Tatuaż na oku? Czemu nie!

Witajcie !


Dzisiaj postanowiłam napisać kilka zdań na temat mojego, już nie tak nowego nabytku, jakim jest cień w kremie firmy Maybelline.
Podejrzewam, że ta seria jest Wam, przynajmniej w większości, dobrze znana.

Cena: około 24 zł






Moja opinia: 


ZALETY

  • Po pierwsze, produkt genialnie się aplikuje i rozprowadza.
    Osobiście robię to zwykle palcem, jednak jeśli zależy mi na precyzji, bawię się z pędzelkiem ;)
  • Konsystencja jest również niezwykle przyjemna, w sumie nie jest to ani typowy żel ani mus, początkowe uczucie "wilgoci" znika w mgnieniu oka, a otrzymany efekt jest wręcz jedwabisty.
  • Cień można wykorzystać w dwojaki sposób, jako bazę pod inne cienie lub jako klasyczny cień.
    Ja najczęściej używam go jako bazy, gdyż nie pozbyłam się jeszcze bubla id Inglota.
  • Produkt na powiekach trzyma się na prawdę wzorowo!
    Mam tendencję do  "przetłuszczania" się powiek (ale to brzmi ! ) jednak mimo to, cień wytrzymuje na nich bardzo długo. Wykonałam nim makijaż sylwestrowy i powiem Wam, że nad ranem, cały czas miałam co zmywać!
  • nie roluje się i ładnie utrzymuje pozostałe cienie





Kolor
  • cień ładnie się mieni, co prawda, zawiera bardzo malutkie drobinki,jednak zapewniam Was, że nie są nachalne i genialnie wtapiają się w całość koloru.
  • sam kolor jest, moim zdaniem bardzo ciekawy. Jest to połączenie brązu ze złotem z dodatkiem pigmentu, którego, przyznam się szczerze, nie potrafię jednoznacznie określić.

    Jednak moim zdaniem, owy dodatek, nadaje produktowi trójwymiarowości i głębi.

WADY

  • Zdecydowanym minusem jest jego dostępność, przyznam, że miałam spory problem, żeby go kupić.
    Nie wiem jak sytuacja wygląda w innych miastach, jednak w Lbn widziałam go jedynie w Rossmannie w Plazie.

  • kolory dostępne w Polsce, również są okrojone (w porównaniu z ofertą w innych krajach.)




Podsumowując, uważam, że jest to genialny i wielofunkcyjny kosmetyk! Gdyby nie dostępność, która niestety jest marna, wszystko byłoby "cacy"
Mnie osobiście najbardziej zachwycił kolor oraz wzorowa wytrzymałość.


Spotkałam się również z opiniami, że jest to tańszy odpowiednik cieni z MAC-a, w tej kwestii nie chcę się wypowiadać, gdyż MAC-owego pain-pota nigdy nie próbowałam.


Znacie te cienie? Lubicie?
Pozdrawiam A.

Ostatnia bitwa ;)

Hello ;)


      Szybki post, mam nadzieję, że treściwy ;)
Mam już chyba dość książek, czopków, mikroemulsji, niezgodności a najbardziej budowy popieprzonych, pradawnych maszyn typu tabletkarki!

Jutro ostatni, znienawidzony egzamin, trzymajcie kciuki, może jakimś cudem zdam ;)

A teraz z innej beczki...ostatnio spotkałam się z opinią, że zajmuję się pierdołami. Szczerze powiem, że nie zdziwiła mnie taka opinia otoczenia, jednak przyznam, że w serduchu trochę zapiekło.
Z faktem, że wiele osób postrzega blogerki, szczególnie kosmetyczne/urodowe (jak kto woli, zwał jak zwał) jak puste lalunie, które nie maja niczego lepszego do roboty, jak kupować mazidła i walić tapetę na twarz.

Osobiście zupełnie się z tym poglądem nie zgadzam, a tym bardziej nie utożsamiam. 
Z moim obserwacji widzę, że blogosfera pełna jest osób wartościowych, mających swoje życie i traktujących bloga, jako pewnego rodzaju uzupełnienie.
Nie będę ściemniać, że ze mną jest inaczej, mam swoje sprawy, znajomych, naukę, studia i notoryczny brak czasu ;)
Mój blog, to moja przestrzeń i moja sprawa, czy go prowadzę czy nie.

