrowania wody o wdzięcznej nazwie:Omega unimax 4,0 l, LED sensor. 


Mój egzemplarz, jak wskazuje nazwa, posiada filtr typu UNIMAX oraz wskaźnik wymiany wkładu w postaci czujnika LED. Jak podaje producent, wkład typu Unimax przeznaczony jest dla osób, które chętnie gotują oraz posiadają rodzinę, przez co częściej sięgają po wodę. Wkład skutecznie filtruje 150-200 l wody.
Jakie są moje wrażenia po prawie miesiącu z Dafi? Bardzo pozytywne- stwierdzenie, że do dobrego człowiek przyzwyczaja się szybko jest w tym przypadku bardzo trafione. 


Po pierwsze, woda faktycznie ma inny smak. Czy lepszy? Sprawa dyskusyjna, otóż mało kto wie ale woda uznawana za "smaczną" jest wodą twardą. Węglany i wodorowęglany wapnia i magnezu, które wpływają na twardość względną i bezwzględną, nadają wodzie "ostrzejszy" i "wyraźniejszy" smak. Pamiętam jak kiedyś poczęstowałam się na zajęciach woda destylowaną...oj fuuuuj ;) 
Czy smakowała mi woda po przefiltrowaniu? W porównaniu do tej z kranu była inna, jednak nie mogę powiedzieć, że była niesmaczna. Warto dodać, że obszar Gór Świętokrzyskich jak i Lubelszczyzny charakteryzuje się wodą wyjątkowo twardą, nie chcąc mówić jedną z najtwardszych. Co się z tym wiąże? 
Przede wszystkim KAMIEŃ, który bardzo skutecznie eliminuje wszelkiego rodzaju czajniki- zwłaszcza elektryczne. Poza tym kawa i herbata- osad jaki pozostaje na kubku jest strasznie irytujący, nieestetyczny i ciężki do usunięcia. Pod tym względem filtr do wody Dafi jest istnym wybawieniem.

Kolejną kwestią jest aspekt zdrowotny...i tu pojawiają się różne opinie. Ostatnio w mediach pojawiło się dużo wywiadów/ spotów zachęcających i przekonujących do picia wody prosto z kranu. Niewątpliwie jest to temat trudny gdyż bezapelacyjnie woda zawierająca minerały, czyli ta "nieprzetworzona", jest ich najlepszym źródłem. Absolutnie nie można takiej wody z naszej codziennej diety wyeliminować. Z drugiej jednak strony, czy jesteście pewne rur w waszych domach/ stancjach/ blokach? Ja nie jestem. Powiem więcej, właśnie stare, skorodowane, zaszlamione rury są czynnikiem, który absolutnie odpycha mnie od picia "kranówy" bez wcześniejszego przegotowania czy własnie przefiltrowania. Wiele razy słyszy się afery, w których w kranie znajdowała się woda niezgodna z normami sanepidu, filtrowanie kranówki w pewnym stopniu zabezpiecza nas i naszą rodzinę przed takimi niechcianymi niespodziankami.

Dzbanka używam bardzo często i to nie tylko do gotowania czy przygotowywania napojów. Otóż jak się okazało przefiltrowana woda oraz sól Dr. Nona stanowią zespół idealny do pielęgnacji mojej cery! Zauważyłam, że po myciu buzi w wodzie z dzbanka Dafi, moja twarz jest gładsza i milsza w dotyku a uczucie ściągnięcia i pieczenia nie dokucza tak jak po zwykłej wodzie.


Zachęcam do samodzielnego zapoznania się z ofertą Dafi, którą znajdziecie <TU>. Otóż Dafi to nie tylko dzbanki do filtracji wody, Dafi to również specjalne pojemniki próżniowe, czyli tzw. vacuum, dzięki którym potrawy czy kawa nie tacą swojego aromatu. W ofercie znajdziemy również filtry oraz akcesoria-karafki oraz wyciskarki, które ułatwią sporządzanie oraz przygotowywanie zdrowych napojów czy to dla rodziny czy na imprezę ze znajomymi.


