Denka nie będzie i już ! ;)

Witajcie!

Jak wiecie jestem w trakcie przeprowadzki i tak jak napisałam w tytule, denka w tym miesiącu nie będzie :/
Niestety, nie wyrobiłam się ze zdjęciami, gdyż mój aparat definitywnie padł  i to na amen, a mój K. nie zdążył mi przynieść swojego aparatu.
Puste opakowania wyrzuciłam, zdążyłam cyknąć (telefonem) zdjęcie mega bubla (odżywka Eveline SOS), o którym jeszcze kiedyś napiszę.
Dziś przenoszę się z tym całym majdanem do nowego pokoju i powiem Wam, że jestem totalnie przerażona! Nie zdawałam sobie sprawy, że mam tyle pierdół, ciuchów (a ciągle nie mam co na siebie włożyć ;)  ) no i oczywiście kosmetyków! Przy okazji uświadomiłam sobie, że mam kosmetycznych zapasów na dobre pół roku...o ile nie na dłużej :/


Od dziś nic zupełnie nie kupuje...a mam taką straszną ochotę na pędzle Real Techniques!!

Czy któraś z Was ma te pędzle i może mi powiedzieć, czy faktycznie warto w nie zainwestować, a jeśli tak, to w które, powiedzmy, trzy warto na początku kupić?



Trzymajcie kciuki, żeby jakoś się z tym wszystkim zmieściła...najgorsze jest to, że przenoszę się z pokoju 1-os do 2-os. więc i miejsca na wszystko będę miała połowę mniej ;)
Ale narzekam ;) zwyczajnie nie cierpię przenosin...chociaż z faktu zmiany lokum bardzo się cieszę :)




Pozdrawiam Ania!

Na dobranoc...Blogrolle


Witajcie!


Dziś odkryłam nową stronkę skupiającą blogi, nie tylko kosmetyczne ;)



Planuję się zapisać...a Wy? Należycie do katalogu Blogrolle??


Zmieniając temat...padam na pysk ;)
Niestety, dzisiejszy dzień mnie wykończył i to zupełnie. Jutro czeka mnie pakowanie (uzbierało mi się tych wszystkich pierdół)  a w czwartek przeprowadzka :/



Pozdrawiam Ania!

Lawendowy mani.

Witajcie!




Odkąd kupiłam lakiery z Golden Rose JJ jestem w nich absolutnie zakochana! Moim zdaniem nr. 112 jest jednym z ładniejszych...o ile nie najładniejszym kolorem z całej serii. No wiecie, o gustach się nie dyskutuje, mnie podoba się najbardziej ;)
Pewne trudności miałam z dopasowaniem lawendowego "podkładu" w sumie padło na Miss Sporty, głównie ze względu na cenę...chociaż już żałuję, że go kupiłam. Jakoś nie przepadam za tymi grubymi pędzlami i dość gęsta konsystencją lakierów, poza tym trwałość jest godna pożałowania! 

No cóż, skąpy płaci dwa razy :/


Golden Rose Jolly Jewels nr.112





Muszę powiedzieć, że nr 112 trzymał się na paznokciach o wiele krócej niż jego różowy kolega (nr. 109). Pierwsze odpryśnięcia zobaczyłam już wieczorem  natomiast na drugi dzień, po moim porannym myciu głowy, mani nadawał się do zmycia, niestety, odprysł nie tylko GR ale również Miss Sporty. 



Jak Wam się podoba? Lubicie takie pastelowe kolory na paznokciach?
Czy u Was Miss Sporty też robią takie smugi?



Pozdrawiam Ania!


Szybciutko bo wychodzę!

Witajcie!

Nie będę się zbytnio rozpisywać bo mam mało czasu ;)
Dziś mam dla Was makijaż jaki udało mi się stworzyć ;)

Makijaż jest szybciutki i mega delikatny, idealny na dzień szczególnie dla osób, które nie lubią zbytnio rzucać się w oczy.






tusz Maybelline volum express
cień Inglot nr.107R
cień Inglot nr.463 (na środek powieki)
paletka Oh so special (biały i brązowy)
kredka do oczu Inglot-brązowa
policzki MAC Warm Soul




Jak się Wam podoba moja dzienna propozycja?