Zastanawiałam się ostatnio, czy w oczach "koleżanek po fachu" nie zostanę uznana za płytka, dziecinną i głupiutką...ale wiecie co, mam to gdzieś.

Ostatnio nawiązałam z nimi rozmowę, na temat dermokosmetyków...niestety nie były w stanie odpowiedzieć na najprostsze pytanie. Nie miały pojęcia jak pielęgnowac jaka cerę, no może oprócz trądzikowej, bo ostatnio były leki stosowane w dermatozach ;)
Co z tego, że kiedyś na farmakognozji było "coś" o arnice, proteinach sojowych, co z tego, że kiedyś omawialiśmy wałaściwości olejków eterycznych...takich przykładów jest cała masa.
Czy któraś z nich będzie pamiętała, że kwas hialuronowy jest za dużą cząsteczką i nie ma mowy, żeby ze zwykłego kremu wniknął w głębsze warstwy skóry i zadziałał przeciwzmarszczkow ;)

Mnie osobiście zawsze raził brak kompetencji Pań farmaceutek/techników farmacji (ciężko rozróżnić, bo nie noszą plakietek) w przypadku tematu dermokosmetyków.
Pamiętam, że prosząc o krem Pani nie była w stanie profesjonalnie mi doradzić, brała kosmetyk i czytała...
No przepraszam, nie jestem małpą, umiem czytać ;)

Wydaje mi się, że idąc do apteki oczekujemy jakiegoś większego zaangażowania, profesjonalniej porady... ja zawsze tego oczekiwałam, a Pani czytająca tekst na opakowaniu traciła w moich oczach.

Nawet patrząc czysto ekonomicznie, dermokosmetyki są biznesem przyszłościowym!
W chwili, gdy wprowadzono ustawę na temat naliczania ryczałtów, czyli ujednolicono kwoty za leki "na receptę", leki OTC, suplementy  i kosmetyki, stały się swego rodzaju "wabikiem" na klientów/pacjentów.


Czy Wy, Moje Drogie, nie wolałybyście spotkać w aptece osoby, która zna się na temacie?

Wydaje mi się, że nie mam się czego wstydzić, będę farmaceutką obeznaną w temacie...przynajmniej praktycznie ;)
Co do typowego doświadczenia, staram się testować preparaty różnych firm, aby wyrobić sobie o nich zdanie i w przyszłości nie wciskać ludziom ściemy, tylko po to, żeby apteka miała większe zyski.


Pozdrawiam koleżanki, silnie uczące się na jutrzejszy egzamin i mam nadzieję, że w przyszłości, wielkość kropli w mikroemulsjach będzie Wam NIEZBĘDNA do wykonywania zawodu...


Ale się wyżaliłam... prowadzenie bloga jest genialne ;)
Wiem, że dopiero raczkuję,  może i nie piszę stylistycznie, ale wierzcie mi, że się bardzo staram ;)



Jakie jest Wasze zdanie, czego oczekujecie od farmaceuty?

A tak na marginesie, co w ogóle sądzicie o randze tego zawodu? 


Pozdrawiam i trzymajcie jutro kciuki!!

:*


p.s.

Hit Lubelszczyzny, który masakrycznie poprawia mi nastrój :D


http://www.youtube.com/watch?v=hp4endJMu1E

http://www.youtube.com/watch?v=JvxG3zl_WhU


Miłej nocki :)





Nowość w lakierowej kolekcji, czyli Bell Air Flow w roli głównej.

Witajcie!



           Lakierowego szaleństwa ciąg dalszy, dzisiaj postawiłam na soczystą czerwień od Bell :)
Jest to pierwszy lakier tej firmy w mojej małej kolekcji, powiem szczerze, że zawsze królował u mnie tylko Inglot i Inglot...W sumie sama nie wiem czemu?




        Lakier Bell Air Flow, kupiłam pod wpływem bardzo korzystnej opinii mojej dobrej koleżanki. Traf chciał, że zbiegło się to wszystko w czasie z Biedronkową promocją i tak oto "przytuliłam" owy lakier.

Kupiłam go za 5,99 zł natomiast w regularnej cenie kosztuje on około 12 zł.
Lakiery dostępne są w bodajże w drogerii Natura.

