JM Spa&Wellness, kontynuacja współpracy

Pewien czas temu dotarła do mnie paczka od firmy JM Spa&Wellness z kolejnymi produktami w ramach nawiązanej współpracy. Do przetestowania dostałam dwa kremy do rąk firmy Green Pharmacy, pumeks naturalny oraz długopis z logiem firmy. Zawartość paczuszki była idealnie dobrana, gdyż lato to nie tylko słodkie lenistwo, ale również prace ogródku a co za tym idzie ciągle moczenie rąk ;)


Produkty:

 Jeden kremik (aloesowy) powędrował już do mojej mamy, która skrupulatnie sprawdza jego działanie. 
Przyznam szczerze, że mam nadzieję przełamać lody i przekonać się do marki Green Pharmacy, która jak dotąd mnie nie zachwyciła (próbowałam kosmetyki do włosów).




Kosmetyki profesjonalne artego, czyli czym stylizuję moje włosy

 Moje Drogie! Dziś piszę do Was już jako mgr farmacji z czego strasznie się cieszę! :) Mam świadomość, że ostatnimi czasy, całe moje życie podporządkowane było pisaniu pracy magisterskiej, organizacją poczęstunku, poprawkami itp. Wiem, że zaniedbałam nieco pisanie bloga, jednak w tamtej sytuacji było to całkowicie wytłumaczalne. Dziś mam dla Was dość szybki post odnośnie stylizacji moich włosów. 


Jaki jest mój problem i czego oczekuję od kosmetyków stylizacyjnych?                                               

Mam włosy dość krótkie aczkolwiek ambitnie je zapuszczam. Aktualnie sięgają one nieco za ucho. Moje włosy są cienkie, delikatne i niestety ale pozbawione objętości. Nie ma mowy o pójściu spać z mokrymi włosami, gdyż jak w banku będą one okropnie przylizane a końce wykręcone we wszystkie strony świata.

Od kosmetyków pielęgnacyjnych oczekuję przede wszystkim nadania moim włosom choć odrobiny objętości. Chcę aby były one odbite od skóry głowy, szczególnie grzywka. Moją codzienną rutyną jest układania włosów na okrągłej szczotce, podkręcanie niesfornych końcówek do wewnątrz i jednocześnie nadawanie włosom objętości. Dodatkowo, chcę aby efekt utrzymywał się chociaż do końca dnia.

Muszę przyznać, że jest mi ciężko znaleźć kosmetyki stylizacyjne w dobrej cenie, z których efektu będę zadowolona. Lakiery Taft jak na mój gust tworzą bardzo nienaturalny hełm, natomiast pianki powodują u mnie szybsze przetłuszczanie włosów. Timotei i Nivea jakoś się u mnie nie sprawdziły. Pianka dodająca objętości (biała) z L'oreala była jak dla mnie całkowitą porażką.

ARTEGO: kim są? co oferują?                                                                                                                                 
artègo to marka profesjonalnych produktów fryzjerskich, stawiająca na pasję, twórczość i niepowtarzalność.
artègo zrodziło się w stolicy Włoch w 2000 roku. Stworzone przez grupę specjalistów z branży fryzjerskiej, powstało aby zaspokajać potrzeby salonów fryzjerskich, przyczyniając się do ich rozwoju. Naszym punktem wyjścia są nasi klienci, ich satysfakcja motywuje nas do działania a ich potrzeby wyznaczają kierunki naszego rozwoju. Dzięki zaufaniu salonów fryzjerskich w ciągu dekady artègo stało się znaczącą marką fryzjerską obecną w kilkunastu krajach na świecie.
Tworzymy nasze produkty z pasją i zaangażowaniem. Dzięki temu preparaty i kosmetyki artègo łączą w sobie delikatność i pewność rezultatu, łagodność i ekspresję barw, świeżość zapachów i bogactwo składników naturalnego pochodzenia.