                    Pozdrawiam Ania!






                             

Sposób na zły dzień?

Witajcie!

          Zacznę od tego, że dopadły mnie wątpliwości  niezadowolenie i ogólnie, wszystko było do niczego. Zdjęcia nie wychodziły, a gdy już udało mi się coś w miarę estetycznego cyknąć, oczywiście, nic się nie zgrało na komputer  Szczerze, nie wiem jak to zrobiłam , ale z moimi zdolnościami komputerowymi wszystko jest możliwe.
W końcu zaczęłam się zastanawiać, po co ja właściwie to wszystko robię?
Wygląd bloga mi nie odpowiadał, nie będę ściemniać, w sieci jest cała masa świetnych-pod względem estetyczności-blogów. Dziewczyny, jesteście genialne! Moją faworytką, którą uwielbiam, niezmiennie jest  <KLIK>



Na całe szczęście wczorajszy dzień już się skończył, a z pomocą przyszedł mój K. :)
Uśmiałam się do łez ;)



Na pocieszenie, wybrałam się do Olimpu, weszłam do SEPHORY, miałam tylko popatrzeć a wyszłam biedniejsza ale za to jaka ucieszona! Trafiłam na bardzo miłą i co ważniejsze, kompetentną osobę, która uświadamiała mnie, dlaczego opisywana, przeze mnie jakiś czas temu, emulsja nawilżająca "nie działa".
W sumie, skusiłam się na 3 kroki CLINIQUE (wersja mniejsza) i puder ;) 
Wiem, wiem...miał być tani ELF, ale jakoś  nie mogłam się powstrzymać, słyszałam o nim tyle genialnych recenzji.


CLINIQUE puder ;     CLINIQUE 3 kroki





W sumie to nie ma sensu się usprawiedliwiać...oszołomiły mnie zapachy i wyłączył mi się mózg ;)
W każdym razie, dzień skończył się miło, przy piwku, pysznej sałatce, czosnkowych grzankach i filmie :)

Znacie jakieś mniej kosztowne sposoby na zły dzień??

Pozdrawiam A.



Rumiankowy żel do mycia twarzy z Yves Rocher.

Witajcie!


                   Wiele razy jest tak, że kupujemy kosmetyk pod wpływem emocji/chwili...a potem przychodzi rozczarowanie. Tak było również i w tym przypadku.
Żel kupiłam dość dawno temu, jednak już po pierwszym użyciu  wiedziała, że nic z tego nie będzie. Próbowałam się przekonać, jednak była to zwykła strata czasu. W sumie żel leży w domu, czasem użyje go mama, ewentualnie ja, gdy odwiedzam rodzinne miasto a nie chce mi się taszczyć mojego Vichy.




Opis producenta:

Delikatny żel wzbogacony o wyciąg z rumianku. Dokładnie oczyszcza skórę, eliminując zanieczyszczenia i ślady makijażu. Odpowiedni dla każdego rodzaju skóry. Do codziennego stosowania. Testowany pod kontrolą oftamologiczną. 





Moja opinia:

Postanowiłam, że będzie to szybka i treściwa recenzja, gdyż nie ma tu nad czym się rozwodzić. Produkt zawiódł moje oczekiwania i to na całej linii. Fakt, nie jest tak ogromnym bublem jak żel z Oriflame, jednak to jest chyba jego jedyny plus ;)

Po pierwsze, konsystencja przypomina gluty... nie żartuję, jak dla mnie są to jakieś galaretowate smarki, w lekko zielonkawym kolorze. 
Zapach nie jest jakoś bardzo uciążliwy, jednak ewidentnie czuć chemiczne "tony". 
Czy jest to rumianek?
Polemizowałabym ;)



Żel bardzo słabo, wręcz praktycznie wcale się nie pieni, co mnie osobiście strasznie wpienia! ;)
Na twarzy produkt zachowuje się bynajmniej dziwnie, czasem mam wrażenie, że wręcz "oblepia" buzię, co gorsze, jak na żel do mycia to strasznie ciężko go zmyć! Dziwna sprawa.