Mój jest w odcieniu...chyba 14 ;)
Oczywiście jak to ja, wywaliłam opakowanie, więc ręki nie dam sobie uciąć.



Pędzelek jest standardowej szerokości, osobiście nie lubię szerokich pędzelków, bo wtedy mam jak w banku, ze wyjadę poza płytkę ;)
Aplikacja jest bardzo przyjemna, lakier nie jest, ani za gęsty, ani za rzadki.

Krycie, w mojej ocenie jest genialne, zdecydowanie bija na głowę sławnego Inglota. Przyznam również, że w porównaniu do lakieru Madame Lambre, Bell spisuje się nieco lepiej.
Po dwóch warstwach otrzymujemy przepiękny, intensywny i soczysty kolor!

Trwałość Bell oceniłabym na jakieś 3,5 no może 4-
Nie jest najgorzej, jednak nie mamy co marzyć o jakiejś szalonej wytrzymałości ;)
Jednym słowem, dupy nie urywa ;)


Ogólną szybkość z jaką schnie lakier, również określiłabym jako standardową. O ile pierwsza warstwa zastyga  w miarę sprawnie, tak z kolejna musimy odczekać swoje.


Oto jak prezentuje się kolor









Podsumowując, uważam, że jest to bardzo poprawny produkt. Na pewno, pod względem "technicznym", okazał się lepszy niż Inglot, który urzeka mnie jedynie różnorodnością kolorów ;)
Uwielbiam efekt jaki daje na paznokciach, soczystość koloru i bardzo dobre krycie :)





Ocena: 4/5
Czy kupię ponownie? TAK



Macie lakiery z tej serii? Lubicie czy wręcz przeciwnie?
Może polecicie jakieś długotrwałe lakiery?


Pozdrawiam A.




Moja ulubiona woda termalna? URIAGE !

Witajcie!

         Dziś temat kontrowersyjny, mający swoich zwolenników, jaki zagorzałych przeciwników, czyli problem wody termalnej.
Stosować czy nie? Oto jest pytanie!

          Pierwszy kontakt z woda termalną miałam około półtorej roku temu, gdy po wakacjach, moja twarz była w dość słabej kondycji. Wiadomo opalanie i morska bryza zrobiły swoje!
Gdy sięgałam po wodę termalna od Uriage, nie liczyłam na wiele. Powiem więcej, byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego produktu, nie wierzyłam, że wniesie on cokolwiek pozytywnego do mojej pielęgnacji.



       
Co twierdzi producent?

Pochodząca z alpejskiego źródła Woda Termalna Uriage przez niemal 80 lat wędrówki przepływa przez wiele warstw skalnych , którym zawdzięcza swój wyjątkowy skład.

Idealny produkt do codziennej pielęgnacji.
Woda Termalna Uriage unikalna ze względu na swoją izotoniczność i skład mineralny. Jest to jedyna taka Woda Termalna, nie wymagająca osuszania po aplikacji.
Woda Termalna Uriage pozwala zachować równowagę osmotyczną i integralność komórek naskórka. Dzięki tej właściwości po spryskaniu skóry Wodą Termalną Uriage nie osuszamy jej, pozwalając minerałom na działanie. Skuteczność Wody Termalnej Uriage została udowodniona w badaniach klinicznych.


-łagodzi dzięki zawartości wapnia i cynku 
-regeneruje dzięki zawartości związków manganu oraz miedzi 
-działa przeciwrodnikowo dzięki zawartości związków manganu 
-tworzy warstwę ochronną dzięki zawartości krzemu 
-nawilża dzięki zawartości soli mineralnych zbliżonej do składu NMF (Naturalnego Czynnika Nawilżającego Skóry)


Skład:

SO4 - 2860 mg/l, CI - 3500 mg/l, HCO3 - 390 mg/l, K - 45,5 mg, Mg - 125 mg/l, Zn - 160 mikrogramów/l, Fe - 15 mikrogramów/l,, Cu - 75 mikrog/l, Mn - 154 mikrog/l, Si - 42 mg/l, Ca - 600 mg/l, Na - 2360 mg/l (23.04.2009) 





Opakowanie i aplikacja:

  • szata graficzna opakowania jest bardzo przyjemna dla oka, mnie osobiście kojarzy się z wiosną :)
  • atomizer jest BARDZO POPRAWNY!
    Mgiełka jest na prawdę bardzo drobna, co korzystnie wpływa na zwiększenie przenikalności i biodostępności zawartych w niej minerałów.