Dzięki spotkaniu w Starachowicach stałam się również dumna posiadaczką pięknie wyprofilowanej karafki firmy Dafi. Muszę Wam powiedzieć, że jest to świetna opcja! Po pierwsze karafka jest wyjątkowo estetyczna, piękne opływowe kształty, estetyczny "korek" zamykający- istna bajka, zabezpieczenie przed nieproszonymi "przyjaciółmi" podczas letniego grillowania jak i na co dzień. Przyznam, że własnoręcznie robione napije smakują wspaniale! Nie ma w nich ani grama chemii czy sztucznych barwników a przefiltrowana woda z plasterkiem cytryny i gałązką mięty jest idealnym dopełnieniem spotkań z przyjaciółmi....szczególnie w (niestety już minione) letnie wieczory :)


Na zakończenie dodam, iż jak kawosz alfa, muszę powiedzieć, że kawa przygotowana na przefiltrowanej wodzie...jest faktycznie delikatniejsza w smaku! Polecam :)


W moim jesiennym domu...

Jesień jest dla mnie taką chwila wytchnienia po lecie, nie powiem, że jej zupełnie nie lubię, jednak szarobure, długie wieczory, deszcz i wiatr zdecydowanie nie napawają mnie optymizmem. Październik i listopad, to dwa miesiące, które staram sobie umilić jak tylko mogę. Może i jestem monotonna ale przyzwyczajenia robią swoje, gdyż początek jesień nierozerwalnie kojarzy mi się z lawendą. Uwielbiam jej kojący i ciepły zapach. Jesienią zawsze zazdroszczę tym z Was, które mają wannę...długi kąpiele z dodatkiem soli lub olejku lawendowego idealnie koją nerwy, wyciszają i napawają entuzjazmem. Ostatnio obsesyjnie używam olejku do kąpieli Bielendy, jest to bardzo fajny produkt- również dla posiadaczek prysznica :) Świece zapachowe to kolejny element wieczornej rutyny, który bardzo skutecznie wprawia w lepszy nastrój.
Jesienią lubię również posiedzieć sobie sama, zawinąć się w kocyk z lampką wina. Obowiązkowo czerwone wytrawne lub półwytrawne i z ładnego kieliszka. Na poprawę nastroju lubię upichcić sobie szarlotkę...nie koniecznie musi być z lodami. Zapach jabłek i cynamonu jest obłędny. Całość dopełnia dobra książka, póki co czytam N.Sparksa i już ubolewam, że kończą mi się pozycje ;) Znacie inne udane romansidła?



Jesień to również czas przebudowy mojej garderoby i kolorówki. nie wiem czemu ale odruchowo sięgam po kolory bardziej klasyczne- nie koniecznie szarości. Powiem Wam, że nie czuję się najlepiej w szarym. Jesienią lubię poeksperymentować z czerwienią, fioletem przełamanym szarością, fuksją...i ostatnio burgundem. Kolor ciemnego wina zauroczył mnie ostatnio totalnie!


Jakie są Wasze sposoby na jesienną chandrę i na jakie kolory stawiacie tej jesieni?

Aktualna pielęgnacja moich włosów, czyli jak to wszystko wygląda

Moje Drogie, na początku chciałabym Wam bardzo podziękować za to, że jesteście. Powiem szczerze, że zaczynając przygodę z blogowaniem marzyłam o tym, żeby było Was chociaż 50 ;)
Buziaki dla Was :*
Postanowiła, że napiszę dziś krótki post o aktualnej pielęgnacji moich włosów. Znalazłam się chyba w punkcie największej irytacji i frustracji ale walczę i dalej zapuszczam...