Kolejna kwestia to oczyszczanie, powiem tak, nigdy nie stosowałam go do zmywania makijażu, jednak raz przypadkowo zdarzyło mi się nie zmyć tuszu do rzęs...i powiem Wam, że żel nie dał rady ;)
Produkt umiarkowanie wysusza i ściąga twarz, nie szczypał mnie w oczy (pierwszy plus!), jednak rzecz jasna, że bez kremu ani rusz!

Dodam, że osobiście nie lubię być oszukiwana i nabijana w butelkę, jeśli producent twierdzi, że ma to być łagodzący, rumiankowy, naturalny produkt, więc niech choć jedna obietnica będzie prawdą! Rumianek znajduje się na przedostatniej pozycji, więc jest go tyle co nic, alantoina gdzieś daleko w tyle, za perfumami i konserwantami, więc gdzie ta "natura" ??

Na koniec wspomnę jeszcze o marnej i badziewnej buteleczce, najgorsze jest otwieranie i dozowanie produktu, zawsze wypłynie mi go za dużo. Wiem, że opakowania nie są najważniejsze, jednak za takie pieniądze oczekujemy czegoś więcej, niż bazarowego wieczka.




Podsumowując, uważam, że jest to kolejny już bubel, na który wydałam pieniądze i miałam tą nikłą przyjemność stosować. Przyznam, że jedyny plus, to fakt, że nie szczypał i nie uczulił mnie, tak bardzo jak żel z Oriflame...jednak tu pozytywne cechy się kończą.

Ocena: 1/5
Czy kupię ponownie? NIE 



Powiem Wam, że powoli tracę sympatię do firmy Yves Rocher, póki co, nie natknęłam się jeszcze na produkt, który powaliłby mnie na kolana. 

Pozdrawiam A.

Ale szał :D

Witajcie!

Wyszłam wczoraj na kilka godzin, a po powrocie, odpalam komputer, gmaila i bloga...a tu szał!
 Co się dziej ;)
Moje Drogie, dziś postaram się Was wszystkie odwiedzić, bo wczoraj wieczorem już nie miałam do tego, ani sił, ani głowy ;)

Golden Rode Jolly Jewels 109; Flormar p16

Zmieniając temat, dziś chciałabym pokazać Wam mój wczorajszy mani, mnie się podobało...mojemu K. troszkę mniej ;)
Zależy kto co woli ;)
Oto co wyszło z połączenia Flormaru i GR.







Wykorzystałam (oprócz odżywki z Eveline) :
Flormar P16 (o ile to jest numer)
Golden Rose Jolly Jewels nr.109









Pozdrawiam A.

Dla odmiany...


Witajcie!

Nie wiem czy wiecie, ale nalezę do kobiet, które nie wstydzą się mówić, że UWIELBIAM gotować i spędzać czas w kuchni! :)
W ramach przywoływania wiosny, postanowiłam zabrać się za siebie, od marca zapisuję się na siłownie  natomiast dziś, w ramach drugiego śniadania zrobiłam mega pyszną a jednocześnie zdrowa sałatkę :)
Nie ukrywam, że jest to typowy "śmieciuch", czyli trochę tego i owego ;)

W sałatce znalazł się zarówno świeży szpinak, mix sałat, papryka, pomidor, cebula i oscypek, który nadał całości wyrazistego smaku :)
Całość zalałam sosem " vinegret" własnej roboty :)

Wyszło pysznie :)




Od jutra zaczynam badania do mojej pracy magisterskiej, będę zajmowała się analizą olejków eterycznych roślin z rodziny Lamiaceae...czyli np. szałwii, mięty, tymianku, bazylii czy lawendy :)
Powiem Wam, że z tego co czytam, są to bardzo wartościowe roślinki, mają bardzo duży potencjał antyoksydacyjny!