Jak i kiedy stosuję?


  • wodę termalną stosuję codzienne rano i wieczorem, zaraz po umyciu twarzy żelem oczyszczającym.
    Od razu po użyciu czuć różnicę, znika uczucie ściągnięcia i dyskomfortu.
  • bardzo odpowiada to,że po jej zastosowaniu nie trzeba osuszać twarzy chusteczką.
     Jest to jedyna dostępna na rynku woda termalna o takiej formule.
  • Woda ma również inne zastosowania, bardzo często spryskuję nią pędzel przed aplikacją podkładu mineralnego czy cieni do powiek.
  • Bardzo często, gdy mam podrażnione oczy, (różnymi czynnikami np. suchym powietrzem) nasączam płatki kosmetyczne ową wodą termalną i przykładam do oczu na ok 15 minut.Efekt jest fenomenalny!
    Zaczerwienienie i uczucie pieczenia znika bezpowrotnie.

Moja opinia:



       Pierwsze wrażenie po zastosowaniu owej wody było rewelacyjne, gdyż uczucie ściągnięcia i dyskomfortu znikło w mgnieniu oka!

         Po dłuższym stosowaniu wody termalnej Uriage, zauważyłam jej korzystne, nawilżające działanie. Odkąd ją stosuję, moja skóra stała się bardziej napięta, ponad to, zdecydowanie poprawił się turgor naskórka.
Dodatkowo zauważyłam, że woda wspomaga również procesy regeneracyjne naskórka i minimalizuje podrażnienia. Stosuję ją zawsze po zabiegach pielęgnacyjnych, szczególnie tych, które mogą naruszyć naskórek np. mechaniczne oczyszczanie twarzy.

            

Podsumowując, uważam, że jest to genialny produkt! Na dzień dzisiejszy, nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez owej wody termalnej.
Stosowałam również wody innych firm, jednak ta najbardziej przypadła mi do gustu.



Ocena: 5/5
Czy kupię ponownie? TAK


A teraz dygresja:

Osobiście uważam, że kosmetyk jakim jest woda termalna, jest bardzo niedoceniany!
Moja kosmetyczka podziela tą opinię, powiem więcej, poleciła mi, abym myła twarz w ( jak by to nazwać) "płynie izotonicznym" zamiast w zwykłej " kranówce " 
w aptekach można dostać litrowe roztwory izotoniczne chlorku sodu ( NaCl)


Podaję tu link, do kremu, który póki co, stale jest moim faworytem!



Stosowałyście kiedyś wodę termalną? Lubicie? A może uważacie za zbędny wydatek?

Pozdrawiam A.




Lakier od MADAME LAMBRE

Witajcie!

         Tak ja zapowiadałam, na recenzję z użytkowania lakieru nie musicie zbyt długo czekać ;)




Konsystencja jest raczej rzadka, co mnie osobiście bardzo odpowiada. Lakier ładnie się rozprowadza, pędzelek jest OK, na prawdę nie mogę mu nic zarzucić.



Co do krycia nie jest źle, jednak jak na mój gust, konieczne jest nałożenie dwóch warstw, gdyż po pierwszej widoczne są, jak ja to nazywam, prześwity.

Lakier bardzo szybko wysycha, szczególnie pierwsza warstwa, z drugą musimy trochę odczekać, jednak jak ja to mówię "nie ma tragedii"
Moim zdaniem, w porównaniu z Inglotem czy Golden Rose, schnie o wiele szybciej!






Trwałość jest optymalna, powiem więcej, jak za ta cenę, bardzo poprawna!
Nie będę ściemniać, że  wytrzyma on jakieś ekstremalne warunki, mycie, szorowanie itp., jednak w codziennym użytkowaniu spisuje się dobrze!