Z pomocą przyszła firma ARTEGO, która posiada w swojej ofercie profesjonalne kosmetyki do stylizacji włosów. Do testów otrzymałam spray oraz piankę dodające objętości oraz serum z olejkiem arganowym. Kosmetyki testuję już od jakiegoś ładnego tygodnia, może nawet dwóch - wybaczcie straciłam całkowicie poczucie czasu przez prace mgr ;) Niebawem pojawi się pierwsza recenzja.



Znacie kosmetyki firmy ARTEGO? Lubicie?
Macie swoich stylizacyjnych ulubieńców? Może doradzicie mi jakiś dodający objętości produkt?



Gorąca czekolada od HEAN, High Definition eyeshadow

Jak zapewne większość z Was zauważyła, jestem fanką cieni w naturalnych, stonowanych barwach. W moim codziennym makijażu dominuje brąz w różnej postaci, ecru, wszystkie odcienie beżu, czy stonowane róże. Przyznam szczerze, że o firmie HEAN oczywiście słyszałam ale jakoś nigdy nie miałam okazji wypróbować ich kosmetyków na sobie. Cienie HEAN, Hot Chocolate, trafiły w moje rączki przy okazji spotkania blogerek w Lublinie oraz w Chełmie. Dziś przedstawię Wam paletkę, która niespodziewanie, bardzo przypadła mi do gustu.


Paletka Hot chocolate zawiera w sobie cztery, idealnie dobrane kolorystycznie, cienie. Mamy tu jasny matowy kolor, który jest idealny zarówno pod łuk brwiowy, jak i na cała powiekę. Dalej znajdziemy piękny, rozbielony, matowy róż; dość ciemny, matowy czekoladowy kolor oraz odcień przypominający mleczną czekoladę z , który w słońcu pięknie się mieni. 
Jakość cieni - biorą pod uwagę cenę 12,99 zł - jest bardzo poprawna. Są one dość przyzwoicie napigmentowane, aczkolwiek polecam zastosować pod nie jakąś bazę. Zdecydowanym plusem paletki, jest "łatwość obsługi", gdyż kolory bardzo fajnie ze sobą współgrają a cienie dają się łatwo rozblendować. Na pewno nie zrobimy sobie nimi wyraźnie oddzielonych od siebie plam. Paletka jest dość uniwersalna, możemy nią wyczarować zarówno delikatny makijaż dzienny jak i mocniejszy wieczorowy. 

Jedynym minusem, na który trzeba uważać to niestety pylenie, gdyż cienie nie są mocno zbite. Ja zawsze po zrobieniu makijażu zdmuchuję nadmiar cieni z paletki, głównie ze względów estetycznych. Jakoś nie przepadam za ubrudzonymi "bokami" i przegródkami moich paletek...takie zboczenie ;)



 Podsumowując, wydaje mi się, że jest to bardzo udany produkt. W cenie 12.99 zł otrzymujemy poprawne jakościowo cztery cienie. Kolory ładnie ze sobą współgrają a granice dają się łatwo rozetrzeć. Myślę, że nie jest to pierwszy i ostatni produkt firmy HEAN, który wypróbowałam. po tak miłym zaskoczeniu czuję niedosyt i z wielką chęcią skuszę się na kolejne odcienie.
Znacie produkty HEAN? Co o nich sądzicie? Warto inwestować czy też nie?

Myślę, że w następnym poście dodam makijaż z udziałem owej paletki, póki co lecę przygotowywać się do obrony :) 

Przygody z Pigmentem ciąg dalszy, czyli w jakim makijażu czuję się najlepiej

Z racji zbliżającej się wielkimi krokami obrony nie mam czasu zupełnie na nic. Dziewczyny zostawiły wszystko na mojej głowie. Ostatnie przygotowania, ciasta, kwiaty, oprawianie...naprawdę nie sądziłam, że będzie z tym wszystkim tyle zabawy :/ Wiem, że obiecałam Wam kilka recenzji, ale do końca tego tygodnia chyba nie dam rady. Mam nadzieję, że z początkiem lipca wszystko wróci do normy i będę mogła spokojnie zabrać się za nadrabianie zaległości :)
Dziś przygotowałam post z bardzo łatwym do wykonania makijażem. Chciałam pokazać Wam w czym czuję się najlepiej. Wydaje mi się, że makijaż nie jest przesadzony, jest ładny, naturalny i promienny. Myślę, że na obronę zrobię sobie dokładnie takie samo oczko :)


Czego użyłam?