Póki co, dziś jeszcze się lenię i wybieramy się z moim K. do kina :)

Pozdrawiam A.


Kilka zdań na temat VICHY DERMABLEND.

Witajcie!


Dzisiaj szybki, aczkolwiek, mam nadzieję, że wystarczająco treściwy post odnośnie pudru matującego VICHY DEMABLEND. Pierwszy raz zobaczyłam go w filmikach (youtube) Ciasteczko25 i wtedy poczułam, że muszę go mieć. W sumie nie wiem co bardziej mnie urzekło, sam produkt, czy strasznie sympatyczny głos Kasi ;) Dopiero po zakupie zaczęłam czytać wypowiedzi na jego temat i troszkę się przestraszyłam, że utopiłam tyle kasy w produkcie, który ponoć ma swój duplikat (puder z ELF).

Gramatura: 28g
Cena: około 70 zł (kupiłam w promocji, więc nie podam wam dokładnej ceny)

Vichy Dermablend puder fixujący
Zdaniem producenta:
Puder sypki utrwalający, przedłuża trwałość podkładu korygującego do 16 godzin. Transparentny po nałożeniu, zmikronizowany, nie podkreśla nierówności powierzchni skóry. Jeden, śnieżnobiały odcień. Pudełeczko z puszkiem. Bez środków zapachowych. Testowany na skórze wrażliwej  Stosowany przez dermatologów i chirurgów plastycznych. Hipolaregiczny. Nie powoduje powstawania zaskórników. Nie wywołuje trądziku.

Skład:
Talc, Methylparaben, Titanium Dioxide, Iron Oxides, CI 77891, CI 77491, CI 77499, CI 77492


Dermablend to transparentny puder fiksujący, którego zadaniem jest utrwalić nasz  makijaż i sprawić, że twarz pozostanie zmatowiona na długi czas ( do 16 godzin) bez konieczności poprawek.
  1. Po pierwsze, jest on na prawdę bardzo drobno zmielony, co oczywiście ma swoje wady i zalety. Wadą, która czasem może wydać nam się upierdliwa, jest fakt, że dość znacznie pyli, więc trzeba uważać robiąc makijaż w wyjściowym ubraniu...szczególnie ciemnym.
    Plusem tak znaczącej mikronizacji, jest zdecydowanie efekt jaki daje on na twarzy, nie utworzy nam pudrowej maski, lecz bardzo ładnie stopi się z cerą, pozostawiając ją bardzo aksamitną.
  2. Jest to puder transparentny, więc nie powinien zmieniać koloru użytych wcześniej kosmetyków, podkładu czy różu w kremie, jednak mam wrażenie, że może nieznacznie "gasi" on kolory.
    Spotkałam się z opiniami, że puder "bieli" twarz, powiem tak, ja mam bardzo jasną karnację, więc u mnie taki efekt nie jest widoczny, jednak nie wiem jak zachowałby się u osób z np. śniadą cerą.
  3. Produkt daje efekt zmatowienia na ładnych kilka godzin, jednak nie powiem Wam, czy utrzyma się obiecywane 16 h, gdyż wyczajenie nigdy tyle czasu nie spędzam z makijażem na twarzy.
    Efekt, określiłabym jako pełny, aczkolwiek nie płaski, mat.
  4. Czy wymaga poprawek?
    Jestem zwolenniczką bibułek matujących, więc nigdy nie dokładam dodatkowych warstw pudru.
  5. Aplikować możemy go za pomocą załączonego puszku lub tak jak Ja-pędzlem.
    Producent poleca, żeby odczekać około minutę a następnie rozcierać go pędzlem, przyznam szczerze, że nigdy nie mam na to czasu, jednak nie zauważyłam znaczących różnic pomiędzy tymi dwoma sposobami.
  6. Na zakończenie, warto wspomnieć o jego genialnej wydajności! Przyznam, że stosuje go praktycznie każdego dnia (jest to mój jedyny puder) od dobrych 9 miesięcy a zużycie jest niemalże niezauważalne. Produkt starczy nam na ładny rok...o ile nie na dłużej.