Osobiście, trwałość wszystkich lakierów porównuję do Inglota, który zupełnie nie spełnia pod tym względem moich oczekiwań ;)

Kolor bardzo przypadł mi do gustu, jest on bardzo ładny, intensywnie fioletowy z malutkimi drobinkami :)
W mojej opinii, genialnie prezentuje się na paznokciach, przyznam szczerze, że jakoś zawsze omijałam fioletowe lakiery. Wydawały mi się jakieś takie...badziewne i "tanie" jeśli wiecie o co mi chodzi ;)
Lakier MADAME LAMBRE, przełamał ten stereotyp i szturmem wdarł się w moje "serce"





           Podsumowując, uważam, że lakier jest, na prawdę wart uwagi. Cena nie jest zbyt wygórowana, gdyż w sklepie internetowym możecie go dostać już za  10,20 zł.
W tej cenie otrzymujemy bardzo poprawny produkt, który dobrze kryje i świetnie prezentuje sie na paznokciach!


 Madamelambre


Próbowałyście już lakiery z MADAME LAMBRE? Jak spisują się u Was? Macie na nie ochotę?

Pozdrawiam A.

Bo w czasie sesji dzieci się nudzą... ;)

Hej!

          Post inny niż zazwyczaj, taki na dobranoc ;)

Jako, że dzisiejszy wieczór, jak i niestety cały dzień, spędziłam w pokoju z nosem w książkach, około 20 minut temu, dostałam całkowitego obrzydzenia do nauki :/
Jak to się mówi, zmęczenie materiału ;)

Z mojego  nic "niechciejstwa" wyszedł taki o makijaż ;)
W woli ścisłości, absolutnie nie uważam siebie za kogoś kto umie się malować, wiele mi brakuje do "biegłego władania pędzlem " ;)
Potraktujcie to z lekkim przymrużeniem oka :)


Jak sądzicie, będzie coś z tego?
Makijaż, jak na mnie, mega intensywny i mocny, nie wiem czy wyszłabym gdzieś z takimi mocnymi  "gałami" ;)


Na paznokciach mam lakier z MADAME LAMBRE, który całkowicie mnie zauroczył!
Bardzo dobrze się rozprowadza, jednak potrzeba dwóch warstw, gdyż po jednej widać delikatne prześwity.


Jeśli się przyjrzycie, policzki delikatnie zaznaczyłam różem MAC Warm Soul :)

Jakie kolory proponujecie do niebieskich oczu? Jak sądzicie, pasuje mi taki fiolet?


Pozdrawiam Was :)

Przesyłka od MADAME LAMBRE

Witajcie!





         Kilka dni temu nawiązałam "współpracę", jeśli mogę ową relację tak nazwać, z firmą MADAME LAMBRE, która od pewnego czasu, gości w blogowej sferze kosmetycznej.

Przesyłka, którą otrzymałam wywołała uśmiech na mojej twarzy, gdyż nie liczyłam na tak piękny prezent!


MADAME LAMBRE


Do testów otrzymałam przepiękny, opalizujący cień do powiek, intensywnie fioletowy lakier do paznokci oraz krem pod oczy z serii SILK CHARM.
Dodatkowo, otrzymałam również próbki kremu na dzień jak i na noc, oraz dwie próbki podkładu w odcieniach 1 i 2.


MADAME LAMBRE


              Marka MADAME LAMBRE, jest nowością na naszym rynku kosmetycznym,  jednak Lambre Groupe International funkcjonuje już od 1999 roku i z powodzeniem funkcjonuje na rynkach światowych.


"Stworzona z Miłości do piękna 
dla każdej kobiety poszukującej czegoś 
unikalnego i intrygującego zarazem…"

          Pierwsze co rzuca nam się w oczy, to przepiękna szata graficzna oraz miłe dla oka opakowania, nadające kosmetykom jeszcze większej klasy i elegancji.
Osobiście, jestem wręcz oczarowana estetyką, precyzją wykonania oraz doborem kolorystycznym, które idealnie ze sobą współgrają, tworząc bardzo zmysłową i kobiecą całość.




"Oryginalność i wyjątkowość Madame
LAMBRE to wysoka jakość, ale także czar
ręcznie robionych opakowań oraz filozofia
marki nawiązująca do romantycznych historii
z malowniczych i kobiecych czasów secesji."