  • Pigmenty od KremIdealny.pl
  • korektor rozświetlający pod oczy Inglot
  • odrobina pudru Clinique
  • Cienie z paletki Au naturell
  • brązowa kredka Inglot
  • tusz Clinique- próbka
  • róż Lily Lolo Oh la la- delikatnie, gdyż w lato i tak się czerwienie ;) 
  • odrobina bronzera TBS plaster miodu 01
  • błyszczyk różany Pat&Rub

Lubicie takie delikatne makijaże? Jak sądzicie czy na obronę pasuje taki make-up? Z wiadomych względów nie chcę przesadzić z ilością kolorów ;)

Pigmenty od KremIdealny.pl , moja alternatywa dla tradycyjnego podkładu.

Podejrzewam, że upały dają się nam wszystkim we znaki. Nie wiem jak wy, ale ja całkowicie zrezygnowałam z tradycyjnego, płynnego podkładu. Moim zdaniem, nie ma najmniejszego sensu niepotrzebnie obciążać skóry podkładem i pudrem. Ponad to, wiadomo, że i tak podkład spłynie co bardzo mocno wpłynie na estetykę naszej twarzy ;) W dni takie jak dziś, gdy temperatura przekracza 35 stopni praktycznie całkowicie odpuszczam sobie kosmetyki kolorowe na rzecz dobrego kremu z filtrem. Jednak są takie sytuacje, gdy choć odrobina podkładu jest nam potrzebna. Co wtedy?
Genialną alternatywą są Pigmenty od firmy KremIdealny.pl


Co twierdzi producent?                                                                                                                          
Idealnie kryjąca, miękka baza pigmentowa do użycia pod makijaż lub solo.  Zależnie od uzytej ilości kryje całkowicie lub daje delikatne wyrównanie kolorytu cery. Efekt rześkiej wypoczętej twarzy, który trwa przez cały dzień
Make up który kończy poszukiwania idealnego makijażu.  To ten!  Łatwo rozprowadzisz go równomierną delikatną warstwą kryjącą nierówności kolorytu skóry.  Jeżeli marzyłaś o cerze porcelanowej lalki  i naturalnym wyglądzie "zrobionej" twarzy, kup nasze Pigmenty.  
Możesz uzyskać efekt kompletnego krycia (użyj odrobinę więcej produktu).  Efekt jest naturalny, podobny do retuszu fotografii.  
Ponieważ Pigmenty dadzą Ci wyrównany koloryt, możesz twarz łatwo modelować bronzerem i różem, które na jasnym naturalnym tle stworzonym przez Pigmenty będą się świetnie rozprowadzać. 
Pigmenty pakowane są w lekką małą pompkę, są więc idealnym kosmetykiem do noszenia w torebce.
Moja opinia:                                                                                                                                           
Gdy pierwszy raz wycisnęłam produkt na dłoń- oniemiałam! Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć dlaczego ;) 

Zaraz po zadozowaniu kosmetyku na dłoń ma on kolor bardzo, bardzo ciemny. Na pewno nie dla przeciętnej a'la słowianki. Gdy, pełna smutku, zabrałam się za wycieranie dłoni oniemiałam po raz drugi! Jest to kosmetyk- kameleon! Pigment całkowicie dopasował się do mojej skóry.

Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna, nie jest zbyt gęsta a jednocześnie nie spływa z dłoni. Pigment jest zaskakująco leciutki, dzięki czemu idealnie nadaje się na cieplejsze dni. Kolejnym plusem jest fakt, iż ściera się z twarzy bardzo równomiernie. Dodatkowo, nie zauważyłam żeby się nieładnie ważył czy rolował. Aplikacja jest czystą przyjemnością, produkt ładnie się rozprowadza, nie tworzy smug a cały proces nakładania go na twarz, nie zajmie nam nie więcej niż minutkę. Kolejnym plusem jest zaskakująca wydajność.
Działanie jest moim zdaniem, genialne. Kosmetyk wspaniale wpasowuje się w fakturę skóry, nie podkreśla suchych skórek czy rozszerzonych porów. Pigmenty cenię za sposób w jaki ujednolicają koloryt cery, który jest pięknie wyrównany a twarz wygląda świeżo i promiennie. Dodatkowo produkt zdecydowanie rozświetla cerę, jednak w sposób subtelny i naturalny.
Na koniec dodam, iż Pigmenty nadają się również pod tradycyjny podkład jako rozświetlająca baza.


Podsumowując, muszę powiedzieć, że odkryłam kolejny KWC z czego strasznie się cieszę :) Kosmetyk idealnie ujednolica koloryt cery, ładnie ją rozświetla a przy tym wygląda na buzi bardzo naturalnie. Produkt będzie idealny na cieplejsze dni, jednak może on służyć nam za bazę pod tradycyjny podkład. Pigmenty firmy KremIdealny mają jedną wadę- uzależniają! Szczególnie te z nas, które uwielbiają naturalny, dziewczęcy wygląd.
Mnie zauroczył całkowicie i dziś nie wyobrażam sobie innego podkładu. 




Dziewczyny, zapewne zapytacie o cenę, otóż firma KremIdealny ma dla Was promocję.

Do końca czerwca możecie kupić Pigment 30 ml w  cenie 54 zł - jak wersja 15 ml !

Moim zdaniem cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości, działania i wydajności. 



Orientana, balsam do ciała w kostce o zapachu jaśminu i zielonej herbaty- czy warto?

W dzisiejszym wpisie postaram się odpowiedzieć na zadane w tytule pytanie- czy warto zainwestować w produkt firmy Orientana- balsam w kostce. Jakiś czas temu, otrzymałam  go do przetestowania w ramach współpracy z firmą Orientana. Zdecydowałam się na balsam w kostce o zapachu jaśminu i zielonej herbaty. Czy był to dobry wybór? Zdecydowanie TAK!



Co twierdzo producent?                                                                                                                          
    DZIAŁANIE NAWILŻAJĄCE I UJĘDRNIAJĄCE

    100% naturalny balsam do ciała stworzony z masła kokum, masła kakaowego, wosku pszczelego, olejów i olejków roślinnych
    Wszystkie składniki są naturalne, tłoczone na zimno, nierafinowane, nie poddawane obróbce mechanicznej.


    Zapach balsamu wspaniale wpływa na nasze samopoczucie. Poznaj nowy zapach - cudowniy jaśmin!

    Olejek jaśminowy- wzmacnia włókna kolagenowe, reguluje drobne zmarszczki, poprawia strukturę skóry, wzmacnia barierę ochronną i uzupełnia niedobory lipidów

    Ekstrakt z zielonej herbaty- posiada silne właściwości przeciwutleniające, blokuje enzymy odpowiedzialne za degradację kolagenu z skórze właściwej, łagodzi stany zapalne i podrażnienia, regenreuje, zwiększa elastyczność, pobudza ujędrnienie i ukrwienie skóry

    Stosowanie: Wygodna aplikacja! Kostka topi się pod wpływem temperatury ciała. Pocieraj kostką bezpośrednio po skórze lub rozgrzej kostkę w dłoniach i dłońmi wcieraj balsam w ciało. Skóra po masażu balsamem jest niesamowicie gładka i pachnąca.