Podsumowując,moim zdanie jest to bardzo dobry produkt, powiem Wam, że na prawdę go polubiłam i osobiście nie mam mu niczego złego do zarzucenia. Działanie w 100% mi odpowiada, efekt zmatowienia utrzymuje się stosunkowo długo, dodatkowo produkt nie pozostawia brzydkiego, pudrowego wykończenia, nie wchodzi w pory oraz ich nie podkreśla. Nie zauważyłam również aby ważył się na twarzy, dodatkowo dzięki aksamitnej konsystencji genialnie stapia się z cerą i pozostaje niewidoczny.

Ocena: 4,5 / 5

Czy kupię ponownie?

Powiem tak, działanie jest bardzo poprawne, jednak cena dość wysoka. Z czystej ciekawości chcę sprawdzić, czy faktycznie puder z ELF, który kosztuje około 23 zł, jest duplikatem Vichy, więc to on będzie następcą Dermablend...jeśli uda mi się go w końcu wykończyć ;)


Pozdrawiam A.

Kawowy suflet od Farmony.

Witajcie!

         Pewien czas temu, przy okazji promocji w Naturze, skusiłam się na balsam do ciała z serii Sweet Secret. Jako rasowy kawosz, zdecydowałam się na wariant słodkie cappuccino i tiramisu. Od razu powiem, że wcześniej go nie wąchałam a jako, że nie mam zwyczaju odrywania sreberek, wąchania i odkładania kosmetyków na półkę, kupiłam go trochę w ciemno.

Farmona kawowy suflet do ciała



Opis producenta:
Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej, delikatnej konsystencji i pobudzającym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało.
Powstał na bazie ekstraktu z kawy i protein mlecznych, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały zapach kawowego deseru. Bogata receptura rewitalizuje, ujędrnia i wygładza skórę oraz wspomaga redukcję cellulitu, a wyjątkowo kuszący aromat kawy pobudza i dodaje energii, zapewniając doskonały nastrój. Regularne stosowanie Kawowego sufletu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry.

sposób użycia:
Suflet delikatnie wmasować w czystą i suchą skórę całego ciała. Pozostawić do wchłonięcia.
Regularne stosowanie Kawowego sufletu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. 




Moja opinia:

Na pierwszy rzut oka, uwagę zwraca konsystencja, która jest bynajmniej dziwna, przynajmniej ja pierwszy raz spotkałam się z taką formułą. W sumie jest mi ją ciężko jednoznacznie określić, nie jest to ani mus, ani typowe masło do ciała.
Czy przypomina mi suflet?
Średnio, produkt jest trochę galaretowaty, "stoi" pomiędzy balsamem a masłem do ciała.


Suflet wchłania się genialnie, nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy.
Produkt, moim zdaniem, bardzo dobrze nawilża i koi likwidując niemiłe uczucie ściągnięcia. Dodatkowo, już po kilku minutach od aplikacji, skóra staje się miła i jedwabista w dotyku.

Wydaje mi się, że suflet jest całkiem wydajny, głównie ze względu na konsystencję i łatwość rozsmarowywania.

Na koniec, muszę wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie, który niestety, zamiast być wisienką na torcie, stał się gorzkim posmakiem ;)
Otóż, zapach, jak na mój gust jest fatalny!
Uwielbiam kawę, jednak woń, która uderzyła moje nozdrza, tuż po zerwaniu ochronnego sreberka, niczym kawy nie przypominała!
Niestety, zapach  jest strasznie słodki, ciążki i duszący, dodatkowo utrzymuje się na ciele bardzo długo ;)
Wiem, że wiele z Was uzna to za plus, jednak ja nie mogę tego znieść!