        W swoim asortymencie firma MADAME LAMBRE posiada przepiękne kosmetyki oraz akcesoria do makijażu. Cała kolekcja jest niezwykle delikatna i romantyczna. Każda z nas, może z łatwością stworzyć dostosowane do indywidualnych potrzeb, kompozycje kolorystyczne, korzystając przy tym z szerokiego wachlarza barw.




"Kosmetyki MADAME LAMBRE produkowane są w oparciu o profesjonalne receptury, nowoczesne technologie na bazie najlepszych surowców i wyselekcjonowanych składników aktywnych."



      Pamiętajmy, że MADAME LAMBRE, to nie tylko makijaż, lecz również pielęgnacja.

W swojej ofercie firma posiada trzy niezwykłe linie kosmetyków pielęgnacyjnych, dostosowane do określonych potrzeb pielęgnacyjnych.


  • AQUATIQUE - seria nawilżająca, do skóry odwodnionej

  •  SILK CHARM  - seria kojąca, do skóry z pierwszymi oznakami starzenia

  • TIME CODE  - seria odmładzająca, do skóry dojrzałej

Kosmetyki MADAME LAMBRE dostępne są w drogeriach Hebe oraz w sklepie internetowym:




Moje drogie, zabieram się za testowanie, recenzji lakieru i cienia spodziewajcie się niebawem, natomiast z kremem, z wiadomych przyczyn, nieco mi zejdzie ;)



Chcę również bardzo serdecznie podziękować przemiłej Pani Agnieszce, za serce i uprzejmość z jaką podeszła do sprawy.



Co sądzicie o marce MADAME LAMBRE? Próbowałyście już kosmetyków marki, która szturmem podbiła serca tak wielu z nas?


Pozdrawiam A

Luźny post ;)

Moje drogie!

             Dzisiejszy dzień upłynął mi fatalnie, oczywiście zaspałam i rano nie zdążyłam napić się mojej ukochanej DUŻEJ czarnej a jako, że wyznaję zasadę " No coffe, no workee" praca zupełnie mi nie szła. Wstrętna pogoda również dała mi się we znaki, wystałam się 30 minut na przystanku, tylko po to, żeby pojechać na obowiązkową pseudo-wycieczkę do Cefarmu. Więcej zajęło mi sama podróż, niż zwiedzanie ;)
Ale cóż, mus to mus ;)
Później, jak na złość dopadł mnie okropny ból głowy, no bo w końcu "no coffee, no workee".





Ta sowa zawsze mnie powala!!! :D :D

Trzymajcie się ciepło i życzę udanego wieczoru!


Jedyny pozytywny aspekt tego dnia to wyniki dwóch egzaminów :D


Pozdrawiam A.


p.s piszcie nowe notki, bardzo chętnie jutro rano przy KAWCE poczytam wasze nowe teksty :)

Możecie mi napisać (oczywiście jeśli macie taka ochotę ) czy czcionka nie jest za duża?
Ostatnio weszłam na blog z komputera mojego Lubego i się przeraziłam, nie mieścił się w monitorze! 
....ale to brzmi ;)


Recenzja: Clinique dramatically different moisturizing lotion.

       
Witajcie!

                Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję produktu firmy CLINIQUE, o bardzo skomplikowanej nazwie, dramatically different moisturizing lotion ;)
Jest to trzeci krok, słynnego programu Clinique.

Moje pierwsze spostrzeżenie, czy nie można było nazwać go zwyczajnie, emulsją nawilżającą ;)

Clinique step 3- nawilżanie

Co twierdzi producent?

Emulsja nawilżająca. Przywraca skórze równowagę wodno-tluszczową. Uzupełnia poziom wilgoci, stanowiąc doskonałą bazę pod bardziej specyficzne produkty pielęgnacyjne oraz makijaż. Przeznaczony do skóry: 
I-bardzo sucha, delikatna- na całą twarz i szyje
II-sucha, normalna-wokół oczu, policzków i na szyję

III i IV- przetłuszczająca się i tłusta- wokół oczu i na szyję

Stosować 2 razy dziennie, rano i wieczorem. Najlepsze efekty można uzyskać po uprzednim zastosowaniu kostki myjącej oraz płynu rozświetlającego, odpowiedniego do typu skóry.