    Pełen skład INCI: Cera Alba (wosk pszczeli), Ricinus Communis Seed Oil (Olej z nasion rącznika pospolitego), Garcinia Indica Seed Butter (masło kokum), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Punus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy),Olea Europaea Husk Oil (olej oliwkowy), Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Triticum Vulgar  Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Tocopherol (wit. E), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z nasion winogron), Jasminum sambac Flower Cera, Aloe Barbadensis Extract, Camellia sinensis Leaf Extract, Jasminum Officinale Flower Oil, Azadirachta Indica Leaf Extract
Moja opinia:                                                                                                                                            


Czemu zdecydowałam się na balsam w kostce? Po pierwsze, zainteresowała mnie formuła produktu, gdyż nigdy wcześniej nie próbowałam balsamów w innej formie niż płynna.

Kosmetyk zamknięty jest w dość mało praktycznym, tekturowym pudełeczku, które jak z resztą widać na zdjęciach, nie przetrwało drogi pocztą i przyjechało do mnie w nico spłaszczonej formie. Oczywiście w miarę stosowania balsamu, pudełeczko kompletnie się rozwaliło i służy mi jedynie jako zabezpieczenie przed ewentualnym kurzem. Firma Orientana ma w swojej ofercie specjalne pojemniczki na balsamy w kostkach, więc owa "wada" jest łatwa do wyeliminowania. Jest to produkt w 100% naturalny, robiony ręcznie. Nie znajdziecie w nim parabenów czy sztucznych barwników. Zawiera on wosk pszczeli, masło kakaowe oraz naturalne oleje, które wspaniale pielęgnują naszą skórę.


Balsam ma formę pięknej, stylizowanej na kwiat róży (?), dobrze leżącej w dłoni, kosteczki. Aplikacja jest zaskakująco wygodna, łatwa i przyjemna. Produkt faktycznie topi się w zetknięciu ze skórą, więc nie trzeba się z nim przesadnie siłować.
Działanie jest w mojej ocenie genialne. Tak naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia, gdyż spełnia wszystkie moje wymagania. Bardzo dobrze nawilża i koi skórę. W mgnieniu oka eliminuje uczucie dyskomfortu, ściągnięcia i suchości. Balsam pozostawia delikatną warstwę, jednak nie jest ona lepiąca i mnie osobiście nie przeszkadzała w codziennych czynnościach. Dodatkowo, fantastycznie regeneruje suchą skórę i uwaga- moim zdaniem faktycznie poprawia jej elastyczność! Nie wiem czy jest to złudzenie optyczne, spowodowane tak dobrym nawilżeniem, ale faktycznie widać różnicę. Po zastosowaniu balsamu skóra jest mięciutka, gładka i strasznie przyjemna w dotyku.
Kosmetyk jest niewielki, co przyznam szczerze, bardzo mnie zdziwiło i wywołało u mnie początkowy niedosyt, jednak z perspektywy czasu widzę, że jest to ilość wystarczająca. Balsam jest bowiem bardzo wydajny.


Muszę również wspomnieć o jednej rzeczy, która zapewne was ciekawi. Mianowicie, Moje Drogie-zapach jest nieziemski!! Nie żartuję, dawno nie miałam w swoich łapkach tak pięknie pachnącego balsamu! Zapach nie jest chemiczny, nie ma w nim nawet grama sztucznej woni. Pachnie jak realny, świeżo zerwany kwiat jaśminu. Dodatkowo, bajeczna woń utrzymuje się na ciele bardzo długo. Osobiście, uwielbiam po porannym prysznicu nasmarować ciało jaśminowym cudeńkiem, cały pokój pachnie latem!



Znacie balsamy w kostce z Orientany? Co o nich sądzicie? Lubicie?
Myślę, że następnym razem skuszę się na inną wersję zapachową, gdyż produkt bardzo przypadł mi do gustu :)

Czy kupię ponownie? TAK
Ocena: 5 / 5




Paseczkowy rozświetlacz Inglot, nr.83

Z rozświetlaczami jest tak, że albo się je kocha albo nienawidzi ;) Ja zdecydowanie należę do grupy kobiet, które uwielbiają delikatny blask tu i ówdzie. Jednak nie zawsze tak było, kiedyś bałam się tego rodzaju kosmetyków, tym bardziej po bardzo nieudanym początku z rozświetlaczem rodem z piekła. Nachalne drobiny, pełna, bazarowa tafla...masakra ;) Każda uczy się na błędach.