Podsumowując, produkt jest bardzo poprawny, zarówno w działaniu jak i pod kątem wchłaniania czy konsystencji. Po jego zastosowaniu skóra staje się miła i aksamitna w dotyku, jednak zapach zabija wszystkie pozytywy.
Zdecydowanie nie kupię go ponownie, przyznam szczerze, że nie wiem czy skusze się na jakiś inny zapach niż szarlotka, którą uwielbiam :)

Ocena: 4/5
Czy kupie ponownie? NIE


Znacie ten suflet? 
Lubicie a może wam również przeszkadza "pseudo-kawowy" zapach ?

Pozdrawiam A.

Jolly Jewels...skusiłam się i ja ;)

Witajcie!

   Dzisiaj bardzo szybko, krótko i na temat ;)
Lakiery Jolly Jewels od Golden Rose od dłuższego czasu szturmują blogową sferę kosmetyczną, początkowo, jako, że nie przepadam za brokatem na paznokciach, opierałam się im bardzo dzielnie...niestety, w przypływie radości po wyjściu od dentysty, pognałam do sklepu i jak rasowa sroczka, skusiłam się na te mieniące cudeńka ;)

Golden Rose Jolly Jewels
Oczywiście nie mogłam się zdecydować na kolor, więc kupiłam dwa ;)
Pierwszy mani, mogłyście oglądać w moim walentynkowym poście, przyznam, że lakier całkiem dobrze się trzymał (jedna warstwa), dopiero dziś stwierdziłam, że czas na zmianę ;)





Jedyna sprawa, które mnie irytuje, to zmywanie!! 
Wam taż tak ciężko usunąć go z paznokci??


Teraz troszkę z innej parafii, otóż nie wiem czy zdążyłyście zauważyć, ale póki co, mieszkam w Lublinie na stancji jednak niedługo czeka mnie przeprowadzka., głównie ze względu na nieuczciwych i upierdliwych właścicieli.
Otóż brałam ostatnio udział w kilku konkursach, które jakimś cudem udało mi się wygrać, niestety, do wysyłki muszę podawać adres domowy, więc wszystkie paczuszki wędrują w bezpieczne ręce mamusi ;)
Dlaczego domowy? 
Otóż moi właściciele przechwycają i przetrzymują korespondencję, później okazuje się, że albo czegoś brakuje, albo właścicielka komentuje, że nie mam na co pieniędzy wydawać, tylko na lakiery do paznokci i jakieś dziwne pudełeczka (M.Lambre), koperty są rozklejane, przeglądane a później ponowne klejone ;)



Poza tym muszę się strasznie nachodzić, żeby przesyłkę odzyskać- tak jak w przypadku Maliny, którą oficjalnie przepraszam, za zwłokę z recenzją maseczki.
Gdy tylko się przeprowadzę i odbiorę z domu paczuszki, cyknę fotki i nadrobię wszystkie zaległości.

Pozdrawiam A.

Projekt DENKO No.2

Witajcie!



Dzięki uprzejmości mojego kochanego K. w końcu udało mi się zrobić zdjęcia porządnym aparatem i wrzucić je w dobrej rozdzielczości  ;)
Jako, że niedługo wyprowadzam się z obecnej stancji, postanowiłam, że trzeba pozbyć się zbędnych rzeczy ;)

Oto co udało mi się zużyć przez ostatni miesiąc...no może półtora miesiąca ;)


1,2- Peelin enzymatyczny Lirene ; Peeling grubozianisty Perfecta
Co do peelingów, nie chcę się za dużo wypowiadać, gdyż mam w planach napisanie zbiorczej recenzji porównawczej.
Powiem tyle...szału nie ma, dupy nie urwało ;)
NIE


3.Szampon z Green Pharmacy
Również nie zachwycił, nie zrobił z moimi włosami absolutnie nic, przy tym włosy były zupełnie pozbawione objętości a dodatkowo  przetłuszczały  się szybciej niż po "Apteczce babuni" (poprzednie denko)