Skład:

water purified, mineral oil (paraffinum liquidum), sesame (sesamum indicum) oil, propylene glycol, tea-stearate, glyceryl stearate, lanolin alcohol, petrolatum, methylparaben, propylparaben,


Moja opinia:


    Tytułem wstępu, powiem Wam, że kupiłam go troszkę pod wpływem impulsu. Dziś śmiało przyznaję się przed swoim sumieniem, że był to zakup zupełnie nieprzemyślany. Jednak chcąc być konsekwentna, stwierdziłam, że skoro już znajduje się na mojej półce, muszę go wykorzystać.



CLINIQUE krok 3-nawilżanie


  • gramatura: 50 ml
    cena: około 80zł
  • opakowanie jest bardzo eleganckie, bez zbędnych detali, co jest dość charakterystyczne dla produktów tej marki.
    Również, sam produkt prezentuje się całkiem dobrze. Mój jest w wersji mniejszej, czyli tubce.
  • konsystencja jest bardzo przyjemna i  lekka.
    Sam produkt bardzo ładnie się rozsmarowuje, co sprawia, że aplikacja jest sprawna, szybka i  również przyjemna.
  • W moim odczuciu, jest to produkt wydajny, co jest efektem konsystencji, już niewielka ilość wystarczy na pokrycie całej twarzy.
  • nie zauważyłam, aby wywołał u mnie jakieś podrażnienie, jest to kosmetyk bezwonny o żółtym zabarwieniu.
  • produkt ma dość przeciętny skład, na drugim miejscu znajduje się parafina, która niestety przy dłuższym stosowaniu daje o sobie znać.
    Na uwagę zasługuje natomiast dość spora zawartość oleju sezamowego,który moim zdaniem "robi cała robotę".
    Dodatkowo w emulsji znajdziemy glikol propylenowy i wazelinę (nie są komodogenne)

CLINIQUE- emulsja nawilżająca, konsystencja

Jak stosuję kosmetyk?

           Mimo tego, co podaje producent, stosuję go tylko i wyłącznie na dzień, gdyż mam zasadę, że w nocy daję twarzy odpocząć od parafiny i nie zapycham jej niepotrzebnie.
Zaczęłam stosować go, gdy pogoda zaczęła się zmieniać na jesienno-zimową, aby lepiej chronić skórę przed niekorzystnymi zmianami temperatury czy wiatrem.

Emulsję, z reguły aplikuję na całą twarz, szczególnie w miejscach przesuszonych zabiegami kosmetycznymi czy TriAcnealem.
Osobiście traktuję ten produkt, jako taki "podkład" pod inne kremy, ewentualnie, gdy wiem, że mam suche skórki, mieszam go z podkładem.
Powiem Wam szczerze, że właśnie w takiej formie spisuje się on najlepiej. Podkład staje się wtedy bardziej kremowy, lepiej się aplikuje i nie podkreśla suchości.

Jak często stosuję?

Muszę się przyznać, że nie stosuję go każdego dnia a jedynie, gdy odczuwam taką potrzebę.
Produkt okazuje się bardzo pomocny w "sytuacjach ekstremalnych", ładnie koi i nawilża zbytnio przesuszoną skórę.


Czas na kwestię, która zapewne najbardziej Was interesuje, czy zapycha pory??

Powiem tak, nie stosuję go codziennie a jeśli już, to tylko rano.
Nie zauważyłam, żeby pozapychał moje pory, a uwierzcie mi, że mam do tego tendencję.


Clinique emulsja nawilżająca


Podsumowanie:

Przyznam się szczerze, że mam bardzo mieszane odczucia związane z tym produktem!
Zdecydowanie wysoka cena i fakt, że otrzymujemy w niej produkt, który  zawiera parabeny i bardzo dużą ilość parafiny, nie przekonuje mnie do ponownego zakupu.

Co do samego działania, jest ono DOBRE, wręcz BARDZO POPRAWNE!
Emulsja ładnie koi, nawilża i regeneruje skórę. Podejrzewam, że jest to w dużej mierze zasługa oleju sezamowego.
Podejrzewam, że sprawdzi się bardzo dobrze w przypadku osób z suchą cerą.

Ocenię ten produkt na 3,5/5

Odejmuję za cenę i skład.

Czy kupię go ponownie? NIE

Jest zdecydowanie za drogi i wydaje mi się, że w tej cenie można znaleźć coś lepszego.