Rozświetlacz Inglota urzekł mnie bardzo eleganckim opakowaniem, które do dnia dzisiejszego budzi we mnie entuzjazm. Trzymając go w ręce czuję tą elegancję, styl i klasę. Oprócz genialnego designu, moją uwagę zwróciły pięknie dobrane kolory. Znajdziemy tu pięć wspaniałych odcieni, zaczynając od typowo perłowego, przez złotawy, różowy, brzoskwiniowy dochodzimy do zmysłowego jasnego złotego brązu. Po zmieszaniu uzyskujemy piękny, dość naturalny odcień.
Pigmentacja jest słaba, z tego też względu było mi strasznie trudno zrobić dobre zdjęcia, które oddadzą barwę poszczególnych paseczków. Produkt pozbawiony jest drobinek, a efekt jaki daje na policzkach jest bardzo naturalny i subtelny. Określiłabym go raczej jako perłowy/ ewentualnie tafli. Od siebie dodam, że pięknie mieni się w słońcu :)


Rozświetlacz nie jest pozbawiony wad, moim zdaniem jest zbyt mocno sprasowany, co znacząco utrudnia nabranie go na pędzel. Jednocześnie mamy jak w banku, że nie zrobimy sobie nim kuku. No way!
Kolejna sprawa to wydajność- uwaga jest to kosmetyk na lata! Nie żartuję, ja mój męczę od roku i wydaje mi się, że chyba nigdy go nie skończę ;)
Na koniec dodam, iż wydajność naraża nas na zachomikowanie całej masy rozświetlaczy, gdyż po pół roku stosowania, bez większych oznak zużycia, Inglot może się znudzić :D


Podsumowując, wydaje mi się, że jest to kosmetyk wart uwagi. Polecam go szczególnie tym z Was, które dopiero zaczynają przygodę z rozświetlaniem twarzy. Dzięki konsystencji nie zrobimy sobie z twarzy żarówki a jedynie elegancko wyeksponujemy atuty naszej urody :) Jedynym minusem, który mnie irytuje jest jego bardzo sprasowana forma, nigdy nie wiem czy nabrałam produkt na pędzel czy też nie ;)

Ulubieńcy ostatnich miesięcy cz.II - pielegnacja

Kolejna porcja ulubieńców, tym razem pielęgnacyjnych. Nie będzie ich zbyt dużo, jednak mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu. 



Żel pod prysznic DOVE, mój ulubiony zapach. Taka "never ending story" uwielbiam żele DOVE za ich kremowa konsystencję i bajeczne zapachy! 
Balsam w kostce, Orientana-konwalia i zielona herbata- uwielbiam za działanie i cudowny zapach! recenzja pojawi się już za kilka dni.
Peeling enzymatyczny Organique-recenzja pojawi się już wkrótce więc nie będę zdradzał szczegółów. Powiem tylko tyle, że wart swojej ceny :)
Mgiełka tonizująca oczarowa Fito-med- bardzo pozytywny i przyjemny produkt, recenzja <TU>
Mój krem No.4, tradycyjny tłusty, regenerujący Fito-med - produkt, który tym razem ratuje z opresji moje stopy, lubię nakładać go wieczorem w dość pokaźnej ilości. Ładnie natłuszcza, regeneruje przesuszoną skórę pięt, dodatkowo wcieram go w skórki paznokci- ładnie zmiękcza. <TU>









To by było na tyle, ulubieńców kilku gdyż w tym miesiącu byłam wyjątkowo "stała" w kosmetycznych uczuciach ;)
 Co sadzicie o wymienionych produktach? Znacie? Lubicie?