NIE

4.Yves Rocher  mleczko do ciała
Wykończyłam w końcu serię z Yves Rocher o zapachu owsa...o zgrozo, nareszcie!!
Zapach zdecydowanie za intensywny, przy dłuższym stosowaniu wręcz uciążliwy.
Balsam do ciała, w moim odczuciu, na zimę okazał się za słaby. Latem jego formuła mi nie przeszkadzała, powiem więcej, byłam nią zachwycona, jednak zimą ,oczekiwałam większego nawilżenia, którego niestety, owy produkt nie mógł mi zapewnić.
NIE

5.Woda termalna URIAGE
recenzja <KLIK>
TAK



6.Płyn micelarny BIODERMA sensibio
Zdecydowanie mój KWC! Gdyby nie cena, określiłabym go jako 100% ideał!

TAK

7.Oliwka pod prysznic YVES ROCHER z olejkiem arganowym
Bardzo przyjemny produkt, jedynie zapach, który był ewidentnie słodki, średnio do mnie przemawiał. Pozostawiał skórę miękką i przyjemną w dotyku.
Wydajność dość słaba, gdyż produkt słabo się pieni.
Zawartość olejku arganowego znikoma ;)
Może

8.Zmywacz do paznokci "all about body"
Strasznie go polubiłam! Jest to produkt niesamowicie wydajny, dobrze i szybko zmywa lakier, jedyna wada to delikatne wysuszanie paznokci i skórek.
Objętość to 200 ml, cena około 5-6 zł.

Produkt dostępny w sieci TESCO
TAK



9. Maseczka do twarzy ZiajaJedna z moich ulubionych maseczek, bardzo ładnie nawilża buzię, pozostawia ją napiętą i promienną.
TAK

10. Balsam do rąk Pat&Rub
Nie mogę powiedzieć za dużo, gdyż miałam jedynie próbki.
Konsystencja wydaje się przyjemna, krem ładnie i szybko się wchłania. Zapach był bardzo miły, delikatny.
Gdyby nie cena, zdecydowanie kupiłabym ponownie ;)

Może


11. Płyn do higieny intymnej Nivea
Moim zdaniem nic nadzwyczajnego  ponoć miał ułatwiać golenie okolic bikini, jednak nie zauważyłam takiego działania.
NIE

12. Pianka do golenia Gilette
Bardzo dobra i wydajna pianka/żel. Produkt nie podrażnia, sprawia, że skóra po cały "zabiegu" jest gładka, jedwabista i przyjemna w dotyku.
Dodatkowo, mam wrażenie, że żel nawilża golone miejsca, w moim przypadku łydki ;)
TAK


13.Garnier krem do rąk z L-Bifidus
Totala beznadzieja, w sumie nie wiem czy warto się coś więcej rozpisywać. Męczyłam go dobre kilka miesięcy, fakt szybko się "wchłania" jednak ja mam wrażenie, że trafniejsze byłoby określenie "wyparowuje", bo już na trzecim miejscu mamy alkohol.
Czy krem nawilżał?
Moim zdaniem nie, wręcz przeciwnie, po około godzinie może nawet 30 minutach, czułam ściągnięcie i ponowne przesuszenie dłoni.

NIE

14.Balsam do ust TISANE
Produkt kultowy, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Starczył mi na około 8 miesięcy, wiele razy ratował moje usta przed wysuszeniem.
TAK


Znacie te produkty? Lubicie a może wręcz przeciwnie?

Pozdrawiam A.

Walentynkowe pawie-oczko.



Walentynki już za nami, dziś pora na meteoryty ;)

Wczoraj robiąc makijaż, myślałam że poszalałam, natomiast dziś, gdy oglądam zdjęcia, stwierdzam, że znowu zrobiłam sobie mega delikatne i mało widoczne oko ;)
Nie wiem czy zauważyłyście, ale jestem "szczęśliwą" posiadaczką opadającej powieki, tudzież małej powierzchni do malowania oka...zwał, jak zwał, fakt jest taki, że gdy patrzę " prosto" cała moja praca znika.