Miałyście styczność z tym kremem? Lubicie a może wręcz przeciwnie?

Pozdrawiam A.

Trochę poegzaminowej prywaty ;)

Witajcie!

             Wróciłam do pokoju, odpaliłam komputer, włączyłam swoją muzykę i poczułam uśmiech na twarzy. Jakoś złapałam dobry nastrój i postanowiłam podzielić się z Wami moimi kilkoma spostrzeżeniami ;)
            Po pierwsze, miałam dziś wieczorem egzamin z biofarmacji, który jakoś nie specjalnie mi leżał. Wynik dopiero za kilka dni, był test więc mam nadzieję, że szybko sprawdzą, no zobaczymy jak poszedł, ważne, że mam to pierwsze (oby ostatnie) podejście już za sobą ;)

Zawsze po egzaminach słucham zespołu mojej młodości, mianowicie KSU.
Nie wiem czy któraś z Was o nich słyszała, jest to zdecydowanie "specyficzny" rodzaj muzyki ;)











     Po drugie, muszę Wam powiedzieć, że podziwiam Was, szczególnie za precyzję w wykonywaniu makijaży i zapału do zdobienia paznokci!

Dziś stwierdziłam ,że a co! Też się "ładnie" umaluję, wiecie cienie i te sprawy. Jak na mnie, byłam całkiem zadowolona, wyjątkowo udało mi się wyprowadzić kolor na powiekę tak, żeby było cokolwiek widać. Niestety jestem posiadaczka małej powierzchni do malowania a do tego mam, przynajmniej tak mi się wydaje, opadającą powiekę.
Dodam, że makijaż zabrał mi strasznie dużo czasu i w ostatniej chwili zorientowałam się, że mam 15 minut do egzaminu!!
Pognałam więc na uczelnię a tam zauważyłam, że koleżanka bacznie mi się przygląda. W końcu zebrała się na odwagę i zapytała czy nie jestem chora albo mocno przeuczona, bo mam coś nie tak z oczami!
Pognałam zatem do WC i kurcze faktycznie!
Wyglądałam dziwnie...po bliższych oględzinach doszłam do meritum...ZAPOMNIAŁAM POMALOWAĆ RZĘS, a uwierzcie mi, że mam bardzo, bardzo jasną oprawę oczu :D
Wyglądałam jak osoba po chemii, brwi podkreślone i zero rzęs :D
Ale się z siebie śmiałam ;)

Tak kończy się przygoda Ani z "ekstra malowaniem " ;)

           Po trzecie, nie wiem czy zauważyłyście, ale ciągle poszukuję odpowiedniego wyglądu bloga. Jakoś nic mi nie pasuję i co rusz coś zmieniam. Patrząc na Wasze blogi zazdroszczę Wam wyczucia estetyki i doboru kolorów. Mam kilka ulubionych, które wydają mi się genialnie zaprojektowane, oto kilka z nich:

i moja zdecydowana faworytka: http://za-wysoko.blogspot.com/   uwielbiam jej poczucie estetyki!

Sama jestem raczej komputerowym osłem...niestety nie umiem wielu rzeczy np. jak zrobić z etykiet takie zakładki? :/

        Na koniec, chciałam Wam moje drogie podziękować, za to, że jesteście ze mną. Bardzo cieszą mnie Wasze komentarze i to, że mogę Was czymś zainteresować :)
Miewałam chwile zwątpienia, szczególnie gdy spotykałam się z negatywnymi reakcjami otoczenia. 
Wiele osób kojarzy blogerkę, szczególnie kosmetyczną, z głupiutką dziewczynką, która nie zna się na niczym, więc wzięła się za kosmetyki ;)

Szczerze, powiem Wam, że prowadząc bloga wiele się dowiaduję i uczę, sama szukam ciekawostek, szperam po książkach, notatkach, przypominam wiele rzeczy.

Mam nadzieję, że kiedyś, gdy będę już "Panią magister" i do mojej apteki przyjdzie pacjentka i powie "Jakiś krem do ..... skóry" będę mogła rzetelnie jej doradzić, bez naciągania na zbędne koszty.


p.s Jeśli macie jakieś propozycje odnośnie grafiki bardzo chętnie poczytam ;)

Pozdrawiam A.