Moja pielęgnacja:
  1. Szampon aktualnie BingoSpa bez SLS/SLES z olejem z pestek moreli
    Produkt nie powalił mnie na kolana, plącze włosy i paradoksalnie mam wrażenie, że bardziej przesusza niż zwyczajne szampony np. Joanna arganowa (która nie była jakimś cudem świata!) Jeśli macie ochotę zapraszam do pełnej recenzji: <TU>
  2. Spray przyśpieszający porost włosów 7 ziół Babuszki Agafi-Używam go od ładnych 2 miesięcy; produkt zdecydowanie przyśpiesza proces wzrostu włosów. Jest to kosmetyk zawierający wiele ekstraktów roślinnych, adaptogeny oraz związek o działaniu przeciwgrzybiczym. recenzja <TU>
  3. Biosilk, Silk Filler pH 4,5
    Jest to nic innego jak "odżywka" z jedwabiem. Produkt stosowałam podczas wakacji, żeby troszke ochronić włosy przed słońcem i nadmiernym przesuszeniem. Powróciłam do niej gdy zaczęłam stosować szampon z BingoSpa, bez niej nie byłam w stanie rozczesać włosów. Odżywka ładnie wygładza a jednocześnie nie obciąża włosów. Taki przydatny gadżet ;)
  4. Maska do włosów Pilomax- regeneracja
    Bardzo przyjemny produkt, który stał się moim ulubieńcem. Po spłukaniu maski, włosy są miękkie, gładkie ale nie przetłuszczone. Dodatkowo nie zauważyłam aby maska nadmiernie obciążała moje cienkie kłaczki. Produkt godny polecenia. Dokładna recenzja: <TU>
  5. BiovaxMed; Aktywny żel stymulujący odrastanie włosów;
    Całkowity HIT! produkt genialny, który faktycznie działa. Żadne ampułki z Vichy nie dały mi jak i mojej mamie takich efektów jak żel Biovaxu. Produkt wart każdej złotówki! 

Co dalej?
Myślę, że przez jakiś czas pozostanę przy masce regenerującej do włosów jasnych Pilomax. Przyznam, że mam ochotę zainwestować w szampon z Pharmacerisu przeciw wypadaniu włosów. Miałam go kiedyś i strasznie lubiłam.

A Wy? Macie jakieś swoje metody na wypadanie włosów i przyśpieszenie ich odrastania w miejscach "przerzedzonych"?

Artego; mocna pianka nadająca objętości

Dobra pianka i lakier to podstawa mojej codziennej, fryzurowej egzystencji. Z produktów drogeryjnych przetestowałam chyba wszystko co się tylko dało...ale nie znalazłam swojego ulubieńca. Nie ukrywam, że  w kwestii "stylizacji" włosów lubię kosmetyki salonowe, dlatego dziś przedstawię Wam moje zdanie na temat mocnej pianki nadającej objętość firmy Artego.

Szata graficzna i niesamowicie miła w dotyku faktura opakowania są bardzo udane. Prosty, czytelny design chwyta za oko i zachęca do zakupu. Rzecz, która jest w piance wręcz fenomenalna to jej konsystencja i wyjątkowe "rozprężanie". Pianka po prostu puchnie w oczach, serio, pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Ma to oczywiście swoje plusy (wydajność) i minusy. Otóż, trzeba uważać z dozowaniem, gdyż pianka bardzo mocno zwiększa swoją objętość i może być tak, że zwyczajnie wyciśniecie jej za dużo. Mnie początkowo zdarzało się to notorycznie. Pianka jest bardzo, bardzo lekka, dobrze rozprowadza się na włosach nie skleja ich ani nie obciąża. Powiem Wam, że moje włosy po ułożeniu wyglądają fantastycznie, są uniesione, lekkie, fryzura dobrze się układa, jest plastyczna nawet po przeczesaniu ręką. W tej kwestii nie mogę piance niczego zarzucić. Problem zaczyna się na wietrze albo jakieś 2-3 godziny po. Włosy niestety siadają a objętość znika. Z lakierem fryzura nieco dłużej utrzymuje objętość...a najlepsze efekty są gdy łączę spray z pianką! Efekt jest mega! Fryzura zachowuje objętość i kształt nawet następnego dnia. Jest to dla mnie bajka, bo nie muszę wstawać wcześniej i ponownie działać z suszarką.

Na zakończenie dodam, że mocna pianka nadająca objętości, dzięki swoim właściwościom jest produktem wyjątkowo wydajnym. Butelka o objętości 250 ml przy stylizowaniu włosów co drugi dzień wystarczy Wam na bardzo długo. Jak zatem ocenię samą piankę... dobra, jednak nie za takie pieniądze. W duecie ze sprayem- bajka.

Wpisem na temat pianki nadającej objętości kończę moją, myślę, że udaną przygodę z produktami Artego. Mimo tego, że piankę oceniam na dobrą, jednak nie powalającą, uważam kosmetyki Arego są warte zainteresowania i wypróbowania. Do gustu przypadł mi spray podnoszący włosy u nasady, którego zostałam wierną fanką. Pianka...cóż, nie za takie pieniądze.

Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do stylizacji włosów? Możecie mi polecić coś godnego uwagi?
Znacie firmę Artego, lubicie ich produkty?