Niby oglądam wiele filmów, czytałam artykuły, jak malować opadającą powiekę, że ciemny kolor w trapez, że wyżej niż "normalnie"...a i tak guzik mi wychodzi.
Gdy tylko "wyciągnę" cień-czy to ciemniejszy, czy kolorowy- zaraz wydaje mi się, że wyglądam wulgarnie.

Walczę z tym, ale efekty są różne ;)


Na oku mam połączenie kolorów (Ingloty)
356 M
317 M
376 M
+
czarna kredka (której nie widać)


Na policzku delikatnie (jedna warstwa) ASTOR 001 <KLIK>
Rozświetlacz MAC Soft&Gentle  <KLIK>
Bronzer Hoola Benefit



Na paznokciach zagościł lakier Golden Rose Jolly Jewels w nr.109...tak, tak, w końcu i ja się skusiłam ;)




Mam nadzieję, że Wasz 14.02 był równie udany jak i mój :)

Pozdrawiam A.





DERMIKA: maseczka-peeling z ziarenkami JOJOBA

Witajcie!
Dołącz do "Malinowego Klubu"


Dziś przygotowałam spóźnioną recenzję maseczki, którą otrzymałam do testów dzięki uprzejmości Maliny
Mowa o maseczce peelingującej firmy DERMIKA

Dermika maseczka peelingująca


Opis producenta:

ODKRYCIE - MASECZKA-PEELING z ziarenkami jojoba


Maseczka – peeling złuszczająca martwe komórki naskórka. Wygładza, oczyszcza i odświeża skórę. Ułatwia wchłanianie się kremów.




Sposób użycia:
Maseczkę nałożyć na świeżo umytą skórę twarzy i szyi. Rozprowadzić ruchami kolistymi palców lekko pocierać powierzchnię skóry przez 1-2 minuty. Przy skórze delikatnej i cienkiej nie dłużej niż 1 min. Zmyć ciepłą wodą i nałożyć krem pielęgnacyjny. Stosować 1 raz w tygodniu! 
Do każdego typu zdrowej cery. Nie stosować na skórę wrażliwą, naczyniową i z wypryskami.




Moja opinia:

Zaraz po otwarciu maseczki miałam nieco mieszane odczucia, głownie ze względu na dość spore drobinki złuszczające. 
Przyznam szczerze, że początkowo przestraszyłam się, ale jak się później okazało, były to obawy zupełnie nieuzasadnione!
Aplikacja była czystą przyjemnością, zarówno, ze względu na jedwabista i kremową konsystencję, jak i bajecznie delikatny zapach.



Ogromnym atutem maseczki są drobinki  ścierające, które  mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły. Nie są one zbyt ostre, więc nie ma obawy przed rozdrapywaniem strupków, jednocześnie bardzo dobrze spełniają one swoją funkcję peelingującą.

Po zmyciu maseczki/peelingu byłam bardzo pozytywnie zaskoczona!
Skóra była ładnie wygładzona a suche skórki, z którymi borykam się od pewnego czasu, zostały ładnie usunięte.
Dodatkowo, zauważyłam, że twarz stała się milsza w dotyku, lepiej nawilżona i napięta, powiem więcej, maseczka/peeling idealnie przygotowała skórę na kolejne "zabiegi". Krem bardzo dobrze się wchłonął, powiedziałabym, że szybciej niż zwykle a aplikacja podkładu okazała się istną przyjemnością!

Na zakończenie dodam, że produkt jest bardzo wydajny, podejrzewam, że wystarczy mi jeszcze na około dwa użycia.



DERMIKA maseczka peeling

Podsumowując, wydaje mi się, że maseczka peelingująca "odkrycie" firmy DERMIKA, jest produktem wartym polecenia i wypróbowania. Na szczególną uwagę zasługują genialnie opracowane drobinki, które idealnie usuwają martwy naskórek, nie robiąc nam przy okazji "kuku" na twarzy.
Dodatkowym atutem, jest również działanie delikatnie nawilżające i odświeżające.

Bardzo serdecznie dziękuję Malinie za umożliwienie mi wypróbowania owej maseczki.


Pozdrawiam A.